witomir
22.11.05, 13:29
Już niemal zapomnieliśmy o przypadkach pobicia dzieci dyplomatów rosyjskich
w Warszawie oraz pracowników ambasady polskiej w Moskwie. Okazały się one
zdarzeniami incydentalnymi, jak sądzę dlatego iż nie spełniły swego zadania,
nie wywołały histerii antyrosyjskiej wśród Polaków ani antypolskiej wśród
Rosjan, nie udowodniły też że Polacy dyszą nienawiścią do Rosjan ani
odwrotnie. Oznacza to że nie udały się próby przeniesienia animozji
polityczno-ideologicznych na płaszczyznę waśni narodowościowych, jak zrobiono
to w byłej Jugosławii.
Państwowe stosunki polsko-rosyjskie, od czasów polskiej transformacji są nie
najlepsze z powodu „wykruszenia się” Polski ze strefy wpływów imperialnych
Rosji. Sądzę jednak że Rosja kiedyś by to przebolała i nawet nauczyła by się
z tego korzystać. Jednak w Polsce są wpływowe siły, dążące do likwidacji
związków gospodarczych, kulturowych, politycznych, militarnych itp. Polski z
Rosją i uzależnienia Polski od Zachodu a szczególnie od USA.
Wspólny front Fundacji Batorego, Gazety Wyborczej, PiS, PO i innych agend tej
samej firmy, stara się jątrzyć nasze stosunki z sąsiadami. Tym sposobem,
Polska po raz kolejny w swych dziejach stałaby się państwem frontowym, psem
łańcuchowym obszczekującym Rosję i Białoruś z najbliższej odległości.
Państwem frontowym w przenośni i dosłownie. Osaczone Rosja i Białoruś,
szukają sojusznika w Chinach a to już „nie przelewki”. Wspólne ćwiczenia
Rosyjsko-Chińskie pod kryptonimem „Pokojowa misja 2005” zaniepokoiły pana
Busha, który sam prowadzi szereg „misji pokojowych” i odgraża się Iranowi
kolejną „misją pokojową” wykładając „na stół” negocjacyjny, opcję uderzeń
jądrowych.
W razie konfliktu zbrojnego, to na polskiej ziemi (jak przewidywał
Brzeziński), nad Wisłą znajdą się cele rosyjskich uderzeń jądrowych. A
Rosjanie nie inwestują w precyzję swoich rakiet jądrowych, inwestują w
wagomiar ładunków jądrowych czyli w duży promień rażenia, kompensujący
niedokładności trafienia. Zniszczenie np. ważnego celu punktowego,
spowoduje „wyparowanie” wraz z tym celem, jednego albo dwóch naszych
powiatów. Ale któż by przejmował się losem Polaków.
Wojska Polskiego to my już też niestety nie mamy, mamy armię najemników,
którzy służą temu kto zapłaci więcej i to wówczas, kiedy ryzyko śmierci jest
niewielkie. Wartość armii najemnej sprawdza się dziś w Iraku w starciu z
armią ochotniczą. I po raz kolejny okazuje się że żołnierz walczący dla
pieniędzy, zawsze przegra w starciu z żołnierzem walczącym dla idei.
Osobiście nie wierzę aby Polskę obronili najemnicy.
Polska została więc zatrudniona w charakterze pionka do nękania Rosji. Po
zorganizowanym na skutek ingerencji sił zewnętrznych (w tym z
Polski), „pomarańczowym przekręcie” na Ukrainie, przyszła kolej na Białoruś.
Właśnie trwa bitwa o Białoruś z wykorzystaniem sił i środków Polski.
Jak wiadomo Białoruś jest państwem suwerennym i jako takie, nie może pozwolić
na ingerencję w jej sprawy wewnętrzne, siłom zewnętrznym. Te siły zewnętrzne,
usiłują od czasu rozpadu ZSRR, podporządkować sobie Białoruś i dążą do
obalenia bądź co bądź legalnej władzy państwa białoruskiego oraz przejęcia
jej, przez sterowane z Zachodu marionetki.
Zawsze intrygował mnie problem, dlaczego w ludziach siedzi coś, co każe
im „przerabiać” innych według swego „widzimisię” na swoich sobowtórów.
Muzułmanie chcą aby wszyscy ludzie byli muzułmanami, katolicy – katolikami,
świadkowie Jehowy natarczywie domagają się poszerzenia swej grupy, demokraci
chcą aby wszędzie panowała demokracja, liberałowie aby wszyscy
akceptowali „wolnoamerykankę”, wielbiciele totalitaryzmu aby totalitaryzmy
pleniły się wokół a pederaści aby wszyscy byli pederastami.
