Bardzo ciekawy artykul o Libanie

01.08.06, 00:08
Warto przeczytac! Wiele faktow i trafne komentarze, choc antysemickie.
wiadomosci.onet.pl/1349768,2678,kioskart.html
    • rzyd Trafne! 01.08.06, 00:15
      "Militarne reakcje na wynik uruchomienia demokratycznych procedur w Autonomii
      oraz Libanie dowodzą, że to Izrael jest dziś największym zagrożeniem dla
      bliskowschodniej demokracji."

      "Oczywiście można odwracać kota ogonem i zaczynając relacje od wyliczania rakiet
      odpalonych w kierunku Izraela przez Hezbollah sugerować, że to zaatakowany jest
      agresorem. Można powtarzać do znudzenia, że ofiary cywilne to wynik pomyłek.
      Można kreować obraz "cywilizowanej'' armii walczącej z terrorystycznymi hordami
      agresywnych zwolenników szariatu. Wystarczy jednak porównać statystyki strat i
      potencjały po obydwu stronach. Mimo że "terrorystyczny'' Hezbollah atakuje Hajfę
      i inne miasta pociskami niekierowanymi, wśród kilkudziesięciu izraelskich ofiar
      konfliktu znaczącą większość stanowią żołnierze.


      fot. AP

      Z drugiej strony "chirurgiczne uderzenia'' przy pomocy najnowocześniejszej
      broni, jaką mają do dyspozycji Siły Obrony Izraela, spowodowały setki ofiar
      prawie wyłącznie wśród cywilów. Jak ocenić rzekomo humanitarne gesty Izraela,
      który najpierw wzywa ludność południowego Libanu do opuszczenia bombardowanych
      stref, a następnie atakuje z powietrza kolumny uchodźców na drogach prowadzących
      do Bejrutu? Jakież to cele Hezbollahu mieszczą się w niszczonych systematycznie
      dworcach, meczetach, szpitalach, szkołach, elektrowniach, portach, lotniskach,
      stacjach przekaźnikowych dla telefonów komórkowych, mleczarniach, obiektach
      należących do ONZ? W kogo uderza zniszczenie dróg i mostów wokół Bejrutu?"
      • coprawda Re: Trafne! 01.08.06, 01:37
        Dobry artykuł. Warto jeszcze dodać słowa szefa SOI(żyd) "Jak Hezbollach nie
        uwaolni dwóch żydów to cofniemy Liban w rozwoju o 20 lat" Już Izrel cofał Liban
        w rozwoju przez 20 lat do 2000 roku. < takie wypowiedzi to deklaracje
        ludobujstwa. Ale przecież w żydzi są przekonani że bóg dał im rozkaz by nikt z
        Kamenites nie został przy życiu. Ten i pore innych deklaracji ludobujstwa które
        przez tysiąclecia stanowią osnowę wartości żydowskiego myślenia. Kana
        Kanaites? Warto może podyskutować o wartościach moralnych w które żydzi
        wieżą...
        • roger39 Re: Trafne! 01.08.06, 01:47
          Kiedy w roku 1982 armia izraelska najechała Liban zabijając blisko 40 tys. jego
          mieszkańców, dowódca sił inwazyjnych generał Ariel Szaron otwarcie mówił, że
          celem operacji jest "ostateczne rozwiązanie kwestii palestyńskiej''. W
          dwadzieścia cztery lata później sytuacja, pod wieloma względami, zdaje się
          powtarzać. Premier Ehud Olmert i dowódcy Izraelskich Sił Obronnych nie kryją
          swych intencji. Po kilkunastu dniach zmasowanych bombardowań i ostrzału z
          powietrza, lądu i morza mało kto wspomina o wydarzeniu, które stało się
          pretekstem do agresji na Liban. Los żołnierzy uprowadzonych przez partyzantów
          Hezbollahu ustąpił miejsca twardej geopolityce. Nie ma się zresztą czemu
          dziwić, bo rachunek porwanych i nielegalnie uwięzionych wypada zdecydowanie na
          niekorzyść Izraela. W izraelskich więzieniach przebywa obecnie prawie 9 tys.
          Palestyńczyków i innych Arabów, wśród nich jest 388 dzieci oraz kilkunastu
          Libańczyków uprowadzonych wiele lat temu. W rzeczywistości to Palestyńczykom i
          Libańczykom zależy na uwolnieniu więźniów. Porwani żołnierze mieli być atutem,
          który skłoni Tel-Awiw do wymiany.

