thannatos
10.11.06, 17:00
Demokraci wygrali na calej linii - Senat, Izba Reprezentantow i gubernatorzy.
Ma to byc jakoby masowy sprzeciw obywateli USA wobec zagranicznej polityki
administracji GWB, ze szczegolnym uwzglednieniem Iraku. Ale... czy demokraci
spelnia oczekiwania Amerykanow? To duzy znak zapytania.
Na wstepie ustalmy sobie jedna rzecz - celem postepowania politykow z partii
demokratycznej, podobnie zreszta jak republikanow NIE JEST dobro Irakijczykow
ani zadnej innej nacji na swiecie. Zycie dzieci irackich obchodzi ich moze w
osobistej sferze zycia, w polityce jednak miejsca na sentymenty nie ma -
znaczenie zycia, zdrowia i dobrobytu Irakijczykow wazne jest dla demokratow na
rowni z zeszlorocznym sniegiem. Partia demokratyczna ma jeden cel - utrzymac
sie jak najdluzej przy korycie. Manewry polityczne (wewnetrzne i zagraniczne)
sa tylko srodkami do osiagniecia tego celu.
Wyjasniwszy to, czas zapytac - jak moga tego dokonac (mowimy tylko o polityce
w Iraku). Otoz, zwazywszy na 'glos ludu' wyrazony w wyborach drogi sa dwie: 1.
trudna, 2. latwa.
1. trudna - zaklada usilne szukanie srodkow ustabilizowania sytuacji w Iraku.
W moim osobistym mniemaniu bylby to podzial administarcyjny Iraku z
jednoczensym zwiekszeniem naciskow politycznych na Iran, wprowadzeniem wojsk
ONZ do Kurdystanu oraz wyjatkowo trudnym w wykonaniu uglaskaniem Turcji.
Trabie o tym rozwiazaniu od dawna. Ma ono w partii demokratycznej calkiem
pokazna rzesze zwolennikow. Ale... problem jest jeden - jest to NAPRAWDE
trudne i ryzykowne postepowanie. Ryzyko z nim zwiazane (dalsze umocnienie
Iranu, starcia polityczne z Turcja) - jest znaczne. Najgorszym jednak ryzykiem
tego postepowania jest... ze splendor w ewentualnego sukcesu moze splynac
na... administracje Busha. :| A wtedy pozycja demokratycznego kandydata w 2008
moze zostac oslabiona.
Z czystego wyrachowania demokraci moga sie zdecydowac na manerw:
2. latwy - tegoroczna porazka Busha jest wynikiem absolutnej nieudacznosci
postepowania jego administracji po podbiciu Iraku. Demokraci moga zdecydowac
sie na kucie zelaza poki gorace. Poprzez polityke "kompromisu" moga pozwolic
kontynuowac Bushowi jego kompletnie nieudolne manewry irackie w zamian
uzyskujac jego brak veta w kwestiach polityki wewnetrznej. Dwie pieczenie na
jednym ogniu - moga przepchnac podniesienie podatkow (wina Busha, bo prowadzi
kosztowna wojne), podniesc zasilki (na cos te podatki pojda, nie?) i grac role
"wyzwolicieli klasy sredniej", a jednoczesnie wyczekawszy na odpowiedni moment
uzyc narastajacej tragedii irackiej jako elementu kampanii wyborczej 2008 w
celu oslabienia pozycji republikanskiego kandydata.
Jesli wybiora te druga droge - niech Bog ma w opiece Irakijczykow i caly
Bliski Wschod... :(((((((((