Dodaj do ulubionych

UE. Kryzysy Integracji. "Europejczycy na odpuscie"

03.05.07, 15:01
Trzy lata temu, 1 Maja 2004 r. UE otworzyla drzwi dziesieciu nowym krajom
czlonkowskim, osiem z ktorych pochodzilo z bylego bloku sowieckiego. A
dziesiec lat wczesniej, w 1994 roku, Bruksela sformulowala liste kryteriow,
ktorym powinni byli sprostac kandydaci na dolaczenie do “klubu”.

Mozna sie dziwic badz nie , ale najprosciej poszlo z gospodarka:
panstwa-kandydaci podjely powazne wysilki, zeby osiagnac satysfakcjonujacy
poziom. Z mechanizmami demokratycznymi szlo nie tak idealnie, lecz tym nie
mniej, postep byl oczywisty. Obawy odnosnie tego , ze , dazac do jak
najszybszego spelnienia wymogow formalnych, kandydaci “przeskakuja” caly etap
rozwoju swiadomosci politycznej, uwazano za perzesadne.
Czas pokazal, ze rozszerzenie wplynelo na UE znaczniej bardziej niz ktokolwiek
mogl sie spodziewac.

Rzecz jasna, ze kraje Europy Centralnej i Wschodniej nie sa przyczyna , lecz
raczej katalizatorem procesow kryzysowych, ktore od dawna dojrzewaly wewnatrz
integracji.

Jakkolwiek jest, narazie ma sie wrazenie, ze organizm ogolnoeuropejski nie
daje sobie rady z naplywem “ swiezej krwi”.
Poza trudnosciami instytucjonalnymi (system zarzadzania, ktory skutecznie
operowal przy 15-tu czlonkach, zacina sie przy 27-u), oraz narastaniu
konkurencji (wewnatrz wspolnoty powstalo jescze wiecej ugrupowan nieformalnych
I pojawily sie kraje z ogromnymi ambicjami jak np. Polska), problem
dojrzewania swiadomosci coraz bardziej wychodzi na pierwsze miejsce.
Najdobitniejszy przejaw tego: w polityce europejskiej juz od bardzo dawna nie
bylo tyle “historii ludzkosci”, jak w ostatnich latach.

Pokonanie mrocznych stron przeszlosci bylo, jak wiadomo, jednym z celow, ktore
czolowe panstwa europejskie stawialy ponad 50 lat temu, przystepujac do
integracji. Ani wyrzucic z pamieci stoleci wrogosci i konfliktow, ani nawet
zasadniczo zmienic stosunek do nich zaden narod nie potrafi. Dla tego Europa
wybrala wybitnie europejskie, tzn. racjonalne podejscie. Gwarancja pokoju i
stabilnosciu – to cos w rodzaju nieformalnego paktu, sens ktorego jest
nastepujacy: my nie pozwalamy sobie i nawzajem wykorzystywac wybuchowa
spuscizne historyczna w biezacej wewnetrznej i (szczegolnie!) miedzypanstwowej
polityce.
Nie oznacza to, ze ktokolwiek cokolwiek zapomnial czy wybaczyl. Poprostu
skuteczny rozwoj jest z definicji wazniejszy od wyrownania rachunkow.

Wlasnie do takiego pragmatycznego podejscia, jak wykazalo doswiadczenie, nie
sa zdolne elity polityczne krajow Europy Centralnej i Wschodniej, w kazdym
razie znaczna ich czesc. Roznice zdan i konflikty, siegajace korzeniami w
mniej lub bardziej odlegla przeszlosc, staja sie narzedziem dzialan biezacych.
Na Wegrzech temat roku 1956, wydawaloby sie, ze juz zamkniety, staje sie przez
wysilki okreslonej opcji politycznej srodkiem walki o wladze przeciwko
oponentom. Rzad Polski pod pretekstem oczyszczenia z komunizmu rozkreca
“palowanie na czarownice” na duza skale. Rownolegle do “historyzacji“ polityki
pogorszaja sie stosunki z Moskwa I Berlinem.
Namietnosci wstrzasaja Rumunia, i chociaz impeachment prezydenta Trajana
Besescu powodowany jest glownie przyczynami personalnymi, symboliczne jest, ze
akurat w tym samym czasie w Buchareszcie podejmuje sie decyzja o czesciowej
rehabilitacji profaszystowskiego dykatatora Antonescu.

Jednak to wszystko schodzi w cien na tle tego co sie obecnie dzieje w Estonii
– kraju ktory uwazany byl za wzorzec transformacji. Swiadomie pozostawmy za
nawiasem ocene moralna wydarzen wokol Brazowego zolnierza. Po pierwsze w
praise i tak jest duzo takich ocen, a po drugie nie Rosji z jej bylym I
biezacym stosunkiem do wlasnych i obcych ofiar osadzac innych.

Porazajacy jest jednak stopien nieodpowiedzialnosci i braku jakiejkolwiek
wyobrazni o “europejskosci” , demonstrowane przez wladze estonskie.
Kiedy w chwili odzyskania niepodleglosci Lotwa I Estonia przy aktywnym
wsparciu Zachodu zaakceptowaly model “nie-obywateli”, nie mialo to nic
wspolnego z prawami czlowieka I zasadami demokracji, lecz tlumaczone bylo
zimnym rachunkiem. Demokratyczna Europa uwazala, ze taka jest cena , ktora
Rosjanie w krajach baltyckich powinni zaplacic za grechy swej historycznej
ojczyzny. Trzeba bylo odbudowywac panstwa narodowe, zabrane w 1940 roku, lecz
bilans etniczny od tamtego czasu mocno sie zmienil. Pozbawienie politycznych i
obywatelskich praw tych, przez kogo to sie stalo, pozwalalo dokonac budowe
panstwa i dystrybucji majatku w interesach narodowosci rdzennej.
A propos, wlasnie dzieki temu w znacznym stopniu staly sie mozliwe sukcesy
Estonii we wzorcowej transformacji I “terapii szokowej”
Ci, kto najbardziej z tego powodu ucierpial, - pracownicy duzych zakladow
przemyslowych, glownie etniczni Rosjanie,–nie mogli wplywac na wyniki wyborow.

