cancro
17.05.06, 07:39
Mój ulubiony dowcip o wojsku brzmi tak:
Na stołówkę żołnierską przychodzi dowódca jednostki. Woła kierownika stołówki
i pyta:
- Sierżancie, co tu tak śmierdzi?!
- Jak pana pułkownika nie było, to nie śmierdziało - odpowiada sierżant, nie
tracąc rezonu.
Słowem to rosyjscy komandosi są winni śmierci dziesiątek niewinnych dzieci, bo
nieudolnie interweniowali. Natomiast pozbawieni zasad moralnych terroryści,
którzy nie wahają się obłożyć bombami dzieci, czy kobiet na porodówce, są
niewinni "jak lelije" i należy o ich pisać per "bojownicy". Wystarzy popatrzeć
na zdjęcie niewiniątka z miną białego misia, co to "w oczach ma tylko białe łzy".
Podoba mi się też stwierdzenie, mówiące o tym, że według miejscowych użycie
miotaczy ognia mogło spowodować detonację. No proszę, tam na Kaukazie każda
gospodyni domowa to ekspert od materiałów wybuchowych, a gazeta te brednie
powtarza. Czy dla rzetelności artykułu nie byłoby warto spytać o to jakiegoś
sapera? A może chodzi o to, aby "ruskim" dokopać za wszelką cenę, bo "ruskie"
z definicji są złe?