Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą rundę...

10.04.06, 21:13
''Jego ojciec Isaac otwarcie mówi, że jest rasistą, że z kraju trzeba przegnać
"białasów", a muszą wreszcie zacząć rządzić "miedzianolicy". Muszą się
rozmnożyć do stu milionów, tak żeby kraj spotężniał i zemścił się na sąsiednim
Chile, z którym przegrał wojnę w końcu XIX w. i odebrał utracone wtedy ziemie
na południu.''

Wojnę tę przegrała konederacja Peruwiańsko-Boliwijska gdyby doszło do jej
odbudowy faktycznie mogłaby wziąść odwet na kreolskim Chile,
w wyniku zresztą tej wojny owa federacja się rozpadła
dziś wsparta choćby dochodami z gazu boliwijskiego ok. 16
bilonów m3, miałaby sznsę na wzrost plus Ekwador liczyłaby
już dziś 50 milionów ludności.
    • machete.eln Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 10.04.06, 21:47
      jeszcze kilka tekstow, w takim kwiecistym jezyku, Stasinskiego o Ameryce
      Lacinskiej a ambasady beda slac depesze protestacyjne.

      "Rok temu mało kto słyszał w Peru o tym 42-letnim oficerze. O jego rodzinie,
      owszem. W 2000 roku ojciec i głowa licznego rodu Isaac Humala, też oficer, były
      komunista, a potem założyciel partii rasistowsko-nacjonalistycznej, zbuntował
      się przeciw chylącemu się ku upadkowi prezydentowi Alberto Fujimoriemu, za co
      trafił do więzienia. " nie ojciec w roku 2000, a sam Ollanta psz.pl/
      content/view/2565/1/ news.bbc.co.uk/2/hi/americas/4873806.stm
      i chyba przejezyczenie "Co bystrzejsi Peruwiańczycy mają poczucie, jakby to już
      raz przeżyli. W 1980 r. podobny "człowiek znikąd", agronom Alberto Fujimori,
      wskoczył na traktor i z tajną pomocą armii i służb specjalnych zaczarował
      miliony znękanych dziesięcioma latami okrutnej wojny domowej i ruiną gospodarczą
      Peruwiańczyków obietnicami przegnania elit politycznych i zaprowadzenia
      wszelkiej pomyślności." w 1990 encyklopedia.pwn.pl/56409_1.html
    • skin-pl Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 10.04.06, 21:49
      no to będę mial gdzie uciekać jak Michnikowcy wrócą w Polsce do wladzy
      • czlowiek_ksiazka Re: wygrywa bo lud go wybral 10.04.06, 22:26
        Warto zwrocic uwage na niezwykle agresywny, apodyktyczny jezyk artykulu.
        Zaangazowane dziennikarstwo, nie-majace wiele wspolnego z obiektywna
        zurnalistyka, chyba. Autor uzywa nacechowanych skrajnymi uczuciami sformulowan,
        groteskowych porownan, etc.
        Wyborcy w Peru wiedza to, co wie red. Stasinski, a nawet wiecej, a mimo to
        glosuja na Humale, jak wynika na razie z sondazy.
        Red. Stasinki nazywa kandydata na prezydenta Peru "rasista". To niezwykle mocne
        okreslenie-obelga, nalezaloby je czyms poprzec.
        Oprocz stwierdzenia, ze Humala ma indianskie imie (gdyby mial na imie Maciej
        to "rasista" by nie byl?), nie znalazlem potwierdzenia Humalowego "rasizmu".
        Red. Stasinski wspomina o rasizmie w kontekscie rodziny Humali. Chyba ze 3/4
        tekstu poswiecone jest rodzinie kandydata! - "język rasowego i społecznego
        odwetu, w którym celuje klan rodu Humala. Jego ojciec Isaac otwarcie mówi, że
        jest rasistą (...) Wtóruje mu z więzienia brat Antuaro", ale Humala "lekko
        dystansuje się od krwistego języka swojej rodziny"!! Czy Humala moze byc
        nazywano "rasista" z tego powodu, ze jego tata i brat cos tam mowia, a on SIE
        DYSTANSUJE od nich?? Odpowiedzialnosc rodzinno-zbiorowa?
        "Toczy sie postepowanie" - a wiec nt. "metnej przeszlosci" Humali wiemy jeszcze
        niewiele na pewniaka.
        Humala szanuje prezydenta Chaveza - mowil o tym wielokrotnie. W tekscie ani
        slowao tym. Moze w tym tkwi przyczyna niecheci red. Stasinskiego do Humali? Czy
        nie warto pisac o tym wprost zamiast kluczyc?
        • czlowiek_ksiazka Re: wygrywa bo lud go wybiera (na razie) 10.04.06, 22:45
          Na lamach "wyborczej" tematyka latynoamerykanska jest traktowana
          niekonsekwentnie i po macoszemu.
          Pod koniec marca pojawil sie przerazajacy artykul o glodujacych w wiezieniu
          opozycjonistach, jeden zaszyl(!) sobie usta, na Kubie z rownie mrazacym krew w
          zylach zdjeciem. serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34230,3243171.html
          Abstrahuje od oczywistych pytan - skad w wiezieniu igly do szycia i gruba nic?
          Casus Milosevica?, ktory faszerowal sie jak podawala prasa po jego smierci,
          jakimis lekami, ktore najbardziej chyba strzeozny wiezien kupowal w ... ?
          wieziennej (wirtualnej?) aptece i palaszowal regularnie???
          Od tego czasu ani mru-mru, sprawdzilem w dziale "Kube". Nie daj Bog, umarl, co
          sie dalej dzieje? W najbardziej kulminacyjnym momencie reportaz przerywa sie!
        • chilijczyk Re: wygrywa bo lud go wybral 11.04.06, 07:19
          Ollanta moze i nie jest az takim rasista jak jego ojciec i brat. Jednak na
          pewno ma bardzo niepokojace poglady polityczne i gospodarcze. Niepokojace
          przede wszystkim dlatego, ze nie do konca sa znane. Humala jako jedyny z
          kandydatow nie opublikowal programu swego ewentualnego przyszlego rzadu.
          Wszystko opiera sie na blizej niesprecyzowanych obietnicach "rewolucji"
          czy "nacjonalizacji". Jestem przekonany, ze jesli zostanie wybrany to nic
          dobrego z tego dla Peru nie wynikinie. W przeciwienstwie do Moralesa i Chaveza
          prezydent Peru nie ma zloz paliw z ktorych mozna czerpac dolary na realizacje
          swych rewolucyjnych pomyslow...
          • paluemiy78 Re: wygrywa bo lud go wybral 11.04.06, 20:49
            a ja zapoznalam sie z programem jego konkurencji... kandydatki na prezydenta w
            Peru. Piekne 10 punktow: koniec z bieda, duzo pracy dla wszystkich, swietna
            sluzba zdrowia... itp itd istny raj... a niby skad? wg mnie potrzeba jest
            wyrwac bogatemu klanowi w Am Pld troche wladzy z rak... bo im tam jest jak u
            Pana boga za piecem....
            • kociak381 Re: wygrywa bo lud go wybral 14.04.06, 22:19
              mieszkam w peru od 12 lat.pracuje w ministerstwie obrony jako lekarz.artykuly
              polityczne o Peru pisza niestety ludzie -niewiele w gruncie rzeczy wiedzacy o
              sytuacji i faktach,sa to opinie powierzchowne,skandalistyczne,"pod
              publike."oczywiscie jest to prywatny sad autora,ale liczby procentowe podane
              przez autora nie zgadzaja sie z rzeczywistoscia,byla to pierwsz godzina
              podliczania glosow.niech ten pan tylko napisze do mnie,albo ,oby tylko znal
              jezyk hiszpanski- porozmawia z pierwszym lepszym Peruwianczykiem o sytuacji
              kraju.chociaz nie przecze trafnosci opisu kongresu i korupcjii,to
              prawda.niesprawiedliwy podzial dobr domaga sie czegos bardziej radykalnego,bo
              naprawde sytauacja wiekszosci ludnosci jest niewesola,ani przysparzajaca kpin.
              • algimin Re: wygrywa bo lud go wybral 15.04.06, 00:33
                kociak381 napisała:

                > mieszkam w peru od 12 lat.pracuje w ministerstwie obrony jako lekarz.artykuly
                > polityczne o Peru pisza niestety ludzie -niewiele w gruncie rzeczy wiedzacy o
                > sytuacji i faktach,sa to opinie powierzchowne,skandalistyczne,"pod
                > publike."oczywiscie jest to prywatny sad autora,ale liczby procentowe podane
                > przez autora nie zgadzaja sie z rzeczywistoscia,byla to pierwsz godzina
                > podliczania glosow.

                A jakie są teraz dane w sprawie tych wyników głosowania, Humala wszedł czy nie
                do drugiej rundy i jesli ma rzeczywiscie ok. 30% glosów poparcia to czy nie
                przełoży się to na zamieszki czy sytuację ala pomarańczowa rewolucja tak, że tak
                czy inaczej ulica wymusi jego zwycięstwo, to tylko zależy od determinacji jego
                zwolenników.
                Bo jak będzie podtrzymywał jakieś opinie o sfałszowaniu wyborów to może
                doprowadzić do rewolucji tak czy inaczej.

