wojo!!!!
22.04.03, 14:44
Kolejna katowana Polka przez Araba (pisalem juz kilkadziesiat razy o
roznych takich sprawach) , konsulaty polskie w krajach islamskich maja
wiele takich spraw ale pomoc nie moga .
Ratujmy te kobiety z rak bestialskich islamistow !!!!
=============================
Nie można uciec od męża
Nie chcę, żeby moja córka była służącą podającą mężczyźnie kawę i kapcie -
mówi Katarzyna Widuch. Razem z Krzysztofem Rutkowskim próbowaliśmy wydostać
ją i jej córkę z Egiptu.
Wywiezienie 23-letniej Katarzyny Widuch i jej 3,5-letniej córeczki Laili
zlecili Rutkowskiemu rodzice dziewczyny, którzy na stałe mieszkają w
Niemczech. Nie mogą znieść tego, że ich ukochane córka i wnuczka są
maltretowane przez zięcia - Mohamada. Za wszelką cenę chcą uwolnić Kasię.
Obie mają polskie obywatelstwo i zgodnie z prawem mogą odwiedzić ojczyznę.
Jeżeli się uda, Katarzyna zamierza rozwieść się z mężem. Wcześniej rozmowy o
rozstaniu przebiegały nerwowo. Kończyły się awanturami i biciem. Trzy
tygodnie temu Mohamad tak skatował Kasię, że jej twarz była jednym wielkim
siniakiem. Wtedy podjęła decyzję, że musi wyjechać z Egiptu, podróż jednak
musi być utrzymana w tajemnicy.
Do Egiptu odlatujemy w czwartek z Okęcia. Trzy i pół godziny później
lądujemy w Mediolanie, gdzie mamy przesiadkę do Kairu. Lot jest spóźniony,
więc, żeby dostać się na pokład drugiej maszyny, biegniemy co sił w nogach. -
To zły znak - myślę, będąc już na pokładzie. W Kairze jesteśmy po północy.
Na lotnisku czeka na nas samochód z polskiego konsulatu, który zabiera nas
do centrum. Mimo że miasto tętni życiem, rezygnujemy z atrakcji, jakich
dostarczyć może nocna eskapada. Szybki meldunek w hotelu i kładziemy się
spać.
Gotowi do akcji
- Czeka nas ciężki dzień - zapowiada Krzysztof Rutkowski. - Zabieramy Kasię
i jej córeczkę z mieszkania Mohamada - rzuca na dobranoc. W piątek budzi nas
śpiew muezina, który nawołuje wiernych do modlitwy. Pod hotelem tłum
mężczyzn klęczy i bije pokłony. Uderza zapach Kairu, gorące powietrze miesza
się z kurzem. O godzinie 13 mamy spotkanie z konsulem. Jedziemy zdezelowaną
taksówką. Kierowca poobijanego i wiekowego peugeota prowadzi jak wariat, ale
to tutaj norma. Klaksonu używa częściej niż gazu i sprzęgła. Konsul, Wiesław
Mazur, wita nas ciepło, obiecuje pomóc w powrocie Kasi i jej córki do kraju.
Rutkowski przedstawia mu plan akcji. Dostajemy do dyspozycji samochód na
dyplomatycznych numerach. Konsul przygotowuje dla Kasi i jej córki nowy
polski paszport. Dokument będzie czekał na nią w sejfie placówki, musi go
odebrać osobiście. Mamy jeszcze kilka godzin do rozpoczęcia akcji. Kasia ma
dać nam sygnał, gdy mąż wyjdzie z domu, a ona będzie mogła się wymknąć razem
z córeczką. Już około godziny 20 czatujemy w samochodzie pod jej domem.
Komórka detektywa Rutkowskiego dzwoni non stop. Jest w stałym kontakcie z
rodzicami dziewczyny. Najważniejszy jest jednak telefon od Kasi, która ma
zadzwonić między 21 a 22. Nie dzwoni. Coraz bardziej się denerwujemy. Za
kwadrans jedenasta odzywa się telefon. Słyszymy zapłakany głos, umawiamy się
za kilka minut pod jej domem.
- Nie zabieraj z domu bagażu, weź tylko torebkę, żeby mąż się nie
zorientował - tłumaczy detektyw. Na rogu uliczki pojawia się Kasia.
Wcześniej jej nie widzieliśmy. Jest śliczną, filigranową blondynką. Ubrana w
dżinsy i kurtkę, wygląda na 18 lat. Cały czas płacze, na twarzy ma rozmyty
makijaż. Jej córeczka Laila trzyma ją kurczowo za rękę, za nic nie chce
odstąpić mamy. Widać jak są ze sobą związane. - Ona jest dla mnie wszystkim,
kocham ją nad życie. Boję się, że Mohamad mi ją zabierze - mówi ze łzami w
oczach Kasia.