Majac na plecach taki “bagaz” stosunkow z etniczna mniejszoscia, elita
polityczna powinna wykazywac sie szczegolna ostroznoscia, jezeli oczywiscie
jest ona zainteresowana spokojnym i stabilnym rozwojem. Zamiast tego rzad
Estonii wlasnorecznie stworzyl na rownym miejscu kryzys, grozacy glebokim
etnicznym rozlamem spoleczenstwa. Przeciez symbole, jak wiadomo, potrafia
generowac napiecia i konfrontacje w znacznie wiekszym stopniu niz realne
problemy egzystencji. I cale to negatywne tlo, ktore mniejszosc nagromadzila
za lata ograniczenia w prawach, moze sie wyrwac z pozornie blachego powodu.

Czy byla jakakolwiek koniecznosc zaczynac walke przeciwko zninawidzonemu
pomnikowi teraz, jezeli przez ponad 15 lat jego istnienie nikogo szczegolnie
nie niepokoilo? Tym bardziej ze przez te 15 lat Estonia udowodnila swoja
solidnosc jako niepodlegle panstwo, uniknela zbyt ostrych tarc etnicznych I
otrzymala wszystkie mozliwe do wyobrazenia gwarancje bespieczenstwa?
Racjonalne wytlumacznie temu jest tylko jedno - koniunkturalne dazenie
konkretnych estonskich sil politycznych do nabrania punktow na wzniecaniu
emocji konfrontacyjnych.

Drobnomiasteczkowy nacjonalistyczny populizm – zjawisko dobrze znane Europie.

Doskonale sa znane rowniez jego mozliwe nastepstwa , kiedy cyniczne , lecz
niedalekowzroczne wyrachowanie, pomnozone na ambicje konkretnych dzialaczy
zmienia zadyme lokalna na tragedie ogolna.
To wszystko Europa juz niedawno obserwowala (a w pewnych miejscach nadal
obserwuje) na Balkanach.

Przerazona krwawym balkanskim chaosem pierwszej polowy lat 90-ch, UE obrala
kierunek na jaknajszybsze przyjecie krajow Europy Centralnej I Wschodniej.
Trzymanie krajow przejsciowych pod obserwacja wydawalo sie bardziej stosowna
alternatywa, niz koniecznosc rozwiazywac ich problemy odzewnatrz w przypadku
nieporzadanego rozwoju wydarzen.

Paradoks polega na tym, ze swoja zdolnosc do pojscia balkanska droga niektore
kraje chyba gotowe sa demonstrowac, juz znajdujac sie w brukselskiej
swietlicy. Panstwa Baltyckie zawsze byly pewne wsparcia I wspolczucia do nich
ze strony “duzej Europy” – gwarantuje to ich los historyczny. Tallin sie
przyzwyczail, ze Unia automatycznie staje po jego stronie w kazdym sporze z
udzialem Moskwy.

Jednak odpusty, wystawione “na kredyt” jako kompensacja za przezyte w
przeszlosci cierpienia, deprawujaco i zgubnie wplywaja na niedojrzale elity
polityczne.

I rozwiazywac problemy, co powstaly z tego powodu, wszystko jedno przyjdzie
“starszym” i bardziej dojrzalym partnerom Estonii. Tak samo jak dzis tez oni
musza lamac glowe nad problemem co robic z Albanczykami z Kosowa, wobec
ktorych odgornie orzeczono, ze maja oni bezwzglednie racje w ich sporze z
Serbami i ktorzy teraz na wszelkie sposoby tym spekuluja.
Obserwuj wątek
    • l.o.r.t.e.a Pokrótce 2 sprawy. 03.05.07, 15:14
      Piszesz:
      Pokonanie mrocznych stron przeszlosci bylo, jak wiadomo, jednym z celow, ktore
      > czolowe panstwa europejskie stawialy ponad 50 lat temu, przystepujac do
      > integracji. Ani wyrzucic z pamieci stoleci wrogosci i konfliktow, ani nawet
      > zasadniczo zmienic stosunek do nich zaden narod nie potrafi.

      i dalej dodajesz:
      Wlasnie do takiego pragmatycznego podejscia, jak wykazalo doswiadczenie, nie
      > sa zdolne elity polityczne krajow Europy Centralnej i Wschodniej, w kazdym
      > razie znaczna ich czesc

      Europa Zachodnia była pod niemiecką okupacją wojskową i tyle, żyli normalnie.
      Polska pod okupacją Wermachtu nie była, Polskę stopniowo usuwano z powierzchni
      planety, jeden polski powiat ma większe straty wśród cywyli niż cały Benelux.
      Nie ma porównania do pojednania Niemiec i Francji i Niemiec i Polski.

      Co do sprawy estońskiej, najkrócej jak się da.

      Jak się kacapom nie podoba w Estonii, wypieprzac do matuszki rassiji!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka