Na co ich stac? Czy przyjda nas dzisiaj zabic?

14.05.06, 16:15
Przed chwila administrator strony internetowej www.wirtualnapolonia.com
zamknal mi dostep do tej strony po tym jak kilkakrotnie probowalem umiescic
tam pod artykulem ks. Bartnika nastepujacy komentarz:
-------------

"W Australii natomiast trwa odstrzal medialny polskich patriotow
stowarzyszonych w Australijskim Instytucie Spraw Polskich.

Obok promocji Polski w Australii ludzie ci staraja sie takze stepic ostrze
anty-polonizmu, wciaz niestety obecnego w niektorych srodowiskach. Robia to
chociazby przez reklamowanie takich publikacji jak “Secret City: The Hidden
Jews of Warsaw, 1940-1945” Gunnara Paulssona, w ktorej to ksiazce mowa jest o
tysiacach Zydow ratowanych w czasie okupacji przez warszawiakow.
Polscy historycy zaskoczeni sa w tej chwili tym, ze Gunnar Paulsson z Kanady
pokazuje im to czego sami nie byli w stanie wczesniej oszacowac, a wiec, ze
skala tej pomocy udzielonej Zydom w Warszawie byla znacznie wieksza niz
dotychczas przypuszczano.

Rozmowe z Gunnarem Paulssonem, ostatnim gosciem Instytutu, przeprowadzil
jednen z najbardziej znanych dziennikarzy, Phillip Adams. Wywiad ten to
rewelacja, dostepny jest on teraz w internecie:

www.abc.net.au/rn/latenightlive/stories/2006/1627683.htm


Administrator tego forum zlosliwie wycina moje posty z informacjami
pokazujacymi Australijski Instytut Spraw Polskich (AIPA) jakim jest naprawde,
bo od wielu lat prowadzi sie w Australii systematyczna nagonke na tych ludzi.
Jedyny powod: sa miedzy nimi rowniez, o zgrozo: polscy Zydzi (co z tego, ze
sa oni wielkimi polskimi patriotami).

To jest ten odstrzal polskich patriotow, o ktorym trzeba glosno mowic."
--------------


Jak sie mozna latwo zorientowac z roznych wynurzen piszacych na stronie
www.wirtualnapolonia.com ludzi, Australijski Instytut Spraw Polskich jest tam
przedmiotem nieustannych ordynarnych atakow. Oto wlasnie w ramach walki
przedwyborczej o stolek prezesa pewnej polonijnej organizacji rozni panowie
scigaja sie tam o to …kto lepiej przylozy temu Instytutowi.

Moje wpisy na tym forum wzbudzily wiec natychmiast fale nienawisci.
Administrator wycina je pozostawiajac jednak umyslnie przerozne obelgi pod
moi adresem. Nazwano mnie m.in. menda, kundlem, szabas-gojem, smieciem. Patrz
np: www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=10544



Ostatni wpis, ktory mialem mozliwosc tam przeczytac przed zamknieciem mi tam
dostepu, pochodzil od jakiejs Glorii z Melbourne, i bylo to jednak troche
wiecej niz obelgi: to byly juz cienko zawoalowane pogrozki.

Czy powinienem sie w tej sytuacji bac?
Moj adres jest organizatorom tej kampani nienawisci znany. Oni walcza o te
stolki w polonijnej organizacji i o te wszystkie benefity, ktore sie z tym
wszystkim wiaza.

Dlaczego jednak jestem dla nich przeszkoda w tej kampanii wyborczej? Czego
sie boja?

Otoz ujawnienie prawdy moze okazac sie dla nich zabojcze, bo okaze sie nagle,
ze tak naprawde to oni niczego nie zrobili w tej dziedzinie, o ktorej tyle
krzycza, a wiec wlasnie w dziedzinie walki z anty-polonizmem.

Okazuje sie wiec, ze to wlasnie czlonkowie Instytutu robili w tym zakresie to
co jest najbardziej potrzebne, czyli przede wszystkim rozmowa, dialog.
Sam rowniez wkladalem ostatnio duzo pracy w walce z roznymi wariatami, patrz
chociazby: www.maxveritas.com

Wraz z innymi czlonkami Instytutu ostro krytykowalismy niedawno w “The
Australian Jewish News” anty-polska wymowe reportazu o wycieczce zydowskiej
mlodziezy do Polski pokazanej w australijskiej telewizji. Nasi krytycy
zostali tam zdruzgotani, zdeptani moralnie, redakcja wcale nie bala sie
zamiescic mojej wyjatkowo ostrej wypowiedzi, po czym zamknela cala dyskusje.

Polonia jednak nic o naszych akcjach nie wie. Nic. Zero informacji. Trwa
zmowa milczenia na ten temat wsrod manipulatorow miejscowej propagandy.

Obalam wiec teraz pewien mit, ktory ten dobrze zorganizowany ciemnogrod
budowal tu przez cale lata, przy pomocy miejscowej gazetki, kolek
koscielnych, amatorskiego radia, strony internetowej, szeptanej propagandy
itd.

Ten caly mit o Instytucie – jakoby wrogu Polski i Polakow, wali sie juz po
przeczytaniu krotkiej notatki o tym co mowil gosc Instytutu, Gunnar Paulsson,
w australijskim radio (prosze tego posluchac).

Czy jestesmy wiec zagrozeni? Nie wiem. Jest noc. Bojowkarze przestali wlasnie
udawac demokratow. Nie wiem na co tych ludzi bedzie jeszcze stac? Przeciez
wpadna we wscieklosc po przeczytaniu tego co tu napisalem. Co bedzie dalej?

Prosze wiec o pomoc: prosze o monitorowanie tej strony (sam nie mam do niej
dostepu) i wpisywanie tu pojawiajacych sie tam kolejnych komentarzy na moj
temat i na temat Instytutu.

