Gość: Mateuszek IP: *.anat.am.poznan.pl 15.04.03, 11:00 Ciężko będzie - mówie wam. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: Sebastian podział łupów.... IP: *.univ.gda.pl 15.04.03, 11:25 to żenujace - dzięki moim podatkom finansowałem tą bandycką napaść, teraz mój kraj jedzie po swoją część konfitur. teraz widać o co chodziło - żenada. Wyborcza popiera tą wojnę, czemu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtek A ile tego podatku wplaciles? IP: *.73.3.213.dial.bluewin.ch 15.04.03, 13:47 Zenujace jest to, ze zawsze znajda sie osoby, ktore: - ciagle marudza, ze jest im zle, ze malo zarabiaja, - twierdza, ze najgorsze rzeczy moga dziac sie tylko w Polsce, - nic nie zrobia zeby proprawic swoja sytuacje, - najwiecej krzycza, ile to oni podatkow nie placa, przy czym najczesciej sa to podatki bardzo male. Jest wiele innych panstw, ktore z wielka wdziecznoscia zajma miejsce Polski. I nie jest to tyle podzial lupow ile szukanie nowych rynkow. Jezeli Niemcy, Francuzi, Anglicy itd. otwieraja swoje firmy w Polsce, to jest to moze cos innego? Polskie firmy i tak ze wzgledu na maly kapital, najczesciej nie sa w stanie z nimi konkurowac, szczegolnie, ze zaraz znajda sie osoby wiecznie niezadowolone. Firmy, ktore beda pracowac w Iraku nie jada tam, zeby napadac na Irakijczykow, tylko jada tam, zeby zdobyc kontrakty. Tak samo jak obce firmy w Polsce nie przyjezdzaja tu zeby grabic, tylko zeby robic interes. Ale osobom, ktore nie bardzo wiedza, o czym pisza zawsze sie wszystko myli. I to jest wlasnie zenujace. I oczywiscie: Polska moze nalezec tylko do UE albo przylaczyc sie do Bialorusi. No bo przeciez nie ma zadnej innej alternatywy. Bo NAFTA to przeciez nie jest alternatywa. Bo inne kraje, ktore nie naleza do UE juz dawno padly. To jest wlasnie obraz marud. Wbrew pozorom nie nawoluje do przystapienia czy tez do nie przystepowania do UE. Ale smiesza mnie argumenty niektorych zagorzalych eurofanow, ktorzy widza tylko UE i Bialorus. Tak jak wkurzaja mnie niedoinformowane nieuki, ktore nie widza roznicy pomiedzy Hitlerem a Bushem. Tak to jest, gdy glos zabieraja osoby, ktore niczym sie nie interesuja ale chca miec duzo do powiedzenia. Takie klepanie bez sensu. Tak jak autor glowengo watku - przekazal swoja niesamowita mysl: "bedzie zle". Pewnie - dla osob lubiacych zrzedzic, moga nadejsc gorsze czasy. Ale jezeli sie dobrze postaraja i uniemozliwia zdobycie nowych kontraktow, to bedzie OK. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Prezes Re: A ile tego podatku wplaciles? IP: *.ces.clemson.edu 15.04.03, 16:40 Gość portalu: Wojtek napisał(a): > Zenujace jest to, ze zawsze znajda sie osoby, ktore: > - ciagle marudza, ze jest im zle, ze malo zarabiaja, > - twierdza, ze najgorsze rzeczy moga dziac sie tylko w Polsce, > - nic nie zrobia zeby proprawic swoja sytuacje, > - najwiecej krzycza, ile to oni podatkow nie placa, przy czym > najczesciej sa to podatki bardzo male. > > Jest wiele innych panstw, ktore z wielka wdziecznoscia zajma > miejsce Polski. I nie jest to tyle podzial lupow ile szukanie > nowych rynkow. Jezeli Niemcy, Francuzi, Anglicy itd. otwieraja > swoje firmy w Polsce, to jest to moze cos innego? Polskie firmy i > tak ze wzgledu na maly kapital, najczesciej nie sa w stanie z > nimi konkurowac, szczegolnie, ze zaraz znajda sie osoby wiecznie > niezadowolone. > > Firmy, ktore beda pracowac w Iraku nie jada tam, zeby napadac na > Irakijczykow, tylko jada tam, zeby zdobyc kontrakty. Tak samo jak > obce firmy w Polsce nie przyjezdzaja tu zeby grabic, tylko zeby > robic interes. > > Ale osobom, ktore nie bardzo wiedza, o czym pisza zawsze sie > wszystko myli. > > I to jest wlasnie zenujace. > > I oczywiscie: Polska moze nalezec tylko do UE albo przylaczyc sie > do Bialorusi. No bo przeciez nie ma zadnej innej alternatywy. Bo > NAFTA to przeciez nie jest alternatywa. Bo inne kraje, ktore nie > naleza do UE juz dawno padly. To jest wlasnie obraz marud. Wbrew > pozorom nie nawoluje do przystapienia czy tez do nie > przystepowania do UE. Ale smiesza mnie argumenty niektorych > zagorzalych eurofanow, ktorzy widza tylko UE i Bialorus. > > Tak jak wkurzaja mnie niedoinformowane nieuki, ktore nie widza > roznicy pomiedzy Hitlerem a Bushem. Tak to jest, gdy glos > zabieraja osoby, ktore niczym sie nie interesuja ale chca miec > duzo do powiedzenia. Takie klepanie bez sensu. Tak jak autor > glowengo watku - przekazal swoja niesamowita mysl: "bedzie zle". > Pewnie - dla osob lubiacych zrzedzic, moga nadejsc gorsze czasy. > Ale jezeli sie dobrze postaraja i uniemozliwia zdobycie nowych > kontraktow, to bedzie OK. wszystko pieknie, tylko ja uwazam, ze to irakijczycy powinni decydowac o tym kto im co i za ile odbuduje, w koncu to oni beda placic za te odbudowe, nie ? W przeciwnym wypadku to bedzie tak jak nam niegdys wyzwoliciele zbudowali palac kultury w ramach wiecznej braterskiej przyjazni. Przyjazni juz nie ma, ale palac jest. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vin Re: podział łupów.... IP: *.abo.wanadoo.fr 15.04.03, 15:27 Gość portalu: Sebastian napisał(a): > to żenujace - dzięki moim podatkom finansowałem tą bandycką > napaść, teraz mój kraj jedzie po swoją część konfitur. teraz > widać o co chodziło - żenada. > Wyborcza popiera tą wojnę, czemu? czytaj to bedziesz wiedzial dlaczego : Władysław Bartoszewski polemizuje z Guenterem Grassem w sprawie wojny z Irakiem oprac. ard 14-04-2003, ostatnia aktualizacja 14-04-2003 16:09 Polska i inne kraje Europy środkowowschodniej, które wypowiedziały się na rzecz sojuszniczej solidarności ze Stanami Zjednoczonymi, nigdy nie twierdziły, że żądają bądź życzą sobie wojny z Irakiem. Mówiły jedynie, że ufają swojemu sojusznikowi - Ameryce, który - jak wierzą - podejmuje działania według swojego najlepszego rozeznania To nie Polska podzieliła Unię Europejską. Podzieliły ją rządy Francji i Niemiec. Nikt nie wyjaśnił