          Tymczasem deklarowanym jawnie celem władz izraelskich jest ostateczna rozprawa
          z Hezbollahem, narzucenie Libanowi roli protektoratu, osłabienie pozycji Syrii
          i być może wstęp do ataku na ten kraj. Czyż w tym kontekście mogą dziwić słowa
          prof. Tanyi Reinhart z uniwersytetu w Tel-Awiwie, która dowodzi, że plany
          dzisiejszej agresji zostały zatwierdzone już 12 czerwca, a więc na długo przed
          porwaniem żołnierzy? Jak to z rozbrajającą szczerością ujęła Condollezza Rice,
          izraelska inwazja na Liban to część bólów porodowych Nowego Bliskiego Wschodu
          wymyślonego przez waszyngtońskich neokonserwatystów i przywódców Likudu.

          Po "sukcesach'' w Iraku przyszedł czas na Liban i Autonomię. Prawda jest jednak
          o wiele bardziej przerażająca. Otóż w ciągu minionych kilku tygodni na Bliskim
          Wschodzie nie stało się nic nowego. W rzeczywistości mamy do czynienia z
          kolejnym etapem tego, co wybitny brytyjski znawca regionu, Tariq Ali, nazwał
          przewlekłą wojną kolonialną Izraela. Nie ma ona nic wspólnego z osławioną wojną
          z terroryzmem prezydenta Busha juniora, choć najwierniejszy sojusznik USA na
          Bliskim Wschodzie notorycznie stosuje w niej metody paŃstwowego terroru.

          Wbrew pozorom, nie jest ona też "niewspółmierną odpowiedzią'' na akty terroru
          ze strony Hezbollahu. Obecna jej sekwencja nie zaczęła się wcale wraz z
          porwaniem dwóch żołnierzy. Nie zaczęła się po wzięciu do niewoli innego
          żołnierza izraelskiego w Strefie Gazy. Jej początkiem była gwałtowna i wroga
          reakcja Tel-Awiwu na wynik demokratycznych wyborów w Autonomii Palestyńskiej,
          które oddały władzę w ręce Hamasu w styczniu tego roku. Wobec zachęt ze strony
          Waszyngtonu i przyzwolenia ze strony Unii Europejskiej władze izraelskie
          rozpoczęły zbrojną rozprawę z Autonomią. Od marca Strefa Gazy znajduje się
          praktycznie w stanie oblężenia.

          Tylko do czerwca na ten bodaj najgęściej zaludniony obszar świata Izraelczycy
          wystrzelili ponad 8 tys. pocisków artyleryjskich i rakiet zabijając dziesiątki
          cywilów, niszcząc elektrownie, wodociągi i inne elementy cywilnej
          infrastruktury. W odpowiedzi na terytorium Izraela spadło zaledwie 400
          palestyńskich rakiet domowej roboty, które z trudem można odróżnić od rac
          wystrzeliwanych na wiwat. Od 26 czerwca, kiedy oddział Hamasu wziął do niewoli
          jednego żołnierza, zginęło już przeszło 120 osób, w tym 26 dzieci.

          Militarne reakcje na wynik uruchomienia demokratycznych procedur w Autonomii
          oraz Libanie dowodzą, że to Izrael jest dziś największym zagrożeniem dla
          bliskowschodniej demokracji. Zaślepiona imperialnymi marzeniami, bezwarunkowym
          poparciem Waszyngtonu i własną pogardą dla świata arabskiego izraelska klasa
          polityczna nie może znieść suwerennych decyzji Palestyńczyków i Libańczyków.
          Przyzwyczajona do sprawowania dyktatu w regionie reaguje szaleńczą eskalacją
          przemocy. Przemoc ta jednak nie przyniesie Izraelowi sukcesu. Świadczy ona
          raczej o jego słabości, o wewnętrznym kryzysie.

          Rok temu wystarczyło kilka dni potężnych demonstracji libańskiej klasy średniej
          wspartych przez dyplomatyczną presję USA i Francji, aby autorytarny reżim
          syryjski wycofał swe wojska z doliny Bekaa. Aby zmusić do wycofania siły
          formalnie demokratycznego Izraela, trzeba było ponad 20 lat krwawej wojny
          partyzanckiej i dziesiątków tysięcy ofiar. To pokazuje jakościową różnicę... i
          pozwala zrozumieć militarną opcję Hezbollahu. A jednak wydaje się, że dziś,
          podobnie jak rok temu (i podobnie jak w latach 80.), masowa mobilizacja
          antywojenna i presja międzynarodowa mogłyby być skuteczne. Tym razem jednak
          miejscem takiej mobilizacji nie może być Bejrut, ale Tel-Awiwi i stolice jego
          sojuszników.