Moze tez znajda sie dobrzy ludzie, ktorzy umieszcza tam ten moj komentarz,
ktory przytoczylem na wstepie.

Moze tez da sie tam wkleic moj komentarz do wypowiedzi tej pani Glorii z
Melbourne, tak na jej uspokojenie:
-----------

“Oj zna Łada te antysemickie i antypolskie hece, kiedy najbardziej
wartosciowych obroncow Polski i Polakow mieszano tu z blotem i z gownem, te
bojkoty takich ludzi jak Jan Karski czy Jan Nowak-Jezioranski, te poparcie
udzielane bylemu komunistycznemu prokuratorowi w organizowaniu nagonek (ktory
nota bene wpuscil w maliny nawet W. Łysiaka), to krycie roznych zlodziei,
ktorzy pozniej uciekali z Australii, itd.
Spisane beda czyny i rozmowy …oszolomow.
Czyny i rozmowy Polakozercow takze, w tym samym rejestrze:

www.relacjeonline.com/wiadomosci/teksty.asp?txt=1102

--------

Moze warto tez przypomniec tam jeden z moich wykasowanych wczesniej wpisow:

"Oj, byly z tym Ładą problemy, byly. Szczegolnie kiedy uniemozliwil krycie
pewnego skarbnika inwestujacego spoleczne pieniadze na gieldzie, zglaszajac
po prostu sprawe na policje.
Pamietamy to, pamietamy, jak prezesik tej organizacji z Melbourne krzyczal na
wielkim zebraniu w wielkiej rozpaczy, ze nie dalo sie niczego ukryc, bo ten
facet w okularach pod sciana rozglosil cala sprawe. :-))))"
------

Pozdrawiam tych, ktorzy dobrneli do konca tej epistoly )))

Piotrek Łada

PS. Pisze w pospiechu, prosze wiec wybaczyc mi ewentualne pomylki )))
    • magnusg Re: Na co ich stac? Czy przyjda nas dzisiaj zabic 14.05.06, 16:18
      nie daj sie i publikuj dalej.
    • piotrek_lada Noc minela spokojnie 14.05.06, 23:15
      Magnus napisal:
      nie daj sie i publikuj dalej.
      ---------------

      Dzieki za rade. Tak trzeba bedzie chyba robic.

      No wiec najwazniejsze – noc minela spokojnie, widac bojowkarze poszli jednak
      spac.))) O tym jakie oni wyprawiaja tu hece moze troche pozniej.

      Teraz jednak chcialbym tylko szybko dodac, do mojego poprzedniego wpisu, ze w
      tej debacie na lamach “The Australian Jewish News” o reportazu “Claiming the
      Memory”, czyli o wycieczczce mlodziezy zydowskiej do Polski, wziely udzial
      rowniez osoby spoza Instytutu, np swietny list opublikowala tam Lucyna Artymiuk
      z Federacji Polskich Organizacji w Wiktorii. Cala dyskusje rozpoczeli jednak
      czlonkowie Instytutu publikacja obszernego artykulu krytykujacego nieprzyjazna
      Polsce wymowe tego reportazu.

      W sumie chodzi o to, ze strona zydowska pokazala, ze otwarta jest na slowa
      krytyki, najostrzejszą nawet, jak dowiodlo tego opublikowanie na lamach “The
      Australian Jewish News” mojego listu.

      W tym samym mniej wiecej czasie kontynuowane byly, powiedzmy sobie, dziwne
      wypowiedzi niejakiego Eugeniusza Bajkowskiego w miejscowym “Tygodniku Polskim”.

      Napisalem w zwiazku z tym do tego tygodnika list, w ktorym obok krytyki
      publikacji Bajkowskiego zawarlem po krotce to co o bolesnej pamieci zydowskiej
      z okresu wojny przekazal mi w dlugiej rozmowie Jan Karski.

      Niedlugo trzeba bylo czekac, a pan Bajkowski odpowiedzial mi na moj list, a
      jakze. Uczynil to jednak tak jak sie tam to juz wczesniej robilo, a wiec bez
      opublikowania tresci tego listu, jedynie wyrwanych z niego fragmentow, po to,
      aby sie troche nad nimi poznecac. Oczywiscie najwazniejsza czesc mojego listu,
      czyli to co przekazal mi Jan Karski zostala pominieta milczeniem. ))))

      I tu mialem dobre porownanie: z jednej strony Zydzi otwarci na nasza krytyke, a
      po polskiej stronie unikanie trudnych tematow i zamiast tego organizowanie
      histerii w tym stylu jak robi to np powyzej pani Zosia.

      A przeciez mamy wielu przyjaciol po tej zydowskiej stronie, ktorzy, kiedy
      potrzeba, spiesza nam z nieoceniona pomoca. Wystarczy spojrzec jak pomagali nam
      w walce z klamstwami oslawionego Hansa Wilhelma Steinfelda:

      www.maxveritas.com

      Tyle na razie

      Pozdrawiam
      • eryk2 Re: Noc minela spokojnie 15.05.06, 00:23
        Czy działa jeszcze w tym środowisku niejaki Marian K.? Bo jego obsesje mogą
        napsuć duzo krwi normalnym ludziom...
        • quickly Krotka prawda o Polakach w Australii. 15.05.06, 02:28
          Sluchaj Piotrek Polonie w australii znam od podszewki. Sydney, Melbourne,
          Adelaide, a nawet Perth.

          Nie chce sie rozpisywac, ale moja opinia bedzie krotka. Bardzo dobrze, ze
          stara Polonia zaczela wymierac w latach dziwiedziesiatych. Proscs ten wcaiz
          trwa (ale nie dlugo juz sie skonczy, na szczescie)... Nie wielu juz moze judzic
          i swoje mordy drzec na wszystkich i wszystko... Co raz bardziej ubywa tych
          starych, wiecznie skloconych, zajadlych "anty-komunistow", peseudo-chrzescijan,
          katolikow od siedmiu bolesci, oszukanych przez zachod i wschod...