Polakom, dlaczego opinia tych dwóch rządów miałaby być dla Polski bardziej miarodajna niż opinia rządów Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Portugalii, Danii, Włoch i innych; zważmy, że wymienione państwa mają w sumie więcej ludności niż Francja i Niemcy. Czyżby wyrastał jakiś nowy ośrodek władzy, którego wszyscy muszą się rzekomo słuchać? I dlaczego miałby nim być akurat Paryż lub Berlin? Byłoby nie do przyjęcia dla Polaków - bez względu na opcję polityczną - gdyby ośrodek jakiejś uniwersalnej wiedzy i mądrości miał się od tej pory znajdować w stolicy jednego z państw europejskich, nawet tak sympatycznego jak ojczyzna Moliera. W kwestii stosunków z Ameryką my, w Polsce, nie musimy być koniunkturalni. Nie musimy być ani pro-, ani antyamerykańscy, bo nasz związek ze Stanami Zjednoczonymi jest związkiem wolnych ludzi i wolnych narodów jeszcze od czasów Waszyngtona, Kościuszki, Pułaskiego. Prawdopodobnie żaden Niemiec, łącznie z intelektualistami, nie wie, że każdy nowy rocznik elity amerykańskiej armii z Akademii Wojskowej w West Point jest co roku zaprzysięgany pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki. Dla Amerykanów zawsze byliśmy sojusznikiem, nigdy nie walczyliśmy przeciwko nim, a oni nigdy przeciwko nam. Jako jedyni na świecie Amerykanie w osobie prezydenta Wilsona przyczynili się po I wojnie światowej do odbudowy wolnego państwa polskiego z dostępem do morza. Trzeba być kompletnym ignorantem politycznym i historycznym, aby nie rozumieć, że to dziadowie obecnego pokolenia Amerykanów przyczynili się politycznie do odzyskania przez Polskę niepodległości. Oczywiście - odbyło się to przy wkładzie polskiej krwi przelewanej w trzech obcych armiach i we własnych polskich formacjach wojskowych, jednak bez woli politycznej Stanów Zjednoczonych nasza niepodległość w 1918 roku nie stałaby się rzeczywistością. Później USA wycofały się z polityki europejskiej i wróciły do niej dopiero wtedy, gdy w czasie II wojny światowej trzeba było na polach bitewnych południa i zachodu Europy, razem z Anglikami i Polakami, wyzwalać - m.in. Francję - od potwornego hitlerowskiego systemu. Jest czymś żenującym, że trzeba dziś takie rzeczy przypominać inteligentnym Europejczykom. Kiedy chłopcy z Nevady czy Teksasu szli umierać na polach Normandii, nad Renem, było przecież dobrym prawem Amerykanów pytać: "Po co i w imię czego?". Ale wtedy myśmy wszyscy uważali za oczywiste, że Waszyngton angażuje się w sprawy, których wielu prostych żołnierzy amerykańskich mogło nawet nie rozumieć. Ci żołnierze zrozumieli, o co chodzi dopiero wtedy, kiedy dotarli do obozów Matthausen, Dachau i zobaczyli ofiary hitleryzmu. Kto jak kto, ale taki intelektualista jak gdańszczanin Guenter Grass, autor niezapomnianego "Blaszanego bębenka", powinien okrucieństwa wojny głębiej rozumieć. Wojny nie zaczyna tylko ten, kto pierwszy strzela. Istotne jest to, kto spowodował sytuację, w której nie ma już innych metod, jak tylko siła. Żołnierze amerykańscy, którzy z czasem oswobodzą irackie więzienia i będą mogli wysłuchać zeznań byłych ofiar Saddama Husajna, też zapewne będą inaczej niż dziś rozumieć sprawę interwencji zbrojnej, której być może nie rozumieli na początku tej wojny. Można dyskutować, czy wojny eliminują potencjalne zagrożenia. Myślę, że Amerykanie robią dzisiaj wszystko, co jest w ludzkiej mocy, żeby zmniejszyć liczbę ofiar i zakończyć jak najszybciej akcję, która według mnie jest działaniem wyzwolicielskim, a nie agresywnym, w pewnym sensie prewencyjnym w interesie pokoju w regionie i na świecie. Nie uważam bynajmniej, że mniejsze zło nie jest złem. Ono również jest złem, ale trzeba widzieć przyczyny i skutki historyczne - zwłaszcza gdy ma się przed oczami niekontrolowaną, bezlitosną dyktaturę, kontrolowaną dużo mniej niż niegdyś dyktatura hitlerowska. Wiemy dziś o Iraku bardzo mało, dużo mniej niż o Niemczech Hitlera. Do lutego br. przy polskiej ambasadzie w Bagdadzie znajdowała się sekcja interesów Stanów Zjednoczonych, a to oznacza, że pierwszymi odbiorcami wszystkich informacji z Iraku w ciągu ostatnich 11 lat - zanim dotarły do Białego Domu - byli kolejni ministrowie spraw zagranicznych Polski. Ta poufna wiedza, której nie wolno mi ujawniać, umacnia moje przekonanie, że Amerykanie mieli uzasadnione powody decydując się na interwencję zbrojną. Guenter Grass nie zapomina wielkodusznie o Planie Marshalla, jak i o tym, że to Stany Zjednoczone nauczyły Niemców demokracji siłą. Dlaczego więc teraz nie miałyby uczyć jej innych? Niechaj robią to, jeśli potrafią. Europa jako ważny podmiot polityki międzynarodowej może brać udział w budowie demokracji na świecie metodami pokojowymi. To jest wielkie dla niej zadanie - społeczne, wychowawcze, charytatywne. Nie powiedziałbym o sobie, tak jak Grass, że jestem przekonanym "proamerykaninem". Nie widzę jednak powodu do twierdzenia, że to nie dyktator Saddam Husajn stanowi niebezpieczeństwo dla świata, lecz prezydent George W. Bush. Jest tajemnicą poliszynela, że Niemcy i Francja dozbrajały Irak przez wiele lat. Prezydent Bush nie wypomina im tego, choć przecież mógłby. Guenter Grass mówi, że jest dumny z Niemiec - z tego, że nauczyli się lekcji historii, jakiej udzielili im m.in. Amerykanie. Uważam jednak, że lekcją historii dla Niemiec powinno być również zapobieganie rozwojowi dyktatur zawczasu, na początku, jeszcze zanim staną się zagrożeniem dla świata. Minister spraw zagranicznych Niemiec Joschka Fischer, człowiek wyrastający z tradycji pacyfistycznej, zachowuje dzisiaj daleko idącą powściągliwość w krytyce polityki USA. Nasze "nie" dla wojen, tak samo jak i "nie" Guentera Grassa, zawsze będzie ważnym elementem kultury politycznej Europy. "Nie" dla użycia siły, ale wtedy, jeśli można bez użycia ostatecznych środków doprowadzić do pozytywnych przeobrażeń. Należy przypomnieć, że to w końcu my, Polacy, doprowadziliśmy bez rozlewu krwi do przeobrażeń 1989 roku. Nie zastosowaliśmy modelu rumuńskiego, nie rozstrzelaliśmy całej grupy ludzi, żeby zapewnić sobie poklask innej grupy. Jak jednak postąpilibyśmy, jak postąpiliby Niemcy, gdyby graniczyło z nimi państwo rządzone przez dyktatora typu Saddama Husajna? Myślę, że ogromna większość - również Niemców - widziałaby wtedy zagrożenie dla swojej przyszłości, skoro dzisiaj dostrzega zagrożenie np. ze strony małej elektrowni atomowej w Czechach czy Słowacji. I oczekiwałaby na solidarne współdziałanie innych. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIemiec Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: proxy / 172.31.88.* 15.04.03, 11:28 Niemcy i francuzi i tak dostanwa lepsze prawa niz my, pomimo ze nie przyczynili sie do wyzwolenia Iraku w zadnym stopniu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sebastian Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: *.univ.gda.pl 15.04.03, 12:01 wyzwolenia...?! czy ja coś przespałem??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szopen z poznania Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: *.cs.put.poznan.pl 15.04.03, 12:39 Przespales kolego. Kurdowie moga wracac do swoich domow, tak samo jak miliony innych Irakijczykow wypedzonych z wlasnego kraju przez Saddama i jego oblakany rezim. Mozna nie lubic Ameryki, ale zeby popierac Saddama to trzeba miec niezle nasrane w glowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Prezes Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: *.ces.clemson.edu 15.04.03, 16:44 Gość portalu: szopen z poznania napisał(a): > Przespales kolego. Kurdowie moga wracac do swoich domow, tak > samo jak miliony innych Irakijczykow wypedzonych z wlasnego > kraju przez Saddama i jego oblakany rezim. Mozna nie lubic > Ameryki, ale zeby popierac Saddama to trzeba miec niezle nasrane > w glowie. czy uwazasz, ze w 1944-45 kazdy kto sprzeciwial sie narzuceniu Polsce wladzy ludowej przywiezionej w worku przez "wyzwolicieli" mial nasrane w glowie i popieral Hitlera ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtek Tak - przespales. IP: *.73.3.213.dial.bluewin.ch 15.04.03, 13:49 Nie nauczyles sie logicznie myslec. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vin Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: *.abo.wanadoo.fr 15.04.03, 15:28 przespales wiele ! czytaj prase, ogladaj tv i mysl!!!!!!!! nie zwalniej sie od myslenia!!!!!!!! pozdrawiam Władysław Bartoszewski polemizuje z Guenterem Grassem w sprawie wojny z Irakiem oprac. ard 14-04-2003, ostatnia aktualizacja 14-04-2003 16:09 Polska i inne kraje Europy środkowowschodniej, które wypowiedziały się na rzecz sojuszniczej solidarności ze Stanami Zjednoczonymi, nigdy nie twierdziły, że żądają bądź życzą sobie wojny z Irakiem. Mówiły jedynie, że ufają swojemu sojusznikowi - Ameryce, który - jak wierzą - podejmuje działania według swojego najlepszego rozeznania To nie Polska podzieliła Unię Europejską. Podzieliły ją rządy Francji i Niemiec. Nikt nie wyjaśnił Polakom, dlaczego opinia tych dwóch rządów miałaby być dla Polski bardziej miarodajna niż opinia rządów Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Portugalii, Danii, Włoch i innych; zważmy, że wymienione państwa mają w sumie więcej ludności niż Francja i Niemcy. Czyżby wyrastał jakiś nowy ośrodek władzy, którego wszyscy muszą się rzekomo słuchać? I dlaczego miałby nim być akurat Paryż lub Berlin? Byłoby nie do przyjęcia dla Polaków - bez względu na opcję polityczną - gdyby ośrodek jakiejś uniwersalnej wiedzy i mądrości miał się od tej pory znajdować w stolicy jednego z państw europejskich, nawet tak sympatycznego jak ojczyzna Moliera. W kwestii stosunków z Ameryką my, w Polsce, nie musimy być koniunkturalni. Nie musimy być ani pro-, ani antyamerykańscy, bo nasz związek ze Stanami Zjednoczonymi jest związkiem wolnych ludzi i wolnych narodów jeszcze od czasów Waszyngtona, Kościuszki, Pułaskiego. Prawdopodobnie żaden Niemiec, łącznie z intelektualistami, nie wie, że każdy nowy rocznik elity amerykańskiej armii z Akademii Wojskowej w West Point jest co roku zaprzysięgany pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki. Dla Amerykanów zawsze byliśmy sojusznikiem, nigdy nie walczyliśmy przeciwko nim, a oni nigdy przeciwko nam. Jako jedyni na świecie Amerykanie w osobie prezydenta Wilsona przyczynili się po I wojnie światowej do odbudowy wolnego państwa polskiego z dostępem do morza. Trzeba być kompletnym ignorantem politycznym i historycznym, aby nie rozumieć, że to dziadowie obecnego pokolenia Amerykanów przyczynili się politycznie do odzyskania przez Polskę niepodległości. Oczywiście - odbyło się to przy wkładzie polskiej krwi przelewanej w trzech obcych armiach i we własnych polskich formacjach wojskowych, jednak bez woli politycznej Stanów Zjednoczonych nasza niepodległość w 1918 roku nie stałaby się rzeczywistością. Później USA wycofały się z polityki europejskiej i wróciły do niej dopiero wtedy, gdy w czasie II wojny światowej trzeba było na polach bitewnych południa i zachodu Europy, razem z Anglikami i Polakami, wyzwalać - m.in. Francję - od potwornego hitlerowskiego systemu. Jest czymś żenującym, że trzeba dziś takie rzeczy przypominać inteligentnym Europejczykom. Kiedy chłopcy z Nevady czy Teksasu szli umierać na polach Normandii, nad Renem, było przecież dobrym prawem Amerykanów pytać: "Po co i w imię czego?". Ale wtedy myśmy wszyscy uważali za oczywiste, że Waszyngton angażuje się w sprawy, których wielu prostych żołnierzy amerykańskich mogło nawet nie rozumieć. Ci żołnierze zrozumieli, o co chodzi dopiero wtedy, kiedy dotarli do obozów Matthausen, Dachau i zobaczyli ofiary hitleryzmu. Kto jak kto, ale taki intelektualista jak gdańszczanin Guenter Grass, autor niezapomnianego "Blaszanego bębenka", powinien okrucieństwa wojny głębiej rozumieć. Wojny nie zaczyna tylko ten, kto pierwszy strzela. Istotne jest to, kto spowodował