Gość: t.
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
25.01.03, 12:13
Nie potrafię zrozumieć jak po przytoczeniu nawet niepełnej listy
zasług jakich dla Izraela położył generał, w tym najważniejszej –
przeważenia szali losów wojny Yom Kipur można kończyć artykuł
zdaniem: „Zobaczymy, czy w dorobku Ariela Szarona pozostanie
tylko Sabra i Szatila.”
Niektórzy owszem ostrzegali przed groźnym generałem, ale później
okazało się, że zawdzięczali mu życie swoje i bliskich
(wspomniana wojna).
Społeczeństwo – główny oskarżyciel po zajściach w Libanie,
rozliczywszy współodpowiedzialność żołnierza upatruje dziś w nim
najwierniejszego i najskuteczniejszego obrońcę.
„wybrał się z wizytą na Górę Świątynną w Jerozolimie, by w
imieniu prawicy powiedzieć "nie" rozmowom pokojowym z
Palestyńczykami”
– jakby wcześniej nie było odmowy Arafata zaakceptowania
szalonych propozycji Baraka. Znający codzienne realia, zwyczaje
Arabów Żydzi byli zaskoczeni skalą rozpętaniem burzy, która
jakby zdawała się czekać na pretekst. Arafat przegrał przecież
rozmowy i pogrzebał nadzieje wyborców.
W autonomii toczy się walka między frakcjami o poparcie
mieszkańców i fundusze z zagranicy. Bieda uzależnia
potrzebujących od pomocy organizacji, której nieodłącznie
towarzyszy mieszanka agresywnej antyizraelskich propagandy i
sprzyja w pozyskiwaniu ochotników do walki.