To irracjonalne „chciejstwo”, gdzieś u podstaw ma zapewne podłoże materialne,
bowiem wymaga nakładów i ofiar materialnych. Nie ma też innego logicznego
uzasadnienia, jak uzyskanie korzyści z dokonania przewrotu na Białorusi. Kto
na taką korzyść liczy? Z pewnością nie Polska i Polacy ale przygotowywanie
tego przedsięwzięcia wykonuje się polskimi rękami, realizując wytyczne
schowanych za naszymi plecami mocodawców. Z wrzaskiem „demokracja dla
Białorusi”, „Łukaszenka – ciemiężca Białorusinów”, ze wszystkich
stron „siewcy wolności” zaatakowali Białoruś. I nikogo nie interesuje to że,
obywatele Białorusi są uszczęśliwiani demokracją, wbrew ich woli. W
Waszyngtonie i tak lepiej wiedzą, czego potrzeba Białorusinom do szczęścia.
Chamstwo to subtelne określenie takiej działalności.
Jednak próba „demokratyzacji” została trafnie rozpoznana przez prezydenta
Łukaszenkę, jako znane z ekonomii „wrogie przejęcie” Białorusi (tak jak to
się stało z Polską). Białoruscy „demokraci” spokrewnieni blisko z partiami
żydowskimi i prożydowskimi w Polsce (UW, SDPL, PO, PiS, AWS), zostali
odsunięci od władzy i umknęli do Polski. Judeoglobalistyczny ośrodek jednak
nie zwykł puszczać płazem takiego afrontu, bo nie tylko małe ale i wielkie
narody klęczą u ich stóp a tu taka maleńka Białoruś, nie chce żadnej „pomocy”
i co najgorsze chce rządzić się sama, czyli decydować co dla niej dobre a co
złe.
Rozgłośnia radiowa w Kolonii (niem.), podała że „wszystkie próby zachodnich
organizacji i fundacji, dążące do zapoczątkowania reform na Białorusi,
zakończyły się niepowodzeniem”. Jako rokująca szansę na sukces, oceniona
została za to, przygotowana przez Fundacje Bertelsmanna strategia,
zawierająca „konkretne środki" do użycia w celu dokonania przewrotu w Mińsku.
Niemieckie Radio doniosło też że, „...zaledwie prawie połowa Białorusinów
mogłaby się dziś zaangażować w przemiany w kraju – niezbędnej zmiany
politycznej, natomiast pragnie jedynie 17 procent (ludności)". Interpretacja
powyższej konstatacji, bez mylących eufemizmów brzmi tak: 17% obywateli
Białorusi (łącznie z wyeksportowanymi tam rewolucjonistami i przekupioną
obietnicami warchołów) – może poprzeć czynnie przewrót rządowy. W
tej „połowie” która może poprzeć „rewolucję” jest już wymienione 17%, czyli
ok. 33% obywateli Białorusi nie przeszkadzałoby w zrobieniu rewolucji czyli
to ci którzy nie będą przeszkadzać nie chodząc do wyborów bo im to „wszystko
jedno” kto rządzi. Pozostałe 50% Białorusinów jest zdecydowanie za
Łukaszenką. Stosunek sił 17:50 na korzyść Łukaszenki, nie daje zamachowcom
najmniejszej szansy.
W tej krytycznej sytuacji przypomniano sobie o możliwości wykorzystania
mniejszości polskiej na Białorusi. W tym celu wydano odpowiednie wytyczne
a „nasi” politycy gorliwie zajęli się „przebudową” organizacji Związku
Polaków na Białorusi na antypaństwową „V kolumnę”. Jak pisze St.
Michalkiewicz – „... minister wysoce zagraniczny, Rotfeld mianował Polonię
białoruską po prostu - opozycją dla Łukaszenki (w zastępstwie nie istniejącej
białoruskiej opozycji) co ułatwiło temu ostatniemu likwidację wpływów
polskich w tym kraju. To z pewnością podoba się Niemcom, którzy stoją
niewzruszenie na strategicznym partnerstwie z Rosjanami. To wspaniały prezent
dla KGB-cara Putina - wykonany w dodatku polskimi rękami...”. Po prostu
Białoruś wepchnęliśmy w otwarte ramiona Rosji. Czyn ten może z powodzeniem
kandydować do miana politycznej „głupoty tysiąclecia”.
W przygotowanie przewrotu na Białorusi, zaangażowała się ambasada RP w
Mińsku. Zorganizowała Zjazd właściwych ludzi pod szyldem ZPnB, wybrano nowe
władze wskazane przez inspiratorów z Angeliką Borys na czele. Ale władze
Białorusi nie uznały legalności tego wyboru i na dodatek wydaliły polskiego
dyplomatę jak sądzę uwikłanego w te