sytuację, w której nie ma już innych metod, jak tylko siła. Żołnierze amerykańscy, którzy z czasem oswobodzą irackie więzienia i będą mogli wysłuchać zeznań byłych ofiar Saddama Husajna, też zapewne będą inaczej niż dziś rozumieć sprawę interwencji zbrojnej, której być może nie rozumieli na początku tej wojny. Można dyskutować, czy wojny eliminują potencjalne zagrożenia. Myślę, że Amerykanie robią dzisiaj wszystko, co jest w ludzkiej mocy, żeby zmniejszyć liczbę ofiar i zakończyć jak najszybciej akcję, która według mnie jest działaniem wyzwolicielskim, a nie agresywnym, w pewnym sensie prewencyjnym w interesie pokoju w regionie i na świecie. Nie uważam bynajmniej, że mniejsze zło nie jest złem. Ono również jest złem, ale trzeba widzieć przyczyny i skutki historyczne - zwłaszcza gdy ma się przed oczami niekontrolowaną, bezlitosną dyktaturę, kontrolowaną dużo mniej niż niegdyś dyktatura hitlerowska. Wiemy dziś o Iraku bardzo mało, dużo mniej niż o Niemczech Hitlera. Do lutego br. przy polskiej ambasadzie w Bagdadzie znajdowała się sekcja interesów Stanów Zjednoczonych, a to oznacza, że pierwszymi odbiorcami wszystkich informacji z Iraku w ciągu ostatnich 11 lat - zanim dotarły do Białego Domu - byli kolejni ministrowie spraw zagranicznych Polski. Ta poufna wiedza, której nie wolno mi ujawniać, umacnia moje przekonanie, że Amerykanie mieli uzasadnione powody decydując się na interwencję zbrojną. Guenter Grass nie zapomina wielkodusznie o Planie Marshalla, jak i o tym, że to Stany Zjednoczone nauczyły Niemców demokracji siłą. Dlaczego więc teraz nie miałyby uczyć jej innych? Niechaj robią to, jeśli potrafią. Europa jako ważny podmiot polityki międzynarodowej może brać udział w budowie demokracji na świecie metodami pokojowymi. To jest wielkie dla niej zadanie - społeczne, wychowawcze, charytatywne. Nie powiedziałbym o sobie, tak jak Grass, że jestem przekonanym "proamerykaninem". Nie widzę jednak powodu do twierdzenia, że to nie dyktator Saddam Husajn stanowi niebezpieczeństwo dla świata, lecz prezydent George W. Bush. Jest tajemnicą poliszynela, że Niemcy i Francja dozbrajały Irak przez wiele lat. Prezydent Bush nie wypomina im tego, choć przecież mógłby. Guenter Grass mówi, że jest dumny z Niemiec - z tego, że nauczyli się lekcji historii, jakiej udzielili im m.in. Amerykanie. Uważam jednak, że lekcją historii dla Niemiec powinno być również zapobieganie rozwojowi dyktatur zawczasu, na początku, jeszcze zanim staną się zagrożeniem dla świata. Minister spraw zagranicznych Niemiec Joschka Fischer, człowiek wyrastający z tradycji pacyfistycznej, zachowuje dzisiaj daleko idącą powściągliwość w krytyce polityki USA. Nasze "nie" dla wojen, tak samo jak i "nie" Guentera Grassa, zawsze będzie ważnym elementem kultury politycznej Europy. "Nie" dla użycia siły, ale wtedy, jeśli można bez użycia ostatecznych środków doprowadzić do pozytywnych przeobrażeń. Należy przypomnieć, że to w końcu my, Polacy, doprowadziliśmy bez rozlewu krwi do przeobrażeń 1989 roku. Nie zastosowaliśmy modelu rumuńskiego, nie rozstrzelaliśmy całej grupy ludzi, żeby zapewnić sobie poklask innej grupy. Jak jednak postąpilibyśmy, jak postąpiliby Niemcy, gdyby graniczyło z nimi państwo rządzone przez dyktatora typu Saddama Husajna? Myślę, że ogromna większość - również Niemców - widziałaby wtedy zagrożenie dla swojej przyszłości, skoro dzisiaj dostrzega zagrożenie np. ze strony małej elektrowni atomowej w Czechach czy Słowacji. I oczekiwałaby na solidarne współdziałanie innych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inertia creeps Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: *.dhcp.qc.edu 15.04.03, 15:46 tak glupiego tekstu dawno nie czytalem. i dawno tak dobrze sie nie usmialem. dziekuje za przytoczenie artykulu Wielkiego Autorytetu Moralnego, jakim niewatpliwie jest pan bartoszewski, i prosze o jeszcze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vin Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: *.abo.wanadoo.fr 15.04.03, 16:56 Bronisław Geremek 04-04-2003, ostatnia aktualizacja 04-04-2003 18:30 Gdy wy z Europy Zachodniej byliście razem z nimi - Amerykanami - my, mieszkańcy Europy Środkowej, mogliśmy tylko marzyć o planie Marshalla czy członkostwie w NATO. Nic więc dziwnego, że pomni czasów niewoli i totalizmu pragniemy dziś wzmocnienia więzi pomiędzy Europą a USA, nie zaś jej osłabienia - pisze Bronisław Geremek Wiek XX - wiek dwóch wojen światowych, dwóch reżimów totalitarnych i zimnej wojny - zakończył się w sposób zaskakujący. Zimna wojna dobiegła końca, wzmocniła się współpraca i integracja międzynarodowa, a prawa człowieka stały się głównym punktem odniesienia w porządku globalnym. Powstanie siatki międzynarodowego terroryzmu i dramat 11 września 2001 r. wywołały solidarną reakcję, która zdawała się dowodzić, że po doświadczeniach wieku poprzedniego ludzkość świadoma jest wyzwań czasu i potrafi stawić im czoło. Rychło jednak okazało się, że było to tylko złudzenie. Wojna w Iraku dowiodła bowiem, że w stosunkach międzynarodowych panuje chwiejność, Zachód jest głęboko podzielony, a Europa znacznie mniej zjednoczona, niż się wydawało. Pierwsze lata wieku XXI stawiają przyszłość świata pod znakiem zapytania. W tym kontekście należałoby oceniać obecne rozbieżności pomiędzy krajami kandydującymi do Unii i państwami członkowskimi, pomiędzy wschodem i zachodem Europy lub też - nieco rzecz upraszczając - pomiędzy Francją, słabo wspieraną w tej dziedzinie przez Niemcy, a krajami, które wyswobodziwszy się z komunizmu, sposobią się, aby wejść do Unii. Najczęstszym przedmiotem polemik jest obecnie Polska określana mianem konia trojańskiego Ameryki. Naszemu krajowi zarzuca się, że w Stanach Zjednoczonych szuka oparcia, zaś w Unii Europejskiej - dobrobytu. I ostatecznie każe się Polsce milczeć. Podobne pretensje dotyczą także pozostałych krajów kandydujących ze Wschodu. Nie chcę się