Gość: CCCP
IP: *.acn.pl
26.09.03, 08:03
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030926/publicystyka/publicystyka_a_10.html
Pamięć i historia
Książka o żydowskich żołnierzach Hitlera
Żydowscy Niemcy w wojskach Hitlera, czy mówiąc prościej - Żydzi w armii Hitlera, takie zdanie dla większości ludzi i dzisiaj będzie przede wszystkim przejawem podstawowej historycznej ignorancji czy objawem zwykłego antysemityzmu. A jednak jest inaczej. Wczoraj ukazało się niemieckie wydanie głośnej książki młodego amerykańskiego historyka Bryana Marka Rigga właśnie pod takim tytułem: "Żydowscy żołnierze Hitlera". Praca została oparta na żmudnych badaniach źródłowych i wywiadach z bezpośrednimi uczestnikami wydarzeń.
Ustawy norymberskie zabraniały osobom pochodzenia żydowskiego służby w armii. Kryteria były bardzo surowe, korzenie rasowe członków NSDAP sprawdzano do 1800 roku, oficerów SS jeszcze o pięćdziesiąt lat wcześniej. Jednak dla niektórych wybranych Hitler wydawał certyfikaty "aryjskości". Były one trzystopniowe, w kategorii najwyższej jego posiadacz mógł się uważać za Niemca pełnej krwi, nawet jeśli nie był pełnoprawnym obywatelem III Rzeszy. Niższe zawieszały decyzję do czasu po wojnie, gdy miało być wydane ostateczne zaświadczenie, w zależności od wojennych zasług.
Sto pięćdziesiąt tysięcy osób pochodzenia żydowskiego walczyło w armii hitlerowskich Niemiec. Dlaczego służyli zbrodniarzowi? Jeden z badanych przez Rigga tak odpowiedział na to pytanie: Rodzice wychowali mnie jako prawdziwego Niemca w miłości do fuehrera oraz Ojczyzny. Te i podobne postawy były wynikiem sięgającego wiele lat wstecz procesu asymilacji. Patrioci niemieccy żydowskiego pochodzenia - jak pisze polski historyk Marek J. Chodakiewicz w ostatnich "Arcanach" o tej samej książce - przez lata ulegali coraz głębszej germanizacji.
Według Rigga, który zbadał 1671 przypadków żołnierzy Żydów wszystkich kategorii, większość zbadanych przez niego żołnierzy chciało udowodnić, że są godni miana "Niemca", że ich żydowskość nie istnieje. Solidarność wojskowa miała najwyższą wartość.
Każdy czytelnik książki Rigga zadawał lub będzie zadawać sobie pytanie o zagładę. Odpowiedź historyka jest straszna: "... niektóre osoby pochodzenia żydowskiego brały bezpośredni udział w holokauście jako sprawcy, głównie ze względu na swoją rangę i obowiązki z nią związane. Najbardziej skrajny jest przykład człowieka, który pod zmienionym nazwiskiem był komendantem obozu na Łotwie i wysyłał Żydów na śmierć".
Książka Rigga będzie przez wielu zrozumiana opacznie. Jedni zechcą ją wykorzystać do umniejszania roli Niemców, innym posłuży do podsycania antysemityzmu. Wydaje się, że nie taki był cel amerykańskiego autora. Jego książka, nie podważając prawdy o niemieckim ludobójstwie, jest kolejnym dowodem na niezwykłość XX-wiecznego zła. Perfidia systemu totalitarnego polegała nie tylko na ogromie zbrodni, do których doprowadził, ale też na niezwykłej umiejętności włączania ludzi - niezależnie od ich pochodzenia narodowego - we współpracę w ich dokonaniu. KTG