meerkat1
03.01.06, 13:39
W zwiazku z usuwaniem "towarzyszy" ze stanowisk ambasadorow RP.
W znakomitej wiekszosci absolwentow tej samej, elYtarnej uczelni w Moskwie.
Chcialem cos o niej napisac, ale <starywiarus> zrobil to wystarczajaco dobrze
wiec po prostu wklejam jego komentarz:
"Może teraz MGIMO ma znakomitą reputację. Ale do 1990 roku to była kuźnia
kadr MSZ ZSRR i Zarządu I KGB (wywiad zagraniczny), zamknięta uczelnia
partyjna, nie prowadząca otwartego naboru, przyjmująca z tzw. typowania.
Jest dość oczywistym że jeśli ktoś w młodości studiuje na uniwersytecie
oksfordzkim, to styka się tam towarzysko z młodzieżą z tzw. dobrych rodzin,
czyli zachodnich środowisk opiniotwórczych, a uformowane na studiach
przyjaźnie i związki mogą mu się potem w życiu przydać.
Równie oczywistym jest, że jeśli ktoś w młodości studiował w MGIMO, to siłą
rzeczy stykał się tam towarzysko z z młodzieżą z ówczesnych dobrych rodzin
radzieckich, czyli ze środowisk aparatu partyjnego, dyplomacji i wywiadu
ZSRR. Radzieccy studenci MGIMO z lat 70-tych i 80-tych nie tylko zajmują dziś
wysokie stanowiska w dyplomacji rosyjskiej, ale również są wyższymi oficerami
SWR i FSB (SWR = Służba Wnieszniej Razwiedki, spadkobierca Zarządu I KGB,
czyli rosyjskiego wywiadu zagranicznego; FSB = Federatiwnaja Służba
Bezopasnosti, spadkobierca Zarządu II KGB, czyli kontrwywiadu).
Uformowane na studiach w MGIMO przyjaźnie i związki polskiego absolwenta mogą
zatem przydać mu się w życiu w rozmaity sposób. Mogą się też przydać ?
przyjaciołom Moskalom?. Tym łatwiej, że z samej natury pobieranych w latach
70-tych i 80-tych na MGIMO nauk, oraz z powodu profilu i celu
działania tej uczelni, zakładano tam każdemu zagranicznemu studentowi teczkę
akt osobowych, w której umieszczano między innymi jego szczegółową
charakterystykę psychologiczną.
Dziś te teczki leżą w rosyjskich archiwach o niekoniecznie akademickim
charakterze. Użytkownicy takich archiwów wiedzą, jak się najlepiej z
absolwentem MGIMO zaprzyjaźnić, i na jakie argumenty i
perswazje jest najbardziej wrażliwy. Rzeczywiście, na palcach jednej ręki
policzyć uczelnie, które dają absolwentom takie możliwości. Ale nie
wszystkim. Tylko swoim."
Szkoda tylko, ze takie fakty znaja dzis tylko starzy wiarusi.
Zas mlodziez...Ech.... NAPLEWAT'!