          Tygodnik Polski? Chyba zartujesz? To garsta skrajnych prawiczkow i jej
          wymierajacych 150-ciu wiernych czytelnikow. Bajkowski? Hehehehehe... ten
          dupek? To przeciez to "anty-komunistyczny" psychopata. Dla niego, nawet
          dzisiaj, w Polsce rzadza komunisci, a prawie kazdy Polak w kraju to Ub-ek.

          Do tego jest jeszcze ultra-katolicka propagandowka w SBS z nawiedzona piczka-
          katoliczka Ernestyna Skuriat...

          I to cala Polonia w Australii.

          A drugie pokolenie Polakow w Australii? No coz... ono ma serdecznie Polske,
          Polakow i ich jezyk serdecznie w dupie.
          Nowa Polonia rozmyla sie... Wciaz dorabia sie. Wiekszosc wsiaknela i
          przemalowala sie na Aussie...

          I to jest cala krotka prawda o Polakach w Australii.
          • woywoy Re: Krotka prawda o Polakach w Australii. 15.05.06, 02:53
            to prawda
            dodam tylko,ze Polacy w drugim pokoleniu(tych z lat 80 tych) sa prawie
            calkowicie zasymilowani i maja w d..organizacje polonijne.
    • piotrek_lada Polonijne obsesje 15.05.06, 23:37
      Kolejna noc minela spokojnie. Dowiaduje sie nawet, ze z tej strony internetowej
      www.wirtualnapolonia.com zniknela czesc wyzwisk pod moim adresem, a nawet wpis
      jakiegos Gniewa, o tym jak to Zydzi sami sobie urzadzili holokaust. Oczywiscie
      nadal mam zablokowane wejscie na te strone.

      Wyglada na to, ze nie nasi bojowkarze troche sie zreflektowali, moze
      przestraszyli. Pisanie o tym tutaj dalo na pewno jakis pozytywny skutek.
      To juz nie to samo co iles lat temu, kiedy kolejne wydania “Tygodnika
      Polskiego” podgrzewaly kampanie nienawisci przeciwko grupce tych osob, ktore
      odwazyly sie skrytykowac pana redaktora Michala F. Pan redaktor nigdy nie
      omieszkal przy takiej okazji przypomniec, ze wrogiem publicznym numer jeden
      jest tez niejaki Piotr Lada ))).
      Wcale nie bylo mi wtedy do smiechu. Telefony w srodku nocy i anonimowe listy z
      obelgami w skrzynce pocztowej przypominaly, ze niektorzy czytelnicy “Tygodnika
      Polskiego” i sluchacze pogadanek Wlodzimierza W. w tutejszym amatorskim radiu
      biora sobie te publikacje na serio i ze wiedza, gdzie mieszkam. To byl okres
      kiedy czesto plonely domy w Melbourne, najczesciej serbskie lub chorwackie, ale
      nikt nie mogl przeciez zagwarantowac, ze nie znajdzie sie w polskiej
      spolecznosci ktos nasladujacy taki wlasnie sposob “dyskusji” z wyimaginowanym
      wrogiem? Kladlem sie wtedy spac na podlodze przy odslonietych zaslonach. Okna
      sa do samej podlogi, wiec widzialem to co sie dzialo na zewnatrz. Trzymalem
      zawsze okno otwarte, zeby slyszec kazdy szelest w ogrodku. Wszystkie srodki
      potrzebne do walki z ogniem byly zawsze pod reka.

      Wielu ludzi rzeczywiscie mialo wtedy obsesje. Wielu ma ja zreszta nadal. Pan
      Marian K., o ktorym wspomina Eryk, wcale nie nalezy tu do wyjatkow.

      Ta zbiorowa obsesja moglaby byc wyjatkowo ciekawym obszarem badan dla
      psychologow. Pan Marian K., na przyklad, ktorego poglady sa w pewnym sensie
      wlasnie produktem tej zbiorowej obsesji, stal sie jednak, pewnie nie bedac tego
      zupelnie swiadomym, tym, ktory te wlasnie obsesje sam dalej nakreca.
      Wielu starszych ludzi, zyjacych na codzien w waskim kregu znajomych ogarnietych
      podobna obsesja, ma czesto z tego powodu problemy ze zdrowiem psychicznym.
      Znajomy psychiatra opowiadal mi o gwaltownie zwiekszonej liczbie polskich
      pacjentow po jednej z takich wiekszych polonijnych awantur. Wielu ludzi ma wiec
      z takiej glupiej przyczyny autentyczne problemy!

      Jakis czas temu wydawalo mi sie, ze pan Marian K. zaczal z tej swojej obsesji
      powoli wychodzic. Napisal nawet tekst chwalacy Australijski Instytut Spraw
      Polskich za to co robi, zaczal przychodzic na nasze spotkania z zaproszonymi z
      Polski goscmi.
      Ale ta zbiorowa obsesja, ktora sam pomagal wczesniej nakrecac, widac na powrot
      wciagnela go w swoja orbite.

      Oczywiscie nie mozna tego wszystkiego zaetykietkowac jako “jakas tam sobie
      obsesja” i przejsc nad tym do porzadku dziennego. Za ta obsesja kryje sie tez
      przeciez bolesna historyczna pamiec Polakow, pamiec emocjonalna, teraz czesto
      rzeczywiscie obrazana antypolskimi publikacjami.

      Pan Marian K. i jemu podobni, reaguja na te publikacje zalewajac Polonie
      dramatycznymi opisami spisku swiatowego i rozdzieraniem szat w polskim gronie,
      kiedy inni ludzie spokojnie podejmuja publiczna dyskusje z autorami takich
      publikacji, kompromitujac ich przed szeroka widownia jesli mowia lub pisza
      jakies klamstwa.

