olt
25.09.03, 09:52
Szkoda, ze ten artykul nie wniosl w zasadzie nic, o czym nie byloby wczesniej
wiadomo (chocby z artykulu w rzeczpospolitej z 19.09.03) oraz z rosyjskiej
strony z wnioskami wizowymi.
Nikt nie pokusil sie dotad o proby odpowiedzi na najistotniejsze pytania
praktyczne - o _prawdziwe_ koszty uzyskania wizy.
Wszystko bowiem wskazuje na to, ze (az chce sie powiedziec: jak zwykle...)
rozwiazania narzucone przez strone rosyjska (voucher/potwierdzone
zaproszenie jako warunek sine qua non ubiegania sie o wize - a wiec wymogi,
ktorych po stronie polskiej nie ma) sluza do wyciagania roznymi kanalami
pieniedzy od turysty przez najrozniejsze rosyjskie organizacje/instytucje, ktore
staja sie obecnie praktycznie nie do ominiecia (zwlaszcza rosyjskie biura
podrozy w polsce).
Tym samym nie zdziwie sie, jesli okaze sie, ze owe 10 Euro to tak naprawde
kilka procent rzeczywistych kosztow wizy - pozostale ukrywa w sobie: voucher
(dlaczego niby mialby byc tani? szczegolnie teraz, kiedy znika mozliwosc
wyjazdu na pieczatke AB), prowizja biura, prowizja hotelu, prowizja prowizji i
oplata manipulacyjna od prowizji prowizji...
Ciekawe tez jak bedzie (za ile) ustosunkowywal sie OWiR do potwierdzanych
zaproszen, bardzo ciekawe. Mam tylko slodka nadzieje, ze w dobie internetu
znajdzie sie wielu uczynnych Rosjan pomagajacych za niewielka oplata w
uzyskaniu zaproszen. Oby. Inaczej wyjazd do Rosji (jesli nie ma sie rodziny lub
bliskich kontaktow na miejscu) moze w praktyce kosztowac drozej, niz do
Europy Zachodniej.
Jestem zdania, ze dziennikarz piszacy "nie takie jednak wizy straszne, jak je
maluja", powinien osobiscie taka wize zdobyc, przedstawic sprawdzona
procedure i koszty, a potem wyciagac wnioski. Ale rozumiem, ze w przypadku
takich prob, zamieszczenie tego artykulu mogloby sie znacznie odsunac w
czasie...