stranger.pl
19.03.08, 02:44
cz.1
Cyt."I. Ekonomia imperiów
Państwo narodowe opodatkowuje własnych obywateli; imperium
opodatkowuje inne państwa narodowe. Historia imperiów, od
hellenistycznego i rzymskiego po osmańsko-tureckie i brytyjskie,
poucza nas, że ekonomicznym fundamentem każdego bez wyjątku imperium
jest opodatkowanie innych narodów. Zdolność imperium do narzucania
podatków zawsze opiera się na lepszej i silniejszej gospodarce, a w
konsekwencji - na lepszym i silniejszym wojsku. Część podatków
ściąganych od poddanych szła na podnoszenie stopy życiowej obywateli
imperium; część zaś służyła dalszemu wzmacnianiu dominacji
militarnej niezbędnej do egzekwowania owych podatków.
Historycznie rzecz biorąc, kraje podporządkowane składały daniny w
rozmaitych formach - zwykle w złocie i srebrze tam, gdzie kruszce te
miały walor pieniądza, ale nieraz także w postaci niewolników,
żołnierzy, ziemiopłodów, bydła czy innych produktów i surowców
naturalnych, w zależności od tego, jakich dóbr gospodarczych
imperium żądało a kraj podwładny był w stanie dostarczyć. Dawniej
opodatkowanie na rzecz imperium miało zawsze formę bezpośrednią:
państwo podporządkowane przekazywało te dobra gospodarcze wprost do
imperium.
W XX wieku, po raz pierwszy w historii, Ameryce udało się
opodatkować świat nie wprost - za pośrednictwem inflacji. Zamiast
bezpośrednio domagać się podatku, jak czyniły to wszystkie
poprzednie imperia, USA rozprowadziły po świecie, w zamian za
towary, własną walutę bez pokrycia - dolary - z zamiarem
późniejszego doprowadzenia do ich inflacji i dewaluacji. To z kolei
umożliwiało odkupienie każdego następnego dolara za mniejszą ilość
dóbr - właśnie owa różnica [między ilością dóbr importowanych a
eksportowanych] stanowiła imperialny podatek spływający do Stanów
Zjednoczonych. A oto, jak do tego doszło.
W początkach XX wieku gospodarka USA uzyskała dominującą pozycję w
świecie. Dolar amerykański był wówczas ściśle związany ze złotem,
toteż jego wartość ani nie rosła, ani nie malała, lecz była wciąż
równa tej samej ilości złota. Wielki Kryzys, z poprzedzającą go
inflacją w latach 1921 - 1929 oraz napęczniałymi deficytami
budżetowymi w latach następnych, pokaźnie zwiększył ilość waluty w
obiegu - dalsze utrzymywanie jej pokrycia w złocie stało się
niemożliwe. To skłoniło Roosevelta do zniesienia w 1932 r.
sprzężenia między wartością dolara a wartością złota. Aż do tego
momentu USA mogły co prawda dominować w gospodarce światowej, ale, w
sensie ekonomicznym, nie były jeszcze imperium. Stała wartość dolara
i jego wymienialność na złoto nie pozwalała Amerykanom ekonomicznie
wykorzystywać innych krajów.
Amerykańskie imperium w sensie ekonomicznym narodziło się w Bretton
Woods w 1945 r. Wprawdzie dolar nie był już w pełni wymienialny na
złoto, ale ową wymienialność na złoto zagwarantowano rządom innych
państw - i tylko im. Tym samym dolar stał się walutą rezerwową
całego świata. Było to możliwe, ponieważ w czasie II wojny światowej
Stany Zjednoczone zaopatrywały aliantów żądając zapłaty w złocie,
dzięki czemu zgromadziły u siebie znaczną część światowych zasobów
tego kruszcu. Imperium nie mogłoby zaistnieć, gdyby, zgodnie z
postanowieniami z Bretton Woods, podaż dolara pozostała ograniczona
i nie przekraczała wartości dostępnego złota. Umożliwiałoby to pełną
wymianę dolarów z powrotem na złoto. Jednak polityka "armaty i
masła" z lat sześćdziesiątych miała typowy charakter imperialny:
podaż dolara zwiększano nieustannie, żeby finansować wojnę w
Wietnamie i projekt "wielkiego społeczeństwa" L. B. Johnsona.
Większość owych dolarów trafiała za granicę w zamian za towary
sprzedawane do USA bez szans na odkupienie ich po tej samej cenie.
