Francja i Niemcy Oś przegranych

14.11.05, 21:17
Oś przegranych
Francja i Niemcy
Brytyjczycy proponują uczciwszy i bardziej demokratyczny model integracji niż
tandem niemiecko-francuski



Jacques Delors, pierwszy przewodniczący Komisji Europejskiej, który
serdecznie nie znosił Margaret Thatcher, apelował w czasach jej rządów do
brytyjskiej lewicy: "Jeśli chcecie alternatywy dla masowego bezrobocia i
ataków na klasę robotniczą, podpiszcie się pod moją wizją Europy". Tony Blair
podpisał się jednak pod wizją Żelaznej Damy i dobrze na tym wychodzi. Jeśli
unia ma pokonać obecne problemy, jak kiedyś Wielka Brytania, to najwyższy
czas, żeby tak samo postąpili liderzy w innych krajach

    • eva_swallow Brytyjczycy zbudowali najsilniejszą i najbardziej 14.11.05, 21:18
      Brytyjczycy zbudowali najsilniejszą i najbardziej dynamiczną gospodarkę na
      kontynencie, utrzymując wzrost gospodarczy - obecnie dwukrotnie wyższy niż w
      państwach strefy euro - niezależnie od tego, czy rządziła prawica, czy lewica.
      Jeśli unia chce w ogóle przetrwać, nie mówiąc już o odgrywaniu znaczącej roli w
      świecie w obliczu rosnącej potęgi Chin i Indii, to jak najszybciej powinna
      przyjąć brytyjski model rozwoju. Słowem: najwyższy czas na brytanizację Unii
      Europejskiej. Przejęcie przez Londyn formalnego przewodnictwa w unii od 1 lipca
      będzie dobrą okazją do brytanizacji wspólnoty. Rzecznik brytyjskiego premiera
      zapowiedział, że będzie on nalegał na liberalne reformy gospodarcze w UE,
      które - jak sądzi oponent Blaira, francuski prezydent Jacques Chirac - zostały
      odrzucone przez Francuzów w referendum konstytucyjnym. Dwa dni po referendum
      Chirac obiecał obronę Bastylii "modelu socjalnego" przeciw ekspansji
      anglosaskiego "drapieżnego liberalizmu". - To tylko pogłębi problemy Francji -
      przewiduje Aurore Wanlin, pochodząca z Francji ekspertka londyńskiego Centre
      for European Reform. Jej zdaniem, francuskiej klasie politycznej trudno się
      pogodzić z tym, że rozszerzonej UE jest dziś bliżej do koncepcji brytyjskich
      niż do przebrzmiałych idei francusko-niemieckich.