                ''Ostrzeżenie Humali przed sfałszowaniem wyników wyborów powszechnych w Peru

                "Peru 21"- w artykule zatytułowanym "Humala uważa, że przygotowuje się
                fałszerstwo wyników wyborczych w Peru" stwierdził, iż pomimo gwarancji ze strony
                prezydenta Alejandro Toledo realizacji demokratycznych, przejrzystych wyborów
                oraz rozpoczęcia przez przedstawicieli Organizacji Państw Amerykańskich misji
                obserwacyjnej w Peru, nacjonalistyczny kandydat w wyborach prezydenckich,
                Ollanta Humala obawia się sfałszowania wyborów. Oskarżył elity polityczne o
                próby uniemożliwienia mu zwycięstwa wyborczego oraz wezwał swoich zwolenników do
                wyjścia na ulicę w przypadku sfałszowania wyborów. W jego opinii, grupy władzy
                dążą do tego, aby do drugiej tury wyborów prezydenckich przeszli pozostali,
                główni kandydaci to jest L. Flores z Partii Jedności Narodowej oraz A. Garcia,
                kandydat APRA. Sondaże przedwyborcze sytuują Humalę na pierwszym miejscu z
                30%-owym poparciem w wyborach prezydenckich, które odbędą się w Peru 09.04.
                • tierralatina Re: wygrywa bo lud go wybral 15.04.06, 16:26
                  Zapowiada sie pojedynek Humala-Garcia w drugiej turze. Po podliczeniu 88,57
                  proc. glosow Humala ma 26,44 proc., Garcia 20,87 proc., a Flores 20,05. Chyli
                  Humala na pewno przejdzie, i Garcia na 99 proc.
    • pantera01 Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 10.04.06, 22:16
      Hura, niech zaczna rzadzic brazowi ludzie. Czy powroca tez do skladania ofiar z
      ludzi? Jak zwykle, wystarczy poczekac pare lat i zaczna padac z glodu.
      • algimin Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 10.04.06, 22:36
        pantera01 napisał:

        > Hura, niech zaczna rzadzic brazowi ludzie. Czy powroca tez do skladania ofiar z
        > ludzi? Jak zwykle, wystarczy poczekac pare lat i zaczna padac z glodu.

        Imperium Inkaskie padło nie z głodu tylko w wyniku najazdu konkwistadorów
        hiszpanskich czy owi byli biali jeśli biali są Arabowie,
        to owi byli biali;)

        ps. jeśliby etnonacjonalizm ludów etnicznie poinkaskich miałby przywrócić
        orginalną cywilizację prekolubijską to by było warte nawet ofiar z owych
        ''pseudobiałasów'' którzy zresztą mogą wyjechać np. do czysto
        kreolskiej Argentyny.
        • chilijczyk Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 11.04.06, 15:22
          algimin napisał:
          > ps. jeśliby etnonacjonalizm ludów etnicznie poinkaskich miałby przywrócić
          > orginalną cywilizację prekolubijską to by było warte nawet ofiar z owych
          > ''pseudobiałasów'' którzy zresztą mogą wyjechać np. do czysto
          > kreolskiej Argentyny.

          Czysto bialo-kreolskiej, bo niemal do cna juz wyczyszczonej przez "bialasow".
          Podobnie jak Chile.
          • algimin Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 11.04.06, 21:24
            chilijczyk napisał:

            > algimin napisał:
            > > ps. jeśliby etnonacjonalizm ludów etnicznie poinkaskich miałby przywrócić
            > > orginalną cywilizację prekolubijską to by było warte nawet ofiar z owych
            > > ''pseudobiałasów'' którzy zresztą mogą wyjechać np. do czysto
            > > kreolskiej Argentyny.
            >
            > Czysto bialo-kreolskiej, bo niemal do cna juz wyczyszczonej przez "bialasow".
            > Podobnie jak Chile.
            >
            A nie obawiasz się, że jak wygra ten cały Ollanta to poda sobie rękę z Evo
            Moralesem podobno Queczua, choć też cztałem, że to Ajmara no i zechcą odebrać swje
            stare ziemie czyli obecnie chylijskie prowincje Tarapaca, Antofagasta i może też Atacame z potężnymi złożami miedzi i saletry.
            Podobno Boliwijczycy i Peruwińczycy do dziś nienawidzą Chilijczyków za to, że te ziemie im zabrali.
            Poprzedni rząd Boliwi jak chciał poprowadzić rurociąg z gazem przez Chile
            to go mało na taczkach nie wywieźli;)
            • chilijczyk Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 11.04.06, 22:17
              Morales jest Aymara, Humala jest Metysem. Co nie przeszkodzi im w ewentualnejn
              wspolpracy. Choc jest miedzy nimi sporo roznic. Morales jest populistycznie
              antyamerykanski, a Humala ciagle podkresla ze zalezy mu na dobrych stosunkach z
              USA. Humala jest wojskowym o wojskowej mentalnosci, Morales jest prostym
              chlopem o dosc idealistycznym podejsciu do swiata.
              Co do wojny z Chile to nie ma sie co obawiac. Przede wszystkim nawet polaczone
              armie Peru i Boliwii sa, wobec chilijskiej, praktycznie bez znaczenia. Chile to
              najlepiej wyposazona i wyszkolona armia w regionie. Kto jak kto, ale Humala,
              powinien miec tego swiadomosc. Zas Moralesowi bardzo zalezy na poprawieniu
              stosunkow z Chile, czego dowodem byla chociazby jego obecnosc na ceremonii
              inwestytury Bachelet oraz decyzja o wznowieniu ekportu gazu do Chile. A
              Bachelet zadeklarowala ze swojej strony, ze o ulatwieniu Boliwii dostepu do
              morza jest gotowa rozmawiac. Wiec z tej strony raczej jest spokojnie.
              Co nie zmienia faktu, ze wsrod tzw. ludu Peru i w Boliwii (zwlaszcza w Boliwii
              ktora w wyniku wojny o Pacyfik stracila dostep do morza) sprawa utraconych ziem
              to wciaz bolesny temat, zrecznie podgrzewany przez cale pokolenia
              populistycznych politykow. Prawnie jednak sprawa jest zamknieta: to Boliwia z
              Peru sprowokowala ta wojne, przegraly ja i podpisaly traktat pokojowy uznajac
              nowe granice.
              • algimin Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 12.04.06, 00:24
                chilijczyk napisał:

                > Morales jest Aymara, Humala jest Metysem. Co nie przeszkodzi im w ewentualnejn
                > wspolpracy. Choc jest miedzy nimi sporo roznic. Morales jest populistycznie
                > antyamerykanski, a Humala ciagle podkresla ze zalezy mu na dobrych stosunkach z
                >
                > USA. Humala jest wojskowym o wojskowej mentalnosci, Morales jest prostym
                > chlopem o dosc idealistycznym podejsciu do swiata.

                No nie wiem znalazłem takie infa o Moralesie, ze nie jest to takie pewne czy on jest Ajmara. Bo przywodca Ajmara ma być Felipe Quispe zdolnym poprowadzić Ajmarów na Moralesa, a Morales ma być Indianiem Keczua albo wygadanym kreolem;)

                ''Indianie boliwijscy stają się jednak coraz bardziej bardziej hardzi, i coraz głośniej zaczynają się domagać swoich praw. Mają swoich dwóch liderów - Mallku ("przywódca" w jez. ajmara) Felipe Quispe, Indianina Ajmara, o ktorym można też trochę poczytać w moich sprawozdaniach z ubiegłego roku oraz Evo Morales, Indianina Keczua, przywodcę obrońców świetej dla Indian rośliny koki...

                ... ruch społeczny, który przywiódł Moralesa do władzy to podzielona i luzna koalicja. Przywódcy tacy, jak Roberto de la Cruz, wazna figura polityczna w El Alto, dzielnicy nedzy przylegajacej do La Paz, to radykalowie majacy swoje wlasne plany. Nalezy do nich tez Felipe Quispe, który, pomimo swoich slabych wyników w wyborach, nie zawaha sie zmobilizowac indian Aymara z Altiplano przeciwko Moralesowi, jesli poczuje, ze jego sprawy se zaniedbywane przez nowy rzad.


                Przedruk z El País

                O naiwności Europejczyków, którzy tak bardzo kochają się w egzotyce, świadczy ich wiara w to, że Evo Morales – szef boliwijskich plantatorów koki i sprawca chaosu – jest ???Indianinem” walczącym o poprawę losu swojej wspólnoty etnicznej.

                <<<o kurcze chyba jestem jednak typowym europejczykiem:)))>>>

                W rzeczywistości to po prostu zręczny i wygadany kreol.

                Celem jego poczynań nie jest bynajmniej wskrzeszenie imperium Inków ani Tiahuanaco (kultura, która rozwijała się od III do XII wieku również na terytorium Boliwii – przyp. FORUM), lecz raczej pójście w ślady starych mistrzów, przyjaciół i mentorów: Fidela Castro i Hugo Cháveza (ten ostatni jest ponadto sponsorem partii Moralesa pod nazwą Ruch na rzecz Socjalizmu).''

                > Co do wojny z Chile to nie ma sie co obawiac. Przede wszystkim nawet polaczone
                > armie Peru i Boliwii sa, wobec chilijskiej, praktycznie bez znaczenia.

                Niekiedy najważniejszy w armii jest wódz a tu Ollanta doświadczeniem bije na głowę i Moralesa i waszą kobietę;)
                Zresztą pierwszym państwem i to do podporzadkowania dla 28 milionowego Peru jest 8 milionowa(ludność) Boliwia, gdzie 3 miliony ludnosci to indianie Keczua, którzy w Peru stanowią z połowę ludności, ewentualny integryzm tej ludności stanowiłby podstawę jakiejś unii Peru i Boliwi.
                Potem może bedzie jakieś zagrożenie dla Chile, zresztą Ollanta np. nie wygra w Peru i nie bedzie sprawy. Demograficznie taka frederacja 36 milionów ludnosci byłaby 2,5 raza silniejsza od Chile jakby mieli pieniądze na dobrą broń to pewnie by mogli zagrozić hegemoni militarnej Chile.

                > Prawnie jednak sprawa jest zamknieta: to Boliwia z
                > Peru sprowokowala ta wojne, przegraly ja i podpisaly traktat pokojowy uznajac
                > nowe granice.

