warmi2 Re: Niemcy w czasie wojny tez naszych partyzantów 21.10.07, 18:54 .... a swiniom natura poskapila skrzydel. What's your point ? Odpowiedz Link Zgłoś
de_oakville Re: Niemcy w czasie wojny tez naszych partyzantów 27.10.07, 13:23 krzych.korab napisał: > Niemcy w czasie wojny tez naszych partyzantów nazywali bandytami. Przypomniala mi sie scena z filmu "Pianista" Polanskiego pokazujaca poczatek Powstania Warszawskiego widziany oczyma glownego bohatera. Pianista (Wladyslaw Szpilman) ten poczatek oglada z okna swojego mieszkania-kryjowki w niemieckiej dzielnicy Warszawy. Budynek vis-a-vis to niemiecki szpital wojskowy mieszczacy wielu rannych przywiezionych z frontu wschodniego. Przed szpitalem przechadzaja sie leniwie dwaj wartownicy. Na pobliskim przystanku zatrzymuje sie tramwaj, z ktorego wysiada grupa Polakow ubranych po cywilnemu, ktora przechodzi obok szpitala, wyciaga gwaltownie karabiny maszynowe spod plaszczy i strzela znienacka do owych wartownikow, ktorzy padaja jak scieci. Ze szpitala wybiega kilka pielegniarek pragnacych pomoc rannym, ale i na nie pada grad pociskow z karabinow maszynowych owych powstancow. A z balkonu tego samego bloku, w ktorym ukrywa sie Szpilman jakis cywil "wali" z "panzerfausta" w gorne okna szpitala, z ktorych po rozerwaniu sie pocisku wewnatrz wylatuje deszcz papierow. Bylo tam widocznie jakies biuro, ale mogli rownie dobrze lezec ranni, z ktorych taki pocisk zrobilby z pewnoscia "mielonke". Patrzac z punktu widzenia powstancow, to "zdejmowali" oni wartownikow sprzed szpitala podobnie jak Hans Kloss na samym poczatku kazdego odcinka "Stawki Wiekszej niz Zycie" "zdejmuje" wartownika przy przekraczaniu granicy niemiecko-radzieckiej. Ale z punktu widzenia niemieckich wartownikow, owych pielegniarek, i ogolnie Niemcow, zostali oni napadnieci przez "bandytow". Przeciez nie byli w Warszawie z wlasnej woli, tylko zostali tam skierowani sluzbowo. Odpowiedz Link Zgłoś
eres2 Filmowa fabuła a fakty 27.10.07, 14:37 Opisana przez Ciebie scena z „Pianisty” nie ma nic wspólnego z faktycznymi zdarzeniami z czasu powstania warszawskiego. Dodam, że nie jest znany nawet jeden przypadek, by obok likwidowanych przez ekipy egzekucyjne podziemnych organizacji niepodległościowych określeni niemieccy funkcjonariusze aparatu okupacyjnego i ich polscy kolaboranci, skazani przez sądy podziemia na kary śmierci, likwidowani byli także członkowie ich rodzin. Natomiast faktem jest, że oddziały regularnych niemieckich wojsk pacyfikujących dokonywały masowych mordów ludności cywilnej oraz pacjentów i personel szpitali w powstańczej Warszawie. Odpowiedz Link Zgłoś
de_oakville Re: Filmowa fabuła a fakty 27.10.07, 18:10 eres2 napisał: > Natomiast faktem jest, że oddziały regularnych niemieckich wojsk > pacyfikujących dokonywały masowych mordów ludności cywilnej oraz > pacjentów i personel szpitali w powstańczej Warszawie. To jest dla mnie oczywiste i powszechnie znane. Natomiast co do sceny z "Pianisty" to musze przeczytac w najblizszej przyszlosci ksiazke Szpilmana, aby przekonac sie, czy scena ta zostala tam umieszczona przez samego autora, czy tez wymyslona przez rezysera filmu. Odpowiedz Link Zgłoś
uniaeuropejska1 Re: Nie każdy uzbrojony to 29.10.07, 16:38 partyzant.To co najbardziej różni partyzantów od bandytów są po prostu cele i metody walki. Odpowiedz Link Zgłoś