      • eva_swallow Re: Brytyjczycy zbudowali najsilniejszą i najbard 14.11.05, 21:19
        Oś przegranych
        Francja i Niemcy nie są już w stanie odgrywać roli lokomotywy integracji
        europejskiej. Nie znajdą się bowiem wagony, które chciałyby się do niej
        doczepić. Były premier Hiszpanii Jose Maria Aznar nazywa tandem francusko-
        niemiecki "osią przegranych". Przywódcy obu tych krajów nadal jednak nie
        pojmują, co się dzieje, uznając się za pępek Europy. Tymczasem to głównie z
        powodu Francji i Niemiec cała unia pogrąża się w gospodarczej stagnacji i
        zostaje podważone zaufanie do wspólnej waluty europejskiej. Państwa te
        bezkarnie naruszyły jej fundament, gwałcąc zasady tzw. paktu stablizacyjnego,
        choć same ustanowiły go, by dyscyplinować innych. Słowem - Francja i Niemcy nie
        nadają się już na przewodników europejskiego stada, bo zatraciły poczucie
        kierunku, w jakim powinno ono podążać. Konstatacja tego faktu nie jest wyrazem
        fobii antyniemieckich czy antyfrancuskich. Gdy tylko te dwa europejskie kolosy
        przestaną się poruszać na glinianych nogach, mogą znów być przykładem dla
        innych. Duży może więcej tylko wtedy, gdy inni chcą go naśladować. Z tego
        powodu roli lokomotywy integracji nie są w stanie przejąć inne, poza Wielką
        Brytanią, duże państwa europejskie. Włochy "The Economist" określił
        mianem "chorego człowieka Europy". Podniosły się tam głosy o potrzebie
        rezygnacji z euro i powrotu do lira. Postulują to m.in. dwaj ministrowie
        obecnego rządu. Hiszpanie wyeliminowali się z gry po objęciu rządów przez Jose
        Luisa Rodrigueza Zapatero. Madryt stał się piewcą zbankrutowanego "modelu
        socjalnego" Europy, a Warszawa jest zbyt słaba gospodarczo, by aspirować do
        przywództwa.
        • eva_swallow Latarnia antysklerozy 14.11.05, 21:20
          Latarnia antysklerozy
          Jeśli zrezygnujemy z brytanizacji, grozi nam euroskleroza podobna do tej, jaką
          Europa przeżywała w latach 70., w dekadzie dwóch wielkich kryzysów naftowych.
          To pod naciskiem Wielkiej Brytanii - a wbrew usiłowaniom Francji - udało się
          utrącić kandydaturę Guya Verhofstadta na szefa Komisji Europejskiej i wybrać na
          to miejsce Jose Manuela Barroso. Komisja zyskała tym samym zwolennika
          liberalnych zmian i proatlantykiego kursu w polityce zagranicznej zamiast
          kustosza "starej Europy", jakim byłby belgijski polityk. W momencie kryzysu
          konstytucyjnego Tony Blair jako jedyny - dotychczas - przywódca unijny wykazał
          się umiejętnością trzeźwego osądu wydarzeń. Tylko on stwierdził, że po
          referendach we Francji i Holandii trzeba dostrzec nie tylko zagrożenia, ale i
          szanse, jakie się pojawiły. Blair nie zamierza brnąć w skazany na klęskę proces
          ratyfikacji projektu eurokonstytucji. Zamiast tego nawołuje do debaty, której
          życzą sobie wyborcy - przede wszystkim o gospodarce. Szef brytyjskiej
          dyplomacji Jack Straw mówił po ogłoszeniu decyzji o odłożeniu na półkę projektu
          eurokonstytucji: "Unia Europejska musi stawić czoło siłom globalizacji w
          sposób, który będzie najlepszy dla prosperity, zatrudnienia i dobrobytu".
          Wprawdzie we Francji sam Chirac straszył wyborców inwazją anglosaskiego
          liberalizmu, ale wiele wskazuje na to, że i tam narasta przekonanie, iż nie
          taki diabeł straszny, jak go malują. Nicolas Sarkozy, minister spraw
          wewnętrznych w nowym rządzie i główny rywal Chiraca, uważa, że najlepszy model
          społeczny to taki, który przynosi wzrost zatrudnienia, "a więc nie taki, jak
          nasz" - dodaje. Tygodnik "L`Express" umieścił w ubiegłym miesiącu na okładce
          Tony`ego Blaira, pytając w tytule, dlaczego jemu się udaje. Pismo zauważa, że
          Blair uczynił swój kraj bogatszym i dzięki temu wygrał kolejne wybory, podczas
          gdy Francja, Niemcy i Włochy pogrążają się w stagnacji, a ich liderzy tracą
          zaufanie. Jeden z liderów chadeckich, Wolfgang Schaźble, twierdzi, że jeśli CDU
          reformami w Niemczech zdoła otworzyć drogę dla reform Sarkozy`emu, to Europa
          zyska środki, by znów iść do przodu. Brytyjskie przywództwo w unii sprzyjałoby
          umocnieniu tych tendencji. Podczas gdy francuscy politycy straszyli wyborców
          inwazją tanich polskich hydraulików i tureckich imigrantów, Londyn lobbował na
          rzecz otwarcia rynku usług w UE, czego domagała się też Polska. Blair nalega na
          ograniczenie pomocy publicznej dla nie radzących sobie firm i sektorów i będzie
          mocno wspierał działania Komisji Europejskiej także dążącej do tego celu. Rząd
          brytyjski uznał, że "politycy nie produkują samochodów" i zdecydował się na
          poświęcenie firmy samochodowej Rover - jednego z symbolów brytyjskiej
          gospodarki. Na taki racjonalny z punktu widzenia ekonomii krok nie stać dziś
          bodaj żadnego innego rządu w Europie, a został on podjęty w samym szczycie
          kampanii wyborczej, która decydowała o trzeciej kadencji Blaira!

          • eva_swallow Pogrzeb socjalnej Europy 14.11.05, 21:22
            Pogrzeb socjalnej Europy
            Londyn nie dopuści do harmonizacji podatków, która zniszczyłaby gospodarki
            nowych państw członkowskich unii. Dąży też do ograniczenia, a może nawet
            likwidacji wspólnej polityki rolnej, pochłaniającej ponad połowę unijnego
            budżetu. Prof. Richard Baldwin, współpracownik Centre for European Policy
            Studies, przekonuje, że spór o CAP, zawieszony na czas referendum we Francji ze
            względów taktycznych, wybuchnie teraz z nową siłą przy okazji targów o budżet.
            Brytyjczycy proponują uczciwszy, bardziej przejrzysty i demokratyczny model
            integracji, niż robi to tandem niemiecko-francuski. Brytyjska koncepcja sprzyja
            też geopolitycznym interesom Polski. Po pierwsze, Londyn stawia na podtrzymanie
            więzów transatlantyckich, a nie na konfrontację Brukseli z Waszyngtonem. Po
            drugie, Francja i Niemcy próbują zastopować rozszerzanie unii (zwłaszcza o
            Turcję, z którą negocjacje mają się rozpocząć w październiku), podczas gdy
            Wielka Brytania je popiera. Z punktu widzenia Polski perspektywa integracji
            Ukrainy, a w przyszłości także Białorusi, ma pierwszorzędne znaczenie. Po
            referendach we Francji i Holandii opinie brytyjskie są słuchane w Europie z
            coraz większą uwagą. Przystępując do remontu unii, Wielka Brytania może liczyć
            na poparcie większości nowych państw członkowskich, na przychylność krajów
            skandynawskich, Holandii, Portugalii i Irlandii. Wszystkie one są bardziej
            zainteresowane wzrostem gospodarczym i redukowaniem barier dla handlu niż
            pogłębianiem integracji politycznej. Z tego powodu Jan Peter Balkenende,
            premier Holandii, odrzucił propozycję udziału w spotkaniu na szczycie z
            Chirakiem i Schroederem. Zaprezentowana w ostatnich dniach przez polski rząd, a
            zapowiadana na szczycie w Arras przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego
            reorientacja polityki polskiej w stronę francusko-niemiecką i atak na Wielką
            Brytanię jest więc działaniem rozmijającym się z dobrze pojętymi interesami
            Polski i Europy.
Pełna wersja