wojo!!!!
26.03.03, 06:02
Lubie sluchac o "bratniej arabskiej milosci" (noz w plecy to tradycja)
===========================================================
Arabscy wrogowie Husajna
Piątek, 21 marca 2003 - 14:12 CET (13:12 GMT)
Nikomu tak bardzo nie zależy na usunięciu Saddama Husejna jak właśnie krajom
arabskim. Na użytek świata okazują zakłopotanie akcją sojuszników w Iraku,
po cichu mocno liczą na to szybki upadek reżimu.
"Ty psie!" wołał minister spraw zagranicznych Kuwejtu Mohamed al-Sabah do
wiceprezydenta Irackiej rady Rewolucyjnej Izzata Ibrahima al-Douriego. "Ty
małpo" odpowiedział mu pięknie al-Douri, były przewodniczący trybunałów
specjalnych ds. zwalczania opozycji przeciwko Wielkiemu Wodzowi. Wcześniej,
telewizja "Nil", zmuszona była nagle przerwać transmisję na żywo obrad
szczytu Ligi do niemal wszystkich krajów arabskich, kiedy podobnie
przyjaznymi epitetami zaczęli się obrzucać Muhammar Kadafi i szef dyplomacji
saudyjskiej książę koronny Abdullah. Solidarność świata arabskiego to
fikcja.
"Nikt nie kocha Saddama Husejna - napisał, oddając ogólne uczucia egipski
tygodnik Ahram Weekly - wszyscy będą szczęśliwi, kiedy odejdzie, choćby
jutro". Ale kiedy Zjednoczone Emiraty Arabskie zaproponowały na szczycie w
Szarm el-Szeik banicję irackiego raisa, Bliski Wschód zadrżał.
Delegitymizacja międzynarodowa Saddama mogłaby oznaczać delegitymizację
władz w prawie wszystkich państwach członkowskich Ligi Arabskiej. Na palcach
jednej ręki można bowiem policzyć liderów wybranych demokratycznie.
Cóż mogą mieć wspólnego kraje, gwarantujące swoim obywatelom dostatnie
życie - Zjednoczone Emiraty, Katar, Kuwejt, Bahrein (powyżej 20 tys USD per
capita) z najbiedniejszymi: Jemenem (280 USD), Irakiem (550) Syrią (1100),
Libanem (3500) czy zalążkiem Palestyny (ok. 200 USD per capita)? Czyż mogą
znaleźć wspólną platformę kraje względnie liberalne (nieprzypadkiem
najbogatsze) z krajami takimi jak Irak: rządzonymi przez groteskowe,
antyzachodnie dyktaturki, pozostające w sprzeczności nie tylko z historią,
ale - często - również ze zdrowiem psychicznym? Nic dziwnego, że wymienione
państwa znalazły się w przeciwstawnych obozach podczas dyskusji,
poprzedzających atak na Irak. I linia podziału nie przebiegała wzdłuż różnic
ideologicznych czy religijnych, ale tamtędy gdzie zwykle: między państwami
biednymi a bogatymi.
Dla państw arabskich Saddam to większe zagrożenie niż Bush. I także dlatego
świat arabski po cichu trzyma kciuki za Amerykanów. Tyle, że jego przywódcom
trudno się do tego głośno przyznać.
Jacek Pałasiński
Abu Zabi