Dodaj do ulubionych

Dla Dany: co mówią dokumenty i historycy

IP: *.acn.pl 12.12.03, 20:29
Dzisiaj znalazłem tę ksiązkę. Nie wiedziałem, że istnieje. <<The Warsaw Ghetto Uprising and the Poles (The Untold Story)>>


www.kpk.org/english/toronto/ghetto_revolt.pdf

Rzecz solidnie udokumentowana, wnioski warte przemyślenia. Nie zmarnujesz czasu.

Pozdrawiam,

C.
Obserwuj wątek
      • Gość: a Re: Nie tylko dla Dany IP: *.NYCMNY83.covad.net 12.12.03, 21:24
        Byla kiedys ksiazka w jezyku polskim o Gettcie warszawskim - "Ten jest z
        Ojczyzny Mojej" Szinkara (polski Zyd). Autor rowniez bezstronnie przytaczal
        fakty. To zydowska policja wspolpracowala z Niemcami i kkierowala wywozka zydow
        z Ghetta. Nazwisko autore moze podalem nieortograficznie. Czytalem ja dawno
        temu.
      • Gość: CCCP Re: Nie tylko dla Dany IP: *.acn.pl 12.12.03, 22:21
        Gość portalu: ANka napisał(a):

        > dzieki za obrone Polakow.
        > Pozdrowienia

        To nie ja. To dokumenty i wypowiedzi świadków.

        Sam większości tych faktów nie znałem. Nie miałem o nich pojęcia.

        W moim odczuciu książka nie ma na celu wybielenia Polaków i oczernienia Żydów.
        Jak najdalej od tego. Ale już najwyższy czas, żeby Leo-Uris-ologię zastąpiła w dyskursie o stosunkach polsko-żydowskich historia. Taka posługująca się bezstronnie ocenianymi materiałami żródłowymi.

        Także pozdrowienia,

        C.
          • Gość: CCCP Re: Historia jest antysemicka. IP: *.acn.pl 12.12.03, 22:56
            Gość portalu: mefet napisał(a):

            > Każdy kto nawołuje do używania metodologii historycznej w badaniach nad
            > Holokaustem, neguje wyjątkowość i ponadhistoryczność Tego. Jest więc antysemitą


            Też się zastanawiałem.

            Myślę, ze może dlatego właśnie ta ksiązka nie ukazała się w Polsce.
            (Chociaż mogę się mylić - nie śledzę rynku wydawniczegoi aż tak szczegółowo).
            Ale przy tym tu nie zaprzecza się Holokaustowi. Tu Holokaust staje się procesem rozpisanym na wiele głosów.
        • Gość: z daleka Re: W jarmuzu nie ma ni krzty goryczy IP: 5.3.1R3D* / 213.8.64.* 12.12.03, 23:54
          oboje macie racje:
          JARMUŻ

          Dwuletnia roślina warzywna z rodziny krzyżowych, której ojczyzną jest
          rejon Morza Śródziemnego. Jarmuż był znany już w epoce brązu. Cenili go
          starożytni Grecy i Rzymianie - uprawiali kilka jego odmian. We Francji stał
          się popularny w XIII wieku. W Polsce zaczęto uprawiać to warzywo dopiero w
          XVII wieku. Częścią jadalną są duże kędzierzawe liście w kolorze od zielonego
          do ciemnozielonego niekiedy z odcieniem fioletowym. Spożywać je można dopiero
          po pierwszych mrozach, bowiem wtedy zawierają mniej goryczy. Istnieją też
          odmiany bez goryczki.
          • Gość: dana33 do cccp IP: 5.5R* / 192.114.47.* 13.12.03, 01:50
            dopiero teraz doszlam do computera.... i psiakosc, nie moge tego linku
            otworzyc. jutro bedzie tu przyjaciel, ktory sie cus zna na computerach, to
            poprosze, zeby mi to otworzyl i wtedy napisze.
            dobrze, ze sie pojawiles znow. pozdrowienia
            • Gość: CCCP Re: do cccp IP: *.acn.pl 13.12.03, 02:07
              Gość portalu: dana33 napisał(a):

              > dopiero teraz doszlam do computera.... i psiakosc, nie moge tego linku
              > otworzyc. jutro bedzie tu przyjaciel, ktory sie cus zna na computerach, to
              > poprosze, zeby mi to otworzyl i wtedy napisze.
              > dobrze, ze sie pojawiles znow. pozdrowienia


