Amerykanie słabo znają geografię świata

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.02, 16:20
To jeszcze nic, tylko 1/3 Amerykanów potrafi podać nazwisko
urzędującego wiceprezydenta.
    • Gość: piotr.ny wiceprezydent IP: *.valueline.com 20.11.02, 16:29
      to jest wiadome od dawna. Juz Hemingway napisal dowcip: bylo
      dwoch braci, jeden pojechal na wyprawe odkrywcza do Afryki, a
      drugi zostal wice-prezydentem. I po obydwu wszelki sluch zaginal.
    • Gość: Nevada Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: 162.115.99.* 20.11.02, 17:10
      Nie tylko nie znaja geografii swiata ale i Stanow. Co do Niemcow
      to nie ucza ich historii ale klada nacisk na geografie. Co jest
      lepsze?
      • Gość: bolek Re: ale ostatnio robia postepy IP: *.kat.forthnet.gr 20.11.02, 17:24
        nalekcjach geografii temat- europa -
        • Gość: eryk Re: ale ostatnio robia postepy IP: morele:* / 172.16.20.* 20.11.02, 19:17
          Niedorozwoju Irak nie lezy w Afryce!!!
          • Gość: bolek Re: ale ostatnio robia postepy IP: *.kat.forthnet.gr 20.11.02, 22:42
            ty pojebusie filoamerykanski ..
            wlasnie szukalem obroncow tych debili amerykanskich i sie odezwales
            wiem kutasie ze nie lezy w afryce ale mam nastepnego
            filognojka amerykanca na muszce .....hahhahaha
            • Gość: Observer Re: ale ostatnio robia postepy IP: proxy / 206.99.201.* 20.11.02, 22:48
              Gość portalu: bolek napisał(a):

              > ty pojebusie filoamerykanski ..
              > wlasnie szukalem obroncow tych debili amerykanskich i sie
              odezwales
              > wiem kutasie ze nie lezy w afryce ale mam nastepnego
              > filognojka amerykanca na muszce .....hahhahaha


              Ale to ze jestes geograficzny polmozg, to fakt i nie da sie temu
              zaprzeczyc!
    • Gość: pacyfista ok 80 % Amerykanw jest pol-analfabetami IP: *.247.186.195.dial.bluewin.ch 20.11.02, 17:20
      80 % Amerykanow ma aktualnie problemy z czytaniem.. Dlatego
      mass-media , Bush & Co. maja duza latwosc w otumanianiu takiej
      publicznosci.
      • Gość: Observer Re: ok 80 % Amerykanw jest pol-analfabetami IP: proxy / 206.99.201.* 20.11.02, 18:35
        Gość portalu: pacyfista napisał(a):

        > 80 % Amerykanow ma aktualnie problemy z czytaniem.. Dlatego
        > mass-media , Bush & Co. maja duza latwosc w otumanianiu takiej
        > publicznosci.

        Podaj zrodlo Twoich 'rewelacji' oszolomie...
    • Gość: mlx Niemożliwe!!! :)))) IP: hno.* / *.echostar.pl 20.11.02, 17:20
      Słabo? Geografię? No chyba nie Amerykanie? hehe
    • Gość: MR no i co? IP: *.u-bourgogne.fr 20.11.02, 17:24
      Tak szczerze, to ilu potrafilbys wymienic ludzi z wladz Twojego
      miasta? Przecietny Amerykanin zapewne (prawie) wszystkich.

      Zamiast sie nabijac ze "niby tacy swietni a w tym i tamtym sa
      gorsi" lepiej sie zastanowic jak sie poprawic w tym, w czym my
      jestesmy gorsi. I to niekoniecznie zaczynajac od uczenia sie
      nazwisk urzednikow...
      • Gość: Prezes Re: no i co? IP: *.ces.clemson.edu 20.11.02, 18:11
        Gość portalu: MR napisał(a):

        > Tak szczerze, to ilu potrafilbys wymienic ludzi z wladz Twojego
        > miasta? Przecietny Amerykanin zapewne (prawie) wszystkich.
        >

        raczysz żartować.
        Przeciętnego Amerykanina mało obchodzą władze miasta.

        Amerykanie (nawet ci z wyższym wykształceniem)
        mają niezmierne trudności w posługiwaniu się
        24-h zegarem.

        O posługiwaniu się mapami nie wspomnę.
        Kilka razy byłem w takiej sytuacji, gdy w obcym
        mieście usiłowałem znaleźć np. jakiś sklep,
        i prosiłem by pokazano mi na dokładnej mapie
        gdzie ten sklep czy inny business się znajduje.
        Zwykle te próby kończyły się niepowodzeniem,
        bo ludzie tu po prostu mają niewielkie pojęcie
        o mapach i geografi. Ocenianie odległości
        też jest bardzo kiepskie, mimo, że niemal każdy
        jeździ samochodem.




        > Zamiast sie nabijac ze "niby tacy swietni a w tym i tamtym sa
        > gorsi" lepiej sie zastanowic jak sie poprawic w tym, w czym my
        > jestesmy gorsi. I to niekoniecznie zaczynajac od uczenia sie
        > nazwisk urzednikow...
        • Gość: asia Re: no i co? IP: *.156.39.212.Dial1.Denver1.Level3.net 21.11.02, 04:25
          hmmm...co do 24 godzinnego zegara.....w stanach uzywa
          sie go tylko w wojsku...wiec tak na prawde nikt nie musi go
          umiec...jestem pewna ze ty mialbys problemy z funtami albo
          milami....takie drobne roznice
    • Gość: waldek Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: proxy / 169.207.144.* 20.11.02, 18:09
      Tak to prawda. Pracuje w jednym z wiekszych ogolniakow w Milwaukee. W systemie
      bloku: social study- geografia istnieje sladowo.Poziom kazdej szkoly sredniej w
      USA jest nizszy od poziomu szkoly sredniej w Polsce.Jednak oni ucza sie takich
      rzeczy jak: wypelnianie pitow podatkowych,prowadzenia domowego budzetu i innych
      takich sobie rzeczy przez polska oswiate traktowanych jako
      niepotrzebnych.Potrafia udzielic pierwszej pomocy osobie poszkodowanej,znaja
      podstawowe programy komputerowe,wiedza jak napisac CV.Znaczna wiekszosc
      amerykanskich nastolatkow pracuje po lekcjach. Glownie w sklepach,restauracjach
      i innych takich. Ich wiedza o ekonomii jest tez znacznie wieksza.Ciekawe wiec
      co jest wazniejsze:udowadnianie dlaczego Mickiewicz najwiekszym poeta byl,czy
      tez uczenie tego jak przetrwac w dobie globalizacji.
      • Gość: Prezes Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.ces.clemson.edu 20.11.02, 18:16
        Gość portalu: waldek napisał(a):

        > Tak to prawda. Pracuje w jednym z wiekszych ogolniakow w
        Milwaukee. W systemie
        > bloku: social study- geografia istnieje sladowo.Poziom kazdej
        szkoly sredniej w
        >
        > USA jest nizszy od poziomu szkoly sredniej w Polsce.Jednak oni
        ucza sie takich
        > rzeczy jak: wypelnianie pitow podatkowych,prowadzenia domowego
        budzetu i innych
        >
        > takich sobie rzeczy przez polska oswiate traktowanych jako
        > niepotrzebnych.Potrafia udzielic pierwszej pomocy osobie
        poszkodowanej,znaja
        > podstawowe programy komputerowe,wiedza jak napisac CV.Znaczna
        wiekszosc
        > amerykanskich nastolatkow pracuje po lekcjach. Glownie w
        sklepach,restauracjach
        >
        > i innych takich. Ich wiedza o ekonomii jest tez znacznie
        wieksza.Ciekawe wiec
        > co jest wazniejsze:udowadnianie dlaczego Mickiewicz najwiekszym
        poeta byl,czy
        > tez uczenie tego jak przetrwac w dobie globalizacji.

        pewnie to drugie ma większe znaczenie,
        ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić
        przetrwanie w dobie globalizacji,
        gdy nie za bardzo ma się pojęcie co to jest
        ten glob i co się na nim znajduje.

