Gość: Jerzy
IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se
04.09.03, 11:59
Rozwiazanie zagadki Mistycycmu Kobiety w Oriencie.
(czyli "Mistycyzmu Orientu" cz.II.)
Rozwiazujac mistyczna zagadke obleczenia kobiet Orientu w czarne, workowate
przybrania ( z czym sie nie spotykamy nigdzie na swiecie, a co licznym
forumowym blaznom wydaje sie zupelnie oczywiste) musimy sie cofnac w odlegle
czasy, kiedy w Arabii szalal przyszly "prorok" a pozniej zapoznac sie ze
zrodlem tych praw, Koranem. Nalezy tez przestudiowac tzw. "hadith´y" , ktore
daly poczatek "sunnom (stad "sunnici") i ktore stanowia wazna
wykladnie "Koranu".
Hadith´y sa to po prostu opowiadania o zyciu "proroka", powstale jeszcze za
zycia tego niebywale dzielnego meza (dokonal niezwyklych spustoszen w
burdelach Mediny i Mekki) i byly opowiadane ( a pozniej spisywane
przez "uczonych medrcow" arabskich) przy ogniskach rozniecanych kiziakiem pod
kopula nieba Orientu, uslana tysiacami gwiazd.
Niestety, nie wszystkie "hadith´y" dostapily zaszczytu stania
sie "prawdziwymi" czyli "sunnami". Wiekszosc z nich, te najbardziej "proroka"
kompromitujace (spisane juz -jak zreszta wszystkie -po zyciu tego wspanialego
meza) specjalna komisja weryfikacyjna, zlozona z "medrcow arabskich", ktorzy
sie juz nauczyli trudnej sztuki skladania liter w slowa, a tychze w zdania,
odrzucila a z reszty ulozyla w "sunny", majace ulatwic prawowiernym (tj. tym,
ktorzy uwierzyli ze jest Mohammad "bozym wyslannikiem") w ich zyciowej
drodze.
Sa to bardzo budujace opowiadania, oswietlajace "proroka" wprost niebianskim
swiatlem ale, kiedy nieco dalej zapoznanamy sie z nimi, nie zywiace ani
cienia sympatii do kobiet. I do wielu innych rzeczy - choc to do tematu tu
nie nalezy.
Musimy jednak zaznaczyc, ze w czasach "przed prorokiem" zyly i ubieraly sie
kobiety Arabii tak prawie samo, jak wszedzie na Wschodzie czy nawet w
Europie. Dopiero po smierci "proroka" uczyniono z nich prawdziwe niewolnice,
sluzace jedynie do wypelnienia najwazniejszej funkcji do jakiej Allah je
przeznaczyl w doczesnym zyciu : funkcji macic.
To jest zaszczytu tego dostapily tylko te przedstawicieliki drugiej polowy
rodzaju ludzkiego, ktorych wczesniej, jako noworodkow plci zelnskiej, nie
utopiono - czemu z upodobaniem ,choc w milczeniu, patronowalo trzystu bozkow
Kabby i swiete czarne kamienie. Ot, stary, pradawny zwyczaj koczownikow i
tyle - nie ma co sie o tym blizej rozpisywac.
A wszystko to dzialo sie przed zstapieniem Gabriela i przed widzeniami
Proroka, kiedy po pozbawieniu dziewictwa cudnej pieknosci Majed - corki
szejka Ibn-Naufala musial uchodzic z Mekki do Mediny przed zemsta
rozwscieczonych krewnych. Zlosliwi (a gdziez ich nie brak) twierdza , ze w
polowaniu na brode przyszlego proroka, bral udzial takze czcigodny Abu
Kariba , wlasciciel najladniejszych burdeli w Mekkce, polozonych zaraz kolo
targowiska i swiatyni Kabby.
Ale czy tak bylo ? Kto wie jak wtedy bylo - ludzie roznie gadaja....
Basn sie dalej plecie - dzis juz nie wiadomo, gdzie prawda sie konczy a
gdzie klamstwo zaczyna ,ale slawni mezowie z bitnego szczepu Benu -Kinanaha
opowiadali, ze to chyba wtedy "prorok" zarazil sie pewna brzydka choroba,
ktora marynarze himajryccy przywlekli z Dalekiego Wschodu - moze to byly
Indie a moze Chiny. Kto dzis moze stwierdzic z cala pewnoscia ale mowilo sie,
ze nie mogl sie wyszczac porzadnie na skory antylop swiezo wylozone do
wyprawy i strasznie przytem stekal...
Czcigodny Zorah Ibn-ubej lubil bajac podczas wieczerz w kole rodzinnym, ze
podczas wieczornych wypadow Proroka do zamtuzow Mekki zdarzylo sie raz , ze
przymroczony poteznie alkoholem poslizgnal sie na kupie nawozu swinskiego i
uwalal sie szkardnie g... tak, ze towarzysze uciekli od niego - tak
smierdzial a jego samego wymioty o malo co na drugi swiat nie wyprawily. Ci
co widzieli gadaja, ze dwa dni tak rzygal...Skad swinie, spytacie, w Arabii?