      Nie zdarzylo mi sie jeszcze, aby jakas zydowska gazeta nie dopuscila np mojej
      krytyki na swoim forum. A co sie dzieje po polskiej stronie? Oto na polonijnym
      forum www.wirtualnapolonia.com nie tylko wykasowano wszystkie moje wpisy, ale
      nawet zablokowano mi podglad tej strony. Tam sie reklamuja jednak tzw bojownicy
      o wolnosc i demokracje )))))

      Na list quicky i voyvoya odpowiem jutro, jest tu sporo do powiedzenia.
      Teraz spiesze sie do pracy. Jest ona naprawde pasjonujaca, az szkoda czasu na
      te polonijne bzdury… )))

      Pozdrawiam
      • piotrek_lada Re: Polonijne obsesje 15.05.06, 23:41
        Mialo oczywiscie byc:

        "Wyglada na to, ze nasi bojowkarze troche sie zreflektowali, moze sie
        przestraszyli."

        Przepraszam za pomylke.
        • eryk2 Re: Polonijne obsesje 16.05.06, 00:02
          To żadne pocieszenie, ale inne środowiska polonijne (poza Australią) też mają
          swoich psycholi. To chyba wpływ warunków zewnętrznych (obce otoczenie, niska
          samoocena z powodu nędznego statusu społecznego, słabej znajomości języka,
          zazdrości wobec innych, zwłaszcza autochtonów itd.). Przypomnę tylko wariata
          Edwarda Moskala z USA, który nakręcił spiralę nienawiści wobec Jana Nowaka-
          Jeziorańskiego (różnica pomiędzy tymi ludźmi to lata świetlne, a jednak
          pierwszy do dzis pozostaje dla części osób autorytetem, zaś drugi jest
          odsądzany od czci i wiary) oraz Jan (Janusza) Kobylańskiego z
          Paragwaju/Urugwaju. To kliniczne przykłady paranoi...
          • piotrek_lada Re: Polonijne obsesje 16.05.06, 23:34
            Eryku,
            Nie znam amerykanskiej Polonii, ale z tego co slyszalem, to Edward Moskal, jako
            czlowiek urodzony i wychowany poza Polska, niezbyt wyedukowany, polegal w wielu
            sprawach na innych i dawal sie latwo manipulowac. Moze wiec on nawet myslal, ze
            taka akcja przeciwko Janowi Nowakowi-Jezioranskiemu to obrona polskiej racji
            stanu ;-)))))
            Podobno najwiekszy wplyw na jego decyje mial jakis facet z Polski z niezla
            komunistyczna przeszloscia, chyba b. sekretarz PZPR na UW. )))
            Pewnie jak sie temu blizej przyjrzec to wyjdzie z tego jakas tragi-komiczna
            farsa.
            Sprawy Kobylanskiego nie znam na tyle, aby sie o nim wypowiadac.

            Wzdragam sie zawsze przed etykietkowaniem, staram sie, na ile sie da, zestawic
            jakis bilans plusow i minusow z dzialalnosci tego czy innego czlowieka, w
            konkretnych warunkach w jakich przyszlo im dzialac. Poniewaz mialem mozliwosc
            poznac te emigracyjne warunki zycia nie dziwie sie znowu tak specjalnie ludziom
            ogarnietym roznym obsesjom. Moglbym nawet powiedziec, ze rozumiem teraz
            wszystkich wariatow )))

            Dlatego po czesci rozumiem tez obsesje pana Mariana K. Pamietam nasza pierwsza
            rozmowe zaraz po przyjezdzie do Australii. Pochwalilem go wtedy za ladnie
            napisana przez niego ksiazke dla Australijczykow o Kosciuszce, pytalem czym sie
            zajmuje, a on opisal mi jak wlasnie droczy sie z sadem, przed ktorym oskarzony
            o zbrodnie wojenne Ukrainiec (bodajze Demianiuk) powiedzial, ze jest Polakiem i
            ze chce zeznawac po polsku. W zwiazku z tym w niektorych notatkach prasowych
            zaczeto tego zbrodniarza nazywac Polakiem. Chyba sie wtedy nawet udalo
            Marianowi K. zakwestionowac to deklarowane przez oskarzonego polskie
            pochodzenie.

            W wielu jednak sprawach dochodzenie jakichs polskich racji moze rzeczywiscie
            przypominac walenie glowa w mur. Doswiadczylem tego wiele razy, wiec rozumiem
            chyba zrodlo jego obsesji. Myslalem sobie kiedys naiwnie, ze autorzy
            antypolskich wypowiedzi beda usuwac je lub poprawiac, jesli tylko przedstawi im
            sie dowod, ze to co napisali bazuje na klamstwie lub jest zwykla pomylka.
            Wydawalo mi sie, ze oni to zaraz szybko poprawia i pan Marian K. nie bedzie
            mial powodow, aby skarzyc sie do Polonii, ze gdzies tam naklamano i nie bedzie
            mogl z paru incydentalnych przypadkow budowac zaraz obrazu jakiegos totalnego
            zagrozenia interesow Polski w swiecie.

            Probowalem wiec np wplynac na to, aby Dr Gerhard Falk, o ktorym pn Marian
            K.sporo sie rozpisywal, usunal ze swojej strony internetowej oczywiste
            klamstwo, ze to Polacy w koalicji z Niemcami wymordowali 85% z ponad 3
            milionowej spolecznosci zydowskiej w Polsce.

            Doslowny cytat z artykulu G. Falka jbuff.com/c042502.htm brzmi:

            “Consider these numbers: In 1939, at the opening of World War II, 3,300,000
            Jews were living in Poland. 85% of these Jews were murdered by the German-
            Polish alliance.”

            Niestety wszystkie moje dzialania w tym kierunku, zeby to usunieto, okazaly sie
            bezskuteczne.