    • Gość: Observer Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: proxy / 206.99.201.* 20.11.02, 18:34
      Nieznajomosc geografii nie przeszkodzila im jednak w stworzeniu
      jedynego supermocarstwa. Jezeli chodzi o Niemcy, to znajomosc
      geografii nie uchronila ich gospodarki przed przeistoczeniem sie
      z lokomotywy w glownego hamulcowego. Nie wiem tez, czy dobra
      znajomosc geografii pomoze im wydostac sie z tej degrengolady...
    • Gość: piter Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.legnica.linuxstar.pl / 192.168.0.* 20.11.02, 18:49
      ... to tylko potwerdza maja opinie 95% amerykanow to tepe matoly.
      • Gość: Observer Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: proxy / 206.99.201.* 20.11.02, 19:06
        Gość portalu: piter napisał(a):

        > ... to tylko potwerdza maja opinie 95% amerykanow to tepe
        matoly.

        Polaku, jak jestes taki madry, to dlaczego jestes taki biedny???
        • Gość: Prezes Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.ces.clemson.edu 20.11.02, 23:29
          Gość portalu: Observer napisał(a):

          > Gość portalu: piter napisał(a):
          >
          > > ... to tylko potwerdza maja opinie 95% amerykanow to tepe
          > matoly.
          >
          > Polaku, jak jestes taki madry, to dlaczego jestes taki biedny???

          bo te dwie rzeczy rzadko idą w parze... patrz np. Bush


          • Gość: Observer Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.sftmyr01.fl.comcast.net 21.11.02, 00:14
            Gość portalu: Prezes napisał(a):

            > Gość portalu: Observer napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: piter napisał(a):
            > >
            > > > ... to tylko potwerdza maja opinie 95% amerykanow to tepe
            > > matoly.
            > >
            > > Polaku, jak jestes taki madry, to dlaczego jestes taki
            biedny???
            >
            > bo te dwie rzeczy rzadko idą w parze... patrz np. Bush
            >
            >

            Faktycznie, madrosc i bieda rzadko chodza razem. Obawiam sie, ze
            w Polsce bieda z glupota nie tylko chodza parami, ale dziarsko
            maszeruja czworkami...
            • didjeridu Re: Amerykanie słabo znają geografię świata 21.11.02, 00:41
              Gość portalu: Observer napisał(a):

              > Faktycznie, madrosc i bieda rzadko chodza razem. Obawiam sie, ze
              > w Polsce bieda z glupota nie tylko chodza parami, ale dziarsko
              > maszeruja czworkami...


              Chyba sie mylisz

              Bogactwo i uczciwosc rzadko chodza razem.
              • Gość: Observer Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.sftmyr01.fl.comcast.net 21.11.02, 00:47
                didjeridu napisała:

                > Gość portalu: Observer napisał(a):
                >
                > > Faktycznie, madrosc i bieda rzadko chodza razem. Obawiam
                sie, ze
                > > w Polsce bieda z glupota nie tylko chodza parami, ale
                dziarsko
                > > maszeruja czworkami...
                >
                >
                > Chyba sie mylisz
                >
                > Bogactwo i uczciwosc rzadko chodza razem.

                Masz na mysli polskich nuworyszy w bialych skarpetkach?
                • didjeridu Re: Amerykanie słabo znają geografię świata 21.11.02, 00:51
                  Gość portalu: Observer napisał(a):

                  > didjeridu napisała:
                  >
                  > > Gość portalu: Observer napisał(a):
                  > >
                  > > > Faktycznie, madrosc i bieda rzadko chodza razem. Obawiam
                  > sie, ze
                  > > > w Polsce bieda z glupota nie tylko chodza parami, ale
                  > dziarsko
                  > > > maszeruja czworkami...
                  > >
                  > >
                  > > Chyba sie mylisz
                  > >
                  > > Bogactwo i uczciwosc rzadko chodza razem.
                  >
                  > Masz na mysli polskich nuworyszy w bialych skarpetkach?


                  Tez, ale nie tylko.
              • Gość: jojo Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 03:55
                didjeridu napisała:

                > Gość portalu: Observer napisał(a):
                >
                > > Faktycznie, madrosc i bieda rzadko chodza razem. Obawiam sie, ze
                > > w Polsce bieda z glupota nie tylko chodza parami, ale dziarsko
                > > maszeruja czworkami...
                >
                >
                > Chyba sie mylisz
                >
                > Bogactwo i uczciwosc rzadko chodza razem.
                Observer ma racje,niestety !!!
        • Gość: J.G. Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.wi.rr.com 21.11.02, 01:16
          Gość portalu: Observer napisał(a):

          > Gość portalu: piter napisał(a):
          >
          > > ... to tylko potwerdza maja opinie 95% amerykanow to tepe
          > matoly.
          >
          > Polaku, jak jestes taki madry, to dlaczego jestes taki biedny??
          W USA jest wiecej ludzi biednych anizeli w Polsce. Nie pieniadze, ale wiedza
          sa bogactwem. Poza tym wiecej ludzi w USA zyje na skraju nedzy nie tylko
          materialnej, ale i umyslowej anizeli w Polsce.
          • Gość: Observer Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.sftmyr01.fl.comcast.net 21.11.02, 03:28
            Gość portalu: J.G. napisał(a):

            > Gość portalu: Observer napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: piter napisał(a):
            > >
            > > > ... to tylko potwerdza maja opinie 95% amerykanow to tepe
            > > matoly.
            > >
            > > Polaku, jak jestes taki madry, to dlaczego jestes taki
            biedny??
            > W USA jest wiecej ludzi biednych anizeli w Polsce. Nie
            pieniadze, ale wiedza
            > sa bogactwem. Poza tym wiecej ludzi w USA zyje na skraju nedzy
            nie tylko
            > materialnej, ale i umyslowej anizeli w Polsce.

            Zapewne masz racje, bo chocby statystycznie rzecz biorac to w
            USA mieszka ponad 300 mln, a w Polsce cos ok. 38...
            Z tym 'bogactwem wiedzy' to bym sie tak nie unosil w przypadku
            Polski, bo nie dosc ze nie mamy produktu z ktorym nasz kraj
            moglby byc natychmiast kojarzony (ooops, przepraszam, jest
            kielbasa wymaga cholernej wiedzy), to oprocz tego te 'bogate w
            wiedze' spoleczenstwo nie potrafilo wybudowac kilometra
            autostrady przez ostatnie 12 lat... A nedze umyslowa polskiego
            spoleczenstwa dokladnie reprezentuje Sejm, wybrany w wyborach
            powszechnych. Przy wydawaniu ocen, proponuje szowinizm zostawic
            z boku...
            • Gość: asia Re: Amerykanie s?abo znaja˛ geografie˛ s´wiata IP: *.156.39.212.Dial1.Denver1.Level3.net 21.11.02, 04:35
              panie observer....zupelnie sie z panem zgadzam.....nawet
              jezeli nauka w szkole sredniej jest trudniejsza w Polsce
              niewielu ludzi moze cos z ta wiedza zrobic....malo pomyslow
              i pewnosci siebie....pozdrawiam
      • Gość: yankee Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.utc.com 20.11.02, 19:23
        Gość portalu: piter napisał(a):

        > ... to tylko potwerdza maja opinie 95% amerykanow to tepe matoly.

        A ty kutasie jestes 20 lat za tymi matolami.Wiec jak cie nazwac????
        Ta ankiete przeprowadzono w szkole na Bronxie gdzie ponad 50 procent studentow
        to swiezo przybyli emigranci miedzy innymi i z Polski.
        • Gość: piter Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.legnica.linuxstar.pl / 192.168.0.* 20.11.02, 19:27
          pierdol sie amerykanski czopie
        • didjeridu Re: Amerykanie słabo znają geografię świata 21.11.02, 00:50
          Gość portalu: yankee napisał(a):


          > A ty kutasie jestes 20 lat za tymi matolami.Wiec jak cie nazwac????
          > Ta ankiete przeprowadzono w szkole na Bronxie gdzie ponad 50 procent
          studentow
          > to swiezo przybyli emigranci miedzy innymi i z Polski.


          Kilka cytatow goscia,ktory pewnie rowniez chodzil do szkoly w Bronxie ale nie
          slyszalem by byl emigrantem.



          But one of the things that rang true yesterday to me, and does every time I
          make a stop here in America, is that we should never lack confidence in our
          character, in the character of the American people.
      • Gość: rybak Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.client.attbi.com 21.11.02, 00:39
        Gość portalu: piter napisał(a):

        > ... to tylko potwerdza maja opinie 95% amerykanow to tepe matoly.

        masz racje bekarcie z sowieckich koszarow
    • Gość: yc Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.utc.com 20.11.02, 19:29
      Gość portalu: Filip napisał(a):

      > To jeszcze nic, tylko 1/3 Amerykanów potrafi podać nazwisko
      > urzędującego wiceprezydenta.

