wojo1111
10.11.03, 13:03
2 razy od Niemcow i raz od Komunistow , nogi calowac lobuzy.)
Hańba europejska
Tygodnik "Wprost", Nr 1094 (16 listopada 2003)
W krajach UE rozpowszechnia się antyizraelizm, antyszaronizm i
antyamerykanizm - Tomasz Lis dla "Wprost".
Izrael większym zagrożeniem dla świata niż Korea Północna? Ameryka takim
samym zagrożeniem jak Iran? Nie, to nie wynik sondażu przeprowadzonego wśród
członków Al-Kaidy. Tak uważają Europejczycy z Zachodu. Unia Europejska o
tydzień opóźniła opublikowanie wyników tego badania. I dobrze. Trudno o
lepszy dowód, że jest powód do wstydu czy wręcz hańby. Romano Prodi, szef
Komisji Europejskiej, stwierdził, że trzeba zbadać, dlaczego Europejczycy
myślą tak, jak myślą. Warto mu pomóc.
Czy Europa jest antysemicka?
Ryzykowne jest interpretowanie sondaży, ale zaryzykuję. 59 proc. pytanych za
największe zagrożenie dla świata uważa Izrael, 53 proc. Amerykę. Mój
wniosek - owe 53 proc. to ludzie twierdzący, że piekło na ziemi z inspiracji
Tel Awiwu mogą rozpętać Amerykanie. Górka, czyli sześć procent, to prawdziwi
antysemici. Większość nie ma nic do Żydów, ale nie toleruje polityki Izraela
i izraelskiego premiera wobec Palestyńczyków. Teza jest oczywiście
dyskusyjna, bo antyszaronizm może być normalną reakcją na to, co dzieje się
w Gazie i na Zachodnim Brzegu, ale może być również przykrywką dla
antysemityzmu.
To, co robi rząd Szarona, wystawia na ciężką próbę nawet filosemitów.
Najgorsze nie jest nawet ciągłe, publiczne obnoszenie się z pomysłem zabicia
Jasera Arafata, choć w wypadku demokratycznego rządu, jaki ma Izrael, jest
to rzecz niezwykła. Ludzie włączają telewizory i co widzą? Czasem oglądają
zdjęcia z Korei Północnej i z Iranu, ale znacznie częściej izraelskie
myśliwce F-16 unicestwiające terrorystów z Hamasu tak, że giną dziesiątki
cywilów; widzą budowany przez Izraelczyków tzw. mur obronny, tworzący de
facto rezerwaty dla Palestyńczyków. Widzą zamykane szkoły, zburzone
palestyńskie domy. Jasne są i inne obrazy. Zamachy bombowe, wylatujący w
powietrze Izraelczycy, zwykli ludzie nie znający dnia ani godziny. Większość
Europejczyków i tak jest jednak po stronie Palestyńczyków. Dlaczego?
Niektórzy, bo są antysemitami, większość, bo kibicują słabszym.
Ameryka na pasku Izraela?
Nawet wielu sympatyków państwa Izrael widzi, że w konflikcie bliskowschodnim
Ameryka nie jest bezstronna. Bush podobno lubi Szarona, ale gdyby nie lubił,
wiele by się nie zmieniło. Gdy Waszyngton słyszy o pomyśle zabicia Arafata,
protestuje, ale nie za mocno. Gdy sprzeciwia się budowie nowych żydowskich
osiedli, robi to bez wielkiej werwy. Gdy wyraża dezaprobatę dla budowy muru
obronnego, unika ostrego tonu. Nadchodzą wybory, w przyszłym roku ton będzie
jeszcze łagodniejszy. Bush senior grał ostro z premierem Szamirem i jego
wyborczych szans to nie zwiększyło. Bush junior pojął lekcję.
Jakby tego było mało, są ci wstrętni neokonserwatyści, którzy doprowadzili
do wojny z Irakiem, a gdyby mogli, doprowadziliby również do wojny z Syrią i
Iranem. Kim są neokonserwatyści? Wiadomo, Żydami. I jest już kalka, głupia,
ale trwała. Fakt, są wśród neokonserwatystów Amerykanie pochodzenia
żydowskiego: Paul Wolfowitz, Richard Perle i William Kristol, ale są, i to
bardziej wpływowi, protestanci: wiceprezydent Dick Cheney czy sekretarz
obrony Donald Rumsfeld. Wszyscy oni popierają Izrael nie dla tego, że są
Żydami albo chodzą na pasku Izraela. Czynią tak w przekonaniu, że istnienie
silnego, nie zagrożonego państwa żydowskiego leży w amerykańskim interesie.
