puls
08.10.02, 20:49
Zasciankowosc , nienawisc do nizrozumialych nowych obyczajow zwalanie na
Amerykancow ,Zydow wlasnej nieudolnosci to cechuje pewna czesc Polakow
na emigracji zarobkowej .....takich jak Czikago ,Hater=88=skiter itd
Rozmawiajac z Polakami osiadlymi w USA wiele razy slyszalem zdanie: "Znam
jezyk na tyle, ze sobie poradze. Wiecej mi nie potrzeba." lub: "Przeciez za
pare lat wyjade, a w Polsce bede mówic po polsku", lub wreszcie: "Nie chce,
bo nie akceptuje tutejszej mentalnosci i obyczajów." Najbardziej
zastanawiajace bylo i pozostanie dla mnie zwlaszcza to zdanie ostatnie, bo
za kazdym razem dane mi je bylo slyszec od ludzi, którzy mieli z angielskim
na bakier i pracowali w pocie czola w zawodach, na które w Polsce
najprawdopodobniej nawet by nie spojrzeli. Na pytanie w jaki sposób mozna
odrzucac to, czego sie przez nieznajomosc jezyka tak naprawde nie
doswiadczylo, rzadko juz otrzymywalem odpowiedz. Czy mieszkajac w Polsce
ludzie ci tez tak latwo odrzucaliby wartosci, których nie znaja i mówili, ze
czegos nie potrzebuja nie rzuciwszy nawet na to okiem? Watpie
Na przykladzie tego forum .
A na kogo zwalaja swoje niepowodzenia ??????
Paradoks, prawda? Jeszcze jeden aspekt poplatanej emigracyjnej
rzeczywistosci. Gdy z uplywem lat marzenie o cieplych buleczkach wciaz
pozostaje tylko marzeniem, a na talerzu pojawia sie jedynie niesmaczny
emigracyjny chleb (ach, jak my, Polacy nie cierpimy tej amerykanskiej
pokrojonej w plasterki "waty"), pozostaje juz tylko poszukac sobie obiektu,
na który mozna "zwalic wine": niedobry szef, niedobre okolicznosci, chetnie
wspomniany juz brak czasu. A najlepiej - dyskryminacja mniejszosci
etnicznych, brak zrozumienia dla "losu emigranta".
I tak w kolko wlasne niepowodzenia na innych zwalaja.