Gość: wwkorab
IP: *.dpcdsb.org
27.02.03, 16:51
Ciekawa analiza. Obie strony zdaja sie uzywac innego jezyka. Dla
Amerykanow rezolucja 1441 RB ONZ ma inny wydzwiek niz dla
Francji. Stany rozumieja ja "legalistycznie", wykonano wole NZ
czy nie? Tymczasem Francja i generalnie opinia publiczna Europy
wojny boi sie jak ognia, bo zmieni to status quo, ze znanego
ukladu na nieznany i niepewny.
Spektakularna medialnie raczej niz politycznia Os Paryz-Belin-
Moskwa, odbije sie wkrotce Europie czkawka. Moskwa na tym
wygrywa, gdyz w razie czego, a Rosjanie nie maja zludzen, ze
Bush "zrobi swoje" (por. sondaze prasy rozyjskiej" Moskwa bedzie
mogla drogo sprzedac swoje "wsparcie".
Najgorsze jest to, ze po obu stronach Atlantyku rozkolysaly sie
niezdrowe, agresywne emocje. Prasa codzienne w Stanach pelna
jest anty-francuskich tekstow. Publikacje, sprawiajace wrazenie
sterowanych przez konkretne lobby, zgrzytaja w zebach, jak np.
teksy w National Review. Z drugiej strony Francja i cala
europejska lewica "s uma soszli". Robienie z Busha krwiopijcy,
faszysty etc. przy jednoczesnym chwaleniu "pokojowej osi" z
udzialem Putina, nie wspominajac ani slowem o ropiejacej ranie
Czeczeni jest moralnie watpliwe.
Tak na marginesie. Na czym oparta jest tak czesto podnoszona
wiez "transatlantyckich wartosci" skoro pierwszy powazniejszy
kryzys zachwial podstawami wszystkich wspolnotowych instytucji,
obudzil wzajemne animozje, agresje???