Ano przywiozl je kiedys maz slawny ze szczepu Chazradz, ktory do Bizancjum,
do samego cesarza Kufr´ow zjezdzil i z innymi podarkami dwie par swin dostal.
Tak bylo, bajaja, ale kto tam wie, jak bylo naprawde...
Basn sie baje dalej.
Nie powiodlo sie Mahommadowi w Mekkce: gdy tylko zdazyl zapoznac sie jako
tako z judaizmem od licznej zydowskiej kolonii i dostrzegl szanse, jaka
dawala na przechwycenie wladzy wsrod wrogich (bo wkurzonych grasanctwem tego
dzielnego meza wsrod bialoglow) szczepow, to przyplatala sie ta przekleta
choroba, no i ci krewni, i sutener...
Tu przyszedl notorycznemu hulace przyslowiowy lut szczescia - "widzenia".
Zwalony niemoca zaczal w majakach spotykac pewne wazne osoby i byly to
swoiste spotkania "na szczycie": "proroka" i "bozego wyslannika", archaniola
Gabriela, dyktujacemu Mohammadowi "slowo boze", spisywane nie przez niego
samego bo "prorok" byl analfabeta, ale przez zydowskiego sekretarza,
Abdullaha Ibn-Salama: Zyda i konwertyte na kielkujacy juz wtedy islam.
Rezultatem tych rozmow "na szczycie" bylo proste, jasne stwierdzenie,
ze "Allah jest jeden" a odwieczne bozki Kabby - balwanami, ze deflorowanie
dziewic jest przestepstwem, takoz samo-topienie niemowlat plci zenskiej dla
wygody czy nawet tylko z biedy, ze nieopanowane chlanie wina jest zle....
Najblizsi "prorokowi" ludzie przecierali ze zdumieniem oczy - najwyrazniej
szykowaly sie jakies zmiany. Czy to prawda?- zapytywali, pamietajac przeciez
dobrze co wyczynial z cudna Majed i z zona dowodcy strazy miejskiej
Mekki....I z innymi kobietami...
Tak wtedy jak i pozniej opowiadano, ale czy to prawda? Moze to jeszcze jedna
basn z tysiaca i jednej nocy?
Nagla proba poprawy wizerunku przez niepoprawnego hulake (co okaze sie
pozniej w Medynie) choc sama w sobie godna najwyszej pochwaly, wydala sie
jednak zatwardzialym balwochwalcom z Mekki po prostu niecnym wybiegiem: ich
prawo szczepowe i pustynne mowilo jasno: za gwalt na kobietach - nozem po
szyji. Krotko i wezlowato. Nikt sie na szlakach karawan nie bawil w
ceregiele -o kamienie tez na pustyni nie bylo latwo.
Pomimo poteznych wplywow wsrod okolicznych szczepow arabskich znakomitego
meza, zreszta ziecia "proroka", Waraki Ibn-Naufala (kuzyna zony Mohammada,
slawnej Chadidzy, ktorej pozniejsze, niewolnicze zycie sluzyc bedzie "za
przyklad" nastepnym generacjom kobiet arabskich) trzeba bylo nieslawnie i
pospiesznie opuscic Mekke.
Zapakowany w kolebke (i z kneblem mocna wepchnietym w usta by nie krzyczal)
umocowana pomiedzy dwa wielblady pewnego wieczoru chylkiem opuscil Mekke
(hedzyra) i za porada Waraki Ibn-Naufala nakazal pospieszny klus w strone
Jathribu caly czas majac u swego boku wiernego sekretarza, Abdullaha.
Dlaczego wlasnie tam a nie gdzie indziej?
A co mial czynic: w Mekkce - zamiast zwolennikow - sprokurowal sobie rzesze
wrogow. Nie mogl wiec liczyc na Arabow, bo ci chcieli "proroka" wedle
obyczaju smykiem pociagnac...Pozostawali Zydzi, ktorzy, co tlumaczyl
Mahommadowi Waraka, pociagnieci jego "szczerym" zapalem do judaizmu,
zostaliby z pewnoscia jego przyjaciolmi.
Nie plonne to byly rachuby: potezna i silna kolonia zydowska w Jathribie
(przemianowanej pozniej ukazem "proroka" na Medyne - "miasto proroka"), ujeta
pierwszymi surami (wersetami) Koranu, udzielila zbiegowi wszechstronnej
pomocy nie zauwazajac kompletnie, ze to co dobre i piekne w Koranie
pochodzilo prosto z Tory lub Talmudu - w czym niemala byla zasluga sekretarza
Abdullacha Ibn -Salama...
A "prorok" z poczatku wprawnie i przebiegle sie maskujac udawal milosc
dozgonna, uczestniczac w roznych uczonych debatach i "wieczorynkach"
religijnych. Ale byly tez bardziej namacalne dowody: a to swym zwolennikom
nakazal w czasie modlitw obracanie sie w kieruknu Jerozolimy, a to nakazal
post Aszura,a to stale podkreslal, ze "Wasz (tj. Zydow) Bog jest jeden i ten
sam". Prawie prozelita. Juz wkrotce jednak, jak tylko mocniej poczul sie w
siodle, natura znow go pociagnela na przetarte juz dobrze w Mekkce szlaki:
prz