hans2
03.07.06, 08:59
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060703/swiat/swiat_a_4.html
Druga strona medalu , ciekawy reportaz z Izraela , prosci ludzie
opowiadaja o codziennym terrorze rakietowym z Gazy . Dziwi mnie ze
Izrael po wycofaniu pozwala arabom na taki terror w stosunku do
swojej ludnosci .
Zaden kraj by na to nie pozwolil . Co sie stalo z tym krajem ?
---
IZRAEL
Sderot - miasto przeklęte
Żaden z mieszkańców położonego w pobliżu granicy ze Strefą Gazy Sderot, kładąc
się spać, nie może być pewny, że dożyje ranka
Rakieta Kassam waży około 90 kilogramów. Długa, dwumetrowa żelazna tuba
wyposażona jest w potężną głowicę bojową. Wystrzelona, pędzi z szybkością
kilkuset kilometrów, by eksplodować po zetknięciu z celem. Wówczas wszystko
wokół zostaje zasypane ostrymi jak brzytwa odłamkami.
Dla mieszkańców Sderot ta broń jest przerażającą codziennością. Każdego dnia
na miasto spada kilka takich rakiet. Niszczą domy, samochody, sklepy,
przedszkola i szkołę. Nikt nie może się czuć bezpieczny, bo całe Sderot -
położone pół kilometra od granicy ze Strefą Gazy - znajduje się w zasięgu rakiet.
Atak na przedszkole
- To było straszne. Potworny huk! Wybiegamy na ulicę, z domu sąsiadów wydobywa
się dym. Słychać jęki, krzyki - opowiada kobieta stojąca przed bramą domu w
willowej dzielnicy Kasdor. Obok stoi mały biały domek otoczony zadbanym
ogródkiem. W spadzistym dachu z czerwonej dachówki duża okrągła dziura.
Właściciele są w szpitalu.
Kilka przecznic dalej przedszkole. Kwadratowy budynek z namalowanymi przez
dzieci kwiatkami na ścianach. Z tyłu mały plac zabaw, piaskownica. - Półtora
roku temu przed wejściem spadł pocisk. Dokładnie w tym miejscu, gdzie teraz
stoimy - opowiada przedszkolanka.
Czteroletni Afik Zehavi właśnie wychodził z mamą z przedszkola. Zginął na
miejscu. Ona została ciężko ranna. Trzeba było amputować jej nogę. - Tam -
przedszkolanka pokazuje oddaloną o 20 metrów ławeczkę - siedział starszy pan,
dziadek jednego z dzieci. Odłamek roztrzaskał mu czaszkę.
Epidemia głuchoty
Jossie Olszer jest sanitariuszem. W pogotowiu w Sderot pracuje od 30lat.
Niski, łysiejący mężczyzna około siedemdziesiątki, w białym kitlu z dużą
czerwoną gwiazdą Dawida na kieszeni. Gdy pytam o kassamy, pochmurnieje. -
Podczas moich dyżurów trafiały tu setki ofiar terroryzmu. Na moich rękach
umierały małe dzieci - mówi.
Urwane kończyny, rozprute brzuchy, złamania, pęknięcia czaszki, zmasakrowane
twarze. - Wiesz, jak trudno jest wyjąć z ciała postrzępiony odłamek rakiety?
Wbijają się bardzo głęboko - opowiada Jossie. Najczęściej trafiają tu jednak
ludzie z uszkodzonymi bębenkami. - Kassamy spowodowały w Sderot prawdziwą
epidemię głuchoty - uśmiecha się smutno.
Chwilę milczymy. - Pokażę ci coś - mówi, siadając do komputera. Otwiera plik
ze zdjęciami uśmiechniętego chłopczyka bawiącego się w plastikowym
samochodziku. Jego czaszka jest nienaturalnie duża, w makabryczny sposób
zdeformowana. - To mój wnuczek. - Kassam? - pytam. Jossie Olszer skinął głową.
Giermańcy walili lepiej
Sderot ma 23 tysiące mieszkańców. Dominuje niska, jednorodzinna zabudowa. W
centrum jest nieco gęściej. Kilkanaście sklepów, dwa bary. Większość napisów
jest w dwóch językach, hebrajskim i rosyjskim. Mieszka tu sporo Żydów z
dawnego Związku Radzieckiego.
Na głównym placu w cieniu palmy siedzi kilku rosyjskich emerytów w słomkowych
kapeluszach i okularach przeciwsłonecznych. Leniwie rozmawiają i plują przed
siebie. Ożywiają się tylko, gdy przechodzi ładna dziewczyna - rzucają
nieprzyzwoite komentarze i gwiżdżą.
- Pan z Polski!? Mieszkałem tam przez wiele lat! - cieszy się jeden z nich.
Był żołnierzem Armii Czerwonej i w latach 60. służył gdzieś pod Poznaniem. W
Izraelu jest od 15 lat. Pytam, dlaczego przeprowadził się tam, gdzie na głowę
może spaść rakieta.
- Kassamy to pryszcz! - śmieje się, poklepując mnie po ramieniu. - Podczas
wojny, kiedy byłem małym chłopcem, miasteczko, w którym mieszkałem,
bombardowali Giermańcy. Ci to walili! W porównaniu z nimi Palestyńczycy to
amatorzy. Jak widzisz, jestem przyzwyczajony.
Bezradność
W siedzibie władz Sderot jest specjalna sala, w której zostały wywieszone
zdjęcia mieszkańców miasta zabitych przez kassamy i zamachowców-samobójców.
Małe dzieci, kobiety, nastolatki, mężczyźni w sile wieku, starcy. Rannych było
tylu, że ich zdjęcia nie zmieściłyby się na żadnej ścianie.
- Z kassamem najgorsze jest to, że nie ma szans się przed nim obronić. Po
odpaleniu przez Palestyńczyków leci tu zaledwie 15 sekund. Nie można go
zestrzelić, nie można się przed nim schować. Jesteśmy bezradni - mówi Szalom
Halewi z biura burmistrza.
Pierwsze kassamy, wtedy jeszcze znacznie mniejsze, zaczęły spadać na Sderot w
2000 roku, gdy wybuchła druga intifada. Są przemycane do Strefy Gazy
podziemnymi tunelami z Egiptu. Duża część produkowana jest jednak na miejscu
przez rzemieślników pracujących dla Hamasu czy Islamskiego Dżihadu.
- Izraelskie wojsko też czasami zabije przypadkową osobę, cywila, ale zawsze
dzieje się to przez pomyłkę. Palestyńczycy, odpalając rakiety w stronę naszego
miasta, od razu zakładają, że będą mordować kobiety i dzieci. Proszę sobie
wyobrazić, co by się stało, gdybyśmy, przy naszym uzbrojeniu, zaczęli stosować
taką taktykę. W Strefie Gazy nie zostałby kamień na kamieniu - mówi Halewi.
Irytuje go stosunek światowych mediów do konfliktu bliskowschodniego. Teraz,
gdy trwa ostrzał Strefy Gazy,większość skupia się na cierpieniach
palestyńskiej ludności cywilnej, która została bez prądu i wody. - Gdzie były
te telewizje, gdy rakieta Kassam zabiła Afika Zehavi? - pyta.
Nie skapitulujemy
Mieszkańcy Sderot określają swoje miasto jako "żywą ścianę" między Izraelem i
Autonomią Palestyńską. Mówią, że musi być przeklęte. Gdy rozmawiamy, z oddali
dochodzą odgłosy gęstej kanonady. To izraelska artyleria i lotnictwo
bombardują budynki i pozycje Hamasu po drugiej stronie granicy. Wszyscy w
Sderot mają nadzieję, że wojskowi dokonają jednak inwazji na Strefę Gazy i
zniszczy wyrzutnie i warsztaty, w których Palestyńczycy produkują kassamy.
- Z Palestyńczykami nie można się dogadać. Oddaliśmy im Strefę Gazy, a oni
nadal nas atakują. O co im chodzi? - mówi jeden z moich rozmówców. Pytam
kobietę, którą spotkałem przy uszkodzonym domu w dzielnicy Kasdor, dlaczego
się nie wyprowadzi. - Moja rodzina mieszka tu od pokoleń. To nasz dom.
Opuszczenie go byłoby kapitulacją przed terrorem.
PIOTR ZYCHOWICZ ze Sderot