Gość: doku
IP: *.mofnet.gov.pl
16.04.03, 17:37
Widziałem film o gospodarce leśnej w Kanadzie i
oniemiałem. Oni wycinają lasy zupełnie inaczej niż np. robimy to w Polsce. Ci
biali, niby cywilizowani Kanadyjczycy, są zupełnie dzicy jak barbarzyńcy w
Brazylii czy Indonezji. W Kanadzie tak się ścina drzewa, że był las i nie ma
lasu, ale zostaje goła ziemia.
Naród kanadyjski jest tak jakoś ogłupiały, że nawet jeśli w danym okręgu (czy
jak tam się nazywa to, co w Polsce jest gminą czy powiatem), na terenie
którego
leży las państwowy (czy cholera wie czyj, na pewno nie prywatny), to nawet
jeśli władze i ludność tego okręgu zgodnie i jednogłośnie zakazują wyrębu
lasu,
to i tak centralna władza państwowa mówi im, że nie mają głosu i siłą
policyjną
potrafią zapewnić jakiejś firmie, że ta firma może cały ten las wyciąć.
Oni tam w tej Kanadzie nie rozumieją jeszcze (są oczywiście nieliczne wyjątki,
dzięki nim powstał ten film)
tego, co dla Polaków jest oczywiste, że drzewa można wycinać z lasu w celach
przemysłowych, ale tylko nieliczne, aby las pozostał lasem i mógł być stałym,
odnawialnym źródłem drewna. Naród kanadyjski prowadzi politykę wycinania
lasów na łyso, tak jakby te lasy miały im się już nigdy nie przydać.
Czy taka głupota wynika z tego, że dwa obce sobie narody (angole i france)
muszą tam żyć w jednym kraju? To by tłumaczyło brak troski o przyszłość -
"jak
my nie wytniemy pierwsi, to wytną oni i zarobią".