pamirk
12.08.08, 08:45
W latach siedemdziesiątych Salvatore Allende, prezydent Chile, do
końca przebywał w budynku bombardowanym przy wsparciu Amerykanów.
Uznali oni wtedy, że zbyt blisko ich granic (kilka tysięcy
kilometrów) wyrasta rząd - mający poparcie ludowe - który uznali za
niebezpieczny.
Młody, legalnie wybrany rząd został obalony, a Salvatore Allende
wtedy zginął.
Po nim nastąpił Pinochet, odpowiedzialny za terror i wymordowanie
tysięcy ludzi.
Czy Bush ma prawo obecnie do oburzenia?