      I co z tego? Ja tez nie potrafie i nie dbam o to kto nim jest.
      Nie przeszkadza mi to w byciu np.dobrym kucharzem i byciu
      szczesliwym. A ty, niby wiesz wszystko a jestes jekis
      sfrustrowany.Wiec kto tu ma racje???
      • Gość: Anna Re: Amerykanie slabo znaja˛ geografie˛ swiata IP: 207.72.2.* 20.11.02, 21:03
        To nic dziwnego gdy ktos nie wie gdzie jest np.Polska a tylko
        dlatego ze np. Polska jest traktowana jako kraj bez
        znaczenia, czy no. Polak wie gdzie sa koluszki? wiec nie
        zerkaj do czyjes miski...
        • Gość: Prezes Re: Amerykanie slabo znaja˛ geografie˛ swiata IP: *.ces.clemson.edu 20.11.02, 23:31
          Gość portalu: Anna napisał(a):

          > To nic dziwnego gdy ktos nie wie gdzie jest np.Polska a tylko
          > dlatego ze np. Polska jest traktowana jako kraj bez
          > znaczenia, czy no. Polak wie gdzie sa koluszki? wiec nie
          > zerkaj do czyjes miski...

          Ja wiem gdzie są Koluszki.
          Czy dostanę za to nagrodę ?
    • Gość: baba Dlatego tak celne maja rakiety? IP: *.rdu.bellsouth.net 20.11.02, 22:06
      ci co musza, znaja. po co reszcie? naucza sie kiedy im bedzie potrzeba. tu
      ucza myslec , nie zapamietywac.
      Gość portalu: Filip napisał(a):

      > To jeszcze nic, tylko 1/3 Amerykanów potrafi podać nazwisko
      > urzędującego wiceprezydenta.
    • Gość: Jurek Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: 63.164.131.* 20.11.02, 23:19
      Wlasnie z powodu takiej "znajomosci" geografii Amerykanie zyja w nieswiadomosci
      istnienia innych nacji i innych pogladow. Sadze ze gdyby Amerykanie wiedzieli
      dokladnie jak daleko jest np. Bliski Wschod to pewnie by "olali" to wkladane im
      do glowy codziennie zagrozenie ze strony np. Iraku. Oni (tzn. Amerykanie) pewnie
      sadza ze Irak jest tuz zaraz za Kuba. Gdyby wiedzieli ze to sa tysiace mil (km)
      to by pewnie machneli reka na to "zagrozenie". Bo w koncu "who cares" jesli to
      tak daleko; to jakby dalej niz ksiezyc. A tak to pewnie sadza ze to tuz za
      plotem. Zreszta nikt nie porusza tych tematow w TV. Co niektorzy to pewnie sa
      przekonani, ze np. Izrael to nowy stan USA, tylko jeszcze za bardzo nie wiedza
      czy na zachodzie czy na wschodzie. A moze na poludniu tak kolo Meksyku.
    • Gość: jojo Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 00:25
      Gość portalu: Filip napisał(a):

      > To jeszcze nic, tylko 1/3 Amerykanów potrafi podać nazwisko
      > urzędującego wiceprezydenta.
      100 % jolopow polskich natomiast zna ich lidera z
      Samoobrony,dalej tak trzymac jolopy,a kartofle na sosnach wam
      rosnac beda...
    • Gość: rybak Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.client.attbi.com 21.11.02, 00:43
      Gość portalu: Filip napisał(a):

      > To jeszcze nic, tylko 1/3 Amerykanów potrafi podać nazwisko
      > urzędującego wiceprezydenta.

      za to polaki sa najlepsze z geografii, znaja wszystkie sklepy monopolowe w
      okolicy

      buuuuuuuuuuuuuahaaaa
      • Gość: jojo Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 00:46
        Gość portalu: rybak napisał(a):

        > Gość portalu: Filip napisał(a):
        >
        > > To jeszcze nic, tylko 1/3 Amerykanów potrafi podać nazwisko
        > > urzędującego wiceprezydenta.
        >
        > za to polaki sa najlepsze z geografii, znaja wszystkie sklepy monopolowe w
        > okolicy
        >
        > buuuuuuuuuuuuuahaaaa
        A denaturat to nawet w promieniu 6,5 kilometra bezblednie wyczuja,po przepiciu
        szczegolnie kiedy rura tchawicowa pali...!!!
        • Gość: rybak Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.client.attbi.com 21.11.02, 00:50
          Gość portalu: jojo napisał(a):

          > Gość portalu: rybak napisał(a):
          >
          > > Gość portalu: Filip napisał(a):
          > >
          > > > To jeszcze nic, tylko 1/3 Amerykanów potrafi podać nazwisko
          > > > urzędującego wiceprezydenta.
          > >
          > > za to polaki sa najlepsze z geografii, znaja wszystkie sklepy monopolowe w
          >
          > > okolicy
          > >
          > > buuuuuuuuuuuuuahaaaa
          > A denaturat to nawet w promieniu 6,5 kilometra bezblednie wyczuja,po
          przepiciu
          > szczegolnie kiedy rura tchawicowa pali...!!!

          na kaca (sniadanie) to wala wode brzozowa a pozniej ida na wycieczki
          geograficzne do monopolu hahahahahaha
    • Gość: J.G. Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.wi.rr.com 21.11.02, 01:03
      Oni nie znaja rowniez zasad, ktorymi prawy czlowiek powinien sie kierowac w
      zyciu. Tutaj (tj. w USA) stawia sie znak rownosci pomoedzy naiwna propaganda i
      prawda. Szkoda tylko, ze nasi przywodcy w Polsce nie maja odwagi, aby
      zaprotestowac imperialistycznym zakusom Busha. Nie dajmy sie zwiesc,
      ten "wladca", chce rzadzic calym swiatem.
      • Gość: rybak Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.client.attbi.com 21.11.02, 01:04
        Gość portalu: J.G. napisał(a):

        > Oni nie znaja rowniez zasad, ktorymi prawy czlowiek powinien sie kierowac w
        > zyciu. Tutaj (tj. w USA) stawia sie znak rownosci pomoedzy naiwna propaganda
        i
        > prawda. Szkoda tylko, ze nasi przywodcy w Polsce nie maja odwagi, aby
        > zaprotestowac imperialistycznym zakusom Busha. Nie dajmy sie zwiesc,
        > ten "wladca", chce rzadzic calym swiatem.

        bbuuuaahhhaaa
        spadaj pijaczku-polaczku
      • Gość: jojo Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 01:12
        Gość portalu: J.G. napisał(a):

        > Oni nie znaja rowniez zasad, ktorymi prawy czlowiek powinien sie kierowac w
        > zyciu. Tutaj (tj. w USA) stawia sie znak rownosci pomoedzy naiwna propaganda
        i
        > prawda. Szkoda tylko, ze nasi przywodcy w Polsce nie maja odwagi, aby
        > zaprotestowac imperialistycznym zakusom Busha. Nie dajmy sie zwiesc,
        > ten "wladca", chce rzadzic calym swiatem.
        Tutaj ? To po jaka cholere "tutaj" siedzisz ? Spadaj niedorobku !!! Kazdy
        przyjezdny do kraju naszego(USA),ktory ma troche oleju w glowie i dorabia
        sie,kocha ten kraj !!! A ty ? Nie ulozylo sie tobie ? Wracaj tam ,gdzie sie
        urodziles i dalej plotki w Wisle nieoczyszczanej low,przezyjesz do smierci
        swojej,nie martw sie,a USA dla ludzi madrzejszych od siebie pozostaw,nie martw
        sie ,dadza rade sobie,lepiej od ciebie ...
    • Gość: jojo Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 01:39
      Gość portalu: Filip napisał(a):

      > To jeszcze nic, tylko 1/3 Amerykanów potrafi podać nazwisko
      > urzędującego wiceprezydenta.
      1/3 Amerykanow wie,ze co druga kurwa z 42 st. w NYC polskie nazwisko nosi,a
      89,5 % Polakow nie wie,gdzie stan Washington polozony jest !!! Ot i dyskusja !
    • Gość: msz Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.sympatico.ca 21.11.02, 02:52
      A po co maja znac.
      Bezzalogowy trafi gdzie trza i przywali.
      • Gość: jojo Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 03:03
        Gość portalu: msz napisał(a):

        > A po co maja znac.
        > Bezzalogowy trafi gdzie trza i przywali.
        no wlasnie! Piloci nie zgina,a szkody beda jak trzeba(wielkie
        szkody !!!) ....!!!
      • Gość: jojo Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 03:08
        Gość portalu: msz napisał(a):