Historia jak z filmu
Na wakacje do Egiptu wyjechała z rodzicami, gdy miała 17 lat. Tam poznała
Mohamada. To była miłość od pierwszego wejrzenia. On pracował w sklepie z
pamiątkami, ona poszła kupić podarki. Przez pierwsze dwa lata pisali do
siebie gorące listy. Gdy miała 19 lat, wyjechała do Egiptu. Pobrali się, po
roku przyszła na świat Laila. - Mohamad pierwszy raz skatował mnie, gdy
byłam w ciąży. Omal nie poroniłam. Od tego czasu robi to coraz częściej.
Zdradza mnie i poniża. Jestem jego niewolnicą. Nie mogę nawet wychodzić sama
z domu. Nigdy nie zajmował się córeczką. Nawet gdy była chora, odtrącał ją.
To ja poświęcam się dziecku. Gdy chciałam odejść powiedział, że mogę to
zrobić, ale muszę mu zostawić małą. Potem zmienił zdanie i straszył mnie, że
nigdy nie opuszczę Egiptu. Że umrę tutaj - opowiada Kasia. Jej jedynym
marzeniem jest to, żeby zabrać Lailę i uciec do Europy.
Rutkowski robi wszystko, żeby jej pomóc. Choć jest już po północy, jedziemy
z dziewczyną po paszport. W polskiej placówce czeka na nas konsul. Jeden
podpis Kasi i dokument ma w ręku. Wyruszamy do oddalonej o kilkaset
kilometrów Hurghady. Wybór nie jest przypadkowy, Krzysztof Rutkowski obawia
się, że port lotniczy w Kairze jest lepiej strzeżony niż tamtejsze lotnisko.
Podróż do Hurghady
- Port w stolicy będzie też pierwszym miejscem, w które skieruje swe kroki
Mohamad, kiedy odkryje zniknięcie żony i córki - tłumaczy Rutkowski. Kair
opuszczamy około pierwszej w nocy. Podróż busem wypożyczonym z polskiej
ambasady zajmuje kilka godzin. Tylko dzięki temu, że auto jest na
dyplomatycznych numerach, udaje nam się przebrnąć przez posterunki policji
ustawione co chwila na trasie. Okazuje się, że w nocy nie wolno podróżować
prywatnymi samochodami bez zezwolenia.
W samochodzie Laila siada mi na kolanach, przytula się i uśmiecha. Do piersi
tuli pluszowego króliczka. Jest wesoła i pogodna. Nie wie, jak dramatyczną
decyzję podjęła jej matka. - Nie chcę, żeby dorastała w Egipcie. Ojciec
wychowałby ją na służącą do podawanie mężczyźnie kawy i kapci. Chcę, żeby
się wykształciła, żeby sama o sobie decydowała. Żeby była wolna i
szczęśliwa. Tutaj kobieta jest nikim, przekonałam się na własnej skórze -
zwierza się Kasia. Do Hurghady docieramy po piątej nad ranem. Meldujemy się
w hotelu i idziemy się przespać choć kilka godzin. Dostaję pokój z Lailą i
Kasią. Jest przerażona. Nie może zasnąć, płacze. - Co będzie, jak nam nie
wyjdzie, przecież stracę ją na zawsze. On się na mnie zemści - rozpacza
Kasia.
Sobota rano. Czas wyruszyć na lotnisko. Dojeżdżamy tam około 11. Wszyscy są
zestresowani, ale najbardziej dziewczyna i jej córeczka. Na szczęście środki
uspokajające zaczynają działać. Na razie idzie jak z płatka, przez kontrolę
bagażową przechodzimy bez najmniejszego problemu. Bez trudu odbieramy
miejscówki. Ale czeka nas jeszcze rzecz najtrudniejsza - kontrola
paszportowa. Chwila narady. Ustalamy kolejność przechodzenia przez punkt
kontrolny.
Przejść przez kontrolę
Pierwszy idzie Tomasz Bargiel, dziennikarz TVN. Ma przy sobie kasety z
nagraniem całej eskapady. Zaraz po nim rusza Krzysztof Rutkowski. Za bramką
zostajemy z Darkiem Prosińskim z ukrytą kamerą oraz Kasią i Lailą. Następna
idzie Kasia z dzieckiem, jestem tuż za nią. Egipski pogranicznik z uwaga
ogląda paszport. Polka ma łzy w oczach, ale stara się powstrzymać emocje.
Wie, że ta chwila może zadecydować o wszystkim. - Dlaczego w paszporcie nie
ma nigdzie wizy wjazdowej? - pyta po angielsku. Już wiemy, że robi się
niebezpiecznie. Kasia udaje, że nic nie rozumie, że mówi tylko po polsku.
Odpowiadam za nią. Mówię, że paszport, na którym wjechała do Egiptu
zniszczył się. A nowy dokument wydał polski konsulat. To nie przekonuje
urzędnika. Pyta się o męża Kasi, bo Laila ma typowo arabskie imię i
nazwisko. Kręci głową, chce skontaktować się z ojcem dziecka. To już tylko
gra pozorów, okazuje się, że dziecko Mohamada zostało zastrzeżone w
komputerach egipskiej straży granicznej.
Zatrzymani na ziemi
Naszą czwórkę otacza kordon funkcjonariuszy. Zabierają nam paszporty, bilety
oraz kwity bagażowe. W paszporcie Kasi znajdowała się wizytówka polskiego