eva15
16.11.05, 18:32
To prawda, że patrząc na USA, Chiny czy Indie widać wyraźnie konieczność
istnienia Unii. Ale tylko i wyłącznie Unii związanej PODOBNYMI interesami, bo
tylko wtedy możliwa jest wspólna polityka tak wewn. jak ZWŁASZCZA
zagraniczna. Jeśli natomiast interesy unijne nie są do siebie zbliżone, a
obecnie nie są, to pan Barosso próżno chyba się utrudzi.
Skutkiem ostatniego rozszerzenia nastąpiło coś co można porównać do time-lag.
Podczas gdy stara Unia ma za sobą ponad 60-letnie bezpośrednie doświadczenia
z USA i wynikające z tych doświadczeń wnioski, Polska (głównie, choć nie
tylko) ma wyidealizowany, oddalony przez zamknięcie za żelazną kurtyną,
latami wymarzony, prawie wymodlony obraz Ameryki - wielkiej wspaniałej i
czyniącej dobro. Na ten obraz nakłada się dodatkowo lęk wobec rzekomego
bezpośredniego zagrożenia niemieckiego i rosyjskiego.
To pełne podejrzliwości i lęków patrzenie zza amerykańskiej "kiecki", czy
raczej zza jej płaszcza ochronnego na sąsiadów i na świat jakby to był rok
1945 z NICZYM w Unii nie da się porównać i trudno je ze wspólną polityką
unijną pogodzić. Stara EU nie zaprząta sobie na codzień głowy Niemcem jako
czyhającym zza węgła wewnętrzym wrogiem i Rosjaninem jako najeźdzcą in spe.
Akualne są inne zagrożenia i Unia chciałaby próbować stawić im czoła.
Chyba jednak wcześniej czy później będą powstawać Unie w Unii, pierwsze
jaskółki(chyba podświadome) to niechęć do ustalenia budżetu na tą dzisiejszą
Unię... Eventualne przyszłe podziały nie będą przebiegać wcale wg. linii
starzy versus nowi członkowie. Kilku nowych, jak np. Czesi czy Węgrzy nie ma
głów skierowanych na przeszlość i rozumie istotę nowych, innych wyzwań.