polski_francuz
10.11.07, 18:48
Spotkalem na kiermaszu w naszej wiosce mloda, 30-something, Litwinke
sprzedajaca bizuterie z bursztynu. Ladna i inteligentna dziewczyna i ciekawie
bylo z nia pogadac.
Ja jej mowilem o Mickiewiczu a ona mi odpowiadala o Mickieviczusie. Ja jej
perorowalem o tym, ze dla kresowiakow Polska to Ojciec a Litwa to Matka a ona
mi - o polskim imperializmie z epoki miedzywojennej. Slyszac to wybuchlem
smiechem tak mi sie to niedorzeczne wydalo.
W oczach jej (i pewnie mlodych Litwinow) Polacy sa uzdolnienia handlowo a za
to Litwini sa super-inzynierami. I jeszcze zazdroscimy im Wilna (Vilnius dla
niej) i czarnej Madonny Ostrobramskiej.
Juz myslalem, ze pojde do domu by moj smutek w poduszke wyplakac, kiedy
wreszcie doszlo do pelnej zgody na tle imperializmu rosyjskiego. Myslelismy
dokladnie to samo o wschodnich sasiadach.
Ciekawie sie z sasiadami na obczyznie rozmawia. I jak widac, wyprawe
Zeligowskiego na Wilno nam dobrze zapamietali. Mam nadzieje, ze nowy polski
rzad bedzie umial z tymi, nam najblizszymi sasiadami, rozmawiac.
PF