            Probowalem zainteresowac ta sprawa Polonie amerykanska. Z tego co sie
            orientuje, nikt sie tam tym nie zajal, a przeciez cos takiego nadaje sie na
            latwa sprawe sadowa.

            Pan Marian K. i inni maja wiec pewien material, ktory moga latwo wykorzystywac
            dla podgrzewania emocji wsrod Polonii. Tak sie jednak sklada, ze to
            podgrzewanie emocji jest zawsze dosc jednokierunkowe, winny ma byc
            zaraz “spisek zydowski”, a o dzialaniach nakrecanych np w Moskwie, czy w
            jakiejs innej stolicy juz sie nie wspomina.

            Pamietam np zupelne milczenie na opublikowany w australijskim “Herald Sun”
            artykul “LEAVE THE POLES IN THE COLD” (czyli w wolnym tlumaczeniu: “Najlepiej
            trzymac Polakow za drzwiami na dworze”), w ktorym autor perrorowal, aby w
            zadnym przypadku nie przyjmowac Polski do Unii Europejskiej, bo ogolnie rzecz
            biorac to jest straszne dziadostwo, na dodatek z komunistycznymi ciagotami.
            Bylo to na poczatku 1997 roku, niedlugo po tym jak rozeszla sie pogloska, ze
            KGB dostalo duze dofinansowanie na dzialalnosc zagraniczna.
            Napisalem wtedy skarge do Australijskiej Komisji Praw Czlowieka, uwazajac, ze
            takie sformulowanie uzyte w tytule jest dla kazdego Polaka oczywista obraza.
            Skonczylo sie na tym, ze Komisarz tej Komisji, Ronald Wilson, zdecydowal ku
            mojemu zaskoczeniu, ze skarga nie bedzie mogla byc wygrana w sadowej
            konfrontacji z “Herald Sun” i nie wszczal postepowania w tej sprawie. Pamietam,
            ze zdenerwowalem sie wtedy okropnie, zadzwonilem do Ronalda Wilsona, bo
            wydawalo mi sie, ze stosuje w tej sprawie jakies uniki, a on spokojnie i
            zyczliwie tlumaczyl mi, ze jako prawnik sam rozwazyl wszystkie aspekty sadowe
            mojej skargi i ze mimo wszystko nie da sie tego “Herald Sun” przyszpilic.
            - Jak to, pytalem, czyz tytul artykulu nie mowi sam za siebie?
            - No wlasnie, odpowiedzial mi wtedy Wilson, niech pan sie nad tym
            zastanowi, czy jest on naprawde tak jednoznaczny, jak sie to panu wydaje? Bo
            jesli nie jest on jednoznaczny, jesli jest to tylko taka gra slow, to niestety
            nie da sie wcale takiej sprawy wygrac.
            Ronald Wilson sugerowal tym samym, ze tytul artykulu moze byc rowniez rozumiany
            jako zart slowny, bo mozna go rowniez przetlumaczyc na “Zastawcie bieguny
            geograficzne (tak jak sa) w zimnie”. Na koniec namawial mnie rowniez, zeby w
            takich sprawach pisac polemiczne artykuly i skarzyc sie do Komisji, jesli
            gazety nie beda chcialy tych artykulow zamieszczac.

            To, ze Ronald Wilson, czlowiek przywalony jednak ogromem zajec, znalazl mimo
            wszystko czas na to, zeby osobiscie zajac sie moja skarga, a takze nie
            szczedzil czasu na rozmowe ze mna, uswiadomilo mi, ze nie musimy wcale tak od
            razu popadac w jakas wielka paranoje po takiej czy innej nieprzyjaznej nam
            publikacji, jak to demonstruja tacy jak chociazby pani Zosia, ktorej wpis tu
            wykasowano. Mamy zawsze mozliwosci wypowiadania sie i bycia wysluchanym. A czy
            umiemy z tego korzystac, to juz zupelnie inna sprawa.

            W sumie, rozumiem obsesje tych emigrantow, ktorzy nie potrafia uprawiac
            skutecznej polemiki w mediach w tych krajach, w ktorych mieszkaja i na skarge
            udaja sie do… czytelnikow “Tygodnika Polskiego”… )))
    • piotrek_lada Nie machajcie tak lekko reka... 16.05.06, 23:39
      Qicky, woywoy
      Piszecie o drugim pokoleniu Polakow w Australii…., ale zaraz, zaraz, nic nie
      piszecie o sobie….
      Machneliscie reka na tzw. zorganizowana Polonie, ale musze Was zmartwic, ona do
      Was przyjdzie sama, tak jak do tych staruszkow z pierwszej fali emigracji.
      Otoz w podeszlym wieku wraz z altzheimerem i demencja wielu ludzi zaczyna
      zapominac tego drugiego jezyka, ktorego sie nauczyla na emigracji. W zwiazku z
      tym mozna sie z nimi kontaktowac tylko po polsku. Dlatego domy starcow dla
      emigrantow organizowane i prowadzone sa najczesciej przez lokalne organizacje
      dzialajace w grupach etnicznych. Przez te organizacje wlasnie przeplywa czesc
      funduszy rzadowych na opieke nad tymi ludzmi.

      Jutro dokoncze o tym co sie z tym wszystkim wiaze… Znowu nie wyrobilem sie…

      Pozdrawiam

      PS
      Dalej mam zablokowane wejscie na www.wirtualnapolonia.com
      Chodzi o to, zebym nie wysmiewal tam takich np kwiatuszkow
      polonijnej “tforczosci”:

      “Tylko przypomne, ze POLSKA jest Ojczyzna Polakow…. I zadne zydowskie
      manipulacje, plotki oraz ujadanie Przeciszewskiego (z KAI), Zycinskiego,
      Pieronka lub szmatlawca-GW, nie powinny tutaj (na naszej ziemi) miec miejsca !!
      Jak sie tym “panom” cokolwiek w Polsce sie nie podoba, zawsze moga wyjechac do
      Izraela (…)”
      • quickly Piotrek nie macham lekko reka... 17.05.06, 01:42
        piotrek_lada napisał:

        > Machneliscie reka na tzw. zorganizowana Polonie...