                No nie będzie to za szybko, Peruwiańczycy chca się najpierw rozmnozyć do 100 milionów a potem renegocjować traktaty pokojowe;)))
                • chilijczyk Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 12.04.06, 02:02
                  algimin napisał:

                  > No nie wiem znalazłem takie infa o Moralesie, ze nie jest to takie pewne czy
                  on
                  > jest Ajmara. Bo przywodca Ajmara ma być Felipe Quispe zdolnym poprowadzić
                  Ajmarów na Moralesa, a Morales ma być Indianiem Keczua albo wygadanym kreolem;)

                  On sie przedstawia jako Ajmara i w prasie boliwisjkiej nikt nigdy nie poddawal
                  tego w watpliwosc. No i mowi w ajmara, a po keczua wcale.
                  ie boliwijscy stają się jednak coraz bardziej bardziej hardzi, i coraz
                  > głośniej zaczynają się domagać swoich praw. Mają swoich dwóch liderów -
                  Mallku
                  > ("przywódca" w jez. ajmara) Felipe Quispe,


                  Mallku, to nie przywodca lecz ksiaze. Quispe to ajmarska arystokracja. I
                  dlatego zreszta nie lubi Moralesa, ktory jest zwyklym chlopem. Ale dlatego
                  wlasnie Morales ma wieksze poparcie i zdolnosc mobilizacyjna - lud nie do konca
                  kocha arystokratow. Co nie znaczy jednak, ze beda go holubic wiecznie.
                  Niebezpieczenstwo takiego poparcia mas polega na tym, ze oczekuje
                  blyskawicznych wynikow, a te - jak wiadomo - przy rozsadnej polityce rzadko sie
                  zdarzaja. Znamienny jest tu precedens Toledo, ktory jako pierwszy Metys na
                  prezydenckim fotelu w Peru cieszyl sie na poczatku masowym poparciem. Nareszcie
                  rzadzi nami "jeden z nas". A teraz, mimo ze gospodarka Peru sie rozwija,
                  poparcie Toledo spadlo ponizej 10 proc.!
                  '

                  > Niekiedy najważniejszy w armii jest wódz a tu Ollanta doświadczeniem bije na

                  > owę i Moralesa i waszą kobietę;)

                  No pamietaj, ze Bachelet tez skonczyla znana wojskowa uczelnie w USA i byla
                  ministrem obrony... A Ollanta ma jednynie doswiadczenie kapitana. Czyli umie
                  strzelac i pewnie tez podrzynac gardla. Co nie robi z niego automatycznie
                  wielkiego stratega. Zreszta wiekszosc operacji militarnych pod jego dowodztwem
                  skonczyla sie porazka. Jak chociazby proba obalenia Fujimoriego przy pomocy 70
                  zolnierzy... :)

                  Demograficznie taka frederacja 36 milionów ludnosci b
                  > yłaby 2,5 raza silniejsza od Chile jakby mieli pieniądze na dobrą broń to
                  pewni
                  > e by mogli zagrozić hegemoni militarnej Chile.

                  Duzo beda musieli na to wydac. Bardzo duzo. Boliwia to wlasciwie nie posiada
                  operacyjnej armii. Sam minister obrony przyznal ostatnio ze gdyby wlecial do
                  ich przestrzeni powietrznej jakis wrogi samolot to jedyne co mogliby zrobic to
                  prosic pilota przez radio aby zawrocil. Po prostu poprzedni prezydenci liczyli,
                  ze w razie co pomoze stacjonujaca w kraju armia amerykanska. Teraz gdy jankesi
                  zostali poproszeni o spakowanie sie nie mozna juz na to liczyc.
                  • master_in_lunacy Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperium 12.04.06, 08:07
                    A co powiesz o tym tekście niżej, tak czy ninaczej czasy moga być ciekawe Bachelet wychowanka amerykańskich uczelni wojskowych kontra Humala rzeznik z maczetą;)
                    no to chyba troche za wielkie uproszczenie;)

                    www.ozon.pl/tygodnikozon_2_16_1365_2006_12_1.html
                    Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperium to ulubione hasła andyjskich nacjonalistów. W Ameryce Łacińskiej po władzę sięgają radykalni Indianie.

                    Naród wenezuelski przyglądał się z pewnym zdziwieniem wydarzeniu z 12 marca, gdy prezydent Hugo Chávez zaprezentował nowe godło państwowe, wzbogacone o wizerunek łuku i strzał. W ten sposób Chávez postanowił nawiązać do indiańskiej przeszłości Ameryki Łacińskiej. Prezydent Wenezueli nie jest jedynym przywódcą latynoamerykańskim, który odwołuje się do przedkolumbijskiej tradycji kontynentu. Podobnie dzieje się też w innych krajach, takich jak Boliwia, Ekwador i Peru, gdzie potomkowie Inków stanowią zdecydowaną większość obywateli.

                    Precz z gringos!
                    Jeszcze kilka lat temu bracia Ollanta i Antauro Humala gnili w peruwiańskim więzieniu za uporczywe buntowanie się przeciwko władzom w Limie. Ostatni rokosz miał miejsce 1 stycznia 2005, gdy major Antauro Humala poprowadził do buntu oddany sobie oddział 150 żołnierzy indiańskiego pochodzenia. Dziś major jest na liście kandydatów do Kongresu w tegorocznych wyborach. Jego brat Ollanta Humala jest poważnym kandydatem w kwietniowych wyborach prezydenckich w Peru.

                    – Na gruzach republiki kreolskiej zbudujemy etnonacjonalistyczne państwo inkaskie – głosi pewny zwycięstwa major Antauro Humala, zapowiadając karanie śmiercią skorumpowanych polityków i aferzystów. Bracia Humala chcą odbudować dawne imperium Inków i scalić ziemie podzielone dziś między Ekwador, Peru i Boliwię. – Silne Peru potrzebuje silnego wojska – głoszą bracia Humala, zapowiadając czterokrotne zwiększenie przyrostu naturalnego i wprowadzenie zasady, zgodnie z którą każda rodzina będzie musiała oddać armii swoje trzecie i kolejne dziecko jako Syna Ojczyzny. Posiadające potężną armię Peru będzie mogło skutecznie rywalizować z kreolskim Chile – głównym, obok Żydów i gringos, wrogiem inkaskich nacjonalistów. Program Peruwiańskiego Ruchu Nacjonalistycznego braci Humala głosi samowystarczalność państwa. W tym celu politycy chcą znacjonalizować zasoby naturalne i najważniejsze gałęzie gospodarki. Idealizowane jest przedkolumbijskie imperium, które dziś służy za wzór sprawiedliwości, równości i dobrobytu. Odnowa moralna skorumpowanego, gnijącego od środka państwa ma się dokonać dzięki mądrości przodków. Do powszechnego użycia wrócą bowiem inkaskie zasady: Ama quella, Ama súa, Ama llulla – nie leń się, nie kradnij, nie kłam.

                    W swoich hasłach odwetowych indiańscy nacjonaliści z Peru mają się na kim wzorować.

                    Boliwijscy autochtoni od dwóch miesięcy mają swojego prezydenta Evo Moralesa. Ten polityczny przyjaciel Cháveza i Fidela Castro jest pierwszym w dziejach niepodległej Boliwii Indianinem stojącym na czele państwa. – Po 500 latach oporu idziemy po 500 lat władzy! – mówił po zaprzysiężeniu. Działacze indiańscy chcą się pozbyć obecnej flagi Boliwii kojarzącej się im z wyzyskiem i dyskryminacją ze strony białych elit. Ma ją zastąpić święta wiphala – wielokolorowa szachownica symbolizująca filozofię i tożsamość andyjskiego tubylca. Myślą też o zmianie nazwy państwa na historyczną Tawantinsuyu (państwo Inków) lub Qollasuyu (boliwijska część prekolumbijskiego imperium).

                    Odcięta głowa boga incarri
                    Ideologia radykalnych ruchów Indian to mieszanka marksizmu, antyglobalizmu i nienawiści do USA podana w polewie rdzennych indiańskich tradycji i symboli. W miejsce tradycyjnej lewicowej teorii zależności i walki klas Indianie wpisali walkę z eksploatacją ekonomiczną, niesprawiedliwością i pogardą swojej rasy. – Partie burżuazyjne nas zdradziły. Chcemy rządzić się sami, chcemy odbudować komunistyczne wspólnoty ziemskie ayllus – mówi przywódca boliwijskich chłopów Felipe Quispe.

                    Ugrupowania indiańskie wieszają psy na forsowanym przez USA pomyśle stworzenia Strefy Wolnego Handlu Obu Ameryk, obawiając się nasilenia ekonomicznej eksploatacji swoich krajów. W Ekwadorze aktywiści blokują od połowy marca główne drogi w kraju, wzniecając masowe bunty i prowokując starcia z policją.

                    Po prawie dwóch stuleciach od wyzwolenia Ameryki Łacińskiej z okowów kolonializmu, miejsce kreolskiej elity władzy zajmują potomkowie rdzennych mieszkańców kontynentu. Wśród nich ciągle pokutuje jeszcze wiara w pishtacos, rodzaj wampirów wysysających z Indian tłuszcz potrzebny do smarowania kreolskich i amerykańskich maszyn.

                    Żywy jest też mit o bogu Incarri. W opowieści tej zły król Hiszpanii zamordował starego boga i rozczłonkował jego ciało. Nadprzyrodzona moc sprawia jednak, że boska głowa wciąż żyje. Mówi się, że kiedy ciało Incarri ponownie stanie się jednością, narzucony przez Europejczyków porządek zostanie zniszczony i wróci inkaskie imperium Tawantinsuyu. Czyżby więc stary bóg właśnie się odradzał?
                    • algimin Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 12.04.06, 11:58
                      ''Bracia Humala chcą odbudować dawne imperium Inków i scalić ziemie podzielone dziś między Ekwador, Peru i Boliwię. – Silne Peru potrzebuje silnego wojska – głoszą bracia Humala, zapowiadając czterokrotne zwiększenie przyrostu naturalnego i wprowadzenie zasady, zgodnie z którą każda rodzina będzie musiała oddać armii swoje trzecie i kolejne dziecko jako Syna Ojczyzny.
                      Posiadające potężną armię Peru będzie mogło skutecznie rywalizować z kreolskim Chile – głównym, obok Żydów i gringos, wrogiem inkaskich nacjonalistów. Program
                      Peruwiańskiego Ruchu Nacjonalistycznego braci Humala głosi samowystarczalność państwa. W tym celu politycy chcą znacjonalizować zasoby naturalne i najważniejsze gałęzie gospodarki.
                      Idealizowane jest przedkolumbijskie imperium, które dziś służy za wzór
                      sprawiedliwości, równości i dobrobytu.''