Zresztą, najgorętszymi zwolennikami Izraela są w Ameryce nie liberałowie z
Partii Demokratycznej, lecz protestanccy fundamentaliści z prawego skrzydła
Partii Republikańskiej. Uważają oni, że naród żydowski jest narodem
wybranym, a narodziny Izraela to spełnienie biblijnego proroctwa. No dobrze,
ale czy wszystko to nie potwierdza tego, że Ameryka stanęła w konflikcie
bliskowschodnim po jednej ze stron i że niezależnie od okoliczności
Waszyngton zawsze trzyma z Żydami z Izraela? Wielu Europejczyków zdaje się
mówić, że tak. Podpisaliby się pewnie pod opinią Hassana Nasrallaha z
Hezbollahu, twierdzącego, że amerykańska administracja wywodzi się z
chrześcijańskiego syjonizmu. Stąd już tylko krok do wniosku, że wojna w
Iraku była wojną amerykańsko-żydowską, że Amerykanie chcieli ropy, a Żydzi
zniszczenia Saddama Husajna. W sprawie Iraku antyizraelskość spotyka się z
antyamerykańskością.
Jak bardzo antyamerykańska jest Europa?
Właśnie tak, nie pytam, czy Europa jest antyamerykańska, ale jak bardzo.
Bardzo! Powodów do nienawidzenia Ameryki jest masa, prawdziwych i
wywodzących się ze świata bredni. Inwazja amerykańskiej pop-kultury,
akceptacja kary śmierci, prześladowanie Murzynów, nadużywanie symboli
religijnych, ciągłe odwoływanie się do Boga, nie tylko w stałym wzywaniu go,
by błogosławił Amerykę. Francja nie cierpi "hipermocarstwa" (tak nazwał USA
Hubert Vedrine, były minister spraw zagranicznych), bo nigdy nie przeboleje
przegranej bitwy o prymat w światowej polityce. Galijski kogut powinien
wiedzieć, że choćby ze względów geograficznych nie ma szans z amerykańskim
orłem. Powinien, ale jakoś to do niego nie dociera. Bo kogut ma obsesję. Nie
przez przypadek książkę o francuskim antyamerykanizmie filozof Jean-Francois
Revel zatytułował "Obsesja antyamerykańska". Obsesję mają też Niemcy. 20
proc. z nich jest zdania, że za zamachem z 11 września mogła stać
amerykańska administracja. Francuzi życzyli Ameryce porażki w Iraku.
Dominique de Villepin, obecny szef francuskiej dyplomacji, nie był w stanie
odpowiedzieć na pytanie, komu życzy w tej wojnie zwycięstwa. Teraz Francuzi
chcieliby, by Ameryka przegrała pokój. Podobnie Niemcy, którzy nie mogą
wybaczyć Amerykanom, że trzeba było ich kurateli, by stali się normalnym,
demokratycznym państwem. Antyamerykanizm miał się w Niemczech dobrze, więc
gdy kanclerz Schroeder czuł, że może przegrać wybory, postanowił zagrać tą
kartą. Dziś antyamerykanizm ma się jeszcze lepiej. Być może Amerykanie byli
hipokrytami mówiąc, że wojna jest potrzebna, bo światu zagraża iracka broń
masowego rażenia. Nie są jednak większymi hipokrytami niż Francuzi i Niemcy,
którzy załamywali ręce nad losem Irakijczyków, a gdy wojna się skończyła, na
odbudowę Iraku nie dali ani euro.
Tomasz Lis,
dziennikarz TVN, prowadzący "Fakty". Były korespondent TVP w Waszyngtonie,
Dziennikarz Roku 1999. Opublikował m.in. "Listy z Ameryki", "Wielki finał.
Kulisy wstępowania Polski do NATO", a ostatnio "Co z tą Polską?"