Gość: viri
IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl
02.06.01, 20:56
tego nei znajdziecie w Polskich massmediach:
Ten dzień, 12 lutego 2001 roku był dla mieszkańców Khan Younis, palestyńskiej
miejscowości - codziennie nękanej przez izraelskich okupantów - wyjątkowo
straszny. Wyjące nieustannie karetki pogotowia zabierały z ulic i domów
płaczące kobiety i dzieci, przerażonych mężczyzn. Wszyscy, około 40 osób, mieli
podobne objawy chorobowe: rozdrażnienie nerwowe, konwulsje, duszności. Lekarze
w szpitalach orzekli, że ludzie ci zostali porażeni gazem trującym.
Jak wynika z palestyńskich danych internetowych, opisany tragiczny incydent
nie był odosobniony. Tego samego dnia do szpitali na okupowanym Zachodnim
Brzegu Jordanu trafiło jeszcze 68 osób; 14 n - 37 osób, a 15 H - 6 osób. W
sumie-w ciągu ostatnich dni hospitalizowano 150 Palestyńczyków, którzy padli
ofiarą rozpylonych przez Izraelczyków gazów. Wkrótce okazało się, że ofiary
zatrucia mają objawy wskazujące na użycie przez siły okupacyjne gazów
toksycznych, zabronionych przez Konwencję Genewską. Jak wynika z zamieszczonego
w Internecie artykułu, opublikowanego przez amerykański biuletyn medyczny "Pub
Med": Gaz ka-wiący - tldkwsUuy csynmk esy trująca broń che-OTMana? stosowane
przez Izraelczyków gazy typu CS, CN, CR, zwłaszcza w dużym stężeniu, są bardzo
niebezpieczne dla zdrowia ludzkiego, używane zaś niezgodnie z instrukcją -
powodują śmierć. Najgroźniejszy z trzech wymienionych, gaz CS - Orto -
chlorobenzylidene - malononitrile, zawiera cyjan, który atakuje płóca,
powoduje, że człowiek dusi się, dostaje ostrych napadów kaszlu, bólów
oskrzelowych, zapalenia oczu, konwulsji, sztywnienia mięśni, paraliżu nerwów.
Gaz CS ma konsystencję czarnego pudru; aktywizuje się, gdy zostanie rozpylony
ze śmigłowca, wystrzelony z karabinu do rozprzestrzeniania gazów łzawiących lub
rzucony jako granat. Gaz ten jest również silnie rakotwórczy, dlatego też
Izraelczycy wypróbowywali go z dala od siedzib żydowskich, na pustyni Negew.
Gazy CS, CN i CR są szczególnie niebezpieczne dla kobiet w ciąży - powodują
poronienia - oraz dla nie narodzonych dzieci i dla starców. Gazy te zastosowane
w zamkniętych pomieszczeniach mogą spowodować zgon. I to m.in. tłumaczy,
dlaczego tak wielu Palestyńczyków ginęło i ginie we własnych domach w czasie
nieustannie wprowadzanych przez izraelskich terrorystów całodobowych lub
kilkudobowych "godzin policyjnych", podczas których otwarcie okna dla złapania
oddechu - przede wszystkim w upały - grozi wrzuceniem przez Żydów pojemnika z
gazem lub rozpyleniem go we wnętrzu i zakazem, pod groźbą zastrzelenia,
otwierania okna. Oczywiście nagabywani przez dziennikarzy żołnierze izraelscy
zawsze zapewniają, iż zmarli na skutek działania gazu ludzie "zeszli z tego
świata w sposób naturalny". Na rozkaz Ariela Szarona, niegdyś ministra
rolnictwa, żydowscy żołnierze rozpylali trujące substancje na palestyńskie pola
pszenicy, owsa i na gaje oliwne. Obecnie premier Szaron zaleca identyczne
działania, plus rozwalanie buldożerami domów palestyńskich.
Zatruwanie dzieci
Sprawa stosowania przez okupacyjne wojska i policję gazów toksycznych nabrała
rozgłosu Już w 1988 r., kiedy to walczący z palestyńskimi dziećmi izraelscy
żołnierze rozpylili gazy trujące w szkołach Hebronu, Tulkaremu i Ąnabta,
palestyńskich miast, co spowodowało silne zatrucie 1300 Palestyńczyków; w
większości dzieci. Wszystko to wydarzyło się w ostatnich dniach marca 1988 r.
Ale 4 kwietnia wykryto siady trujących substancji także, w szkole dla
palestyńskich dziewcząt w Nizanieh (rejon wschodniej, arabskiej Jerozolimy) .
Dyrektor szkoły odesłał uczennice do domów. 5 kwietnia zaalarmowano, że również
w szkole dla chłopców w Artas koło Betlejem odczuwa się działanie jakiejś
trucizny. Izraelskie władze okupacyjne wysłały swoich ludzi do oczyszczenia obu
szkół (gazy trujące utrzymują się w tapetach, dywanach, zasłonach, a także w
odzieży przez kilka dni) i ogłosiły, że... Palestyńczycy ulegli "masowej
histerii".