                      No całkiem ciekawy program trochę trąci przełomem XIX wiekiem w Europie
                      eksplozja nacjonalizmów w Europie które doprowadziły do powstania państw narodowych, głownie zjednoczenie Włoch czy Niemiec, choć to brzmi
                      trochę jak pangermanizm czy panslawizm.

                      >
                      > Żywy jest też mit o bogu Incarri. W opowieści tej zły król Hiszpanii zamordował
                      > starego boga i rozczłonkował jego ciało. Nadprzyrodzona moc sprawia jednak, że
                      > boska głowa wciąż żyje. Mówi się, że kiedy ciało Incarri ponownie stanie się j
                      > ednością, narzucony przez Europejczyków porządek zostanie zniszczony i wróci in
                      > kaskie imperium Tawantinsuyu. Czyżby więc stary bóg właśnie się odradzał?
                      >

                      A to brzmi jak powrót do wyznania wiary przodków, ciekawy jestm jak ten nurt jest silny w Peru czy Boliwi;)
                    • chilijczyk Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 12.04.06, 12:50
                      Moocno uproszczone. To wlasciwie tekst o Antauro, do ktorego podciagnieto takze
                      brata Ollanta. A Antauro ma dosc symboliczne poparcie.
                      • algimin Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 12.04.06, 16:01
                        chilijczyk napisał:

                        > Moocno uproszczone. To wlasciwie tekst o Antauro, do ktorego podciagnieto takze
                        > brata Ollanta. A Antauro ma dosc symboliczne poparcie.

                        Może masz rację ale zastanawiam się na ile takie poglądy sią reprezentatywne nie
                        tyle dla tej rodziny, ale dla poinkaskich indian, czy też metysów, bo jeśli w
                        podbny mit narodu andyjskiego wierzy 80% ludności Peru czy Boliwi, to może być
                        na prawdę ciekawe doświadczenie dla tamtejszych społeczeństw.
                        Bo o ile tak myślą Ollanta i Antauro topół biedy dla Chilijczyków ale jesli
                        podobnie mysli 80% Peruwiańsczyków to... jak wyżej.
                        • tierralatina Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 12.04.06, 18:58
                          Az tak zle nie jest. Gdyby myslala tak wiekszosc Peruwianczykow to o wiele
                          bardziej radykalny od Ollanty jego brat Ulises, ktory takze byl kandydatem na
                          prezydenta, mialby o wiele wieksze poparcie. A wedlug wstepnych wynikow nie
                          przekroczyl nawet progu 1 procenta.
                          • algimin Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 13.04.06, 14:20
                            tierralatina napisał:

                            > Az tak zle nie jest. Gdyby myslala tak wiekszosc Peruwianczykow to o wiele
                            > bardziej radykalny od Ollanty jego brat Ulises, ktory takze byl kandydatem na
                            > prezydenta, mialby o wiele wieksze poparcie. A wedlug wstepnych wynikow nie
                            > przekroczyl nawet progu 1 procenta.

                            Jest to liczba ludzi o skrajnych pogladach, nawet ten niecały 1% to w liczbach bezwględnych około 50 000-100 000, i to jest dość dużo zwłaszcza, że pewnie istnieje cos takiego ja pragmatyzm głosujących, że głosuja na tego kto ma większe szanse na sukces, wszytko zależy od dalszego rozwoju sytuacji, radykalizacji postaw i poglądów, popularność na pstrym konu jeździ za 2-3 lata to ktoś taki jak Ulises może mieć 20-30 % poparcia.
                            • tierralatina Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 13.04.06, 14:56
                              Co bedzie za kilka lat, tego nikt nie wie. :) Poki co to jednak nie ma sie
                              czego obawiac. Na Ulisesa glosowalo dokladnie 21 tys.425 osob. Czyli 0,193
                              proc. wyborcow. Stan na dzisiaj, po podliczeniu 87,9 proc. oddanych glosow.
                              • algimin Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 15.04.06, 00:41
                                tierralatina napisał:

                                > Co bedzie za kilka lat, tego nikt nie wie. :) Poki co to jednak nie ma sie
                                > czego obawiac. Na Ulisesa glosowalo dokladnie 21 tys.425 osob. Czyli 0,193
                                > proc. wyborcow. Stan na dzisiaj, po podliczeniu 87,9 proc. oddanych glosow.

                                A to czytałeś Boliwia formalnie zgłasza pretensje terytorialne wobec Chile to
                                nie jest tak, że wszystko jest cacy, Boliwijczycy chcą dostępu do morza i to ma
                                być raczej dostęp terytorialny, a nie jakieś ułatwienie w porcie.

                                ''Sprzeciw Chile wobec zaangażowania OPA w spór terytorialny między Boliwią a Chile
                                "La Razon" z 26.03.

                                Dziennik wskazał, iż minister Spraw Zagranicznych Chile, Alejandro Foxley
                                sprzeciwił się staraniom Boliwii o włączenie Organizacji Państw Amerykańskich w
                                rozwiązanie boliwijsko-chilijskiego sporu terytorialnego związanego z
                                przywróceniem Boliwii dostępu do morza. M SZ Chile podkreśliło w komunikacie
                                prasowym zainteresowanie wznowieniem stosunków dyplomatycznych z Boliwią, ale
                                bez wstępnych warunków. Strona chilijska zareagowała w ten sposób na zwrócenie
                                się prezydenta Boliwii, Evo Moralesa do Sekretarza Generalnego OPA o mediację w
                                sporze terytorialnym. Foxley zauważył, że problemy w relacjach chilijsko –
                                boliwijskich noszą wyłącznie dwustronny charakter i nie mogą zostać rozwiązane
                                przez organizacji międzynarodowe, w tym OPA. Rząd chilijski wielokrotnie
                                potwierdzał gotowość przywrócenia stosunków dyplomatycznych z Boliwią bez
                                wstępnych warunków. Powtarzamy, że tylko w ramach dwustronnego dialogu i
                                porozumienia między obu państwami może nastąpić rozwój wzajemnych relacji.
                                Wskazano też, że stosunki z Boliwią mają dla Chile priorytetowy charakter.
                                Chilijskie stanowisko poparł m.in. szef brazylijskiej dyplomacji, Celso Amorim,
                                który odrzucił podczas wizyty w Santiago de Chile mediację OPA w tym
                                bilateralnym sporze terytorialnym.''
                                • tierralatina Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 15.04.06, 16:22
                                  Roszczenie terytorialne to Boliwia zglasza od baaaardzo dawna. To wlasnie one
                                  byly przyczyna zerwania stosunkow dyplomatycznych miedzy tymi panstwami (ten
                                  stan trwa do dzisiaj). Boliwia probowala tez juz zainteresowac problemem
                                  komitet ds. konfliktow terytorialnych ONZ. Dostala jednak odpowiedz, ze jej
                                  roszczenia sa bezpodstawne. Bo to tak jakby teraz Niemcy zaczely sie upominac o
                                  Wroclaw... Boliwia wojne przegrala i co z prawnego punktu widzenia
                                  najwazniejsze, podpisala traktat pokojowy w ktorym uznala nowe granice. Co nie
                                  znaczy oczywiscie, ze kiedys nie dojdzie do jakiegos porozumienia - przeroznych
                                  koncepcji jest wiele. OPA zas moze sobie oczywiscie mediowac... Zwlaszcza z
                                  Chilijczykiem, bylym szefem chilijskiej dyplomacji na swym czele... :)
                                  • algimin Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 17.04.06, 17:05
                                    tierralatina napisał:

                                    > Roszczenie terytorialne to Boliwia zglasza od baaaardzo dawna. To wlasnie one
                                    > byly przyczyna zerwania stosunkow dyplomatycznych miedzy tymi panstwami (ten
                                    > stan trwa do dzisiaj). Boliwia probowala tez juz zainteresowac problemem
                                    > komitet ds. konfliktow terytorialnych ONZ. Dostala jednak odpowiedz, ze jej
                                    > roszczenia sa bezpodstawne. Bo to tak jakby teraz Niemcy zaczely sie upominac o
                                    >
                                    > Wroclaw... Boliwia wojne przegrala i co z prawnego punktu widzenia
                                    > najwazniejsze, podpisala traktat pokojowy w ktorym uznala nowe granice.

                                    Granice bez wojny rzadko się zmienia, tak czy inaczej w Boliwii raczej nie
                                    uznaje się narzuconego siłą przez Chile pokoju. Sama Boliwia jest za słaba
                                    by siłą zmienić stan rzeczy. Chilijczycy rozbili zresztą federację Peru z Boliwią
                                    i ewentualnie przywrócenie tej federacji może być dopiero dla Chile
                                    niebezpieczne.
                                    Oczywiście wojna była dość dawno pod koniec XIX wieku nie znam jej historii
                                    ale z map historycznych wynika, że to Peru i Boliwia straciły w niej swoje ziemie
                                    więc to raczej Chile było faktycznym agresorem niezależnie od tego
                                    kto wojnę sprowokował i była to wojna zaborcza a nie obronna,
                                    bo Chile zyskało w tej wojnie z 150-200 tys km3.
                                    Choć trudno mi coś powiedzieć o co chodziło w tej wojnie Peru, czy chciało
                                    odbić Chile?, bo Chile było pierwotnie prowincją Peru, co ciekawe Boliwia
                                    wcześniej była wspólnie z dzisiejszą Argentyną jedną prowincją La Plata,
                                    i ówczesna Boliwia rozdzielała ziemie Peru swym terytorium sięgając morza,
                                    od wybrzeża peruwiańskiego później zwanego jako państwo Chile.

                                    Czyli co może wydać się śmieszne Chilijczycy to peruwiańscy separatyści;)


                                    > Co nie znaczy oczywiscie, ze kiedys nie dojdzie do jakiegos porozumienia - przeroznych
                                    >
                                    > koncepcji jest wiele. OPA zas moze sobie oczywiscie mediowac... Zwlaszcza z
                                    > Chilijczykiem, bylym szefem chilijskiej dyplomacji na swym czele... :)

                                    Oczywiście wojny wybuchają Jugosławia, Irak, długotrwała wojna w Etiopii
                                    o oderwanie Erytreii, czy wojna w Sudanie.