        Otoz jetses w bledzie Piotrek. Od ponad 15 lat ucze w soboty w szkole polskiej
        jezyka polskiego. Przynajmniej cos tam dzieciom z polskosci ich rodzicow zawsze
        zostanie. To takie moje 5 groszy. Jest tu, w tym miejscu gdzie mieszkam, mala
        grupa Polakow, z ktorymi utrzymuje kontakt i to mi wystarczy. Za duzo Piotrek
        widzialem, zeby pakowac sie teraz w jakakolwiek dzialalnosc polonijna...
        Narobisz sie jak wol, stracisz czas i energie, a na koniec jakis Bajkowski albo
        inny nawiedzony napisze, ze nie jest tak, jak powinno byc.


        > ...przyjdzie sama, tak jak do tych staruszkow z pierwszej fali emigracji.
        > Otoz w podeszlym wieku wraz z altzheimerem i demencja wielu ludzi zaczyna
        > zapominac tego drugiego jezyka, ktorego sie nauczyla na emigracji. W zwiazku
        > z tym mozna sie z nimi kontaktowac tylko po polsku.

        Na temat demencji i zaniku jezyka angielskiego wsrod Polakow przebywajacych
        w "nursing home" prowadzilem badania na zlecenie rzadu australijskiego w latach
        1996/97 (oprocz tego dla La Trobe University, Melbourne oraz University of New
        England in NSW). Jak do tej pory sa to jedyne badania jakiekolwiek zrobiono w
        tym kierunku w Australii. Osobiscie po przejsciu na emeryture wracam do kraju.
        Mam tam male mieszkanie i to mi w zupelnosci wystarczy. Nie dotknel mnie na
        szczescie "pie..c" pod tytulem "fura, komora i robic szmal", na ktory
        choruje wiekszosc Polakow w kraju. Skromna emerytura i wiedza, ze mam wciaz
        swoj dom w Australii (ktorego nie sprzedaje) pozwola mi miec psychiczna
        przewage nad kazdym dorobkiewiczem w Polsce. A to jest bardzo wazne...

        > Dlatego domy starcow dla emigrantow organizowane i prowadzone sa najczesciej
        > przez lokalne organizacje dzialajace w grupach etnicznych. Przez te
        > organizacje wlasnie przeplywa czesc funduszy rzadowych na opieke nad tymi
        > udzmi.

        Niestety nie ma innego rozwiazania. Polacy mieszkajacy w Polsce i tak nie
        zrozumieja o czym tu piszesz. Oni zyja na innej orbicie - po prostu maja swoje
        zycie i swoje problemy, a jakies tam "kocie drapanie" wsrod Polonusow w
        Australii jest dla nich conajwyzej jakas ciekawostka... Szkoda, bo Piotrek
        bardzo powaznie podchodzisz do tematu.

        • piotrek_lada Powstrzymac osmieszanie sie Polakow... 21.05.06, 09:24
          quickly napisal:
          … Piotrek, bardzo powaznie podchodzisz do tematu.


          Moze masz racje, czasami traktuje to pewnie az nazbyt powaznie.)))
          Ale co robic, jezeli nasi rodacy z uporem maniakow ciagle wystawiaja sie na
          posmiewisko? Przeciez te ich kompromitacje uderzaja potem w nas wszystkich… ))

          Tam, na tej stronie www.wirtualnapolonia.com , na ktora ci nasi “bojownicy o
          wolnosc i demokracje” zamkneli mi wejscie przerazeni, ze ich osmieszam (wola
          osmieszac sie sami bezstresowo ))), znajdziesz przyklady tego, ze zamilowanie
          do tego osmieszania wciaz ich nie opuszcza. Tam wciaz trwa bicie w ten sam
          bebenek nacjonalizmu, jakies niesamowite doktrynerstwo, kombatanctwo, no i
          oczywiscie temat zydowski nigdy nie schodzi z wokandy. W australijskiej sekcji
          niektorzy nawet wciaz jeszcze wyrazaja zal po stracie redaktora “Tygodnika
          Polskiego”, ktory w pospiechu wyjechal z Australii przed osmiu laty (!) kiedy
          Australijska Komisja Praw Czlowieka wezwala go na przesluchanie w sprawie
          antysemickich wyglupow, ktore powyczynial w tej gazecie.

          Posrednio bylem tym, ktory do tego rozliczenia redaktora Michala F.
          doprowadzil, wiec wscieklosc niektorych z naszych oszolomow na dzwiek mojego
          nazwiska jest jakos tam zrozumiala, nawet po tylu latach (!), szczegolnie ze
          mamy do czynienia z ludzmi malo wyksztalconymi, ktorym na dodatek urzadzono
          dosc gruntowne pranie mozgow. To, ze Michal F. narazil nasze spoleczenstwo na
          zwykle osmieszenie jakos do wielu z nich wciaz jeszcze nie dotarlo.

          Ciekawe, ze obrone dobrego imienia Polski i Polakow ludzie ci rozumieja dosc
          jednostronnie i tak na przyklad, ktos kto okazuje sie w naszym gronie zwyklym
          oszustem, ktory nas kompromituje na zewnatrz, jest dla nich czesto …obiektem
          ochronnym )))

          Przypadek Michala F. to byl wlasnie taki klasyczny przypadek kogos takiego kto
          ciezko narozrabial, ale wciaz, do samego konca krzyczal “lapac zlodzieja”.

