polski_francuz
03.02.07, 14:51
Caly kraj zyje historia, ktora zdarzyla sie na poludniu Francji.
Maly 3 letni chlopiec, Julien, zaginal bez sladu kilka dni temu. Wszyscy byli
wstrzasnieci i prokurator oglosil prosbe aby sie swiadkowie zglosili.
Jeden sasiad, z tych, co wszystko o wszystkich wiedza bo zycie spedzaja przy
oknie, stwierdzil ze widzial ojczyma Julien (pochodzacego z Antyli) z duzym
workiem.
Prokurator go od razu przmknac i oglosil triumfujaca prasie ze juz maja
sprawce i juz dojda gdzie jest dziecko. Tym bardziej, ze byly slady krwi w
samochodzie ojczyma.
Sasiad okazal sie rasistowskim klamca i zaden dowod nie potwierdzil winy
Antylczyka. Ojczym przezyl pieklo, bedac oskarzany przez cale sasiedztwo o
morderstwo.
Nie wytrzymal tego pietna i popelnil samobojstwo.
Dziecka do dzis nie znaleziono.
Prokurator do prasy: "...gdybym go nie zamknal, to byscie powiedzieli ze nic
nie robie".
Szkoda, ze prokurator nie popelnil samobojstwa.
Taki gest bylby calkowicie dla mnie zrozumialy.
PF