                                    Porozumienie Boliwii z Chile jest w interesie samego Chile, jakaś wymiana
                                    terytorium np. 300km2 w Andach na tyleż ziemi, wzdłuż granicy Chile z Peru dając dostęp
                                    2-3 kilometrowym korytarzem Boliwii do morza, załatwiło by dwie sprawy
                                    wbiłoby klina między ewentualny sojusz Boliwii i Peru, konfliktowało by Boliwię z Peru
                                    bo to byłe ziemie Peru. No i Chile odgrodziłoby się od ludnego i biednego rządnego
                                    odwetu na chilijskich kreolach, peruwiańskiego etnonacjonalisty Humali;)))
                                    • tierralatina Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 18.04.06, 00:50
                                      algimin napisał:
                                      .
                                      > Oczywiście wojna była dość dawno pod koniec XIX wieku nie znam jej historii
                                      > ale z map historycznych wynika, że to Peru i Boliwia straciły w niej swoje
                                      ziemie więc to raczej Chile było faktycznym agresorem niezależnie od tego
                                      > kto wojnę sprowokował i była to wojna zaborcza a nie obronna, bo Chile
                                      zyskało w tej wojnie z 150-200 tys km3.
                                      > Choć trudno mi coś powiedzieć o co chodziło w tej wojnie Peru.

                                      Generalnie historia tej wojny wyglada tak: Juz wowczas Boliwia byla dosc
                                      biednym krajem i nie byla w stanie samodzielnie ekploatowac swych surowcow
                                      naturalnych - robily to przede wszystkim firmy brytyjskie i chilijskie.
                                      Zwlaszcza na bogatym w saletre wybrzezu. Gdzie zreszta przez lata rzadzily
                                      bardziej firmy wydobywcze niz panstwa. Spor o to gdzie przebiega granica miedzy
                                      Chile a Boliwia trwal wlasciwie od momentu ustanowienia tego drugiego panstwa
                                      przez Bolivara. Rzady porozumialy sie dopiero w 1866 - podpisany wowczas
                                      traktat osadzal polnocna granice Chile na 24 rownolezniku. Rownoczesnie jednak
                                      ustalono, ze podatki firm wydobywczych dzialajacych miedzy 23 a 25
                                      rownoleznikiem beda dzielone po polowie miedzy oboma panstwami. W 1874, na
                                      prosbe Boliwii porozumienie to renegocjowano i kraj ten odzyskal pelna
                                      suwerennosc podatkowa nad firmami dzialajacymi na swoim terytorium, czyli na
                                      polnoc od 24 rownoleznika. Chilijskie firmy aktywne tam dostaly jednak
                                      gwarancje, ze wysokosc podatku nie ulegnie zmianie przez 25 lat. W 1878 roku
                                      jednak przez Boliwie przetoczyla sie fala strajkow i manifestacji. Hilarion
                                      Daza, owczesny prezydent, aby uspokoic spoleczne nastroje i opanowac kryzys
                                      budzetowy postanowil wiec podniesc podatki wobec chilijskich i angielskich
                                      firm. Jawnie tym samym gwalcac porozumienia podpisane w 1874 roku. Co wiecej
                                      zazadal aby podwyzka obowiazywala retroaktywnie - 5 lat wstecz.
                                      Chilijska Antofagasta Nitrate and Railway Company sie zbuntowala i powiedziala,
                                      ze nie ma mowy. Na co boliwisjki prezydent zagrozil przejeciem i sprzedaniem
                                      jej majatku. Chile odpowiedzialo, ze taki gest bylby pogwalceniem traktatu
                                      granicznego i uniewaznilby go. Boliwia odpowiedziala ze 14 lutego 1879 roku
                                      ANRC zostanie sprzedana. Nie zostala jednak - tego dnia o swicie do portu w
                                      boliwijskiej wowczas Antofagascie wplynal chilijski okret wojenny i 200
                                      zolnierzy bez ani jednego wystrzalu przejelo kontrole nad miastem, ktore w 80
                                      proc. nalezalo wlasnie do ANRC. 1 marca 1879 roku Boliwia oficjalnie
                                      wypowiedziala Chile wojne, ujawniajac rownoczesnie ze 6 lat wczesniej podpisala
                                      z Peru tajny traktat obronny. Boliwia i Peru wiedzialy jednak, ze chilijska
                                      armia jest silniejsza i zaproponowaly pokojowe negocjacje. Peru wyslalo do
                                      Santiago jednego ze swych czolowych dyplomatow jako negocjatora. Chilijczycy
                                      odpowiedzieli: OK, mozecie mediowac, ale pozostancie neutralni. Na co
                                      Peruwianczycy odparli - nie mozemy bo obowiazuje nas traktat obronny z Boliwia.
                                      Na co Chilijczycy: w takim razie bedzie wojna i oficjalnie wypowiedzialo ja
                                      Peru i Boliwii 5 kwietnia 1879. Boliwia natychmiast chciala do wojny
                                      zaangazowac takze Argentyne, gdyz ten kraj takze mial nierozwiazany konflikt
                                      graniczny z Chile w Patagonii. Rzad w Buenos Aires zdecydowanie jednak
                                      zaproszenie do wojny odrzucil tlumaczac ze woli swoj problem rozwiazac pokojowo.
                                      Same, Peru i Boliwia byly na przeciw Chile bez szans. W pustynnych terenach
                                      Atakamy liczylo sie przede wszystkim logistyczne wsparcie z morza. A Boliwia
                                      nie wcale nie posiadala marynarki wojennej, natomiast Peru szczatkowa. Jedyne
                                      starcie ladowe na poczatku wojny mialo miejsce 23 marca 1879 kiedy to 554
                                      chilijskich zolnierzy idacych na Calame powstrzymac sie starala 135
                                      boliwijskich zolnierzy i uzbrojonych cywilow. Nie trudno domyslic sie jak sie
                                      to skonczylo... Na morzu jednak Chilijczykom az tak latwo nie poszlo -
                                      Peruwianczycy mimo znacznie mniejszej ilosci statkow i marynarzy, oraz duzo
                                      slabszego wyposazenia byli bardzo trudnym przeciwnikiem. Glownie dzieki
                                      niebywalemu stratgicznemu kunsztowi swego dowodcy Miguela Graua. Walki na morzu
                                      trwaly az 6 miesiecy, jednak ostatecznie 8 pazdziernika, w bitwie pod Angamos,
                                      peruwianska marynarka wojenna przestala istniec, a Grau zostal zabity. Wojna
                                      ponownie powrocila wowczas na lad. I Chilijczycy nieustannie parli na polnoc. W
                                      pazdzierniku 1880 roku USA probowalo mediowac wysylajac do Arica jeden ze swych
                                      okretow wojennych. Przedstawiciele trzech panstw przyjeli zaproszenie, ale nie
                                      dogadali sie - wojna trwala nadal. W styczniu 1881 chilijskie oddzialy pod
                                      wodzaq generala Baquedano zajely... Lime. Grabiac, gwalcac i palac przy tym
                                      spora czesc miasta (chilijskie podreczniki do historii mowia ze Baquedano zajal
                                      Lime aby powstrzymac grabieze jakich dokonywali zbuntowani Chinczycy, ktorzy
                                      uzywani byli jako tania sila robocza na wielu hacjendach. Prawda jest jednak
                                      taka, ze chinczycy przylaczyli sie do chilijskiej armii). Chilijska armia
                                      oproznila miedzy innymi zasoby Biblioteki Narodowej Peru wysylajac wszystko do
                                      Santiago. No i przede wszystkim ciagle szla dalej i dalej na polnoc, docierajac
                                      nawet do Cajamarca.
                                      Peruwianski general Andres Caceres (pozniejszy prezydent Peru) zorganizowal
                                      jednak dosc sprawna partyzantke i ruch oporu, ktory wielokrotnie zadawal
                                      chilijczykom bolesne ataki. Chilijczykom zajelo az trzy lata calkowite sie z
                                      tymi silami rozprawienie. Przegrana przez ludzi Caceresa bitwa pod Huamachuco
                                      uwazana jest za ostatni zbrojny epizod tej wojny. 20 pazdziernika 1883 roku
                                      Peru i Chile podpisalo Traktat w Ancon, oficjalnie konczacy wojne. I
                                      przyznajacy pierwotnie peruwianska prowincje Tarapaca Chile. Traktat ten
                                      przewidywal takze, ze wojska chilijskie okupowac beda prowincje Tacna i Arica
                                      przez 10 lat, po czym mialo zostac zorganizowane referendum wsrod mieszkancow
                                      tych terenow, aby zdecydowli do jakiego panstwa maja one nalezec. Chile i Peru
                                      nigdy nie mogly sie jednak nigdy porozumiec co do warunkow przeprowadzenia tego
                                      plebiscytu. Spor zakonczyl sie dopiero w 1929 roku, po osobistej mediacji
                                      amerykanskiego prezydenta Hoovera: Tacna wrocila do Peru, Arica pozostala w
                                      Chile i Santiago zaplacilo Limie 6 milionow dolarow...
                                      Rozejm z Boliwia Chile podpisalo w 1884 roku. Boliwia w tej wojnie stracila
                                      najwiecej: dostep do morza i bogata w miedz i saletre prowincje Antofagasta. W
                                      1904 roku rozejm zastapiono traktatem pokojowym w ktorym Chile zobowiazalo sie
                                      wybudowac linie kolejowa miedzy portem w Arica a La Paz, oraz zgodzilo sie na
                                      wolny przeplyw towarow na tej trasie.
                                      Jako anegdotke dodam, ze ktorys z nawiedzonych prezydentow Boliwii probowal,
                                      bodajze w 1933 roku ,odzyskac dostep do morza wypowiadajac wojne...
                                      Paragwajowi. Boliwijczycy chcieli uzyskac dostep do rzeki Paragwaj ktora
                                      zapewnia zeglugowa polaczenie z Atlantykiem. Ponownie przegrali.


                                      > Porozumienie Boliwii z Chile jest w interesie samego Chile, jakaś wymiana
                                      > terytorium np. 300km2 w Andach na tyleż ziemi, wzdłuż granicy Chile z Peru
                                      dają
                                      > c dostęp
                                      > 2-3 kilometrowym korytarzem Boliwii do morza, załatwiło by dwie sprawy
                                      > wbiłoby klina między ewentualny sojusz Boliwii i Peru, konfliktowało by
                                      Boliwię
                                      > z Peru
                                      > bo to byłe ziemie Peru. No i Chile odgrodziłoby się od ludnego i biednego
                                      rządn
                                      > ego
                                      > odwetu na chilijskich kreolach, peruwiańskiego etnonacjonalisty Humali;)))
                                      >

                                      Problem w tym, ze Chilijczycy takze do tamtej wojny wciaz podchodza bardzo
                                      emocjonalnie i sa dumni, ze utarli nosa sasiadom. I oddanie Boliwii fragmentu
                                      ziemi byloby dla jakiegokolwiek chilijskiego prezydenta politycznym
                                      samobojstwem. Do tej pory Chilijczycy mowili: Chcecie dostepu do morza? To
                                      negocjujcie z Peru, niech oni Wam oddadza... Doprowadzilo to do zerwania przez
                                      Boliwie stosunkow dyplomatycznych z Chile w 1978 roku. Stosunki te zerwane sa
                                      do dzisiaj. Zreszta niewiele by brakowalo,
                                      • algimin Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 22.04.06, 12:21
                                        tierralatina napisał:

                                        > Spor o to gdzie przebiega granica miedzy
                                        > Chile a Boliwia trwal wlasciwie od momentu ustanowienia tego drugiego panstwa
                                        > przez Bolivara. Rzady porozumialy sie dopiero w 1866 - podpisany wowczas
                                        > traktat osadzal polnocna granice Chile na 24 rownolezniku. Rownoczesnie jednak
                                        > ustalono, ze podatki firm wydobywczych dzialajacych miedzy 23 a 25
                                        > rownoleznikiem beda dzielone po polowie miedzy oboma panstwami. W 1874, na
                                        > prosbe Boliwii porozumienie to renegocjowano i kraj ten odzyskal pelna
                                        > suwerennosc podatkowa nad firmami dzialajacymi na swoim terytorium, czyli na
                                        > polnoc od 24 rownoleznika.

                                        Ciekawe wygląda na to, że Peru oberwało za darmo wystąpiło w roli szlachetnego głupka obrońcy Boliwii, może stąd silna chęć odwetu. Ta granica uległa przesunięciu na północ we wcześniejszych wojnach początkowo przebiegała ona w okolicach 27 równoleżnika z 200 km na południe od Antofagasty.

                                        > Problem w tym, ze Chilijczycy takze do tamtej wojny wciaz podchodza bardzo
                                        > emocjonalnie i sa dumni, ze utarli nosa sasiadom. I oddanie Boliwii fragmentu
                                        > ziemi byloby dla jakiegokolwiek chilijskiego prezydenta politycznym
                                        > samobojstwem. Do tej pory Chilijczycy mowili: Chcecie dostepu do morza? To
                                        > negocjujcie z Peru, niech oni Wam oddadza... Doprowadzilo to do zerwania przez
                                        > Boliwie stosunkow dyplomatycznych z Chile w 1978 roku. Stosunki te zerwane sa
                                        > do dzisiaj. Zreszta niewiele by brakowalo,

                                        Niewiele by brakowało,? Tak czy inaczej wygląda na to, że w przyszłości może dojść do jakieś wojny bo postawy z obu stron są nieprzejednane. Mam taką książkę z roku 1980 w której Peru ma 15 milionów mieszkańców Boliwia 5, a Chile 10 milionów. Było 2 do 1 teraz jest 2,3 do 1, dla Peru i Boliwii w potencjale demograficznym.

                                        Takie małe rozważania o możliwym rozwoju sytuacji, materiału na wybuch konfliktu jest sporo.

                                        Boliwia population 8,989,046
                                        Ethnic groups: Quechua 30%, mestizo (mixed white and Amerindian ancestry) 30%, Aymara 25%, white 15% Language; Spanish (official), Quechua (official), Aymara (official).
                                        Peru population 28,302,603
                                        Ethnic groups: Amerindian 45%, mestizo (mixed Amerindian and white) 37%, white 15%, black, Japanese, Chinese, and other 3%
                                        Language; Spanish (official), Quechua (official), Aymara, and a large number of minor Amazonian languages
                                        Ecuador 13,547,510
                                        Ethnic groups: mestizo (mixed Amerindian and white) 65%, Amerindian 25%, Spanish and others 7%, black 3%
                                        Language; Spanish (official), Amerindian languages (especially Quechua)

                                        Łączna populacja tych trzech państw to 50,839,159 obywateli, ponad 50% łącznie w Boliwii i Peru to Indianie, ponad 30% Metysi, a tylko niecałe 15% PeruEkwBol to biali. Właściwie gdyby nie to, że w Boliwii istnieją dwa duże plemiona indiańskie Quechua i Ajmara co może powodować między nimi konflikt, to właściwe zjednoczenie Peru i Boliwii byłoby nieuniknione, bo Quechua są liczebnie dominującą grupą etniczną w Peru, Ajmarów jest tam stosunkowo niewielu choć być może jest kilkaset tysięcy. Tak czy inaczej jakiś potencjał zjednoczeniowy istnieje, terytorialnie byłoby to też państwo olbrzymie Ecuador 283,560 sq km, Boliwia 1,098,580 sq km Peru 1,285,220 sq km czyli łącznie 2,667,360 km^2, tylko 8 państw na świecie miałoby większą powierzchnię.

                                        Potencjalny przeciwnik federacji inkaskiej Chile to populacja 16,134,219 white and white-Amerindian 95%, Amerindian 3%, other 2%, powierzchnia 756,950 km^2 w tym 150,000-200,000 km^2 ziem do których mają pretensje Boliwia i Peru, na tych spornych ziemiach znajdują się największe na świecie złoża miedzi czy też złoża saletry czyli jest się o co bić.

                                        Chile Age structure: 0-14 years: 24.7% (male 2,035,278/female 1,944,754)
                                        15-64 years: 67.1% (male 5,403,525/female 5,420,497)
                                        65 years and over: 8.2% (male 555,075/female 775,090) (2006 est.)

                                        Peru Age structure: 0-14 years: 30.9% (male 4,456,195/female 4,300,233)
                                        15-64 years: 63.7% (male 9,078,123/female 8,961,981)
                                        65 years and over: 5.3% (male 709,763/female 796,308) (2006 est.

                                        Społeczeństwo Chile jest starsze, praktycznie w młodszych rocznikach jest 4 razy
                                        słabsze od potencjalnej federacji inkaskiej, czyli demografia jest zdecydowanie na korzyść
                                        przeciwnika Chile, ale ekonomia, a zwłaszcza dzisiejsze wydatki na cele militarne są
                                        zdecydowanie 4 razy na korzyść Chile.

                                        Chile $ 185,100,000,000
                                        ------------------------------------------
                                        Peru $ 169,500,000,000
                                        Ecuador $ 52,770,000,000
                                        Bolivia $ 23,730,000,000 razem ledwo 246 miliardów

                                        Za samą miedź mają Chilijczycy ponad 10 miliardów $ w cenach bieżących to jedna z przyczyn ich gospodarczej i militarnej przewagi nad Peru i Boliwią.
                                        Chile wydaje na armię ok.4 miliardów dolarów, Peru ok. 800 milionów $, 5 razy mniej choć ma dwukrotnie więcej żołnierzy od Chile, Boliwia wydaje na armię sumę zupełnie symboliczną ok. 130 milionów.
                                        Ale istnieje możliwość zmiany tej sytuacji, Boliwia ma ok 16 bilionów m^3 gazu, licząc 200 dolarów za 1000 m^3, to ok. 3 biliony dolarów, gdyby Boliwia eksportowała tylko 200 miliardów m3 gazu rocznie, miałaby 40 miliardów dolarów z eksportu, gdyby 70% trafiałoby z tego do budżetu, Boliwia miałaby wyższy eksport i budżet niż Chile i oczywiście twardą walutę na zbrojenia.
                                        Jest potencjał na zmianę sytuacji gospodarczej i militarnej, zwłaszcza jeśli protektorem Boliwii i pewnie Peru zostaną Chiny, które są bez wątpienia zainteresowane boliwijskim gazem, kupować mogą go tylko w Boliwii, a importować skroplony przez jakieś porty w Peru.

                                        Parę map o granicach i nastrojach w sprawie zmiany granic najradykalniejszy
                                        pomysł to podział Chile między Boliwię i Argentynę, są też jakieś
                                        mapki scalające Peru i Boliwię.

                                        mundofred.home.sapo.pt/images/chile/mapa.gif
                                        www.omco.org/bellarequipa/imagenes/pyb_foto1_mapa_peru_bolivia.jpg
                                        www.flot.com.br/mapas/detalhe_perbol.gif
                                        bolivia.indymedia.org/images/2004/06/9806.jpg
                                        www.boliviaweb.com/mar/images/map1.gif
                                        www.boliviaweb.com/mar/images/map2.gif
                                        www.geocities.com/CapitolHill/8912/Image16.jpg
                                        w Chile też myślą o podbojach;) a może żałują, że nie podbili Peru i Boliwii w XIX wieku.

                                        www.elfotolog.com/chile/full/2107091221907342.jpg
                                        • tierralatina Re: Odrodzenie rasy i odbudowa inkaskiego imperiu 30.04.06, 16:13
                                          Szykuje sie ciekawa propozycja chilijska zmierzajaca do uregulowania konfliktu.
                                          Postaram sie wkrotce cos o niej u mnie na blogu napisac...
        • pantera01 Re: Nacjonalista i populista wygrywa pierwszą run 11.04.06, 21:18
          Alez ja nie pisze ze imperum Inkow padlo z glodu. Moze odrobinka zrozumienia
          slowa pisanego nie bylaby od rzeczy?
          zapewne zgosisz sie na ochotnika zeby owi "prekolubijscy (?)" kulturalni ludzie
          zlozyli z Ciebie ofiare? Ja mimo wszystko preferuje kulture post-kolumbijska.
    • herr7 panie Stasiński po co kręcić...nie lubią go Ameryk 10.04.06, 23:46
      Amerykanie, którym rozpada się ich latynoskie imperium. Ameryka Łacińska czeka
      na swojego Bolivara, który wyzwoli ich z pod tyranii Stanów Zjednoczonych tak
      jak kiedyś wyzwolił ich z pod panowania Hiszpanii. Latynosi mają dobre powody,
      zeby (północnych) Amerykanów nienawidzieć.
      • algimin Re: panie Stasiński po co kręcić...nie lubią go A 11.04.06, 00:02
        herr7 napisał:

        > Amerykanie, którym rozpada się ich latynoskie imperium. Ameryka Łacińska czeka
        > na swojego Bolivara, który wyzwoli ich z pod tyranii Stanów Zjednoczonych tak
        > jak kiedyś wyzwolił ich z pod panowania Hiszpanii. Latynosi mają dobre powody,
        > zeby (północnych) Amerykanów nienawidzieć.