          Komentator izraelskiego dziennika "Haaretz'' Gideon Levy zauważył, że wojny
          prowadzone przez Izrael zwykle zaczynają się z aprobatą społeczeństwa, a kończą
          ogólnym kryzysem i nowymi podziałami. Libański opór, masowe protesty i naciski
          dyplomatyczne mogą powstrzymać izraelską machinę zniszczenia. To daje pewną
          nadzieję. Pamiętać trzeba jednak, że przerwanie agresji na Liban i brutalnej
          pacyfikacji Strefy Gazy w żaden sposób nie usuwa przyczyn ciągłego konfliktu na
          Bliskim Wschodzie. Aby tego dokonać, trzeba skończyć z amerykańską okupacją
          Iraku i izraelską okupacją Palestyny. Musimy zrozumieć, że odpowiedzialność za
          ciągły rozlew krwi nie rozkłada się po równo na obie strony. Przywilejem
          okupanta jest przerwać okupację i wycofać wojska. To może zrobić tylko jedna
          strona konfliktu. Po prostu dlatego, że druga strona nie ma się skąd i dokąd
          wycofać.

          Autor jest redaktorem naczelnym polskiej edycji "Le Monde Diplomatique''
          • coprawda Re: Trafne! 01.08.06, 02:47
            Ale może podyskutujmy o żydowskiej mentalnosci i wpływie strego testamentu na
            ich system wartosci. Bo ani genetycznie ani pod żadnym wzgledem nie stanowia
            jednosci jedyne co ich laczy to wyplywajaca z judaizmu ideologia. W tejze
            ideologi upatruje zrodla ich bestialstwa.

            może prę naprowadzen: googluj: a) Deuteronomy 20:16-17 b) Ibid. 25:19 c)Median
            virgins(nie mam cytatu ale gdzieś w księdze Numbers.

            a) thou shalt save alive nothing that breatheth:
            Deu 20:17 But thou shalt utterly destroy them; [namely], the Hittites, and
            the Amorites, the Canaanites, and the Perizzites, the Hivites, and the
            Jebusites;

            b) LORD thy God giveth thee [for] an inheritance to possess it, [that] thou
            shalt blot out the remembrance of Amalek from under heaven;

            Rabini tłumaczą że ci Amalek to Arabowie.

            A warto jeszcze postawić zagadnienie. Izrael powstał na tezie powrotu żydostwa
            do starego kraju. Ale czytając żydowskie historie widzimy że ten stary kraj
            powstał na drodze ludobujstwa.

            Chyba żaden inny naród nie chełpi się tak ludobujstwem jak żydowski. Nie ważne
            czy to było skuteczne ludobujstwo(często nie) czy tylko marzenia. Ważne jak
            marzenia o zbrodni o panowaniu ciągną się jak flegma za żydami z Talmudu przez
            Jakobinów Bolszewików do dzisiejszego konfliktu.

      • roger39 Re: Trafne! 01.08.06, 01:48
        A jednak obrazy telewizyjne nie kłamią. Zburzony, płonący i cierpiący Bejrut
        nie przestaje być Bejrutem, nawet gdy obrazy ze stolicy Libanu stanowią
        wizualne tło relacji z nieporównanie mniej niszczycielskiego ostrzału Hajfy.
        Tego rodzaju orwellowskie manipulacje stały się chlebem powszednim polskich
        serwisów informacyjnych, a ich dopełnieniem są skrajnie nieobiektywne relacje
        wysłannika publicznej telewizji Piotra Kraśki, który posunął się do wygłoszenia
        pochwały zasady odpowiedzialności zbiorowej stosowanej przez armię izraelską na
        Terytoriach Okupowanych (w relacji dla "Panoramy'' z 20 lipca). Oczywiście
        można odwracać kota ogonem i zaczynając relacje od wyliczania rakiet odpalonych
        w kierunku Izraela przez Hezbollah sugerować, że to zaatakowany jest agresorem.
        Można powtarzać do znudzenia, że ofiary cywilne to wynik pomyłek. Można kreować
        obraz "cywilizowanej'' armii walczącej z terrorystycznymi hordami agresywnych
        zwolenników szariatu. Wystarczy jednak porównać statystyki strat i potencjały
        po obydwu stronach. Mimo że "terrorystyczny'' Hezbollah atakuje Hajfę i inne
        miasta pociskami niekierowanymi, wśród kilkudziesięciu izraelskich ofiar
        konfliktu znaczącą większość stanowią żołnierze.