        > A po co maja znac.
        > Bezzalogowy trafi gdzie trza i przywali.
        P.S. zanim tgo bezzalogowego wymyslili,dobrze geografie Swiata poznac
        musieli,no nie ? Lepiej jak Janek z Plonska,jak myslisz ?
      • Gość: kate Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.sympatico.ca 21.11.02, 03:13
        Gość portalu: msz napisał(a):

        > A po co maja znac.
        > Bezzalogowy trafi gdzie trza i przywali.
        TAk , tylko nalezy podac mu wspolrzedne a to odczytuje
        sie z mapy...
    • Gość: Kate Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.sympatico.ca 21.11.02, 03:10
      Skoro na CNN potrafili pokazac mape ukazujaca granice Polski ze
      Szwajcaria to o czym my mowimy?
      • Gość: bolek jojo nie filozofuj tepaku ! ! ! IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 03:15
        bush senior nie odroznial iranu od iraku a mlodszy bush ciagle sie pyta skad
        indianie wzieli sie w ameryce skoro indie sa gdzies..............daleko(sic)
        • Gość: jojo Re: jojo nie filozofuj tepaku ! ! ! IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 03:27
          Gość portalu: bolek napisał(a):

          > bush senior nie odroznial iranu od iraku a mlodszy bush ciagle sie pyta
          skad
          > indianie wzieli sie w ameryce skoro indie sa gdzies..............daleko(sic)
          wiesz o Bolek,przyloz lepiej mordke swoja do mamusi cycka i idz spac,bo jej bez
          tego siara na brzuchu sie rozplynie i rano glodnym sie obudzisz,OK ?
          • Gość: bolek Re: jojo nie filozofuj tepaku ! ! ! IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 03:42
            Gość portalu: jojo napisał(a):

            > Gość portalu: bolek napisał(a):
            >
            > > bush senior nie odroznial iranu od iraku a mlodszy bush ciagle sie pyta
            > skad
            > > indianie wzieli sie w ameryce skoro indie sa gdzies..............daleko(si
            > c)
            > wiesz o Bolek,przyloz lepiej mordke swoja do mamusi cycka i idz spac,bo jej
            bez
            >
            > tego siara na brzuchu sie rozplynie i rano glodnym sie obudzisz,OK ?

            nie ,moge spac jojo swinski ryju dopoki ty z tego forum robisz chlew taki sam
            w jakim zyjesz
            • Gość: jojo Re: jojo nie filozofuj tepaku ! ! ! IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 03:46
              Gość portalu: bolek napisał(a):

              > Gość portalu: jojo napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: bolek napisał(a):
              > >
              > > > bush senior nie odroznial iranu od iraku a mlodszy bush ciagle sie
              > pyta
              > > skad
              > > > indianie wzieli sie w ameryce skoro indie sa gdzies..............dale
              > ko(si
              > > c)
              > > wiesz o Bolek,przyloz lepiej mordke swoja do mamusi cycka i idz spac,bo je
              > j
              > bez
              > >
              > > tego siara na brzuchu sie rozplynie i rano glodnym sie obudzisz,OK ?
              >
              > nie ,moge spac jojo swinski ryju dopoki ty z tego forum robisz chlew taki
              sam
              > w jakim zyjesz
              Powiedzialem wyraznie: przyloz ryja do cycka lochy!!!
    • Gość: PULS Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.tnt39.chi5.da.uu.net 21.11.02, 04:40
      Oni nawet nie wiedza gdzie lezy ich kraj.
      Na pytanie kto walczyl z kim w czasie Amerykanskiej Wojny Cywilnej
      student na Jey Leno odpowiedzial ze Ameryka z Hitlerem
    • Gość: Observer Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: *.sftmyr01.fl.comcast.net 21.11.02, 05:28
      Oto link do przykladowych 20 pytan z testu wraz z procentami
      poprawnych odpowiedzi wg poszczegolnych krajow bioracych udzial
      w badaniu.
      crater.nationalgeographic.com/geosurvey/
      Patrzac na wyniki innych krajow i porownujac je z wynikami USA,
      zastanawiam sie czy tytul "Amerykanie słabo znają geografię
      świata" nie jest za bardzo przesadzony?
    • Gość: |v|rowa Geografia swiata slabo zna Amerykanow IP: *.block3.tc1.rnktel.net 21.11.02, 05:29
      No coz, fakt niskiej erudycji ogolnej Amerykanow komentowalem juz kilkakrotnie.
      Ale dla nie osob, ktore tu nie byly - przecietny iloraz inteligencji
      Amerykanina nie odbiega od tegoz w innych krajach. Wine za obecny stan wiedzy
      ponosi wylacznie system szkolnictwa, dzialajacy wiecej niz od 2 pokolen, wiec
      mocno juz ugruntowany w swiadomosci spolecznej. Jesli ktos chce dowiedziec sie
      dlaczego tak sie dzieje - szczerze polecam ksiazke "Nowy wspanialy swiat"
      Huxley'a. Przeczytanie tej ksiazki pozwala zrozumiec jaka idea przyswieca
      osobom decydujacym o wygladzie szkolnictwa w USA. Bardzo skrotowo, w Ameryce
      panuje przekonanie, ze nie mozna zajmowac sie wszystkim. W Amerykaninie
      ograniczana jest wiec od dziecka potrzeba wiedzy ogolnej o swiecie -
      historycznej, geograficznej i wiedzy humanistycznej. Wpajany jest za to model
      przedsiebiorczosci, wspolzawodnictwa, przebojowosci i pomyslowosci. Np. dzieci
      otrzymuja za zadanie skonstruowanie przyrzadu, zeby jajko nie sluklo sie kiedy
      spadnie na podloge. Maja to po prostu zrobic, nie muszac wiedziec z ilu procent
      wapnia sklada sie skorupka jajka, jaki jest czas wylegu kurczat itp. I tak
      wyglada wiekszosc zadan przed jakimi staje mlody Amerykanin. W zyciu doroslym
      taki Amerykanin zajmuje sie tylko i wylacznie, ale za to z pelnym poswieceniem,
      swoja dziedzina zawodowa. Wszystko inne dla niego nie istnieje. Odbarczenie
      umyslu z "niepotrzebnej" wiedzy na krotka mete zdaje sie przynosic korzysci USA
      jako krajowi. Czy jednak nie jest to wstepem do zmiany demokracji na
      dyktature? - czas pokaze. Bo "demo-kracja" to rzady ludu, a jak lud moze
      rzadzic, jak przecietny obywatel ma wszystko poza swoja branza w d... Czyli
      wladza dla politykow - a to juz jest oligarchia a nie demokracja. A stad juz
      tylko krok do...

      Ave Cesar, morituri te salutant. (czy jakos tak)
    • Gość: Olvan Debil amerykański (długie, ale warto przeczytać!) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 21.11.02, 11:24
      Widzę, że komentujecie jakąś ankietę z gazety.
      Ja mam coś lepszego! Poważne wyniki badań Departamentu Edukacji USA.
      Tę lekturę polecam szczególnie filoamerykanom z tut. forum, może po
      przeczytaniu tego tekstu będą pisali mniej bzdur na temat ich ukochanego raju
      na ziemi - USA.


      We wrześniu 1993 r. opublikowane zostały wyniki badań Departamentu Edukacji
      Stanów Zjednoczonych zatytułowane "Umiejętność czytania i pisania w USA". Były
      to najobszerniejsze studia, jakie kiedykolwiek przeprowadzono nad Amerykanami:
      trwały 4 lata i objęły 26 tys. osób.