        Jeśli USA tracą imperium to raczej panamerykańskie, a jeśli w Peru i Boliwi
        dojdą do władzy potomkowie Inków i przeprowadzą swoją rewolucję
        etnonacjonalistyczną, to nie będą to już kraje latynoskie.
    • tornson Mentalność kalego, typowa dla ludzi tzw. Zachodu. 11.04.06, 19:14
      Gdy poniża się białych to źle, gdy biali poniżają innych to dobrze...
      • chilijczyk Re: Mentalność kalego, typowa dla ludzi tzw. Zach 11.04.06, 20:01
        Tu nie chodzi o ponizanie. Tu chodzi o zagrozenie dla demokracji. Ale fakt,
        zdazylem sie juz zorientowac, ze to dla Ciebie pojecie bez znaczenia.
        • tornson Trzymanie pod butem indian i metysów 11.04.06, 21:11
          przez białą mniejszość w takich krajach jak Boliwia czy Peru to rasizm nie
          demokracja, na szczęście naród w końcu położył temu kres i demokracja tam
          zatriumfowała.
      • chilijczyk Re: Mentalność kalego, typowa dla ludzi tzw. Zach 11.04.06, 20:07
        W Polsce tez kibicujesz Mlodziezy Wszechpolskiej, LPRowi i partii Tejkowskiego?
        Bo Partia Nacjonalistyczna Humali ma naprawde bardzo zblizony program.
        • tornson Re: Mentalność kalego, typowa dla ludzi tzw. Zach 11.04.06, 21:15
          chilijczyk napisał:

          > W Polsce tez kibicujesz Mlodziezy Wszechpolskiej, LPRowi i partii Tejkowskiego?
          To są prawicowi narodowcy, rasiści, ludzie tego samego pokroju co ci którzy
          gnoją indian w Ameryce Południowej, ideologiczni bracia Pinocheta i innych
          faszystowskich bydlaków.

          > Bo Partia Nacjonalistyczna Humali ma naprawde bardzo zblizony program.
          Pod jakim względem zbliżony?
          • chilijczyk Re: Mentalność kalego, typowa dla ludzi tzw. Zach 11.04.06, 21:53
            Nacjonalizm jest nacjonalizmem. I nie ma znaczenia czy jest bialy, czarny, czy
            rzowy. I partie nacjonalistyczne calego swiata maja takie same cele, choc chca
            je realizowac w imie roznych ideologii. Daza jednak zawsze do tego samego:
            pozbycie sie zagranicznego kapitalu, nacjonalizacja, wyleiminowanie tych co
            mysla inaczej, ingerencja panstwa we wszystkie dziedziny zycia, czystosc rasy,
            wyeliminowanie wszystkich "zboczencow", tego co inne, etc.
            • tornson Co innego głosić nienawiść wobec narodów 11.04.06, 22:45
              nam niezagrażających (szczekanie polskich faszystów na Rosję i jej sojuszników
              czy UE), czy też wobec słabszych z imperialistycznych pobudek (USA wobec Arabów
              czy Latynosów), a co innego sprzeciw wobec zaborowi,okupacji czy wyzyskowi przez
              jakieś obce państwo (sprzeciw wobec wyzyskowi latynosów przez US-koncerny i
              usłużnych im lokalnych pachołków, czy też np. kiedyś Polaków wobec zaborów czy
              nazistowskiej okupacji).
              • chilijczyk Re: Co innego głosić nienawiść wobec narodów 11.04.06, 22:57
                Nic innego. Nacjonalizm, jak kazdy ekstremizm, nigdzie jeszcze do niczego
                dobrego nie doprowadzil. Oczywiscie konieczne sa reformy. Ale przeprowadzane z
                umiarem. Dobrym przykladem w regionie jest Kostaryka. Albo Brazylia. A nawet
                rzady socjalistow w Chile.
                • tornson Acha, czyli walka z Polaków z zaborcą, czy też 11.04.06, 23:08
                  z nazistowską okupacją, jak i walka kolonii obu ameryk o wyzwolenie się spod
                  euro-okupacji, to dla ciebie to samo co nacjonalizm Hitlera czy współczesny
                  Stanów Zjednoczonych?
                  • chilijczyk Re: Acha, czyli walka z Polaków z zaborcą, czy te 11.04.06, 23:39
                    Nie porownuj zbrojnej okupacji z zaleznoscia ekonomiczna bo sie osmieszasz.
                    Peru (w przeciwienstwie do takiej Kuby) to wciaz wolny i demokratyczny kraj.
                    Czego dowodem sa obecne wybory. I jesli Humala je wygra, to trzeba bedzie to
                    zaakceptowac, nie ma rady. Ludzie chcieli zmiany, to ja beda mieli. Boje sie
                    jednak, ze on nie bedzie potrafil zaakceptowac demokratycznych regul.
                    Zwlaszcza, jesli potwierdza sie pierwsze projekcje wyborow do Kongresu, w
                    ktorym raczej nie bedzie mial wiekszosci. I co wtedy? Zmobilizuje armie i
                    rozpedzi parlament? Stajac sie z populisty dyktatorem?
                    • tornson Re: Acha, czyli walka z Polaków z zaborcą, czy te 12.04.06, 00:02
                      chilijczyk napisał:

                      > Nie porownuj zbrojnej okupacji z zaleznoscia ekonomiczna bo sie osmieszasz.
                      Czemu nie? Pod zaborami stopa życia Polaków była niewiele niższa niż Niemców, a
                      w zaborze rosyjskim była większa niż Rosjan. Stopa życia narodów pod okupacją
                      ekonomiczną jest dużo niższa niż okupantów. Z dwojga złego ja już bym wolał by
                      Polska była pod zabowami a nam żyło się tylko trochę gożej niż Niemcom, od
                      takiej niewoli ekonomicznej jakiej są poddawani Latynosi ze strony USA.

                      > Peru (w przeciwienstwie do takiej Kuby) to wciaz wolny i demokratyczny kraj.
                      Bo można tutaj niepracować i zdychać z głodu, albo pracować jak niewolnik?
                      No fakt mamy wybór, mamy demokrację...

                      > Czego dowodem sa obecne wybory. I jesli Humala je wygra, to trzeba bedzie to
                      > zaakceptowac, nie ma rady. Ludzie chcieli zmiany, to ja beda mieli. Boje sie
                      > jednak, ze on nie bedzie potrafil zaakceptowac demokratycznych regul.
                      O niego bym się martwił, należy się zastanowić czy bogacze i US-konerny
                      zaakceptują porażkę swoich pupili i nie będą próbowali w bandycki sposób obalić
                      demokratycznie wybranego prezydenta, jak miało to miejsce w Wenezueli po
                      zwycięstwie Chaveza.
                      • chilijczyk Re: Acha, czyli walka z Polaków z zaborcą, czy te 12.04.06, 00:23
                        tornson napisał:
                        > Bo można tutaj niepracować i zdychać z głodu, albo pracować jak niewolnik?
                        > No fakt mamy wybór, mamy demokrację...

                        Nie. Skoro jest ci zle to mozesz chociazby wyjechac na "saksy" do Chile. Albo
                        do Europy. Jestes panem swojego losu i za siebie decydujesz. Przyklad: mam
                        kumpla - Peruwianczyka - ktory pracowal od 10 roku zycia. Rzeczywiscie niemal
                        niewolniczo. Ale w ktoryms momencie powiedzial dosyc! Gdy mial 17 lat
                        skrzykneli sie z kilkoma kolegami i otworzyli mala kooperatywe w ktorej zaczeli
                        robic rekodzielo dla turystow. Potem dzieki europejskiej organizacji
                        pozarzadowej zaciagneli mikrokredyt, zapisali sie na kurs angielskiego, i
                        otworzyli mala agencje turystyki alternatywnej. Vidal ma teraz 25 lat, studiuje
                        prawo na Uniwersytecie w Limie, agencja dziala swietnie, a on w ubieglym
                        miesiacu po raz pierwszy pojechal do Europy. Nie do pracy - jako turysta.

                        Czyli jest wybor, sa mozliwosci. A na Kubie ich nie ma. Masz to na co Fidel ci
                        pozwoli. Czyli zbyt wiele aby umrzec i zbyt malo aby zyc. Zdany jestes na
                        kaprysy wladzy. I I jesli ci sie nie podoba to jedynym wyjsciem jest
                        ryzykowanie zyciem i przeprawa przez ocean. Rzeczywiscie wolnosc.


                        > O niego bym się martwił, należy się zastanowić czy bogacze i US-konerny
                        > zaakceptują porażkę swoich pupili i nie będą próbowali w bandycki sposób
                        obalić
                        > demokratycznie wybranego prezydenta, jak miało to miejsce w Wenezueli po
                        > zwycięstwie Chaveza.

