stranger.pl
28.12.06, 11:28
W dniu wczorajszym LPR ogłosił, że będzie dążyć do przeprowadzenia referendum
w sprawie zaangażowania naszych wojsk w Iraku i Afganistanie.
Jest to propozycja wyjątkowa. Nie znam innego przypadku aby decydowano w
nowożytnych czasach w taki sposób o wojnie i pokoju. Zawsze czyniły to:
Parlament, rząd wzgl. prezydent - nigdy i nigdzie nie pytano narodu o zdanie
w tej sprawie.
Jednak z drugiej strony w aktualnych warunkach (RP) jest to prawdopodobnie
jedyna prawna droga przeciwstawienia się decyzjom kolejnych rządów i ich
(kolejnych) służalczości wobec USA - na podobieństwo służalczości z minionej
epoki wobec Moskwy - tyle że ZSRR, nie licząc roku 1968 r., nie wysyłał
polskich żołnierzy na swoje kolonialne wojenki w przeciwieństwie do Wuja Sama
i jego warszawskich "namiestników".
Wojna w Iraku i Afganistanie nie jest wojną sprawiedliwą (nie zaatakowali nas
ani jedni, ani drudzy), Polska nie ma również bezpośrednich, żywotnych
interesów w tym regionie świata. Więcej, w naszej tradycji nie ma pojęcia
wojen zaborczych i kolonialnych.
Polskie zaangażowanie na Bliskim i Środkowym Wschodzie jest usprawiedliwione
naszymi rzekomymi zobowiązaniami sojuszniczymi. Wpisuje się również w próbę
poprawy naszej sytuacji w obliczu nieprzychylnych nam zbytnio Niemiec i Rosji
(Rosji poniekąd na życzenie... naszych kolejnych rządów), przez szukanie
poparcia USA.
Jednak wszystko to nie powinno przysłaniać ceny, jaką za to płacimy. Nie
chodzi tu tylko o pieniądze lub nawet życie i zdrowie naszych żołnierzy –
jest to cena za wysoka i trudna do zaakceptowania.
Ponadto nie może ufać zanadto tym co juz raz sprzedali nas (Jałta) i dla nich
nie jesteśmy i nie będziemy "sojusznikiem" bo jesteśmy tylko dla
nich "klakierem" i "pomagierem" vel "kilentem". Ufać możemy tylko sobie - ale
czy nam pozwolą zrobić porządki na własnym podwórku?