Palestyńscy lekarze, a także kilku ich europejskich kolegów, stanowczo
przecież orzekli, że dostrzegają u dzieci wyraźne objawy zatrucia gazem
neurotoksycznym, m.in. opuchliznę i niedowład mięśni. 5 kwietnia izraelscy
żołnierze aresztowali dwóch amerykańskich reporterów telewizyjnych, próbujących
dostać się z kamerami do szpitala w Nablusie, gdzie znajdowały się ofiary
zatrucia.
O perfidii i zbrodniczych instynktach izraelskich żołnierzy i policjantów
świadczy nie tylko fakt stosowania gazów przeciw bezbronnym dzieciom, lecz
także to, że wrzucali go (i czynią tak nadal) do zamkniętych pomieszczeń,
zdając sobie dobrze sprawę z tragicznych skutków, jakie te działania mogą
pociągnąć za sobą. Na pustych już pojemnikach po gazie (pozbieranych przez
Palestyńczyków, sfotografowanych i pokazanych w wydawanym w Syrii palestyńskim
tygodniku "Liberated Palestine") produkcji Federal Laboratories Inc. Salzburg,
Pensylwania USA, widniały ostrzeżenia: Uwaga! Nie rozpylać bezpośrednio na
osobę. Może spowodować rany albo zgon. Ale Izraelczycy nie przejmują się ani
tym ostrzeżeniem, ani drugim: For muldom use oniy (używać tylko na otwartej
przestrzmi).
Trefny ładunek
Od wielu już lat zresztą Izrael produkuje własne gazy toksyczne; naturalnie po
cichu, bo w końcu podpisał przecież konwencję o nie produkowaniu i nie
rozpowszechnianiu takiej broni, chociaż nie ratyfikował jej. Głośno natomiast
rząd izraelski pomstuje na Arabów produkujących iabmnwne i zagrażające
Izraelowi Iwonie. "Bomba wybuchła", chociaż niedosłownie - 4.10.1992 r. o godz.
18.30, kiedy to w amsterdamskiej dzielnicy Bijlermeer potężny transportowy
Boeing 747, jumbo jet izraelskich linii lotniczych E1-A1 spadł na bloki
mieszkalne, powodując śmierć wielu mieszkańców i wywołując wielki pożar.
Samolot lecący z Nowego Jorku do Tel Awiwu zatankował na amsterdamskim lotnisku
Schiphol. Tam, na wydzielonym. terminalu, ląduje rocznie ok. 1000 izraelskich
samolotów transportowych nie podlegających ani jakimkolwiek opłatom, ani też
kontrolom technicznym, korzystających także z innych przywilejów. Otoczony
drutem kolczastym, strzeżony przez 80 izraelskich agentów ochrony, terminal
jest niezależną izraelską wyspą w Amsterdamie. Samoloty El-Alu mają wytyczone
własne pasy startowe, niedostępne dla innych państw. Całość usytuowana jest w
gęsto zaludnionej części miasta. W pożarze samolotu zginął kapitan, załoga i
kilka innych osób. Nocą przy wraku kręcili się ludzie w białych skafandrach. W
śledztwie stwierdzono, iż samolot przewoził 114-tonowy ładunek wojskowy.
Jednocześnie zaczęły się dziać rzeczy dziwne i niepokojące. Mieszkańcy
dzielnicy, których domów nie spalił ogień, zaczęli odczuwać rozliczne
dolegliwości: bóle głowy, zaburzenia równowagi, wysypki, zmęczenie. Przez 5 lat
rządowi izraelskiemu, dzięki komitywie ze sprzyjającymi mu politykami
holenderskimi, udawało się powstrzymywać śledztwo. Ale w 1998 r. we wpływowym
dzienniku opozycyjnym "NRC Handeisbiat" opublikowano Deklor rację
niebezpiecznego ładunku, z której świat dowiedział się, że Izrael produkuje
toksyczne gazy bojowe i broń jądrową. Na pokładzie samolotu, który uległ
katastrofie, było bowiem 189 litrów dwumetylometylfosforatu (DMMP), tj.
podstawowej substancji do produkcji sarinu, niezmiernie trującego gazu
bojowego, działającego na system nerwowy oraz 390 kg radioaktywnego uranu. W
1999 r. Izrael rozpoczął budowę nowego reaktora jądrowego jako alternatywę dla
reaktora Dimona (na pustyni Negew). Jego lokalizacja utrzymywana jest w ścisłej
tajemnicy. Wydawany przez departament ds. międzynarodowych biuletyn Organizacji
Wyzwolenia Palestyny z 15IV1999 r. podał, za holenderską gazetą "Dutch Hneid -
Lubeid", że Izrael już od 40 lat produkuje (przy pomocy USA) broń biologiczną i
chemiczną.
Pałki, granaty, gazy sprzeda "High Tech"
Walczący z palestyńskimi "terroryst