Gość: A.D.
IP: *.mco.bellsouth.net
29.06.03, 04:01
Niewybaczalny grzech" Bożeny Gilbride
"Z początkiem maja br. złożyłam oficjalnie rezygnację z dalszego udziału w
pracach Krajowej Rady Amerykanów Polskiego Pochodzenia i Amerykańskich Żydów
(NPAJAC), w której pracowałam jako członek w ostatnich siedmiu latach.
Uznałam, że nie mogę być dalej członkiem organizacji, która odmawia prawa do
traktowania pięciu milionów Polaków jako ofiar Holocaustu" - napisała Bożena
Urbanowicz-Gilbride. Wiadomość o jej rezygnacji z dalszego udziału w dialogu
polsko-żydowskim, prowadzonym teraz pod egidą waszyngtońskiej organizacji
administrowanej przez stronę żydowską, stanowi prawdziwy szok. Zwłaszcza
kiedy uzmysłowimy sobie, kim jest ta osoba i co sobą reprezentuje.
Rodzina pani Bożeny pochodzi ze wschodnich ziem przedwojennej Polski, które
najpierw stały się ofiarą sowieckiej inwazji, a niedługo potem długiej i
okrutnej okupacji hitlerowskiej. Pani Bożena była siedmioletnią dziewczynką,
kiedy zobaczyła oddziały Armii Czerwonej wkraczające do jej osady, Leonówki,
a w dwa lata później wieś płonęła, podpalona przez niemieckich najeźdźców.
Jej rodzice otwarcie pomagali innym w tych tak trudnych i niebezpiecznych
czasach. Ojciec udzielał schronienia licznym Żydom w swoim gospodarstwie, co
groziło rozstrzelaniem, nie tylko jego, ale i całej rodziny.
W 1944 roku gestapo aresztowało matkę pani Bożeny i zesłało ją wraz z
dziećmi do obozu koncentracyjnego w Ravensbru¨ck, gdzie poddano ją
zbrodniczym eksperymentom medycznym, a następnie do Gross-Rosen. Rozdzielona
przez wojenne losy i różne miejsca pobytu w obozach rodzina miała spotkać
się dopiero po latach, w Ameryce.
Pierwsza trafiła tam pani Bożena z siostrami, jako ofiara zza drutów
kolczastych. Do Ameryki przyjechała w roku 1947. Po latach prowadzonych
wytrwale poszukiwań znaleziono też ślad matki i dziesięć lat później
sprowadzono ją do Stanów. Pani Bożena była już mężatką, jej młodsza siostra
właśnie wyszła za mąż, a najmłodsza wstąpiła do klasztoru. Raz jeszcze było
to szokujące zetknięcie z ranami wojny. Dorosłym już kobietom z trudem
przyszło rozpoznanie matki - zniszczonej przez wojenne cierpienia staruszki.
Nic dziwnego, że misji upowszechnienia w Ameryce wiedzy i prawdy o rozmiarze
cierpień ludzi podczas II wojny światowej poświęciła pani Bożena całe swe
późniejsze życie.
Prawda o cierpieniu Polaków
Pani Bożena nawiązała bliskie kontakty z Ligą Katolicką w Nowym Jorku i
rozpoczęła wyjazdy do różnych miejsc, szkół, kościołów i organizacji, gdzie
tak przejmująco opowiadała o własnych i rodzinnych doświadczeniach z lat
okupacji w Polsce i Europie, że w krótkim czasie zdobyła sobie renomę
poszukiwanej i cenionej mówczyni. Tym bardziej że działo się to w czasach
szybkiego wzrostu popularności tematu holokaustu, czyli odkrywania prawdy o
zbrodniach i cierpieniach ludzi poddanych bestialskiej polityce III Rzeszy
Niemieckiej.
Pani Bożena szybko znalazła uznanie renomowanych instytucji edukacyjnych,
została m.in. członkiem Nassau Country Holocaust Commission w Nowym Jorku. U
progu lat 90. podjęła się szerokiej misji zbierania "mówionej historii",
czyli wyznań i wspomnień ludzi, którzy przed przyjazdem do Stanów przeszli
przez okrutne doświadczenia wojny i okupacji hitlerowskiej, a także
sowieckich łagrów. Od początku traktowała holokaust jako określenie
cierpienia wszystkich ludzi, którzy zostali poddani ludobójczej polityce
hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji. Nie budziło to wtedy żadnych
zastrzeżeń nowo otwartego Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, które chętnie
korzystało z gromadzonych przez panią Bożenę zapisów, historii i wspomnień.
Środowisko, w którym pracowała, również bardzo ceniło jej oddanie sprawie.
Miasto Hempstead ogłosiło ją z tej racji Kobietą Roku 1992, a rok później
nowojorski Wydział Oświaty wyróżnił ją nagrodą imienia Louis E. Yavner.
