wojo!!!!
22.03.03, 09:40
Świat potrzebuje USA
Pierwszą ofiarą wojny pada prawda i tym razem nie jest inaczej. Świat
demokratyczny zabrnął głęboko w obłudę - przełknie wszystko, ale tylko
wtedy, jeśli ukryje się polityczne racje, a uda, że chodzi o wartości
etyczne. Jesteśmy więc zalewani produkowaną przez specjalistów od mącenia w
głowach propagandą.
Francuzi i Niemcy starannie ukrywają, jaki mają interes w obronie Saddama
Husajna, pozując na obrońców niewinnych dzieci (choć, jako żywo,
eksterminacja Czeczenów czy ludobójstwo w Tybecie nigdy ich specjalnie nie
bolały). Amerykanie też czują się zmuszeni wysuwać na plan pierwszy chęć
wyzwolenia narodu irackiego, choć na świecie roi się od reżimów nie lepszych
od partii Baas i samo w sobie nie jest to jeszcze powodem wojskowej
interwencji.
W istocie Amerykanie, oczywiście, kierują się swoim narodowym interesem.
Rzecz w tym, iż jest to interes zgodny z interesami świata - światowe
supermocarstwo ma bowiem interesy globalne i dalekosiężne, w przeciwieństwie
do przeżuwających wciąż swą minioną chwałę, dawno upadłych imperiów z Europy.
Interesem Ameryki jest eksport dobrobytu. To znaczy ustanawianie, gdzie
tylko można na świecie, systemu wzorowanego na własnym, prowadzącego do
wzbogacenia kraju, przekształceń społecznych, i, po pewnym czasie,
stworzenia gruntu dla liberalnej demokracji.
Interesem Ameryki jest zamienianie państw agresywnych w pokojowe w taki
sposób, jak stało się to pod amerykańską okupacją z Japonią. Interesem
Ameryki jest wkraczanie na potencjalnie zapalne obszary, likwidowanie
reżimów, które utrzymują je w biedzie, i popychanie ich na drogę, którą
przeszły w ubiegłym stuleciu zdenazyfikowane siłą Niemcy czy obroniona przed
komunizmem Korea Południowa. Wojna w Iraku ma cel sięgający znacznie dalej
niż tylko rozbrojenie nieobliczalnego despoty (choć samo w sobie już by to
wystarczyło). Ma otworzyć drogę zachodniej pomocy, która przekształci Irak w
państwo stabilne i dostatnie, stabilizujące sytuację w regionie stanowiącym
w perspektywie pokolenia największe zagrożenie dla światowego pokoju.
Młodych ludzi wywrzaskujących histerycznie na ulicach antywojenne hasła
oburza, że Ameryka, nie dbając o upoważnienie Chiraca, Putina i Hu Jintao,
mianowała się światowym żandarmem. Nie przyjdzie im do głowy zastanowić się,
kto inny miałby tę rolę na siebie wziąć. Fasadowa, bezradna ONZ? Rosja?
Chiny? A tymczasem, chcemy czy nie, świat potrzebuje żandarma. Szczególnie
świat dzisiejszy, w którym - jak dowiódł bin Laden - nie sposób odgrodzić
się od "dzikich pól" żadnym sanitarnym kordonem i spokojnie pławić za nim w
dobrobycie. Kampania w Iraku to początek zbrojnego porządkowania świata, na
którym upłynie XXI wiek.
I kiedy Amerykanie mówią, że ktoś musi te porządki robić, to mają rację.