thannatos
12.08.06, 00:39
Powiedzmy, ze uda sie ustalic rezolucje ONZ stwierdzajaca mniej wiecej to co
Izrael sobie zyczy - zakaz dzialnosci zbrojnych formacji Hezbollahu w pasie
przygranicznym plus rozmieszczenie wojsk NATO/ONZ tamze. Teoretycznie - pelne
zwyciestwo Izraela? Ale czy na pewno...
W dotychczasowych wojnach przeciw Arabom Izrael niewiele sobie robil z opinii
miedzynarodowej. Po prostu umiejetnie i skutecznie zwyciezal militarnie i
wychodzil z zalozenia, ze "zwyciezcy nikt nie pyta kto mial racje". I za to
Izrealczycy byli moze i znienawidzeni tu i owdzie, ale jednak podziwiani.
Tym razem jest inaczej. Izrael wyraznie utknal na granicy z Libanem i zerka w
strone Nowego Jorku, co tam w negocjacjach slychac. Musze przyznac, ze to
duze novum... Czy 6 tygodni temu ktokolwiek z Was dawalby Hezbollahowi
tydzien na przetrwanie w konflikcie z potezna armia Izraela? A jednak minelo
5 i... nic.
Czy wiec rezolucja ONZ nie bylaby/bedzie pierwszym... remisem w wojnach
Izrael kontra Arabowie? Jak sadzicie?