stranger.pl
21.06.06, 10:25
W Bergamo zaczął się proces znanej włoskiej pisarki Oriany Fallaci. Będzie
odpowiadać za wypowiedź dotyczącą planów budowy meczetu w miejscowości Colle
Val d'Elsa.
Pisarka powiedziała jednemu z amerykańskich pism cyt.: "Nie chcę widzieć tego
meczetu, to bardzo blisko mojego domu w Toskanii. Nie chcę widzieć minaretu
wysokości 24 metrów w miejscowości Giotta, skoro ja w krajach muzułmańskich
nie mogę nościć krzyżyka ani mieć Biblii.
Jeśli będę dalej żyć, pojadę do przyjaciól w Carrarze, miasta marmurów. Tam
jest wielu anarchistów: razem z nimi wezmę materiały wybuchowe i wysadzę ten
meczet w powietrze."
Liderzy społecznościmuzułmańskiej podali ja do sądu. Proces jest
bezprecedensowy - Fallaci bezkompromisowo walczy z tzw. poprawnością
polityczną i ostrzeg przed zalewem islamskim w Europie (oficjalnie wynoszący
już ponad 20 milionów w zachodniej Europie)
Wielu ludzi podziela jej stanowisko, ale tylko nieliczni mają odwagę to
powiedzieć (publicznie).
Rzeczywiście Europa przypomina (bezbronną) kurtyzanę - pozwala na wszystko
gościom, gościom którzy skwapliwie wykorzystują tzw. tolerancję i polityczna
poprawność w Europie podczas gdy u siebie (kraju pochodzenia gości) za
analogiczne postulaty wobec tamtejszych gości (np. z Europy) można stracić
nie tylko wolność ale i głowę. "My" pozwalany na islamizację Europy i busowę
meczetów -w krajach Islamu nie wolno szerzyść chrześciająnstwa ani budować
kościołów czy (w większości) nisić krzyzyk wzgl. posiadać Pismo Święte.
No ale elity w Europie mówią - nie patrzmy na to co inni - my "lepsi",
my "tolerancyjni", my "postępowi" etc. - i... dokonują politycznego i
narodowe samobójstwo naszej cywilizacji.
Przypomnę tu i takie słowa Oriany Fallaci:
"Od czterech lat atakuję Potwora, który postanowił wyeliminować nas
fizycznie, a wraz z naszymi ciałami zniszczyć nasze zasady i nasze wartości,
naszą cywilizację. Od czterech lat mówię o islamskim nazizmie, o wojnie z
Zachodem, kulcie śmierci, samobójstwie Europy. Europy, która nie jest już
Europą, ale Eurabią i która z powodu swej miękkości, inercji, ślepoty,
uległości wobec wroga, kopie swój własny grób"
Powołując się na przykład Londynu, w którym mieszka 700 tysięcy muzułmanów,
wyraziła opinię, że "w każdym z naszych miast istnieje drugie miasto". "To
miasto podziemne, podobne do Bejrutu, opanowanego przez Arafata w latach 70.
Obce miasto, które mówi swoim językiem i chodzi w swoich własnych strojach,
miasto muzułmańskie, gdzie terroryści bezkarnie się poruszają i bezkarnie
przygotowują naszą śmierć" – dodała. Z całą stanowczością pisarka wystąpiła
przeciwko idei tak zwanego umiarkowanego islamu, z którym chcą żyć w
przyjaznych stosunkach państwa Zachodu: "Opowiada się bujdy o umiarkowanym
islamie, trwa komedia tolerancji, bzdury o integracji, farsa
wielokulturowości".
Wytknęła także władzom swej rodzinnej Florencji, że także tam, w mieście
Dantego, Michała Anioła i Leonarda da Vinci chcą zbudować meczet. "Bujdą"
nazwała przedstawianie islamu jako religii pokoju i Koranu jako orędzia
miłosierdzia i litości. "Tak, jakby Mahomet przyszedł na świat z gałązką
oliwną w ustach i może nawet umarł na krzyżu razem z Jezusem" – podkreśliła.
Jej zdaniem taką samą bzdurą jest prezentowanie islamu jako ofiary
Zachodu. "Tak, jakby – dodała – przez czternaście wieków przez muzułmanów
nikomu nie spadł włos z głowy w Hiszpanii, na Sycylii, w północnej Afryce,
Grecji, na Bałkanach, w Europie zachodniej aż do Ukrainy i Rosji". "Tak,
jakby do Wiednia przybyły i okrążyły to miasto siostry od świętego Ambrożego
lub benedyktynki".
"Wroga mamy w domu" – stwierdziła Fallaci odnosząc się do obecności
muzułmańskich imigrantów w krajach zachodnich. "Na pierwszy rzut oka wcale
nie wydaje się on wrogiem. Bez brody, w zachodnim ubraniu i według swoich
wspólników w dobrej lub złej wierze doskonale zintegrowany z naszym systemem
socjalnym. Co znaczy, że ma prawo pobytu. I samochód. I rodzinę. I nic to, że
rodzina składa się często z dwóch lub trzech żon, nic to, że żona albo żony
są tłuczone, i nic to, że nierzadko zabija córkę noszącą dżinsy, i nic to, że
od czasu do czasu syn gwałci 15-latkę w Bolonii, przechadzającą się z
chłopakiem po parku" – tymi słowami autorka skomentowała zanotowane ostatnio
we Włoszech przestępstwa, popełnione przez muzułmańskich imigrantów. "To
wróg, którego traktujemy jak przyjaciela. Który nas nienawidzi i który
głęboko nami gardzi. I to z taką siłą, że aż spontanicznie chce się krzyczeć:
skoro jesteśmy tacy okropni, tacy źli, tacy grzeszni – czemu nie wrócisz do
swojego domu? Czemu tu jesteś? Po to, żeby poderżnąć nam gardło albo wysadzić
nas w powietrze?"