Gość: CCCP
IP: *.acn.pl
30.08.03, 07:12
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_030830/plus_minus_a_4.html
Odtrutka
Samobójczy morderczy zamach na siedzibę Organizacji Narodów Zjednoczonych w Bagdadzie i ten drugi, którego celem był autobus pełen wracających z modłów rodzin z małymi dziećmi, dzieliło tylko pięć godzin. W następstwie każdego zginęło około dwudziestu osób, sto odniosło rany.
Nie wiemy jeszcze, kto dokonał morderczego ataku w Bagdadzie, ale dobrze wiemy, kim był człowiek, który wysadził w powietrze autobus z rodzinami w Jerozolimie. Nazywał się Raad el Hamis Mask i pochodził z Hebronu. Nie był to, jak zdarza się najczęściej, biedny, niepiśmienny nastolatek o wypranym mózgu. Nie. W istocie był jednym z ideologów, którzy piorą mózgi; wysokiej rangi duchowny, imam z jednego z najznamienitszych meczetów Hebronu oraz nauczyciel religii w szkole średniej.
Te dwie zbrodnie nie zrodziły się w jednym mózgu, ale mają wiele wspólnego; łączy je siła, którą Salman Rushdie nazwał kiedyś "paranoicznym islamizmem". Zapewne ta sama siła sprawcza napędza dwadzieścia osiem gwałtownych konfliktów szalejących obecnie na świecie - w nie mniej niż dwudziestu pięciu jedna ze stron jest islamska - od Indonezji do Kaszmiru, od Sudanu do Czeczenii, od Bliskiego Wschodu po Afrykę Północną.
Paranoiczny islamizm głosi, że współczesność, bądź Zachód, bądź Żydzi, bądź supermocarstwa, a nawet "cała międzynarodowa społeczność" spiskują, żeby zetrzeć islam z powierzchni ziemi, toteż prawdziwi jego wyznawcy powinni dokonać uderzenia uprzedzającego i zniszczyć wszystkich wrogów - a niemal każdy w świecie w oczach owych paranoików jest śmiertelnym wrogiem.
Paranoiczny islamizm stał się najgorszym wrogiem samej cywilizacji muzułmańskiej, jej wartości, dziedzictwa i długiej tradycji tolerancji i mądrości. Szowinistyczny ekstremizm stanowi największe zagrożenie dla kultury arabskiej w ogólności i niemal każdej arabskiej struktury politycznej w szczególności. (Jak na ironię, trochę podobna mieszanka paranoi i agresywnego szowinizmu zagraża od wewnątrz żydowskiemu Izraelowi. Niektóre społeczeństwa chrześcijańskie też mogą być podatne na tę zarazę).
Nie można siłą wyplenić tego krwawego schorzenia. Nie wystarczy poskromić go kijem; trzeba je wyleczyć. Uważam, że odtrutkę na oszalały islamizm może dostarczyć tylko zdrowy, umiarkowany islam. (To samo dotyczy innych kultur, które zawierają ziarna obłędu).
Nie możemy leczyć szaleństwa siłą. Powinniśmy przede wszystkim wspomagać i opierać się na zdrowych elementach, na milczących większościach, na siłach pragmatycznych istniejących w każdym zatrutym społeczeństwie i kulturze. Zamiast grozić palcem islamowi jako takiemu albo Żydom, albo "Zachodowi" - odszukajmy w każdej społeczności i wzmocnijmy siły umiarkowane. Pomóżmy tym ludziom, żeby wzięli górę. Pomóżmy im okiełznać i uleczyć to, co zatrute w ich własnych rodzinach.
Kłopot w tym, że umiarkowani zwykle nie palą się do obrony swego umiarkowania przed fanatyzmem. Gdyby płonęli zapałem, mogliby łatwo utracić umiarkowanie. A jednak uważam, że czas pożenić zapał z umiarkowaniem. Ci, którzy łączą umiarkowanie z determinacją, zasługują na to, żeby odziedziczyć ziemię, choćby dlatego, że nigdy nie urządzali krucjaty ani nie wypowiadali dżihadu dla jej zdobycia.
AMOZ OZ