      DEBIL AMERYKAŃSKI
      Wyniki zaszokowały amerykańską opinię publiczną; okazało się, że w USA żyje 27
      mln analfabetów i 45 mln tzw. analfabetów funkcjonalnych. Prawie połowa ze 191
      milionów dorosłych Amerykanów nie jest w stanie wykonać tak prostej czynności
      jak wypełnienie przekazu bankowego. Tylko 4 proc. potrafi przy użyciu
      elektronicznego kalkulatora obliczyć koszt wykładziny, mając podaną cenę metra
      kwadratowego i rozmiary pokoju. Naukowcy przeprowadzający badania zmuszeni byli
      zastosować nową definicję analfabetyzmu. W tradycyjnym pojęciu analfabetą był
      osobnik podpisujący się krzyżykiem. Testy Departamentu Edukacji dowiodły, że
      wiele osób umie czytać w technicznym tego słowa znaczeniu, tzn. są w stanie
      rozszyfrować słowa, ale brak im umiejętności koniecznych do korzystania z tej
      informacji (są to owi analfabeci funkcjonalni, których liczbę szacuje się na 45
      mln). Co ciekawe, połowa osób, które osiągnęły najgorsze wyniki, to absolwenci
      High School. Niektórzy z dyplomami tych uczelni nie umieli w ogóle ani czytać,
      ani pisać. Poziom nauczania w USA jest o wiele niższy niż w Europie Zachodniej,
      np. 40 proc. uczniów europejskich szkół średnich jest w stanie rozwiązać
      zadania matematyczne, których 90 proc. amerykańskich uczniów na tym samym
      poziomie nie umie rozwiązać. W 1947 r. 45 proc. uczniów w USA było w stanie
      odnaleźć na mapie Europę, w 1988 r. było ich zaledwie 25 proc. Podczas wojny w
      Zatoce Perskiej w 1991 r., kiedy to 500 tys. żołnierzy amerykańskich znajdowało
      się na froncie, aż 80 proc. Amerykanów nie wiedziało, gdzie leży Irak,
      natomiast 92 proc. wiedziało, że prezydent Bush nie lubi i nie będzie jadł
      brokuł. Dzieje się tak pomimo, że w latach 80. USA zainwestowały w edukację 420
      mld dol. (czyli o 29 proc.) więcej niż kiedykolwiek w historii. W wielkosci
      wydatków na kształcenie studenta Stany ustępują na świecie jedynie Szwajcarii.
      Okazuje się jednak, że wysokie nakłady finansowe nie gwarantują równie
      wysokiego poziomu nauczania. Skąd więc fenomen - jak to określa prasa w USA -
      "debila amerykańskiego"?

      AMERYKANIZOWAĆ I WYRÓWNYWAĆ !
      Na początek przyjrzyjmy się systemowi edukacji. Na mocy ustawy federalnej
      szkolnictwo jest obowiązkowe do 16 roku życia: zaczyna się w wieku lat 6, a
      nawet 5 od Elementary School, która trwa 4 lata; potem idzie Middle School,
      względnie Junior High - klasy 6, 7 i 8; następnie High School, względnie Senior
      High - klasy 9, 10, 11 i 12. Tak więc przeciętnie w wieku lat 18 Amerykanin
      kończy szkołę średnią. W USA nie ma matury, jedynie SAT dla tych, którzy chcą
      studiować. SAT to składający się z dwóch częsci - matematycznej i werbalnej -
      egzamin, określający kwalifikacje do studiów wyższych. Jest on dla
      uniwersytetów praktycznie tym samym, co Dow-Jones-Index dla Wall Street. Dla
      tych, którzy nie chcą studiować, nie jest on istotny. Dyplom High School
      otrzymuje się niezależnie od SAT-u. Wystarczy zaliczyć daną liczbę kursów
      (credits). High School to szkoły narodu, który jest podzielony na katolików,
      protestantów, Żydów, tubylców i emigrantów, białych, czarnych, żółtych itd.
      Zadaniem szkół amerykańskich było zawsze zacieranie tych różnic w klasie,
      innymi słowy: zrobienie z tych dzieci Amerykanów. "Amerykanizować i
      wyrównywać!", brzmiało główne hasło. W 1918 r. National Education Association
      uchwaliła 7 głównych priorytetów szkolnictwa sredniego: 1. zdrowie, 2. władanie
      podstawowymi technikami kultury, 3. wartościowe życie rodzinne, 4. zawód, 5.
      cnoty obywatelskie, 6. sensowna organizacja wolnego czasu, 7. charakter
      etyczny. Pomijając "podstawowe techniki kultury", pod czym rozumiano pisanie,
      czytanie i rachunki, nie znajdziemy w tym spisie niczego o nabywaniu wiedzy w
      jakichkolwiek przedmiotach.

      EGZAMIN Z PROSTYTUCJI
      Powołana w kwietniu 1983 r. przez prezydenta Reagana The National Commision on
      Excellence in Education opublikowała raport zatytułowany "A Nation At Risk"
      ("Naród w niebezpieczeństwie"). Okazało się, że w latach 1976-81, w porównaniu
      z latami 1964-69, obniżył się rażąco poziom wymagań w szkołach, zredukowano
      poważnie liczbę zadań domowych, a w 13 stanach wprowadzono zasadę dobrowolności
      przez ucznia przedmiotu. Szkoły upodobniły się przez to do centrów handlowych,
      tzw. shopping malls, które przyciągają szerokie spektrum konsumentów o różnych
      gustach. Przeglądając katalog jednej ze szkół (nota bene, liczący 65 stron i
      zawierający 400 kursów) znajdziemy tam takie przedmioty nauczania, jak:
      astrologia, cheerleading, higiena dziecka, mass media, żywność, football
      amerykański, prostytucja, sztuka kulinarna, rysowanie komiksów, broń, gra na
      gitarze, nauka jazdy, ogień i my, szycie plecaków, śmierć, jak uzyskać
      skuteczne środki antykoncepcyjne itd. Jednoczesnie oferta uzależniona jest od
      zapotrzebowania uczniów, np. jeśli na kurs z matematyki nie zapisze się
      odpowiednia liczba chętnych, jest on skreslony z rejestru. W katalogu znalazłem
      też "język angielski dla klasy 8". Oferowane były 3 kursy o różnym stopniu
      trudności: najwyższy "dla tych, którzy chcą i są w stanie przeczytać 2 albo 3
      książki kwartalnie, i którzy napiszą o swoich przeżyciach czy też o książce raz
      na tydzień"; średni "dla uczniów, którzy czytają i piszą tylko wtedy, kiedy
      muszą"; najniższy "dla tych, którzy mają kłopoty z czytaniem i pisaniem.
      Większość czytania będzie wykonywana podczas lekcji." Te ostatnie zajęcia
      zdominowane są przez lekturę "Piotrusia Pana" i "Człowieka Pająka". W Stanach
      nie istnieje coś takiego jak powtarzanie klasy, powtarza się jedynie nie
      zaliczony kurs w roku następnym. Co piąty publiczny college ma obowiązek
      przyjąć każdego absolwenta szkoły średniej bez względu na jego wyniki w nauce,
      jeżeli jest obywatelem danego stanu. Oznacza to, że obojętnie, czy uczeń
      zakończy kurs rysowania komiksów i gotowania obiadów, czy fizyki i chemii - i
      tak zostanie przyjęty na studia.