goldbaum Re: Filmowa fabuła a fakty 29.10.07, 16:29 eres2 napisał: > Dodam, że nie jest znany nawet jeden przypadek, by(...)likwidowani > byli także członkowie ich rodzin. > Natomiast faktem jest, że oddziały regularnych niemieckich wojsk > pacyfikujących dokonywały masowych mordów ludności cywilnej oraz > pacjentów i personel szpitali. Moze powinienes zapoznac sie z tym: Wg informacji z artykułu Aleksandra Czerwińskiego pt. "Dywersja w Berlinie" ("Komandos" 1996, nr 10(52), s.32-34) w dniu 24 (a nie 15, jak w przytoczonej z netu wersji) lutego 1943 r. bydgoska grupa specjalnego oddziału dywersyjnego "Kosa-Zagra", nazywanego również "Zagra-linem", pod dowództwem Józefa Lewandowskiego ps. "Jur" w składzie: Janusz Łuczkowski "Mały", Leon Hartwig ps. "Leon" i Jan Lewandowski ps. "Jan" dokonała zamachu na stacji kolejki podziemnej S-Bahnhof Friedrichstrasse w Berlinie. W wyniku wybuchu zginęło 36 osób a 78 zostało rannych. Jako ciekawostkę podam, że inny oddział "Zagra-linu" dokonał 23 kwietnia 1943 r. zamachu na Dworcu Głównym we Wrocławiu, czyli ówczesnym Breslau. Rezultat - 4 osoby zabite i kilkanaście rannych (dziś przy wejściu na ten dworzec jest tablica upamiętniająca to wydarzenie). Inż. Stanisławowi Pernakowi z sieci ZO Kwaśnickiego polecono sprawdzenie, czy w większych miastach Rzeszy w przechowalniach dworcowych przegląda się zawartość bagażu. Po powrocie z Wrocławia, Berlina i Hamburga złożył on meldunek na piśmie, że bagaż nie jest przeglądany. Przy tej okazji dowiedział się od przełożonego, że planuje się umieszczenie w jednym dniu na większych dworcach III Rzeszy 200 waliz z tzw. maszynami piekielnymi. Zamiaru tego nie zdołano jednak zrealizować. Jesienią 1940 r. Pernak założył grupę ZO w Berlinie. Jeden z jej członków, urzędnik ubezpieczeniowy Alfred Urbańczyk (lat 24), przyznał się podczas przesłuchań na gestapo do podłożenia maszyny piekielnej w pociągu pospiesznym w Berlinie. Inny członek berlińskiej komórki ZO, o nazwisku Kurpanik, dokonał ponoć aktu dywersji (o którym nic więcej nie wiem) na Anhalter Bahnhof w Berlinie. Inną sieć ZO na Śląsku zorganizował ppor. saperów Wacław Smoczyk, który osobiście podłożył 2 bomby zegarowe w walizkach w poczekalniach dworcowych we Wrocławiu i w Berlinie w dniu 15.08.1940 (polskie święto państwowe). Nie wiem, jaki był skutek tej akcji i czy inni członkowie śląskiej sieci ZO w Niemczech nie podłożyli w tym samym dniu innych "maszyn piekielnych". Smoczyk zamierzał zrealizować niedoszły do skutku zamiar inż. Kwaśnickiego jednoczesnego ataku w kilkuset miejscach na dworce III Rzeszy. Zorganizował zakrojoną na szeroką skalę produkcję bomb zegarowych. Wytwarzano je w Generalnej Guberni, skąd Smoczyk transportował je osobiście koleją na Śląsk. Wskutek zdrady konfidenta gestapo kufry z bombami zostały jednak przechwycone, natomiast Smoczyk podczas zatrzymania popełnił samobójstwo. Działo sie to w marcu 1942, grupa Smoczyka działała więc stosunkowo długo. Zasięg aresztowań, jakie nastąpiły po śmierci Smoczyka, był ograniczony, jeśli go porównać z katastrofą grupy inż. Kwaśnickiego. Tyle o zamachach na dworce i pociągi osobowe, planowanych i zrealizowanych, które miały wywołać panikę w Niemczech, psując doskonałe samopoczucie Niemców po serii zwycięstw III Rzeszy w 1940 r. "Maszyna piekielna" to jedno ze słów używanych podczas okupacji, które po wojnie wyszły z użycia (jak i np. "bojowcy" na określenie członków grup szturmowych Podziemia). Jak wyglądała? Z relacji o próbie sabotażu takim urządzeniem huty żelaza w Witkowicach wiem, że "maszyna piekielna", którą zamierzano tam użyć, zawierała 1,5 kg trotylu (podłożono ją pod pod przewody gazowe pieców hutniczych, ładunek jednak wykryto i unieszkodliwiono). Wiele innych akcji sabotażu śląskiego ZO, i to na terenie całej Rzeszy, skończyło się jednak powodzeniem. Odpowiedz Link Zgłoś
gieroy_asfalta Re: Niemcy w czasie wojny tez naszych partyzantów 29.10.07, 16:54 to prawda. Niemcy zlikwidowali nam też bezwzględnego dyktatora gazującego mniejszość białoruską; partyzanci zaś podkładali bomby najczesciej na targach i w kościołach zabijając głównie Polaków z pobudek religijnych, porywali dla okupu, obcinali głowy dziennikarzom gadzinówek, itd. Odpowiedz Link Zgłoś
bywszy1 Re: nie Niemcy w czasie wojny i po wojnie+ 29.10.07, 17:06 ukrainskich partyzantow nazywali bandytami..A pozatym: www.historycy.org/index.php?showtopic=8596 Odpowiedz Link Zgłoś