Otrzymała też honorowy medal Ellis Island, a w Polsce Lech Wałęsa przyznał
jej Krzyż Zasługi za działalność służącą budowaniu pomostów pomiędzy
Polakami a Żydami. W 1995 r. uznano ją za Honorową Sprawiedliwą wśród
Narodów Świata, zaś lokalne dyplomy uznania od kongresmanów i senatorów
trudno wprost zliczyć.
W radzie polsko-żydowskiej
W 1997 r. Bożena Urbanowicz-Gilbride włączyła się czynnie w działalność
Krajowej Rady Amerykanów Polskiego Pochodzenia i Amerykańskich Żydów -
kluczowej organizacji dialogu polsko-żydowskiego w tym kraju. Od samego
początku mocno akcentowała potrzebę równego traktowania doświadczeń polskich
i żydowskich, jako ofiar tego samego zbrodniczego systemu hitlerowskiego.
Jako akt dobrej woli już na wstępie sfinansowała tablicę pamiątkową na
terenie warszawskiego getta, sławiącą ludzi "Żegoty", którzy w czasie wojny
pomagali ludności żydowskiej. W 1998 r. powstał z jej inicjatywy i za jej
środki dokumentalny film "Żegota: Rada Pomocy dla Żydów w okupowanej
Polsce", który jako pomoc edukacyjna trafił w Stanach Zjednoczonych do wielu
środowisk, szkół i instytucji, służąc nieuprzedzonemu, sprawiedliwemu
spojrzeniu na polsko-żydowskie relacje podczas ostatniej wojny.
W tamtych czasach pani Bożena udzielała się w radzie w różny sposób:
jeździła z grupami i delegacjami do byłych obozów koncentracyjnych, w tym
także oświęcimskiego, starała się pośredniczyć w konflikcie wywołanym wokół
obecności Sióstr Karmelitanek w Oświęcimiu, przygotowywała wystawy
o "mozaice ofiar Holocaustu", m.in. dla muzeum w Long Island oraz dla wielu
nowojorskich instytucji.
Współpracowała też blisko z American Defamation League - żydowską
organizacją strzegącą dobrego imienia i interesów żydowskich, przy
opracowywaniu materiałów dla nauczycieli. Brała udział w dużych
konferencjach eksponujących losy katolików w okupowanej Europie (m.in. w
Greenboro w Północnej Karolinie).
Z natury entuzjastyczna i otwarta, Bożena Urbanowicz-Gilbride z wielką
odwagą broniła swoich przekonań i wiary, że także holokaust stanowił wielką
lekcję ludzkiej solidarności wśród ofiar i tych, którzy starali się przeżyć
ten czas najgorszy z możliwych.
Coraz więcej roszczeń
Zmieniają się jednak czasy i zmienia się polityka. Sam, uczestnicząc w wielu
spotkaniach dialogowych w Chicago i w Waszyngtonie, w tym także w
posiedzeniach wspomnianej Rady Polaków i Żydów, czułem, jak niemiłej
ewolucji zaczęło ulegać stanowisko żydowskich "partnerów". Agenda stawała
się coraz bardziej zdominowana przez roszczeniowe i doraźne akcje środowiska
żydowskiego, tak wobec Polski (zwrot mienia, rekompensata za straty
wojenne), jak i środowisk polonijnych.
Ale pani Bożena Urbanowicz-Gilbride zawsze była wielką optymistką.
Przekonywała mnie, że nasze miejsce w tym dialogu ma sens. Dysponowała
solidnym atutem swojej obozowej przeszłości, pomocą rodziców dla Żydów w
czasie wojny, wieloletnią współpracą z żydowskimi partnerami w nauczaniu o
holokauście i ofiarach. Domagała się sprawiedliwego partnerstwa,
dostrzegania historycznej prawdy o losie Polski i Polaków, bronienia ich
przed coraz częstszymi fałszywymi oskarżeniami, a także jawnymi aktami
bigoterii czy antypolonizmu. Czyniła to zawsze z podniesionym czołem i
podziwu godną, rzadką w tym środowisku odwagą. Była osobą niezależną i
finansowo na tyle samodzielną, że nie musiała - jak wielu innych działaczy
polonijnych - usilnie zabiegać o względy żydowskich partnerów.
Jednak nadszedł moment, kiedy i ona nie zdołała dalej znosić piętrzących się
objawów wrogości i braku tolerancji dla nie-Żydów w tym tracącym wciąż na
wiarygodności, jednostronnym "dialogu". Występując w ubiegłym roku z
wykładem o holokauście z jej perspektywy, zaproponowała uczenie o
przykładach cierpienia Polaków i ich heroizmu w czasach holokaustu, na równi
z doświadczeniami żydowskimi. To okazało się "za wiele" i wywołało wielki
sprzeciw osób stojących u steru Rady Krajowej Polaków i Żydów. W liście
skierowanym wiosną tego roku do p. Bożeny dwaj