      KLASÓWKA CZYLI GWAŁT
      Swój wkład w obniżanie poziomu wykształcenia Amerykanów wniosły też
      podręczniki. Badania dowiodły, że uczniowie byli w stanie poradzić sobie z 80
      proc. materiału zawartego w podręcznikach, zanim w ogóle je otworzyli. Bierze
      się to stąd, że drukowanie podręczników stało się lukratywnym biznesem. Ponad
      20 stanów kupuje hurtowo podręczniki dla szkół na swoim terenie. Sprzedanie
      miastu Los Angeles swojego elementarza oznacza zarobienie kilku milionów
      dolarów. Wydawcy nie mogą więc sobie pozwolić na ryzyko, że ich podręczniki
      wywołają czyjeś niezadowolenie czy protest. Całe sztaby ludzi piszą i
      kontrolują teksty, aby, broń Boże, kogoś nie obrazić i nie zgorszyć. Wszelkie
      kwestie kontrowersyjne są natychmiast wycinane, stąd np. w podręczniku historii
      USA brak jakichkolwiek informacji o Thomasie Jeffersonie. Powołana przez
      Reagana komisja zwróciła też uwagę na inflację stopni dokonywaną przez
      nauczycieli. Okazało się, że nauczyciele przestawali stawiać złe stopnie,
      ponieważ w społeczeństwie, które kocha cenzurki ponad wszystko, byłoby to
      równoznaczne ze skazywaniem uczniów na niepowodzenie. Wprowadzałoby to
      niezdrowy podział na obiecujących sukces i na nieudaczników, którzy mieliby
      później kłopoty na rynku pracy. Z tego powodu w większości szkół samo regularne
      uczęszczanie na lekcje wystarczy, aby kurs został zaliczony. Uczniowie zdają
      sobie z tego doskonale sprawę. Toteż nie może dziw
    • Gość: Olvan Debil amerykański, cz.II IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 21.11.02, 11:29
      CHRYSTUS MÓWIŁ PO ANGIELSKU
      Innym powodem kryzysu edukacji w USA, którego powołana przez Reagana komisja
      nie podaje, jest niski poziom wykształcenia samych nauczycieli. W zawodzie tym
      występuje selekcja negatywna; bardziej atrakcyjna jest profesja adwokata lub
      biznesmena. Dosyć znana była sprawa pewnej nauczycielki klas piątych z Chicago,
      która w 1980 r. wniosła oskarżenie do sądu, ponieważ szkoła nie przedłużyła jej
      kontraktu. Podczas rozprawy poddano ją sprawdzianowi znajomości słów. Znaczenie
      słowa "suffrage" - czyli prawo do głosowania - podała ona jako: "kiedy ludzie z
      jakiegoś powodu cierpią", myląc to słowo z "suffer", co oznacza
      rzeczywiście "cierpieć". Podobnie wypadła reszta testu. Pomimo to, sędzia
      nakazał przedłużenie jej kontraktu. Zdecydował się na to, ponieważ na
      świadectwie zwolnienia doszukał się błędu ortograficznego i złej składni, zaś
      na 82 stronach oficjalnego katalogu szkoły znalazł 77 błędów ortograficznych.
      Nauczycielka, zapytana na ulicy przez reportera TV, jakiego przedmiotu uczy,
      odpowiada: "I teaches English" - "ja nauczać angielskiego". Ogólnie mówiąc,
      zawód nauczyciela nie jest w Ameryce respektowany. Wiąże się to z silnym
      amerykańskim antyintelektualizmem, szacunkiem dla "ludzi czynu", a
      nie "myślicieli". Nic dziwnego, że w międzywojniu tak wielu pisarzy
      amerykańskich siedziało w Paryżu, gdzie traktowano intelektualistów jak
      bożyszcza. Przykładem owego antyintelektualizmu może być postawa gubernatora
      Teksasu, który nie zgodził się na dofinansowanie programu nauczania języków
      obcych, uzasadniając to następująco: "Jeżeli angielski był wystarczająco dobry
      dla Jezusa, to jest też wystarczająco dobry dla uczniów w Teksasie". Fakt, że
      szkoły podlegają gminom, a te wymuszają ustępstwa na nauczycielach, też nie
      przyczynia się do podnoszenia autorytetu tych ostatnich. Na przykład, w jednej
      ze szkół rodzice zaprotestowali, że pi = 3,1416 jest stanowczo za długie i
      dzieci nie mogą go zapamiętać. Zażądali więc nowej definicji, łatwej do
      zapamiętania: pi = 3. Szkoła poszła na ustępstwa.


      TELEWIZOR NA STRAŻY RODZINY
      Jeszcze jednym powodem paraliżu systemu edukacji, o którym komisja prezydencka
      nie wspomniała, jest "brak dyscypliny". Jeszcze w 1940 r. siedem
      najpoważniejszych problemów w amerykańskich szkołach to: rozmawianie podczas
      lekcji, żucie gumy, hałasowanie, bieganie po korytarzu, przepychanie się w
      kolejce do stołówki, śmiecenie i brak obowiązującego stroju szkolnego. W 1990
      r. siedem najpoważniejszych problemów wyglądało następująco: narkomania,
      alkoholizm, ciąża, samobójstwo, gwałt, rozbój i kradzież. Dość powiedzieć, że
      rocznie 110 tys. nauczycieli w USA melduje o atakach przemocy na lekcjach,
      każdego dnia 135 tys. Uczniów przynosi do szkoły oprócz drugiego śniadania
      pistolet, zaś trzecia co do wielkości jednostka policji w Stanach pełni służbę
      wyłącznie w szkołach miasta Los Angeles. Ogromną rolę w kryzysie oświaty
      odgrywa również telewizja. Amerykanin, który kończy szkołę, ma za sobą 15-18
      tys. godzin oglądania TV i tylko 11 tys. godzin lekcji. Obejrzy przez ten czas
      18 tys. morderstw i pół miliona reklamówek. Na 1000 godzin spędzonych przed
      ekranem przypada 30 stron słowa drukowanego. W 1983 r. legislatura stanu Nowy
      Jork uznała telewizor za "narzędzie konieczne do przetrwania rodziny w
      społeczeństwie" i nie podlegające zarekwirowaniu przez komornika. Telewizor
      uznany też został za podstawowe narzędzie edukacyjne, a jako wzorcowy program
      oświatowy podawana jest "Ulica Sezamkowa". Tymczasem "telewizyjny system
      nauczania" w rzeczywistości jest wrogiem nauczania szkolnego. Po pierwsze:
      głosi on ideę, że nauka i rozrywka są nierozłączne, co jest koncepcją nieznaną
      w żadnym dyskursie o edukacji, od Konfucjusza do Johna Dewey'a. Wynika to z
      faktu, że program edukacyjny musi być maksymalnie zabawny, aby zniechęcony
      uczeń nie wyłączył telewizora. Po drugie: ponieważ każdy program telewizyjny
      jest zamkniętym w sobie produktem, zakłada się, że nie można wymagać od ucznia
      żadnej wiedzy wstępnej, słowem: przekreśla się ideę porządku rzeczy i ciągłości
      w procesie nauczania. Po trzecie: wszelkie komentarze, teorie, hipotezy itd.
      podawane są w formie maksymalnie uproszczonej, najczęściej z dynamicznymi
      obrazkami i szybką muzyką w tle, co w rzeczywistości wypacza istotę przekazu.
      Pojawiające się od czasu do czasu reklamówki odbierają dodatkowo programowi
      resztek jego powagi. Ciekaw jestem, jakbyście Szanowni Czytelnicy, zareagowali,
      gdybym w tym miejscu zawiesił nagle swój wykład i zaczął reklamować McDonalda
      albo PKO.

      PRZEMYSŁ UNIWERSYTETOWY
      PrzejdŹmy teraz do omówienia szkolnictwa wyższego w USA, które kojarzy nam się
      głównie z takimi uniwersytetami jak Harvard, Princeton, Yale, Columbia,
      Stanford czy MIT. W rzeczywistości czołówka ta stanowi ok. 3 proc. w morzu
      2.500 uniwersytetów amerykańskich, na które pozwolić sobie może jedynie elita
      finansowa społeczeństwa. Co prawda przy pomocy stypendiów miejsca te nie są
      zarezerwowane jedynie dla najbogatszych, ale i tak pozostają dostępne dla
      niewielu. Najważniejsze dwie rzeczy, jakie należy wiedzieć o szkolnictwie w
      USA, to: 1. studia są płatne, 2. cena studiów zależy do jakości uniwersytetu,
      np. rok uniwersytecki na Harvardzie kosztuje 15 tys. dol., a w Wellesley
      College - 1,5 tys. dol. (tytuł magistra w Wellesley College upoważnia
      absolwenta co najwyżej do wstępu na Harvard). Komercjalizacja studiów wyższych
      powoduje, że kierują się one zasadami rynku i figurują na trzecim miejscu
      przemysłu narodowego USA. Uniwersytety, ale tylko te najlepsze,
      są "przedsiębiorstwami" sprzedającymi "produkty". Są w stanie zatrudnić
      najwybitniejszych pracowników na najlepszych warunkach, np. początkowa pensja
      docenta wynosi od 100 do 150 tys. dol. rocznie. Jaki uniwersytet w Europie może
      pozwolić sobie na taki wydatek?
      Tym należy tłumaczyć zjawisko "brain-drain" czyli "odpływu umysłów" do USA.
      Dość powiedzieć, że wśród kadry profesorskiej na katedrze matematyki
      uniwersytetu w Berkeley aż 75 proc. stanowią nie Amerykanie, lecz Chińczycy,
      Koreańczycy, Polacy, Rosjanie itd. Z kolei na uniwersytetach przeciętnych,
      gdzie za rok akademicki płaci się od 5 do 8 tys. dol., poziom nauczania jest
      tak niski, że porównać go można z poziomem polskich maturzystów.


      HUMANIZM TO NIESZCZĘŚCIE
      Większość uczelni nie dba bowiem o jakosć wykształcenia, lecz o stworzenie
      perspektyw zawodowych na przyszłość. Oto fragment całostronicowego ogłoszenia
      w "New York Times": "Wszystkie znane uniwersytety obiecują swoim studentom
      dobre wykształcenie ogólne. Jednak humanistycznie ukierunkowany absolwent, nie
      posiadający wykształcenia, z którym mógłby zarobić pieniądze, nie jest
      człowiekiem szczęśliwym. Jego rodzice tym bardziej, bo inwestują swe ciężko
      zarobione pieniądze (...) Uniwersytet w Bridgeport widzi swoje zadanie w
      zapobieganiu takiemu nieszczęściu". Wypowiedź jest jasna: wykształcenie
      humanistyczne oznacza "nieposiadanie wykształcenia", co więcej -
      jest "nieszczęściem"! Nic więc dziwnego, że rośnie pogarda dla przedmiotów
      humanistycznych, które nazywane są "akademickim cyrkiem", a największym
      zainteresowaniem cieszą się takie kierunki, jak businness, medycyna i prawo. W
      rzeczywistości uniwersytety stały się dziś w USA śluzami społeczeństwa:
      sprzedają bilety wstępu (czyli dyplomy) do średnich i wyższych warstw
      społeczeństwa, do bardziej intratnych zawodów i dobrobytu. Wydaje się, że
      pokonywanie kolejnych szczebli edukacji zastąpiło marzenia o granicy posuwania
      się osadników jako środka ucieczki z nędzy, ponurych fabryk i zatłoczonych
      miast Wielkiej Brytanii. Możliwość dążenia do wiedzy dla samej wiedzy, a nie
      dla późniejszych możliwości zarobkowania, została zepchnięta na margines.
      Humanistom, którzy chcą się ubiegać o stypendia, radzi się, aby nie
      podkreślali, że badania sprawiają im przyjemność,ponieważ wygląda t
    • Gość: Olvan Debil amerykański, cz.III IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 21.11.02, 11:31
      CZY BATMAN BYŁ HOMOSEKSUALISTĄ
      Oto kilka konkretnych przykładów z uniwersytetów USA, charakterystycznych dla
      przeciętnych tego typu instytucji: - brak myślenia krytycznego i wiedza
      nadająca się do telewizyjnych quizów, np. studenci znają każdy fakt otaczający
      zrzucenie bomby na Hiroszimę (nazwisko pilota, ciężar bomby, rodzaj samolotu,
      liczbę ofiar etc.), ale nie mają nic do powiedzenia w dyskusji, czy bomba
      powinna zostać zrzucona, czy też nie;
      - studenci pierwszego roku nie zauważają wewnętrznej sprzeczności w
      wypowiedziach typu: "nie powinno być uprzedzeń wobec czarnych i innych niższych
      ras"; - relatywizm, który zakłada, że "ja mam swoją prawdę i pan profesor ma
      swoją", doprowadza do tego, że profesor nie ma prawa oceniać wypowiedzi
      studentów, ponieważ wszystkie poglądy są równouprawnione; - ów relatywizm
      powoduje, że powstają dysertacje o tym, że "Jądro ciemności" Josepha Conrada
      jest dziełem rasistowskim, że "Ulisses" Jamesa Joyce'a jest powieścią o
      kolonializmie i alienacji w kapitalizmie, że dramaty Szekspira stanowią
      manifestację brytyjskiego imperializmu, patriarchatu, europejskiego rasizmu,
      logocentryzmu etc. Powstają też takie prace doktorskie, jak np.: "Czytanie
      Batmana w świetle jego stosunku do Robina. Czy Batman był homoseksualistą?".

      DZIEDZICTWO 1968 ROKU
      Kryzys uniwersytetów wiąże się ze zmianami, jakie dokonały się po II wojnie
      światowej. Do tego czasu były to instytucje elitarne, zarezerwowane wyłącznie
      dla establishmentu. W 1944 r. Kongres USA uchwalił "GI Bill", uprawniający do
      studiów weteranów wojennych. Ekonomiczny boom następnych lat zmniejszył liczbę
      osób w sektorze produkcji, a powiększył liczbę tych, którzy mogli pozwolić
      sobie na studia. Coraz mniej osób miało do czynienia z glebą, cegłą czy stalą,
      coraz więcej z papierem. W 1954 r. zniesiono doktrynę "separate but equal",
      która otworzyła uniwersytety dla czarnych. W 1957 r. USA przeżyły "sputnik
      shock", w wyniku czego państwo i armia zaczęły pompować miliardy dolarów w
      wykształcenie i stypendia, otwierając wrota "lower-classes". Doszła do tego
      jeszcze eksplozja przyrostu naturalnego w latach 60. i niebywały "run" na
      uniwersytety z początkiem wezwań do wojska (college okazywał się miejscem
      przyjemniejszym niż, dajmy na to, Da Nang czy My Lai) - i okazało się wówczas,
      że uczelnie nie są przygotowane na taki zalew studentów. Zaczęto
      przyjmować "nauczycieli", których w innej sytuacji by nie zatrudniono. Lata 60.
      były też czasem niepokoju społecznego w Ameryce. Były również okresem
      kontrkultury, która atakowała tradycyjne konserwatywno-liberalne
      wartości "społeczeństwa mieszczańskiego". Wówczas to, podczas wieców, strajków
      i manifestacji, studenci wywalczyli sobie wiele obowiązujących do dziś praw:
      obniżenie poprzeczek wstępu, wolny wybór przedmiotów, kursów oraz większy wpływ
      na politykę uniwersytetów. To, co się dzieje obecnie na amerykańskich
      uczelniach, jest więc w ogromnym stopniu wynikiem działania tych, których
      zwykliśmy dziś nazywać "pokoleniem 1968".
      • Gość: mk Re: Debil amerykański, cz.III IP: *.pool.dircon.co.uk 21.11.02, 14:26
        Do przedmowcy - dzieki, to ciekawy i pouczajacy wyklad
      • Gość: Observer Re: Debil amerykański, cz.III IP: proxy / 206.99.201.* 21.11.02, 14:42
        No coz napracowales sie przy kopiowaniu... A teraz zejdz na
        ziemie i postaraj sie znalezc podobny raport na temat polskiego
        szkolnictwa (o ile taki istnieje). Obawiam sie, ze wiele nie
        mniej ciekawych kwiatkow moznaby w nim przeczytac, szczegolnie
        po ostatnich reformach. Tak wiec potepianie w czambul
        amerykanskiego szkolnictwa, a nie zauwazanie degrengolandy w
        polskim pachnie mi brakiem uczciwosci z Twojej strony. Zanim sie
        kogos zacznie krytykowac, trzeba najpierw sie zastanowic czy sie
        ma do tego prawo. P.S. Poziom szkolnictwa nie przeszkadza
        tym 'amerykanskim debilom' szczycic sie tym, iz USA to
        supermocarstwo i kazdego roku miliony legalnych i nielegalnych
        emigrantow chce tu zamieszkac. Oprocz tego to w USA znajduje sie
        najwiecej prestizowych uniwersytetow, wylegarni noblistow, o
        ktorych po nocach marza polskie 'super wyksztalcone' orly...
        • Gość: Prezes Re: Debil amerykański, cz.III IP: *.ces.clemson.edu 21.11.02, 17:17
          Gość portalu: Observer napisał(a):

          > No coz napracowales sie przy kopiowaniu... A teraz zejdz na
          > ziemie i postaraj sie znalezc podobny raport na temat polskiego
          > szkolnictwa (o ile taki istnieje). Obawiam sie, ze wiele nie
          > mniej ciekawych kwiatkow moznaby w nim przeczytac, szczegolnie
          > po ostatnich reformach. Tak wiec potepianie w czambul
          > amerykanskiego szkolnictwa, a nie zauwazanie degrengolandy w
          > polskim pachnie mi brakiem uczciwosci z Twojej strony. Zanim sie
          > kogos zacznie krytykowac, trzeba najpierw sie zastanowic czy sie
          > ma do tego prawo. P.S. Poziom szkolnictwa nie przeszkadza
          > tym 'amerykanskim debilom' szczycic sie tym, iz USA to
          > supermocarstwo i kazdego roku miliony legalnych i nielegalnych
          > emigrantow chce tu zamieszkac. Oprocz tego to w USA znajduje sie
          > najwiecej prestizowych uniwersytetow, wylegarni noblistow, o
          > ktorych po nocach marza polskie 'super wyksztalcone' orly...

          A ja pierdolę ten zawszony kraj.
          FUCK USA !!!
          • Gość: MM Prezes do Koluszek!!! IP: *.ny5030.east.verizon.net 22.11.02, 07:18
            Studiuje/pracuje na Clemson i taki zakompleksiony?
            Jak ci sie nie podoba to czemu tu jeszcze tu jeszcze siedzisz? A jak sie podoba
            to czemu na wszystko "psioczysz"?
            Jak juz sie zdecydowalo cos w zyciu robic to nie powinno sie narzekac jak nie
            odpowiada tylko brac dupe za pas i jechac tam gdzie bedzie lepiej.
            Wiec jak to jest z toba?
    • didjeridu Re: Amerykanie słabo znają geografię świata 21.11.02, 17:32
      Mysle, ze to przesada.
      Przecietny Amerykanin zna geografie tak samo dobrze jak jezyki obce.
      • Gość: |v|rowa Re: Amerykanie słabo znają geografię świata IP: 12.6.221.* 21.11.02, 17:35
        didjeridu napisała:

        > Mysle, ze to przesada.
        > Przecietny Amerykanin zna geografie tak samo dobrze jak jezyki obce.

        Mowisz o hiszpanskim? Bo z innymi to oni nieco na bakier....
        • Gość: rybak polaczki to pijaczki IP: *.client.attbi.com 21.11.02, 17:41
          • Gość: |v|rowa Re: polaczki to pijaczki IP: 12.6.221.* 21.11.02, 18:06
            Owszem, lubie wypic jak cholera, ale od lat ok. 3 nie mialem okazji, chyba 2
            piwa w ciagu dnia raz na miesiac uwazasz za pijanstwo.
            Polacy sa narodem daleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeko odbiegajacym od idealu. Z
            Amerykanow smieja sie jednak nie tylko oni. Wtorujemy jedynie takim krajom jak
            Francja, Szwajcaria, czy Niemcy, nie mowiac np. o Norwegach (jak by nie bylo
            narod prostych rybakow), ktorzy zaskoczyli mnie swoim pojeciem o swiecie.
            Czy slusznie sie smiejemy - cholera wie. W Ameryce osiagnieto "cos za cos".
            Napisalem o tym w poscie powyzej, ale moze powtorze, zeby nie trzeba bylo
            przelaczac:

            No coz, fakt niskiej erudycji ogolnej Amerykanow komentowalem juz kilkakrotnie.
            Ale dla osob, ktore tu nie byly - przecietny iloraz inteligencji
            Amerykanina NIE ODBIEGA od tegoz w innych krajach. Wine za obecny stan wiedzy
            ponosi wylacznie system szkolnictwa, dzialajacy wiecej niz od 2 pokolen, wiec
            mocno juz ugruntowany w swiadomosci spolecznej. Jesli ktos chce dowiedziec sie
            dlaczego tak sie dzieje - szczerze polecam ksiazke "Nowy wspanialy swiat"
            Huxley'a. Przeczytanie tej ksiazki pozwala zrozumiec jaka idea przyswieca
            osobom decydujacym o wygladzie szkolnictwa w USA.
            Bardzo skrotowo: w Ameryce panuje przekonanie, ze nie mozna zajmowac sie
            wszystkim. W Amerykaninie ograniczana jest wiec od dziecka potrzeba wiedzy
            ogolnej o swiecie - historycznej, geograficznej i wiedzy humanistycznej.
            Wpajany jest za to model przedsiebiorczosci, wspolzawodnictwa, przebojowosci i
            pomyslowosci. Np. dzieci otrzymuja za zadanie skonstruowanie przyrzadu, zeby
            jajko nie sluklo sie kiedy spadnie na podloge. Maja to po prostu zrobic, nie
            muszac wiedziec z ilu procent wapnia sklada sie skorupka jajka, jaki jest czas
            wylegu kurczat itp. I tak wyglada wiekszosc zadan przed jakimi staje mlody
            Amerykanin. W zyciu doroslym taki Amerykanin zajmuje sie tylko i wylacznie, ale
            za to z pelnym poswieceniem, swoja dziedzina zawodowa. Wszystko inne dla niego
            nie istnieje. Odbarczenie umyslu z "niepotrzebnej" wiedzy na krotka mete zdaje
            sie przynosic korzysci USA jako krajowi.
            Czy jednak nie jest to wstepem do zmiany demokracji na dyktature? - czas
            pokaze. Bo "demo-kracja" to rzady ludu, a jak lud moze rzadzic, jesli
            przecietny obywatel ma wszystko poza swoja branza w d... Czyli wladza dla
            politykow - a to juz jest oligarchia a nie demokracja. A stad juz tylko krok
            do...

            Ave Cesar, morituri te salutant. (czy jakos tak)


        • didjeridu Re: Amerykanie słabo znają geografię świata 21.11.02, 18:34
          Gość portalu: |v|rowa napisał(a):


          > Mowisz o hiszpanskim? Bo z innymi to oni nieco na bakier....


          Mialem na mysli raczej to " na bakier "
          • Gość: bolek... Re: ok amerykanie to debile ! a kto wystaje tygodn IP: *.kat.forthnet.gr 21.11.02, 23:03
            A kto wystaje tygodniami po wize amerykanska ?
            Kto zapierdala sprzatac domy amerykanow ?
            Kto zapierdala na budowach amerykanskich ?
            odp. ci co sluchaja .... chopina
            ci co lataja na filmy wajdy i innych pojebow
            ci co znaja na pamiec wszystkich papiezy z pseudo.
            ci co wiedza z glowy jaki alkochol ma ile %
            ci co wiedza wszystko a wiedza gowno?
            ci co sa na lekcjach religii dmuchany przez sukienkowych
            bo najwazniejsza lekcja to religia w polsce
            Ja osobiscie pierdole amerykanow w sam odbyt..
            Ale milionow rodakow co zrobia wszystko aby sie tam znalezc ?
            A jak ich oleja to psy na nich wieszaja .
            A komu amerykanie daja w nagrode szmelc do remontu ?
            i bardzo sobie ten ktos to chwali ?
            Tak ze przestancie pierdolic glupoty olane amerykanofile.
            • Gość: rybak Re: ok amerykanie to debile ! a kto wystaje tygod IP: *.client.attbi.com 21.11.02, 23:40
              Gość portalu: bolek... napisał(a):

              > A kto wystaje tygodniami po wize amerykanska ?
              > Kto zapierdala sprzatac domy amerykanow ?
              > Kto zapierdala na budowach amerykanskich ?
              > odp. ci co sluchaja .... chopina
              > ci co lataja na filmy wajdy i innych pojebow
              > ci co znaja na pamiec wszystkich papiezy z pseudo.
              > ci co wiedza z glowy jaki alkochol ma ile %
              > ci co wiedza wszystko a wiedza gowno?
              > ci co sa na lekcjach religii dmuchany przez sukienkowych
              > bo najwazniejsza lekcja to religia w polsce
              > Ja osobiscie pierdole amerykanow w sam odbyt..
              > Ale milionow rodakow co zrobia wszystko aby sie tam znalezc ?
              > A jak ich oleja to psy na nich wieszaja .
              > A komu amerykanie daja w nagrode szmelc do remontu ?
              > i bardzo sobie ten ktos to chwali ?
              > Tak ze przestancie pierdolic glupoty olane amerykanofile.

              ale post, hoho
              niezle jak na pedala
            • didjeridu Re: ok amerykanie to debile ! a kto wystaje tygod 21.11.02, 23:41
              Gość portalu: bolek... napisał(a):

              > A kto wystaje tygodniami po wize amerykanska ?
              > Kto zapierdala sprzatac domy amerykanow ?
              > Kto zapierdala na budowach amerykanskich ?
              > odp. ci co sluchaja .... chopina
              > ci co lataja na filmy wajdy i innych pojebow
              > ci co znaja na pamiec wszystkich papiezy z pseudo.
              > ci co wiedza z glowy jaki alkochol ma ile %
              > ci co wiedza wszystko a wiedza gowno?
              > ci co sa na lekcjach religii dmuchany przez sukienkowych
              > bo najwazniejsza lekcja to religia w polsce
              > Ja osobiscie pierdole amerykanow w sam odbyt..
              > Ale milionow rodakow co zrobia wszystko aby sie tam znalezc ?
              > A jak ich oleja to psy na nich wieszaja .
              > A komu amerykanie daja w nagrode szmelc do remontu ?
              > i bardzo sobie ten ktos to chwali ?
              > Tak ze przestancie pierdolic glupoty olane amerykanofile.


              Forma przerosla u ciebie wyraznie tresc.

              Masz racje jest duzo podobnych tobie, ktorzy sprzataja i pracuja na budowach
              ( zbieraja cytrusy i oliwki ) ale robia to przewaznie by zarobic pieniadze a
              nie by rozwinac sie intelektualnie. Sa i inni ktorzy studiuja pisza prace
              doktorskie i odbywaja praktyki. To jednak nie jest tematem tego watku i jedno z
              drugim nie musi miec cokolwiek wspolnego.

              Dla przypomnienia tematem jest "Amerykanie słabo znają geografię świata"

              Wytlumacz co ma wspolnego wystawanie Polakow po wize ze znajomoscia geografji
              Amerykanow







Inne wątki na temat:
Pełna wersja