Wzrost zasobów dolarowych zagranicy wywoływany przez nieustanny
deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych był równoznaczny z
opodatkowaniem - z klasycznym podatkiem inflacyjnym nakładanym przez
dany kraj na własnych obywateli, tyle że tym razem był to podatek
inflacyjny nałożony przez USA na resztę świata. Kiedy zagranica
zażądała w latach 1970-1971 wymiany posiadanych dolarów na złoto, 15
sierpnia 1971 rząd USA ogłosił niewypłacalność. Wprawdzie opinię
publiczną karmiono frazesami o "zerwaniu więzi między dolarem a
złotem", ale w rzeczywistości odmowa spłaty w złocie była aktem
bankructwa rządu Stanów Zjednoczonych. W gruncie rzeczy USA ogłosiły
się wtedy imperium. Wyciągnęły z reszty świata ogromną ilość dóbr,
nie mając zamiaru ani możliwości ich zwrócić, a bezsilny świat
musiał się z tym pogodzić - świat został opodatkowany i nic nie mógł
na to poradzić.
Od tego momentu, aby Stany Zjednoczone mogły utrzymać status
imperium i nadal ściągać podatki, reszta świata musiała w dalszym
ciągu akceptować - jako zapłatę za dobra ekonomiczne - stale tracące
na wartości dolary. Musiała też gromadzić ich coraz więcej. Trzeba
było więc dać światu jakiś powód do gromadzenia dolarów, a powodem
tym stała się ropa.
Gdy coraz wyraźniej było widać, że rząd USA nie zdoła wykupić swych
dolarów płacąc za nie złotem, zawarł on w latach 1972-73 żelazną
umowę z Arabią Saudyjską: USA będą wspierać władzę królewskiej
rodziny Saudów, a w zamian za to kraj ten będzie sprzedawał ropę
wyłącznie za dolary. Śladem Arabii Saudyjskiej miała podążyć reszta
państw OPEC. Ponieważ świat musiał kupować ropę od arabskich krajów
naftowych, utrzymywał rezerwy dolarowe, aby mieć czym za nią płacić.
Świat potrzebował coraz więcej ropy, a jej ceny szły stale w górę,
toteż popyt na dolary mógł tylko wzrastać. Wprawdzie dolarów nie
można już było wymienić na złoto, ale za to stały się one
wymienialne na ropę naftową. Sens ekonomiczny wspomnianej umowy
sprowadzał się do tego, że dolar miał pokrycie w ropie naftowej.
Dopóki tak było, świat musiał gromadzić coraz większe sumy dolarów,
ponieważ były one niezbędne, aby móc kupić ropę. Tak długo jak dolar
był jedynym dopuszczalnym środkiem płatności za ropę, miał on
zagwarantowaną dominację w świecie, a amerykańskie imperium mogło
dalej ściągać podatki z całego świata. Gdyby dolar, z jakiegokolwiek
powodu, stracił pokrycie w ropie naftowej, amerykańskie imperium
przestałoby istnieć. Trwanie imperium wymagało więc, aby ropa była
sprzedawana wyłącznie za dolary. Wymagało ponadto, aby rezerwy ropy
pozostawały rozproszone pomiędzy osobne, suwerenne państwa nie dość
silne politycznie bądź militarnie, żeby móc żądać zapłaty za ropę w
jakiejś innej formie. Gdyby ktoś zażądał innej zapłaty, należało go
przekonać do zmiany zdania - poprzez naciski polityczne albo
środkami militarnymi. Człowiekiem, który faktycznie zażądał za ropę
zapłaty w euro był, w 2000 r., Saddam Husajn. W pierwszej chwili
jego życzenie zostało wyśmiane, później było lekceważone, ale kiedy
stawało się coraz jaśniejsze, że jego zamiary są poważne, zaczęto
wywierać na niego polityczną presję, aby zmienił zdanie. Kiedy
również inne kraje, takie jak Iran, zażyczyły sobie zapłaty w innych
walutach, przede wszystkim w euro i w jenach, dolar znalazł się w
realnym niebezpieczeństwie. Taka sytuacja wymagała akcji karnej. W
Bushowskiej operacji "Szok i Przerażenie" w Iraku nie chodziło o
nuklearny potencjał Saddama, o obronę praw człowieka, o propagowanie
demokracji, ani nawet o zagarnięcie pól naftowych; chodziło o obronę
dolara, a tym samym - amerykańskiego imperium. Chodziło o pokazanie
światu, że każdy kto zażąda zapłaty za ropę w walucie innej niż
dolar USA, będzie przykładnie ukarany.
Wielu krytykowało Busha za to, że wszczął wojnę, aby zająć irackie
pola naftowe. Krytycy ci jednak nie potrafili wytłumaczyć, dlaczego
Bushowi zależało na zajęciu owych złóż - przecież mógł po prostu
wydrukować puste dolary i uzyskać za nie tyle ropy, ile tylko mu
było potrzeba. Musiał więc mieć inny powód do inwazji na Irak...."
(dr Krassimir Petrov)