          Trzeba pamietac, ze rozne wybryki Michala F. dosc dlugo uchodzily mu na sucho.
          Dopiero opublikowanie artykulu Lysiaka, w ktorym oglosil, ze skoro glowni
          operatorzy Holokaustu byli Zydami, to niech teraz Zydzi sami maja do siebie
          pretensje, bylo dla Zydow w Australii, po tych licznych
          wczesniejszych “sensacjach”, kompletnym przelaniem sie czary goryczy.

          To, ze cierpliwosc Zydow w Australii sie wyczerpala bylo widac po tym, jak
          ostro pisano o tym artykule Lysiaka w “The Australian Jewish News”, a takze po
          tym, ze ostrze krytyki skierowano tam nawet w kierunku AISP-y, za to, ze jakoby
          nic nie robi, aby takie ataki na Zydow powstrzymywac. Tamtejszy redaktor
          naczelny wystosowal wtedy apel do zydowskiej spolecznosci, aby zaczela sie na
          temat tych atakow wypowiadac!!!! To juz bylo wlasciwie wypowiedzeniem wojny,
          ktorej rezultat byl tez latwy do przewidzenia. To oznaczalo otwarcie archiwow
          ze wspomnieniami Zydow ocalalych z Holakaustu i opisanie Polakow w jak
          najgorszym swietle. Widmo totalnego osmieszenia Polakow w Australii, najpierw w
          zydowskiej gazecie, a potem w glownych australijskich mediach, stalo sie wiec
          calkiem realne.

          W tej sytuacji AISP-a przygotowala list krytykujacy polityke
          redakcyjna “Tygodnika Polskiego” (slawny list 13-tu, ktory potem byl pretekstem
          do nagonki na te grupke ludzi), ale dla mnie osobiscie oczywiste bylo to, ze
          takim listem nie da sie juz ostudzic emocji rozpetanych po tej zydowskiej
          stronie. Absolutnie konieczne bylo wtedy podjecie bardziej radykalnych dzialan.
          Dlatego napisalem wtenczas list do redakcji “The Australian Jewish News”, w
          ktorym zaatakowalem te redakcje, za to, ze podejmuje dyskusje z kims takim jak
          Michal F., co do ktorego nie mam watpliwosci, ze jest prowokatorem drukujacym
          celowo klamstwa, dla rozpetania wzajemnych nienawisci. Oswiadczylem tez, ze
          panem F. powinny zajac sie odpowiednie wladze powolane do scigania przestepstw
          i ze w tym wlasnie celu konsultowalem sie juz z prawnikami.

          “The Australian Jewish News” pod naciskiem kilku polskich Zydow opublikowal moj
          list w calosci i jednoczesnie wstrzymal sie od jakiegokolwiek dalszego
          rozpisywania sie na temat “Tygodnika Polskiego”. Wielu czytelnikow “The
          Australian Jewish News” bylo jednak z takiego kroku niezadowolonych i wkrotce
          dowiedzialem sie, ze powstala inicjatywa, aby tekst eseju Lysiaka przetlumaczyc
          na angielski i rozkolportowac go wsrod czlonkow australijskiego parlamentu, dla
          wywolania dyskusji na temat antysemityzmu wsrod polskiej spolecznosci w
          Australii, bo redaktora Michala F. poparla wlasnie Federacja Polskich
          Organizacji w Australii, czyli jakoby oficjalna reprezentacja naszej
          spolecznosci.
          Wybralem sie wowczas do (Zydowskiej) Ligii Przeciw Znieslawieniu (B’nai
          B’rith), aby wynegocjowac z nimi w jakis sposob wstrzymanie tych dzialan.
          Pojechalem tam z antypolskim listem, ktory pojawil sie wlasnie w jednej z
          glownych australijskich gazet (pozniej dowiedzialem sie, ze nie chciano go
          wydrukowac w “The Australian Jewish News”). Przedstawilem im tam ten list i
          zapytalem sie, co robia w takich sprawach, gdy ktos ze strony zydowskiej
          znieslawia Polakow. Szybko zgodzili sie, ze oczywiscie, do nich powinno nalezec
          pouczanie i edukowanie takiego autora listu. Zaproponowalem im wiec, zeby
          zajeli sie raczej takimi jak on, czyli tymi roznymi wariatami, ktorych pelno po
          zydowskiej stronie, a rozliczenie redaktora “Tygodnika Polskiego” i prezesow
          polonijnej organizacji spieszacych mu z pomoca, pozostawili juz mnie samemu.
          Troche byli zdziwieni, nie bardzo chcieli wierzyc, jak niby mialbym tego
          dokonac, wiec powiedzialem im, ze z zawodu jestem wynalazca, wiec cos tam na
          pewno w tej sprawie wymysle. )))
          Pokazali mi tez wtedy tlumaczenie angielskiego tekstu eseju Lysiaka
          przygotowane dla poslow i senatorow. Wystarczylo mi przeczytanie kilku zdan,
          aby zorientowac sie, ze tlumacz nie tyle przetlumaczyl ten tekst, ile dokonal
          po prostu jego wlasnej interpretacji!!! Ulatwialo mi to w tym momencie sprawe -
          przekonalem wiec moich rozmowcow z B’nai B’rith, ze to tlumaczenie jest bardzo
          nierzetelne, ze jest przerysowaniem sformulowan Lysiaka i nie nadaje sie, aby
          komukolwiek go pokazywac. Zgodzili sie na moja propozycje i po zydowskiej
          stronie nastapila pozadana cisza.