                        O to sie nie martw. Wenezuela ma wazna strategicznie rope. Peru nie ma nic co
                        mogloby spedzac sen z oczu politykom w Waszyngtonie. Tym bardziej ze Humala
                        ciagle powtarza, ze zalezy mu na dobrych stosunkach z USA.
                        • tornson Re: Acha, czyli walka z Polaków z zaborcą, czy te 12.04.06, 00:39
                          chilijczyk napisał:

                          > Nie. Skoro jest ci zle to mozesz chociazby wyjechac na "saksy" do Chile. Albo
                          > do Europy. Jestes panem swojego losu i za siebie decydujesz. Przyklad: mam
                          > kumpla - Peruwianczyka - ktory pracowal od 10 roku zycia. Rzeczywiscie niemal
                          > niewolniczo. Ale w ktoryms momencie powiedzial dosyc! Gdy mial 17 lat
                          > skrzykneli sie z kilkoma kolegami i otworzyli mala kooperatywe w ktorej zaczeli
                          >
                          > robic rekodzielo dla turystow. Potem dzieki europejskiej organizacji
                          > pozarzadowej zaciagneli mikrokredyt, zapisali sie na kurs angielskiego, i
                          > otworzyli mala agencje turystyki alternatywnej. Vidal ma teraz 25 lat, studiuje
                          >
                          > prawo na Uniwersytecie w Limie, agencja dziala swietnie, a on w ubieglym
                          > miesiacu po raz pierwszy pojechal do Europy. Nie do pracy - jako turysta.
                          >
                          > Czyli jest wybor, sa mozliwosci.
                          Rynek usług jest ograniczony, bardzo nikły procent ludzi ma szansę osiągnąć
                          sukces. Nawet gdyby każdy miał równe szanse na starcie (a tak nie jest) to co z
                          tego, jeśli prawa rynku są takie i tak większość musi żyć w nędzy.

                          > A na Kubie ich nie ma. Masz to na co Fidel ci
                          > pozwoli.
                          A pozwala na bardzo wiele, szczególnie gdy porównać do krajów pokroju Hondurasu.

                          > Czyli zbyt wiele aby umrzec i zbyt malo aby zyc. Zdany jestes na
                          > kaprysy wladzy. I I jesli ci sie nie podoba to jedynym wyjsciem jest
                          > ryzykowanie zyciem i przeprawa przez ocean.
                          > Rzeczywiscie wolnosc.
                          Na Kubie przynajmniej wszyscy mają jakieś minimum socjalne, a co z tego że w
                          takim Peru jakiś nikły odsetek ma szansę na awans, gdy przygniatająca większość
                          społeczeństwa skazana jest na życie w nędzy i może co najwyżej pomażyć o
                          standardzie życia jaki jest na Kubie.
                          • chilijczyk Re: Acha, czyli walka z Polaków z zaborcą, czy te 12.04.06, 00:51
                            tornson napisał:
                            > Na Kubie przynajmniej wszyscy mają jakieś minimum socjalne, a co z tego że w
                            > takim Peru jakiś nikły odsetek ma szansę na awans, gdy przygniatająca
                            większość
                            > społeczeństwa skazana jest na życie w nędzy i może co najwyżej pomażyć o
                            > standardzie życia jaki jest na Kubie.

                            Pojedz na Kube i sobie zobacz ten standard zycia. Potem pogadamy. Myslisz, ze
                            nie ma tam bezdomnych, nie ma slumsow, nie ma przestepczosci? Jestes w ogromnym
                            bledzie. A w Wenezueli jest jescze gorzej. I to mimo, ze kraj ma takie dochody,
                            ze wszyscy powinni zyc jak w Dubaju.
                            • czlowiek_ksiazka Re: Acha, czylijczyku... 12.04.06, 01:06
                              Czylijczyku - jesteś ekspertem od Kuby? Pewnie, ze to kraj biedny i w kryzysie,
                              ale porównaj np. wskaznik umieralności niemowląt w Peru i na Kubie. W Peru -
                              ok. 30 mortality rate/1000 niemowląt, Kuba - 6/1000. Wg Fact Book chociazby.
                              Porownaj dlugosc zycia, srednią. To są fakty, nd którymi warto się pochylić i
                              zastanowic, a nie historyjki o koledze z Limy opowidac, ktory został miejscowym
                              milionerem, bo "wziął los w swoje ręce". Wg Fact Book ponizej granicy ubostwa w
                              Peru zyje ok 55%. Tym sie nie powiodlo chyba.
                              Zamiast śmiać się z Wenezueli, pochwal się lepiej osiągnieciami Haiti. Też
                              powinno być tam dobrze, prawie jak w Dubaju, bo i pod czuła opieka i prawidłowe
                              rozwiązania liberalne aplikowało przez dluzsza czesc historii swojego kraju.
                              • chilijczyk Re: Acha, czylijczyku... 12.04.06, 01:38
                                Ale przeciez nigdy nie mowielem, ze Peru to raj, a Kuba to pieklo. Zgadzam sie,
                                ze na Kubie sa pewne pozytywne zjawiska. Ale ich istnienie nie tlumaczy w moich
                                oczach o wiele wiekszej ilosci negatywnych zjawisk. Kuba to dla mnie takie
                                malownicze wiezienie. I tak jak w wiezieniu - dbaja o Ciebie - ale masz nie
                                podskakiwac i nie myslec nawet o jego opuszczeniu. Ja wiezien z definicji nie
                                lubie. Nawet jesli w nich nie umieraja dzieci.
                                Co do Peru to wielorotnie tu podkreslalem, ze reformy sa konieczne. Nie bede
                                tego powtarzal. Po prostu mam obawy, czy Humala jest wlasciwa osoba do ich
                                przeprowadzania. Zawsze balem sie zolnierzy bioracych sie za polityke. Zadko
                                bowiem w historii dobrze sie to konczylo.
                                Ale nie wykluczam, ze moze pozytywnie zaskoczyc. Jesli, oczywiscie, zostanie
                                wybrany. Np. Moralesa, poki co, oceniam raczej dobrze.

                                Haiti to zupelnie odosobniony przypadek i rzeczywiscie za syf w tym kraju
                                znaczna odpowiedzialnosc ponosi Waszyngton.
                        • czlowiek_ksiazka Re: czylijczyku, ekspercie... 12.04.06, 00:57
                          Czylijczyku - piszesz, że takim jak Humala zależy na "pozbyciu sie
                          zagranicznego kapitalu" a za moment, że: "ze Humala ciagle powtarza, ze zalezy
                          mu ną dobrych stosunkach z USA." Pewna sprzeczność - ?no crees?
                          Wyzywasz go od "ekstremistów". Czytałeś program Partido Nacional Humali?
                          Socjalisytyczny boliwarianizm + łagodny etno-caseryzm. Co w tym, na
                          Boga, "ekstremalnego"?? Tu masz program partii Humali -
                          www.partidonacionalistaperuano.com/ideario.htm
                          Z którym punktem sie nie zgdzasz? Co w tym programie jest "ekstremistycznego"?
                          Musze sie spytac, sorry - czy tez wiesz, co wypisujesz, czy jak red. Stasinski?
                          Piszesz, że Peru nic nie ma. Nawet cynku i ołowiu nie ma? :) A ile surowców
                          enrgetycznych importuje Peru?
                          • chilijczyk Re: czylijczyku, ekspercie... 12.04.06, 01:28
                            Przede wszystkim pisalem o "pozbyciu sie zagranicznego kapitalu" w szerszym
                            kontekscie, a nie dotyczacym programu Humali. Przeczytaj jeszcze raz. Po drugie
                            nie moja wina, ze w tym co opowiada i obiecuje jest wiele sprzecznosci. Ale to
                            tez mozna mu wybaczyc - taka juz natura politycznej retoryki. Akurat w Polsce
                            wiemy o tym zbyt dobrze.
                            Po trzecie ideologiczny program partii a jego realizacja to dwie rozne rzeczy.
                            Wszyscy zazwyczaj startuja z programami pelnymi pieknych deklaracji i obietnic.
                            Poszukaj sobie w sieci programu jaki mial Fujimori, byl rownie piekny i tez
                            obiecywal poprawy na wszystkich frontach. Jak sie to skonczylo - wszyscy dobrze
                            wiemy. To samo bylo wczesniej z programem Garcii - tez obiecywal stworzenie
                            raju.
                            Problem w tym, ze Humala nie ma nawet pomyslu na to jak te cele zrealizowac.
                            Rzadko sie zdarza, aby do wyborow startowal ktos kto nie ma gotowego programu
                            pracy rzadu. Nie chodzi mi o obietnice, ale o to jak sie ma je zamiar
                            zrealizowac. Poza tym jakos nie moge zapomniec, ze Humala ma brata i ojca o
                            wiele bardziej ekstremistycznych pogladach. I nigdy sie od nich jednoznacznie
                            nie odcial. Niepokoi mnie, ze tak bardzo obnosi sie ze swa admiracja dla Juana
                            Velasco Alvarado, ktory demokrata raczej nie byl (kolejna sprzecznosc, bo jakos
                            to sie kloci z zapewnieniami o przywiazaniu do instytucji demokratycznych w
                            programie).
                            Co do bogactw naturalnych to oczywiscie, ze nie jest to pustynia. Jest i olow i
                            cynk i zloto i troche ropy i gaz. Nie sa to jednak ilosci, na ktorych moznaby
                            budowac panstwo od nowa jak w przypadku Wenezueli, czy Boliwii. Energetycznie
                            Peru nie jest niezalezne. Musi importowac m.in. rope.
    • tornson Biali najeźdźcy wymordowali 150mln mieszkańców 11.04.06, 19:20
      Ameryki, a z tych co przeżyli zrobili niewolników. Co się dziwić że indianie i
      metysi chcą odwetu?
      • paluemiy78 Re: Biali najeźdźcy wymordowali 150mln mieszkańcó 11.04.06, 20:56
        a mnie sie chce smiac jak chwile temu na cnn slyszalam program o Wenezueli i
        padly slowa o braku tam demokracji... hmm czyzby znow Amerykanie (polnocni)
        szukali zaczepki do wojny i nawracania panstwa OPECkiego???
        • jankowski1960 Re: Biali najeźdźcy wymordowali 150mln mieszkańcó 11.04.06, 21:05
          nacjonalista i populista: prosze o definicje terminow
    • krystian71 a co o ojcu Szechtera,Giertycha,Tyminskiego 22.04.06, 12:41
      Ziobry,Cimoszewicza i W.Luczywo jeszcze GW napisze?
    • sslate USA wzięło z niego przykł i zał. karcer Guantanamo 30.04.06, 15:23
      jw.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja