quickniejszy
07.02.03, 18:20
Algierska inwazja na Kraków
Gangi
Po rozbiciu krakowskich gangów w mieście sieje postrach zorganizowana grupa
bandytów z Algierii. Restauratorzy są przerażeni, a policja bezradna.
Kiedy wydawało się, że już wszystko na polskich ulicach widzieliśmy, do
narastającej fali przemocy i wojen gangów doszedł jeszcze konflikt arabsko-
arabski. Tak naprawdę dotyczy on również rodowitych mieszkańców Krakowa,
lokalnego biznesu i policji. Ale ci na razie nie dają sobie rady z plagą
bezwzględnych algierskich imigrantów. Walkę podjęli z nimi jedynie imigranci
z Palestyny.
Sześciu Arabów wygrażało pięściami, pluło i krzyczało łamaną polszczyzną: "To
nasze miasto! Dostaniesz kosę, jak się będziesz wtrącał w nasze sprawy!".
Pogróżki były skierowane do Witolda Gadowskiego, rzecznika prasowego
prezydenta Krakowa. Rzecz rozegrała się miesiąc temu pod magistratem, w
centrum miasta. Dzień wcześniej Gadowski wraz z innym urzędnikiem,
Stanisławem Piksą, ostrzegł zagranicznego turystę w restauracji Soplicowo
przed arabskim kieszonkowcem, który próbował go okraść.
Dwa tygodnie temu dwóch sprawców napaści zostało ujętych w drink barze
Konsulat mieszczącym się między placówkami dyplomatycznymi Francji i USA.
Dostali dozór policyjny. Obaj są Algierczykami. Mają prawo stałego pobytu w
naszym kraju, ale prokuratura prawdopodobnie będzie się starała o wydalenie
ich z Polski.
Na porządku dziennym stało się już okradanie turystów przez mężczyzn o
egzotycznym wyglądzie. I to nie tylko na ulicach - kieszonkowcy kradną na
całego w pilnowanych przez ochroniarzy restauracjach. Ci właściciele lokali,
którzy próbowali protestować, zostali skutecznie zastraszeni.
- Rozmawiałem z wieloma krakowskimi restauratorami. Ich zdaniem w ostatnich
miesiącach arabscy kieszonkowcy stali się wyjątkowo agresywni - mówi
Gadowski, prezes Instytutu Bezpieczeństwa Publicznego zajmującego się m.in.
zwalczaniem zjawiska ściągania haraczy od restauratorów.
Policjanci przyznają, że nad sprawą pracują, ale efektów na razie nie widać.
Bandytom próbują się przeciwstawić osiadli od lat w Krakowie arabscy
restauratorzy. Po pierwsze - chcą chronić swoje lokale, po drugie
- grupa opryszków może popsuć opinię nie tylko wielu uczciwym Algierczykom,
ale aktywnemu w Krakowie środowisku arabskiemu. "Niestosowne są uogólnienia,
że wszyscy Arabowie są złodziejami" - napisał 30 lipca w oświadczeniu
krakowski biznesmen Omar Faris, Palestyńczyk, prezes Polsko-Arabskiego
Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego. W ostatni piątek brał udział w
spotkaniu z władzami miasta i krakowską policją. W spotkaniu wzięli też
udział algierscy biznesmeni. Obawiają się oni, że działalność kieszonkowców
skończy się szykanami wobec wszystkich Algierczyków.
Wśród krakowskich restauratorów Arabowie zyskali sobie uznanie w latach 90.,
gdy skutecznie oparli się atakom krakowskich gangów "Marchewy" i "Pyzy". Mimo
demolowania i podpalania lokali oraz gróźb ze strony polskich bandytów
Arabowie zawsze konsekwentnie odmawiali płacenia haraczy. - Była nas niecała
setka, ale trzymaliśmy się razem. Nie wdawaliśmy się w żadne negocjacje z
gangsterami - wspomina Faris, współwłaściciel piekarni zaopatrującej arabskie
restauracje i jeden z liderów arabskiego środowiska w Krakowie.
Caly artykul:
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=10264