          To wszystko co pozniej nastapilo w polskim srodowisku, bylo juz tylko
          konsekwencja tej mojej suwerennej decyzji, ktora wlasnie wtedy podjalem. Bylem
          zdeterminowany, aby nadstawiac leb wszedzie gdzie potrzeba, kosztem “nieslawy”,
          cierpienia moich bliskich, kosztem czasu i pieniedzy, aby pokazac, ze jednak
          jestesmy spoleczenstwem, ktore potrafi usuwac trutnie z naszego grona, ze
          umiemy bronic honoru Polakow w najtrudniejszej sytuacji, czyli nawet wtedy, gdy
          jest on zagrozony przez …samych Polakow. ))) Ciezko bylo, ale udalo sie… )))

          Oczywiscie znalezli sie przy tym wspaniali ludzie, ktorzy to wszystko
          rozumieli, pomagali mi, sluzyli rada i pomoca. Mialem to szczescie, ze w Perth
          znalazl sie wielki i niespozyty spolecznik, Andrzej Basinski, ktory publikowal
          moje teksty w swoim miesieczniku “Kurier Zachodni”. Wsrod ludzi zwiazanym
          z “Tygodnikiem Polskim” bylo wielu takich, ktorzy rozumieli, ze tu chodzi o
          obrone Polski i Polakow przed osmieszeniem!!! Zrozumieli tez oczywiscie, ze to
          cale oskarzenie podnoszone wtedy przez Lysiaka, ze jakoby Polacy w Australii
          cierpieli przesladowania z powodu Zydow bylo wyssane z palcem, znali przeciez
          sytuacje na codzien, zorientowali sie tez szybko, ze te tzw “dowody” byly
          zwykla fabrykacja, co dalo sie latwo odkryc kiedy porownalo sie materialy
          zrodlowe z tym co powypisywal Lysiak. Te falszywe informacje pochodzily
          najpewniej, mozna sie bylo tylko tego domyslac, wlasnie
          • piotrek_lada Re: Powstrzymac osmieszanie sie Polakow... 21.05.06, 13:39
            ciag dalszy:
            -----------

            Te falszywe informacje pochodzily najpewniej, mozna sie bylo tylko tego
            domyslac, wlasnie od redaktora Michala F. Wpadka Lysiaka w tym temacie to
            wlasnie czesciowa zasluga tego pana.

            Zakonczylo sie to wszystko zmianami osobowymi w Federacji i zmiana redaktora w
            tygodniku. Jezeli ktos dzisiaj probuje budowac sobie popularnosc powolujac sie
            na to, ze wtedy bronil zazarcie tamtejszego redaktora (znalezli sie tacy, oj
            znalezli) to jest on, albo kims wyjatkowo podlym, albo wyjatkowo glupim. Albo,
            i jednym i drugim jednoczesnie.

            A co po tej zydowskiej stronie?
            Tu trzeba przyznac, ze stanowisko redakcji “The Australian Jewish News”
            pozostalo od tamtego czasu niezmienione. Nie ma tam miejsca dla antypolskich
            ekscesow.

            Z ta strona zydowska jest zreszta taka ciekawa sprawa, ktora daje o sobie znac
            nie tylko w Australii, ale tez np na lamach takich gazet izraelskich
            jak “Haaretz”, czy “The Jerusalem Post”, ze coraz wiecej Zydow, szczegolnie
            tych z mlodego pokolenia, razi szowinizm niektorych zydowskich kregow, stad
            bardzo ciekawe, ozywione dyskusje, ktore mozna coraz czesciej obserwowac na
            lamach lub forach internetowych tych gazet. Latwo tam nawet rozpoznac entuzjazm
            redaktorow, ktorzy chca edukowac mlode pokolenie Zydow zwalczajac rozne
            stereotypy. Co prawda maja oni tam przed soba jeszcze dluga droge do przebycia,
            ale ten proces sie juz rozpoczal, juz trwa. Och, zeby tylko Polacy umieli z
            tego skorzystac…

            Na tym tle nasz polski beton niektorych srodowisk wydaje sie wrecz
            nieskruszony...))

            A przeciez wychowujac dzisiaj mlodych ludzi w atmosferze takich uprzedzen jakie
            demonstruja rozni wszechpolacy, tak naprawde chyba jednak odbiera sie tym
            ludziom szanse na zbudowanie przez nich wlasnej pomyslnej przyszlosci. Tak to
            bynajmniej rozumiem…

            Dlaczego? Moze wytlumacze to na takim prostym przykladzie.
            Otoz przyjmowano mnie niedawno do malego zespolu inzynierow, odnoszacego
            spektakularne sukcesy. Ze zdziwieniem odkrylem, kiedy juz mnie tam przyjeto, ze
            podstawowym kryterium dla tej selekcji wcale nie bylo wyksztalcenie, czy
            doswiadczenie zawodowe. To wszystko bylo co prawda potrzebne, ale nie az tak
            bardzo jak “sztuka zycia”, otwartosc na ludzi i usmiech na codzien. To bylo dla
            mnie zupelne zaskoczenie… Gdybym byl wiec jakims najezonym gburem, to zadne,
            najlepsze nawet kwalifikacje, wcale by mi nie pomogly w dostaniu sie do tego
            zespolu!!! Oni tam po prostu wiedza, ze sukcesu nie da sie budowac w zespole z
            jakimis uprzedzonymi smutasami.)))

            Nie dziwie sie wiec teraz, ze mlodzi reprezentanci drugiego pokolenia Polakow w
            Australii, o ktorym wspomina woywoy, asymiluja sie zupelnie w nowym srodowisku
            i zapominaja szybko skad sie wywodza. Bo czy te polonijne awantury nie sa
            wystarczajaco odstraszajace dla mlodych ludzi?
            Moze to jest nawet ucieczka z zatechlego etnicznego getta, w ktorym zyja ich
            rodzice, a z ktorym te dzieciaki wychowujace sie posrod kolorowej mozaiki
            roznych innych nacji, wcale nie chca miec do czynienia? Moze w otwartosci
            australijskiego spoleczenstwa (szczegolnie w duzych miastach) widza wartosci,
            ktorych jakos im brakowalo w domu rodzinnym i w polonijnej spolecznosci?
            To sa pytania, ktore musza sobie pewnie przemyslec Polonusi wciaz zaczytani
            w “Naszym Dzienniku” )))

            Pozdrawiam )))
Pełna wersja