wdawać w szczegółową polemikę z tymi zarzutami - choć uważam je wszystkie za bezpodstawne - ponieważ jestem przekonany, że należy przezwyciężyć kryzys, który zrodził się w Unii Europejskiej, i odnaleźć satysfakcję płynącą z sukcesu integracji europejskiej oraz radość ze zjednoczenia Europy. Jesień narodów pełna nadziei Kraje, które są w trakcie przystępowania do Unii Europejskiej, mają świadomość, że kalendarz tego rozszerzenia nie jest im wcale przychylny. Z politycznego punktu widzenia wojna w Iraku ujawniła sprzeczności dzielące Unię, a państwa kandydujące czują się uwikłane w te konflikty wewnętrzne - przez jednych traktowane są podejrzliwie, wabione przez innych. Z ekonomicznego punktu widzenia obecne rozszerzenie dokonuje się w momencie stagnacji, jeśli nie recesji, co dotyczy gospodarki europejskiej w ogóle, a niemieckiej w szczególności. Dlatego po raz pierwszy w historii integracji europejskiej krajom kandydującym nie obniżono w żaden sposób ich wkładu do budżetu Unii i mogą liczyć jedynie na bardzo ograniczoną szczodrość z jej strony. Zaniechano również debaty nad sensem tego rozszerzenia i jego znaczeniem dla przyszłości Unii, sam zaś problem wydaje się zdominowany przez aktualne wydarzenia. W ciągu półwiecza wspólnota europejska rozrastała się we wszystkich kierunkach geograficznych z wyjątkiem wschodniego. Obecne rozszerzenie oznacza, że 60 lat po zakończeniu II wojny światowej jesteśmy świadkami ustanawiania zrównoważonego porządku europejskiego i triumfu idei zjednoczenia, czemu daje wyraz m.in. wprowadzenie euro i wysiłki zmierzające do stworzenia konstytucji europejskiej. Także rozszerzenie Unii Europejskiej na Wschód jest tego dowodem i jednocześnie zasadniczym mechanizmem budowy nowej Europy. Ponieważ szansa rozszerzenia przyszła do nas wraz z rokiem 1989, owym annus mirabilis, czy nie byłoby uzasadnione odnalezienie teraz tej atmosfery zwycięstwa wolności, w jakiej dokonywała się rewolucja "Solidarności" i upadek muru berlińskiego, owa wspaniała "jesień narodów" Europy Środkowej? To właśnie solidarność pomiędzy Europą Zachodnią, krajami Europy Wschodniej i Środkowej oraz Ameryką - pomiędzy wami, nami i nimi - uczyniła możliwym spełnienie tego wielkiego marzenia. Dlaczegóż zatem owa solidarność jest teraz kwestionowana? Unia Europejska ma za sobą "długi marsz". Po wojnie zarówno bezpieczeństwo, jak i odbudowa gospodarcza stały się możliwe dzięki zjednoczeniu Zachodu wokół podstawowych wartości i wspólnych interesów: "wy" byliście razem z "nimi", podczas gdy "my" byliśmy oddzieleni i skazani na marzenia o naszym miejscu we wspólnocie Zachodu. Zarówno plan Marshalla, jak i udział w NATO były nam wzbronione. Wspólnota europejska wznosiła krok po kroku gmach swojego sukcesu. Chociaż jej strategia od czasu ojców-założycieli koncentrowała się na aspekcie gospodarczym, to z polityki wywodziła ona swoją rację bytu. Wszak to strach przed komunizmem legł u podstaw zarówno ochrony jedności Zachodu, jak i integracji europejskiej. Po roku 1989, "końcu iluzji" i rozpadzie Związku Radzieckiego, ten argument stracił znaczenie. Triumfował duch wspólnoty - jedności Zachodu i jedności Europy, ale budowla wydawała się lekko chwiać. Przyjęcie w 1999 r. trzech pierwszych krajów postkomunistycznych do NATO i zapowiedziana na rok 2004 akcesja siedmiu państw byłego obozu wschodniego do Unii mogły być postrzegane jako odpowiedź na wyzwania roku 1989 i afirmacja siły twórczej Europy stanowiącej wspólnotę gospodarczą i polityczną zarazem. Znaleźliśmy się wreszcie w jednym szeregu z wami i wtedy właśnie zaczęły się kłopoty. Ani koń, ani wielbłąd Oskarżano nas o reprezentowanie interesów USA w Europie i o nadmierne poczucie przynależności atlantyckiej. Ileż razy musiałem odpierać tego typu zarzuty pod adresem Polski! Trzeba mi było przekonywać moich adwersarzy, że Polska nie jest niczyim koniem, i czekać, kiedy zażądają ode mnie dowodów, że nie jest też wielbłądem! Mam wrażenie, że silne przywiązanie państw Europy Środkowej do ich tożsamości europejskiej jest niewłaściwie pojmowane. Zarzuca się Polsce zakup myśliwców amerykańskich, nie zważając na to, że z punktu widzenia technologicznego i finansowego była to najlepsza oferta, ponieważ zaproponowano nam udzielenie wieloletniego nieoprocentowanego kredytu na ten cel i zainwestowanie w polską gospodarkę przynajmniej dwukrotnej wartości tej transakcji. Nasi krytycy powinni pamiętać, że deficyt handlu zagranicznego Polski wobec krajów UE od wielu lat sięga blisko 10 mld euro rocznie, podczas gdy wartość zakupu 48 samolotów F-16 wynosi 3,8 mld euro. Niektórzy mają nam również za złe niedostosowanie się do polityki UE wobec Iraku. Jest jednak tajemnicą poliszynela, że kraje unijne były w tym względzie mocno podzielone i żadna wspólna polityka po prostu tu nie istniała. Wysuwana jest także teza, że kształcone na uniwersytetach amerykańskich elity naszego kraju upierają się przy liberalnej doktrynie deregulacji i prywatyzacji, nie biorąc pod uwagę europejskiego modelu socjalnego w wydaniu niemieckim czy francuskim. Wydaje mi się, że to twierdzenie nie jest pozbawione racji, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że musieliśmy uporać się z ogromną spuścizną gospodarki ociężałej, przeregulowanej, głęboko etatystycznej. Polityka liberalna w naszym przypadku tak czy inaczej musiała zderzyć się z inercją ancien régime'u i średnia, która z tego wynika, wciąż pozostaje bliższa temu, co określa się mianem europejskiego modelu socjalnego, niż modelowi anglosaskiemu. Były też inne żale, zarzuty i oskarżenia, np. ten, że kultura polityczna naszego kraju uformowała się poprzez poszukiwanie protektora. Nie zajmuję się nimi, bo dowodzą one wielkiej zaiste ignorancji i całkowitej nieznajomości historii naszych państw i ich kultury politycznej. Spisku nie było Europa zrodzona jest z różnic i Unia Europejska nie może odwracać się plecami do tego fa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtek Wcale to by mnie nie zdziwilo IP: *.73.3.213.dial.bluewin.ch 15.04.03, 13:48 Wcale bym sie nie zdziwil. Polacy sa na dorobku a juz znajduja sie osoby jak zwykle nie zadowolone, ze istnieje mozliwosc zdobycia kontraktow przez polskie firmy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zuni Masowe demonstracje szyitow w Nasirii. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 12:01 Gość portalu: Mateuszek napisał(a): > Ciężko będzie - mówie wam. Masowe demonstracje szyitów towarzyszą rozpoczynającym się w bazie wojskowej pod południowoirackim miastem Nasiriją wstępnym rozmowom w sprawie przyszłego kształtu nowej administracji Iraku. Jak informuje agencja France Presse, dzisiaj rano na ulice miasta wyszły tysiące szyitów (AFP pisze o 20 tysiącach demonstrantów), manifestujących przeciwko roli Stanów Zjednoczonych w powoływaniu nowych władz irackich. Część organizacji szyitów nie uczestniczy w rozmowach w Nasirii, gdyż ich zdaniem nie uwzględniono faktu, że ta grupa wyznawców islamu stanowi 80 procent społeczeństwa i z tego powodu winna dominować w przyszłym irackim rządzie. W rozmowach koalicji i reprezentantów społeczeństwa irackiego biorą udział działacze emigracyjnych ugrupowań irackiej opozycji, natomiast główne ugrupowanie szyitów - Najwyższa Rada Rewolucji Islamskiej w Iraku (którego przywódcy przebywają na emigracji w Iranie) - postanowiło zbojkotować rozmowy. "Nie możemy brać udziału w rokowaniach dotyczących Iraku, lecz organizowanych przez amerykańskiego generała Tommy'ego Franksa" - podano w oświadczeniu Rady. W rozmowach, prowadzonych pod przewodnictwem wysłannika USA Zalmaya Khalizada, biorą udział, obok USA, członkowie antysaddamowskiej koalicji - Wielka Brytania, Australia i Polska. Polskę w Nasirii reprezentuje doświadczony dyplomata Ryszard Krystosik, do 2001 roku szef sekcji interesów USA przy ambasadzie polskiej w Bagdadzie. Waszyngton oczekuje, że dzisiejsze spotkanie w Nasirii będzie pierwszą z serii konferencji regionalnych, które staną się forum dyskusji nad przyszłością kraju i formą irackich władz tymczasowych. Później ma być jeszcze zorganizowana konferencja krajowa w Bagdadzie. Premier Wielkiej Brytanii Tony Blair dzieli okres nowego Iraku na trzy fazy: pierwsza - to stworzenie tymczasowej władzy. Druga to stopniowe przejmowanie większości funkcji rządu. Trzecia faza to wybranie w pełni reprezentatywnego rządu, kiedy zostanie zatwierdzona konstytucja. - To będzie rezultat wyborów rozpisanych około roku po tym, jak zacznie działać tymczasowa władza - mówił Blair. Przywódcy krajów arabskich zapowiadają, że będą pilnie śledzić proces kształtowania nowego Iraku. Po spotkaniu prezydenta Egiptu i króla Jordanii egipski minister spraw zagranicznych, Ahmed Maher zapowiedział konsultacje wśród państw arabskich. - Mamy nadzieję na ustanowienie wiarygodnych władz, które będą reprezentować iracki naród. To właśnie pod tym kątem będziemy oceniać każdy rząd, wyłoniony w Iraku. Co do przebiegu tego procesu, to będziemy to omawiać w najbliższym czasie z innymi krajami arabskimi - zapowiedział Maher. (RMF/PAP) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: beata Re: Masowe demonstracje szyitow w Nasirii. IP: *.uni-duisburg.de 15.04.03, 12:37 moze nasze nieporozumienia biora sie z tego, ze kazdy cos innego rozumie pod poszczegolnymi pojeciami no bo niech mi ktos wytlumaczy co to jest "narod iracki", bo nie jednosc etniczna, ani nawet religijna a juz zupelnie nie polityczna, historyczna czy tez oparta na zakorzenionej WSPOLNEJ kulturze albo co to ma byc za "demokracja" - jezeli oni nawet nie chca ze soba rozmawiac co tp za nowy Irak , jezeli zostaje stara administracja (no bo skad wziasc naraz nowych urzednikow, sedziow, nauczycieli) narobila koalicja balaganu nie myslac co bedzie potem, zbrukala wielkie pojecia jak demokracja i wolnosc, zdewaluowala je i co nam zostanie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zuni Re: Masowe demonstracje szyitow w Nasirii. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 12:50 Gość portalu: beata napisał(a): > moze nasze nieporozumienia biora sie z tego, ze kazdy cos innego rozumie pod > poszczegolnymi pojeciami > > no bo niech mi ktos wytlumaczy co to jest "narod iracki", bo nie jednosc > etniczna, ani nawet religijna a juz zupelnie nie polityczna, historyczna czy > tez oparta na zakorzenionej WSPOLNEJ kulturze > > albo co to ma byc za "demokracja" - jezeli oni nawet nie chca ze soba rozmawiac > > co tp za nowy Irak , jezeli zostaje stara administracja (no bo skad wziasc > naraz nowych urzednikow, sedziow, nauczycieli) > > narobila koalicja balaganu nie myslac co bedzie potem, zbrukala wielkie pojecia > > jak demokracja i wolnosc, zdewaluowala je i co nam zostanie? Mozemy podziekowac Amerykanom , ktorzy wymienionych przez Ciebie zmiennych nie wlaczyli(nie chcieli wlaczyc?) do swoich kalkulacji. Dzieki temu , jak sadze ,probowac normalizowac sytuacje bedzie musialo wiele z tych panstw i organizacji , ktore wojnie byly przeciwne.Innymi slowy koszty przywracania panstwa poniosa wszyscy, nieetyczne zas zyski przypadna tylko inicjatorom. Zuni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtek Re: Masowe demonstracje szyitow w Nasirii. IP: *.73.3.213.dial.bluewin.ch 15.04.03, 13:57 A gdzie ty to wymysliles? Ty chyba cos brales, skoro tobie sie wydaje, ze przeciwnicy wojny beda mieli jakies koszty. Tzn. pewnie - beda mieli - te kredyty, ktore udzielili Irakijczykom beda musieli odzyskac. Nie bedzie to latwe ale oni sobie poradza, w przeciwienstwie do zrzed. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zuni Re: Masowe demonstracje szyitow w Nasirii. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 14:17 Gość portalu: Wojtek napisał(a): > A gdzie ty to wymysliles? Ty chyba cos brales, skoro tobie sie > wydaje, ze przeciwnicy wojny beda mieli jakies koszty. > Tzn. pewnie - beda mieli - te kredyty, ktore udzielili > Irakijczykom beda musieli odzyskac. Nie bedzie to latwe ale oni > sobie poradza, w przeciwienstwie do zrzed. Pozywiom uwidim!Kak gawariat w SSZA.A ciebie Wojtek osobiscie prosze abys uzyczyl mi nieco swiatla w odniesieniu do niezrozumialego dla mnie fragmentu twojej wypowiedzi. Mianowicie pytasz :"A gdzie ty to wymysliles?"Za przyczyna szacunku jaki zywie do jezyka polskiego przyznaje , ze nie rozumiem pytania. Intuicyjnie chodzilo ci zapewne o to , jak doszedlem do swojej opinii? Jednakze to jedynie moje przeczucie,badz wiec laskaw nie trzymac mnie w niepewnosci co do tresci pytania. Jesli wyartykulowanie wyjasnienia w jezyku polskim sprawi ci niejaka trudnosc , napisz po angielsku , rosyjsku , badz niemiecku(mowie w tym jezyku niezbyt dobrze ,lecz sporo , jak mi sie zdaje , rozumiem). Zuni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtek Re: Masowe demonstracje szyitow w Nasirii. IP: *.73.3.213.dial.bluewin.ch 15.04.03, 14:34 > Pozywiom uwidim!Kak gawariat w SSZA.A ciebie Wojtek osobiscie prosze abys > uzyczyl mi nieco swiatla w odniesieniu do niezrozumialego dla mnie fragmentu > twojej wypowiedzi. > Mianowicie pytasz :"A gdzie ty to wymysliles?"Za przyczyna szacunku jaki zywie > do jezyka polskiego przyznaje , ze nie rozumiem pytania. > Intuicyjnie chodzilo ci zapewne o to , jak doszedlem do swojej opinii? > Jednakze to jedynie moje przeczucie,badz wiec laskaw nie trzymac mnie w > niepewnosci co do tresci pytania. > Jesli wyartykulowanie wyjasnienia w jezyku polskim sprawi ci niejaka trudnosc , > > napisz po angielsku , rosyjsku , badz niemiecku(mowie w tym jezyku niezbyt > dobrze ,lecz sporo , jak mi sie zdaje , rozumiem). > Zuni. Twoja odpowiedz jest niesamowicie precyzyjna: dobrze sie domyslasz, chociaz nie przychodzi ci to latwo. "Gdzie ty to wymysliles" oznacza "Na jakiej podstawie oparles swoja wypowiedz". Bo latwo jest rzucac slowa na wiatr (innymi slowami: latwo pisac cokolwiek) ale trzeba przy tym miec mozliwosc porownania z rzeczywistoscia a nie wymyslana abstrakcja. Mam nadzieje, ze teraz bedziesz mial mniejsze problemy z jezykiem polskim. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel 80 %? Rozmnozyli sie czy co ci Szyici? IP: *.ini.unizh.ch 15.04.03, 14:02 Rozmnozyli sie czy co ci Szyici Do niedawna Wyborcza pislala ze cos kolo 60%... 20% to Kurdowe, 15 % inni Muzulmanie, 5% Chrzescijanie i Zydzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: warszawianin Re: 80% społeczeństwa to według szyitów IP: *.acn.pl / 10.64.10.* 15.04.03, 17:43 Raczej podaje się cyfry 55% szyici, 20% sunnici i ~20% sunnici (Kurdowie , bo oni częściowo wyznają inne odłamy islamu). Pisałem już że po upadku Saddama Amerykanie bedą mieli kłopoty - niestety zaczyna się sprawdzać. To nie kultura niemiecka lub japońska gdzie można było stosunkowo łatwo rządzić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtek Tylko bez paniki IP: *.73.3.213.dial.bluewin.ch 15.04.03, 13:54 Stalin to tez byl fajny facet: gdy ktos my sie nie podobal to albo to lagrow albo do wiezienia albo do widzenia. Husejn nie byl wiele lepszy: chociaz nie byl az tak bezwglegny, to tez wymordowal wiele osob - zarowno Irakijczykow jak i Kurdow. Zostawiajac wladze tylko Irakijczykom, beda walczyc sami ze swoimi. Wiec co ty bredzisz? Nie masz zielonego pojecia o ich planach a piszesz bzdury o tym, ze cos zaczeli ale nie wiedzieli po co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bk Re: Masowe demonstracje szyitow w Nasirii. IP: *.minntech.com 15.04.03, 16:07 Wolnosc, demokracja, bron masowego razenia, powiazania z terroryzmem to zaslona dymna. Najwazniejsze zostalo osiagniete : szyby naftowe, bezpieczenstwo Izraela, podkrecenie spirali zbrojeniowej i juz nie dlugo marionetkowy rzad. A balagan? im wiekszy tym latwiej manipulowac masami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as31 HONOR polskiego pacyfizmu byłby uratowany,gdyby... IP: 194.181.190.* 15.04.03, 16:30 w Iraku ujęto lub poległ by choć jeden z tych orłów intelektu (albo raczej:gołąbków) z kałaszem w dłoni,broniąc słusznej SPRAWY.Ale łatwiej strzępić sobie ozór w portalu Gazety...No,ale muszą teraz zastępować p.Saida As- Sahafa (pamiętnego ministra informacji, który gdzieś przepadł... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yellow Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 15:16 "szef sekcji interesów USA przy ambasadzie polskiej" brzmi ciekawie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bigos Re: Dziś rozmowy o przyszłości Iraku IP: *.igd.fhg.de 15.04.03, 16:45 Gość portalu: yellow napisał(a): > "szef sekcji interesów USA przy ambasadzie polskiej" > brzmi ciekawie... od razu wiadomo o czyje interesy tu chodzi :-) Odpowiedz Link Zgłoś
chaladia Po raz pierwszy od wieluset lat 15.04.03, 17:05 Po raz pierwszy od wieluset lat Polska wplątała się w awanturę, w której popierana przez nas strona spektakularnie wygrała i wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli z tego realne korzyści. Tysiąc czy dwa rysiące polskich fachowców znadzie pracę w Iraku, mam nadzieję Co więcej, tylko zupełni idioci zaślepieni nienawiścią do "Ameryki" mogą twierdzić, żę Irakijczycy na tym nie zyskali: dla nich pozbycie się Saddama oznacza więcej niż dla nas pozbycie się Bieruta - i sądzę, że poza licznymi skąd innąd beneficjentami starego systemu przytłaczająca większość Irakijczyków jest zadowolona ze zmiany i wdzięczna wyzwolicielom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pete Odbudowa czy grabienie IP: *.ri.ri.cox.net 15.04.03, 17:46 Odbudowa to nie znaczy zastapienie wszystkich Irakijczykow w pracy. Ich zaklady i przedsiebiorstwa sa i beda funkcjonowac. Tam gdzie nie maja swojej sily fachowej beda szukac przedsiebiorstw zagranicznych i w kolejnosci potrzeb. Nie mysle ze USA i koalicja zaczna budowac odbudowywac co sie da i gdzie sie da aby tylko brac forse. A kto ta forse da. Ropa poplynie za 3 -4 miesiace i nie jest to az tyle aby nakarmic wszystkich irakijczykow - odbudowac zniszczenia i rozwijac gospodarke, przynajmiej nie wszystko naraz. Irakijczycy musza ostro pracowac aby pomoc sobie samym. Inwestycje przy odbudowie beda postepowaly sukcesywnie do potrzeb i mozliwosci platniczych tego kraju. Nowe wladze musza przede wszystkim zabezpieczyc bezpieczenstwo wewnetrzne, dostawy zywnosci, lekow itp. Tam gzie mozna bedzie odbudowywac silami wlasnymi, zrobia to sami tam gdzie potrzebne beda przedsiebiorstwa zagraniczne podpisza odpowiednie kontrakty. Tutaj rola koalicji jest jasna, na kontraktach powinni przede wszystkim skorzystac ci co wyzwalali Irak. Wyjasnieniem tego sa koszty jakie wylozono w obalenie Sadama. Przeciwnicy USA - Francja Niemcy i Rosja - chca tych kontraktow na rowni z innymi - czyli nie ponoszac kosztow- robic na tym zyski. Tak wyglada to w ich oczach - dlatego nawoluja aby odbywalo sie to pod egida ONZ bo tam jeszcze maja szanse. Zaden z tych krajow nie bedzie mial obiekcji aby ich przedsiebiorstwa odbudowywaly Irak ciagnac z tego zyski. Tak wiec nie miejsmy obiekcji ze polskie przedsiebiorstwa zarobia na tym troche. Jest to opierane na finansowych kalkulacjach jak w kazdych tranzakcjachna dokonywanych na calym swiecie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vin Nie do wiary!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.abo.wanadoo.fr 15.04.03, 19:00 Juz w Bialej Podlaskiej zarobili szmal:)) : PAP, w 15-04-2003, ostatnia aktualizacja 15-04-2003 17:55 Vahap Toy wyjechał - Biała Podlaska czeka na port lotniczy Turecki biznesmen Vahap Toy, który zapowiadał inwestycje na lotnisku w Białej Podlaskiej, wyjechał we wtorek z Polski. Władze Białej Podlaskiej wierzą, że zapowiedziana przez niego inwestycja dojdzie do skutku. Toy musiał opuścić Polskę, gdyż wojewoda mazowiecki nie przedłużył mu prawa pobytu w naszym kraju. Turecki biznesmen odwołał się od decyzji wojewody do Urzędu do spraw Repatriacji i Cudzoziemców. "Vahap Toy wyjechał z Polski, ale wróci w najbliższym czasie, najdalej po świętach wielkanocnych, jako zwykły obywatel turecki" - powiedział PAP rzecznik spółki Epit i Korporacja Rozwoju Wschód- Zachód, której Vahap Toy jest prezesem, Andrzej Zieliński. "Zakładamy, że odwołanie zostanie rozpatrzone dla nas korzystnie, bo w decyzji były uchybienia formalne. Poza tym pan Toy może ustalić pełnomocnika i nie ma obowiązku przebywać cały czas w Polsce, żeby prowadzić tu interesy. W najbardziej pesymistycznej wersji będzie przyjeżdżał do Polski na trzy miesiące" - dodał Zieliński. Władze Białej Podlaskiej wierzą, że Vahap Toy będzie inwestował na tamtejszym lotnisku. Prezes spółki Epit i Korporacja Rozwoju Wschód-Zachód obiecywał tam inwestycje wartości 6 mld dolarów, m.in. wybudowanie portu lotniczego, hoteli, kasyn, toru Formuły 1 i campusu uniwersyteckiego, co miałoby dać setki miejsc pracy. Prezydent Białej Podlaskiej Andrzej Czapski podkreśla, że lotnisko jest konieczne dla rozwoju regionu. "Bezrobocie w Białej Podlaskiej przewyższa 20 proc. Największym pracodawcą jest tutaj szpital i oświata. Wiem, że pan Toy wróci za kilka dni do Polski, zresztą może tu działać przez pełnomocnika" - powiedział Czapski. Podkreślił, że jak dotąd nikt inny poza Toyem nie złożył podobnej propozycji. "Jeśli nie będzie to Vahap Toy, to gorączkowo będziemy poszukiwać innego inwestora, ale to byłoby na pewno bardzo trudne" - dodał. Władze Białej Podlaskiej w nadziei, że inwestycja dojdzie do skutku, nie naciskają tureckiego inwestora w sprawie spłaty 2 mln niezapłaconego podatku od 70 ha gruntów sąsiadujących z lotniskiem. "Ja nie traktuję tego długu na równi z podatkiem od działającej i funkcjonującej firmy. To są nieużytki, na których i tak nic by nie było" - tłumaczy Czapski. Jego zdaniem, zmuszanie Toya do opuszczenia Polski jest nielogiczne. "Nie wyobrażam sobie, że kogoś wypędza się z kraju za to, że ma w nim długi. Jak pojedzie do Turcji, to przecież tych długów nigdy nie odzyskamy" - powiedział. Władze samorządowe województwa lubelskiego również traktują lotnisko w Białej Podlaskiej jako ważne i niezmiernie potrzebne dla rozwoju regionu. Jego powstanie jednak, ich zdaniem, nie jest zależne od obecności Toya. "Osoba Vahapa Toya nie jest tutaj dla nas wiążąca. Inwestycja powinna być realizowana bez względu na to, czy Toy będzie tu inwestorem, czy nie. Jeśli nie on, to kto inny" - powiedział rzecznik prasowy marszałka województwa lubelskiego Tomasz Makowski. Samorząd województwa lubelskiego nie podjął także decyzji w sprawie przejęcia udziałów Skarbu Państwa w spółce Port Lotniczy Biała Podlaska, której udziałowcem jest Vahap Toy. Spółka ta jest zadłużona na ponad 1 mln zł. "Nie wiemy jeszcze wszystkiego na temat sytuacji finansowej spółki" - powiedział Makowski. Finansowanie spółki ma być przedmiotem obrad walnego zgromadzenia udziałowców zaplanowanego na 25 kwietnia. Spółka Epit i Korporacja Rozwoju Wschód-Zachód jako jedyna przystąpiła do przetargu w Agencji Mienia Wojskowego na dzierżawę lotniska w Białej Podlaskiej. "Spółka Vahapa Toya przetarg wygrała, ale ostateczna decyzja należy do prezesa agencji, który musi podpisać protokół przetargu. Jeśli nie podpisze, to przetarg będzie unieważniony" - powiedział rzecznik prasowy Agencji Mienia Wojskowego Zdzisław Zieliński. Plany utworzenia przez Vahapa Toya polskiego "Las Vegas" w Białej Podlaskiej stały się głośne po tym, jak ekolodzy i leśnicy zaprotestowali w ubiegłym roku przeciwko wycince ok. 1300 ha lasów państwowych pod inwestycje Toya. W mediach wielokrotnie wątpiono w realność zapowiedzianych inwestycji. Podzieleni byli w tej sprawie politycy, wielu z nich nie wierzyło w realność wizji Toya, inni bardzo popierali jego plany. Inwestycje tureckiego biznesmena badały też służby specjalne. Odpowiedz Link Zgłoś