        fot. AP

        Z drugiej strony "chirurgiczne uderzenia'' przy pomocy najnowocześniejszej
        broni, jaką mają do dyspozycji Siły Obrony Izraela, spowodowały setki ofiar
        prawie wyłącznie wśród cywilów. Jak ocenić rzekomo humanitarne gesty Izraela,
        który najpierw wzywa ludność południowego Libanu do opuszczenia bombardowanych
        stref, a następnie atakuje z powietrza kolumny uchodźców na drogach
        prowadzących do Bejrutu? Jakież to cele Hezbollahu mieszczą się w niszczonych
        systematycznie dworcach, meczetach, szpitalach, szkołach, elektrowniach,
        portach, lotniskach, stacjach przekaźnikowych dla telefonów komórkowych,
        mleczarniach, obiektach należących do ONZ? W kogo uderza zniszczenie dróg i
        mostów wokół Bejrutu?

        Jak nazwać zabójstwa, porwania i więzienie działaczy politycznych z sąsiednich
        krajów, bombardowanie osiedli mieszkaniowych, obozów uchodźców, wysadzanie w
        powietrze całych bloków mieszkalnych tylko dlatego, że mieszkają tam krewni
        osób uznanych za terrorystów? Jeżeli te działania nie są państwowym
        terroryzmem, to co w takim razie nim jest?

        Polskie media bezkrytycznie naśladują dyskurs izraelskiej propagandy. Ciągle
        słyszymy o prawie tego kraju do obrony integralności swych granic oraz o
        rezolucjach ONZ wzywających do rozbrojenia Hezbollahu. Autorzy tych słów
        zapominają, że to Izrael jest światowym rekordzistą w ignorowaniu rezolucji
        Rady Bezpieczeństwa ONZ. Co więcej, jest on jednym państwem w regionie, które
        nie wytyczyło swych granic. W ten sposób rząd w Tel-Awiwie od lat otwiera sobie
        furtkę do ciągłej ekspansji terytorialnej kosztem sąsiadów. Przestępcza
        kolonizacja na Zachodnim Brzegu i na syryjskich wzgórzach Golan, aneksje
        podczas budowy tzw. muru bezpieczeństwa i dążenie do zajęcia tzw. strefy
        bezpieczeństwa w południowym Libanie to nic innego, jak akty naruszania
        integralności terytorialnej innych krajów.

        Izrael otwarcie mówi, że dąży do zamordowania przywódcy Hezbollahu, tak jak
        swego czasu wymordował przywódców Hamasu. Wyobraźmy sobie, jak media
        zareagowałyby, gdyby to Libańczycy ogłosili, że zamierzają wystrzelać
        niewygodnych liderów Izraela? Ignorując te fakty polskie media stosują podwójne
        standardy.

        Zarzucają Hezbollahowi powiązania z Iranem i Syrią, ale nie czynią wyrzutów
        Izraelowi z powodu jego związków z USA. Przyznając prawo do obrony Izraelowi i
        odmawiając go Palestyńczykom oraz Libanowi i Syrii przekształcają je w
        przywilej silniejszego. Stosowanie podwójnej miary, które każe eksponować prawa
        Izraela i przemilczać takie same prawa narodów arabskich ma jednak długą
        historię. W gruncie rzeczy mamy tu do czynienia z ożywianiem starego
        rasistowskiego stereotypu, zgodnie z którym ludy orientu nie są zdolne do
        rozumnych rządów, ulegają zbiorowym i religijnym namiętnościom i jako takie
        wymagają kurateli ze strony mocarstw Zachodnich.

        Dziś takim mocarstwem z zachodnią proweniencją, amerykańskim błogosławieństwem
        i wsparciem jest Izrael. Jego klasa polityczna od lat chełpi się, że kraj ten
        jest jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie. Przekonanie to ma jednak wątłe
        podstawy. Pomijając już rasistowskie praktyki wobec części obywateli
        pochodzenia arabskiego, które sprawiają, że izraelska demokracja skażona jest
        rasowym i religijnym ekskluzywizmem, obecna sytuacja wydaje się dowodzić czegoś
        wręcz przeciwnego. Próba zbiorowego ukarania Palestyńczyków za wybór dokonany w
        demokratycznej elekcji uderza nie tyle w Hamas, ile w samą demokrację, która
        jest wielką zdobyczą palestyńskiego ruchu narodowego.

        Analogicznie przedstawia się sprawa z Libanem. Plany zniszczenia Hezbollahu
        mogą mieć podobny skutek. Zagrażają one libańskiej demokracji, a właściwie
        pozytywnej ewolucji, którą przechodzi ona od zakończenia izraelskiej okupacji
        południa kraju w roku 2000.

        Hezbollah nie jest terrorystyczną bojówką, ale ruchem polityczno-wojskowym
        wyrosłym z walki narodowowyzwoleńczej w latach 80. i 90. Jego legitymacja nie
        ogranicza się jednak tylko do historycznych zasług w starciach z okupantem. Już
        od lat 90. Hezbollah, który początkowo chciał narzucić w Libanie republikę
        islamską na wzór Iranu, akceptuje reguły demokracji. Jest uznaną partią
        polityczną dysponującą demokratyczną legitymacją, frakcją w bejruckim
        parlamencie (zyskał 20 proc. poparcia w ostatnich wyborach) i trzema ministrami
        w rządzie zgody narodowej. Hezbollah to też organizacja wojskowa dążąca do
        całkowitego uwolnienia terytorium Libanu od okupacyjnych sił izraelskich, które
        mimo odwrotu w roku 2000 w dalszym ciągu zajmują rejon farm Szebaa.

        Wobec słabości armii libańskiej Hezbollah jest jedyną siłą zdolną do obrony
        suwerenności tego kraju, co uznają władze w Bejrucie z antysyryjskim premierem
        Fuadem Siniorą (uznaje on organizację za "uprawnioną grupę oporu'') i co
        potwierdzają obecne wydarzenia.

        Wojna może sparaliżować trudny proces demokratyzacji Libanu, czyli próby
        przezwyciężenia systemu konfesyjnego odziedziczonego po kolonizatorach
        francuskich. Tworząc go Francuzi chcieli zapewnić polityczną hegemonię w kraju
        swoim klientom - maronickim chrześcijanom (stanowiącym większość libańskich
        klas wyższych). Konfesyjna republika funkcjonuje na podstawie z góry
        przesądzonego podziału stref wpływów, który gwarantuje mniejszości maronickiej
        decydujący głos w rządzie, co w latach 70. spowodowało wojnę domową cynicznie
        podsycaną przez Izrael i Syrię. Dziś, wobec poważnych zmian demograficznych,
        postkolonialna wersja konfesjonalizmu jest nie do utrzymania.

        Dlatego wejście na scenę polityczną Hezbollahu reprezentującego interesy
        szyitów oznaczało ogromny krok w dziele przywracania jedności i odbudowy
        reprezentatywności systemu politycznego. Zmierzając do zniszczenia Hezbollahu
        Izrael popycha Liban ku nowej wojnie domowej i nowemu rozbiorowi pomiędzy
        frakcje religijne. Być może o to właśnie chodzi i nie ma w tym nic dziwnego,
        albowiem taka sytuacja już od lat 70. najbardziej odpowiadała rządzącym w Tel-
        Awiwie. Najnowsza historia Bliskiego Wschodu przypomina cykl nieustających deja
        vu.

        • dosc_tego [...] 01.08.06, 01:50
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • roger39 Re: Co za arabski kutas przygotowal ten tekst???? 01.08.06, 02:04
            Zajrzyj do linku umieszczonego w pierwszym poscie i zobaczysz , autora tekstu :
            Przemysław Wielgosz/28.07.2006 10:10, redaktor naczelny znanego pisma , wiecej
            szczegolow na onet.pl . Widzisz , nawet wsrod zydow zdarzaja sie ludzkie
            istoty , chociaz takie scierwa , jak ty wystepuja zdecydowanie czesciej .
          • tia666 Re: a gdzie izraelski kutas z tekstem? 01.08.06, 02:05
            a teraz czekamy na riposte ambasady izraelskiej;-)
            • coprawda Re: a gdzie izraelski kutas z tekstem? 01.08.06, 03:07
              tia666 napisał:

              > a teraz czekamy na riposte ambasady izraelskiej;-)
              Riposta będzie w postaci kolejnej setki cywilnych trupów.
    • nopes Ten artykuł Michalkiewicza tez jest dobry 01.08.06, 19:33
      michalkiewicz.pl/ncz_29-07-2006.php
Pełna wersja