              To tylko na ten raz. Do otwarcia pliku *.pdf potrzebujesz programu Adobe (Acrobat) Reader. Możesz go ściągnąć (darmowo) spod:


              www.adobe.com/products/acrobat/readstep2.html

              Warto ten program mieć; wiele ciekawych e-publikacji używa na świecie właśnie tego formatu.
        • Gość: Nihil Ach ten jarmuz!!! IP: *.72.71.117.Dial1.Orlando1.Level3.net 13.12.03, 14:01

          Gość portalu: ANka napisał(a):

          > nieWacpan wojtus nadwyraz sie przejal swa rola?
          > Jarmuz najlepszy jest z pomidorami...I nie jest gorzki a raczej ostry..


          > Z pomidorami nie jadlem, ale jezeli mozna, to poprosze o przepis.

          > Jarmuz, po odgoryczeniu ( a jednak!) zalewajac ja gotujaca woda ( jak to juz
          mnie za mlodu uczono...), rozkoszuje podniebienie jako 'eintopf', nagotowany z
          wloszczyzna na baranich zeberkach, na ozorkach lub na czyms tego rodzaju. Ze
          spora ilosci czosnku, oczywiscie!

          > Gdziezes o mlododosci jarmuzem czesto karmiona....!
          • vline Gęsia pipka 13.12.03, 14:48
            GĘSIA SZYJKA NADZIEWANA

            (niekoszerna)

            Gęsia szyja, 10 dkg wątróbki z gęsi, 15 dkg cielęciny, 1 czerstwa bułka, 15 dkg włoszczyzny, mleko, 2 duże cebule (10 dkg), 4 dkg tłuszczzu, 1 jajko, 5 dkg słoniny, sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, gałka muszkatołowa do smaku
            Gęsią szyję dokładnie oczyścić, opłukać, zdjąć skórę, szzyję ugotować razem z włoszczyzną. Miękką szyję wyjąć, mięso oddzielić od kości. Cielęcinę pokrajać na kawałki, obrumienić na tłuszczu z cebulą, wątróbką i słoniną, skropić wywarem i dusić do miękkości, pod koniec duszeenia dodać rozdrobnioną bułkę. Miękkie mięso wystudzić, zemleć razem z mięsem szyjki, wymieszać z jajkiem, doprawić, napełnić skórę niezbyt ściśle, zaszyć z obu stron, nakłuć w kilku miejscach, włożyć do wywaru razem z przyprawami i powoli gotować około 40 minut. Po ugotowaniu wyjąć, pokrajać w ukośne plastry.
            Można podawać na gorąco z ziemniakami i surówkami.

            wg Danuty i Henryka Dębskich

            (koszerna)

            W sprawie gęsich pipek to służę przepisem. Moja Babcia robiła to przy okazji pieczenia gęsi, ale nie mam korzeni żydowskich w zwiazku z tym nie wiem, jak to się ma do oryginału :
            1-2 gęsie szyjki, 1 łyżka posiekanej cebuli, 1 jajko, 1 łyżka tartej bułki lub kaszy manny, 1 łyżka okrawków gęsiego tluszczu, pieprz, sól
            Szyjkę oskubujesz i opalasz. Ostrym, wąskim nożem obluzowujesz skórkę, wrzucasz do wrzątku i chwilę gotujesz, po czym zdejmujesz skórę (ostrożnie, żeby jej nie uszkodzić). Szyjkę gotujesz dalej, aż mięso na niej będzie jadalne, albo (jeśli akurat pieczesz też gęś) dodajesz do brytfanki z gęsinką. Po ugotowaniu/upieczeniu obierasz mięsko, dodajesz skrawki tluszczu i siekasz drobniutko. Teraz dokładasz cebulę, jajko, tartą bułkę, pieprz i sól. Skórkę z szyjki nadziewasz tym farszem i zaszywasz (moja Babcia robiła to grubą, białą nicią - aha, ważne, żeby zostawić trochę luzu i nie zaszywać zbyt ciasno - bułka tarta spęcznieja podczas pieczenia i może rozsadzić nasze dzieło). Przygotowany pipek pieczesz razem z gęsią lub osobno - wtedy na gęsim tluszczu. Podajesz pokrojony w skośne plastry.

            Jest tez inny, bardziej "ekskluzywny" wariant pipka z nadzieniem z mielonej wolowiny lub cieleciny. Moim zdaniem to potrawa niejadalna - ale ja nie tykam niczego, co zrobiono z gęsi lub kaczki.


            www.kuchnia.com.pl/DiD/gesiaszyja.html
          • Gość: ANka Re: Ach ten jarmuz!!! IP: *.ifn-magdeburg.de 14.12.03, 16:17
            Jezeli lubisz kuchnie np szwajcarska a krotko mowiac serowe fondue. To robisz
            sobie fondue a do tego salatke z pomidorow z sosem z octu winnego, oliwy z
            oliwek, przypraw i drobniutko pokrojonego jarmuzu..

            Co do reszty np czosnkowej. Czosnek jest fundamentem kuchni srodziemnomorskiej.
            Nie insynuujcie sobie wszelkich praw do niego. W dodatku pieczony w piekarniku
            np z papryka i oliwa z oliwek traci swa niestrawnosc (i zapachowe efekty
            uboczne) a zyskuje na smaku.....
            Wy tez mozecie sie czegos nauczyc.. I niektorzy z was sie ucza....
            • vline czosnek po polsku 14.12.03, 16:40
              Ja robię żurek tak jak moja mama:
              3 kopiaste łyżki mąki na żurek (można kupić prawie wszędzie w Polsce), 3-4 ząbki czosnku (przekroić na pół), skórka z chleba;
              Wsypać wszystko do naczynia (ja robię w glinianym) i zalać ok 0.5 l zimnej wody, może być z kranu. Pozostawić do zakiszenia na 4-5 dni, zależy od upodobania. Skórkę z chleba i czosnek wyrzucić, a resztę zamieszać i wlać do rosołu. Zagotować. Podawać z jajkiem na twardo, (podsmażonymi) ziemniaczkami i kiełbasą, posypać zieloną pietruszką.
              Iwona Maszczyńska


              www.kuchnia.com.pl/DiD/zupy_zur.html#zurpol
              • wtracalski Re: czosnek po polsku 14.12.03, 17:54
                Uwielbiam żurek. Przez 23 lata, od mojego wyjazdu z Polski w 67r. aż do
                pierwszej wizyty 90r, prześladował mnie smak i zapach żurku, bez żadnej
                możliwości realizacji kulinarnych pragnień. Od tego czasu bywam w Polsce
                regularnie. Liczba zaliczonych przeze mnie żurków równa jest liczbie dni
                mojego pobytu w Polsce. Mogę już podsumować kilka żurkowych miesięcy. Czasem,
                gdy żona chce być szczególnie miła, kisi żurek tu w Izraelu. Zawsze to wielkie
                wydarzenie.
                Pzdr
                Wtr.
                • vline Re: czosnek po polsku 14.12.03, 19:53
                  wtracalski napisał:

                  > Uwielbiam żurek. Przez 23 lata, od mojego wyjazdu z Polski w 67r. aż do
                  > pierwszej wizyty 90r, prześladował mnie smak i zapach żurku, bez żadnej
                  > możliwości realizacji kulinarnych pragnień. Od tego czasu bywam w Polsce
                  > regularnie. Liczba zaliczonych przeze mnie żurków równa jest liczbie dni
                  > mojego pobytu w Polsce. Mogę już podsumować kilka żurkowych miesięcy. Czasem,
                  > gdy żona chce być szczególnie miła, kisi żurek tu w Izraelu. Zawsze to wielkie
                  > wydarzenie.
                  > Pzdr
                  > Wtr.

                  No to zachowałeś polskość. Gratuluję.

                  Amerykanie, i inna barbarzyńska hałastra, reagują na żurek katastrofalnie. Podobnie zresztą jak na flaczki, takie tłuste, z pieprzem, do czerstwej
                  bułeczki i setki (wyjąwszy Niemców, którzy trawią jeszcze dziwaczniejsze pyszności - ale z żurem są jednak na bakier).


                  • Gość: ANka Istota polskiego zurku jest jednak kwas IP: *.ifn-magdeburg.de 14.12.03, 20:05
                    a co do czosnku po polsku to dodaja go do swoich zup szczodrze gorale.. I
                    spokojna glowa - Ci juz i te ´halastre´ do niego przekonali a tej czesci z
                    Chicago pewnie nie musieli..
                    Zreszta bez przesady. Ja flakow nie cierpie. Ani sledzi na Wigilie. Czy to wobec
                    tego argument na niekorzysc mojej tozsamosci narodowej?!
                    Poniewaz nie przepadam za dziczyzna to oznacza zapewne ze jestem antyrojalistka? :)
                    • Gość: dana33 do vlina IP: 5.5R* / 192.114.47.* 15.12.03, 18:37
                      drogi vlinie. zostalam poproszona przez bardzo dokladna przyjaciolke, zeby
                      wyjasnic ci tajemnice kulinarne kuchni zydowskiej (ona swietnie gotuje, a jej
                      smalec z gribene i jablkiem jest slynny rowniez za granica polski):
                      pipka to nie szyjka. a szyjka to to co nazywa sie po zydowsku kiszka.
                      • vline Re: do vlina 15.12.03, 19:04
                        Gość portalu: dana33 napisał(a):

                        > drogi vlinie. zostalam poproszona przez bardzo dokladna przyjaciolke, zeby
                        > wyjasnic ci tajemnice kulinarne kuchni zydowskiej (ona swietnie gotuje, a jej
                        > smalec z gribene i jablkiem jest slynny rowniez za granica polski):
                        > pipka to nie szyjka. a szyjka to to co nazywa sie po zydowsku kiszka.


                        Więc chodzi o to?

                        Gęsie pipki

                        Składniki

                        1 kg gęsich żołądków 0,5 kg cebuli 10 ząbków czosnku sól pieprz 1-1,5 łużeczki curry brokuły liście sałaty

                        Sposób przygotowania

                        - ok 1 kg gęsich żoładków sparzamy zalewając obficie wrzątkiem 3 razy, następnie oczyszczamy sitko i sparzamy
                        czwarty raz ( bardzo ważne ) !!! - następnie do brytfanki wkrajamy drobno ok 0,5 kg cebuli i szklimy ją dodając
                        zgniecioną jedną główkę czosnku (ok 10 zabków) i podsmażamy razem ok 5 min, - do tego dodajemy sparzone 4 razy
                        żołądki obficie solimy, pieprzymy i dodajemy 1-1,5 łyżeczki curry,wszystko zalewamy niewielką ilością
                        wody i dusimy na małym ogniu przez ok 1,5 h ( do uzyskania 80 % miękkości , brytfanka musi być przykryta
                        pokrywką), przez cały czas kontrolujemy poziom wody i często mieszamy. Po tym czasie wsadzamy brytfankę
                        na 30 min do nagrzanego piekarnika i po 15 min. zdejmujemy pokrywkę w celu "zarumienienia potrawy".
                        Podajemy z brokułami. Pycha, sam tak przyrządzam tę potrawę i zawsze jest główną atrakcją wieczoru. Smacznego !
                        Obok układamy liście sałaty.

                        Niepokoi mnie w tym curry. Brokułów nie jadam, co w ich miejsce?

                        PS.

                        Mój nick się nie odmienia. Z pewnego powodu.

                        v.
                        • hubbeles pipkies 15.12.03, 20:57
                          vline napisała:

                          > Gęsie pipki
                          >
                          > Niepokoi mnie w tym curry. Brokułów nie jadam, co w ich miejsce?

                          Mnie tez niepokoi, do tego stopnia zaniepokoilo, ze zmusilo do reakcji.
                          Oczywiscie zadnego curry w gaenze pipkies nie ma, nie bylo i byc nie moze, bo
                          by sie wszystkie aszkenazyjskie w grobach poprzewracaly. Moja Mamasza dodawala
                          listeczek laurowy, galke muszkatolowa, majeraneczek, tymianeczek - i ciut
                          czerwonego wina. curry - my ass!
                          A brokuly to nie wiem w ogole kto jada, oprocz producentow tego paskudztwa - do
                          pipkies podawalo sie w moim domu farfelki ( czyli zacierke) i surowke, jaka kto
                          lubil, byle nie bylo smietany - no bo to kozlatko i mleko matki jego etc.
            • bigobserver Glodni ?? 15.12.03, 22:26
              Pamietam, ze jako mlodzi studenci bralismy plecaki, namioty i ruszalismy
              w "szeroki swiat".
              Pieniedzy bylo zwykle tyle, ze trzeba bylo kierowac sie "priorytetami"
              Na czolowym miejscu znajdowaly sie zwykle "napoje rozweselajace" a by moc wejsc
              w ich posiadanie droga kupna, oszczedzalo sie na jedzeniu.
              Margaryna mleczna i dzem truskawkowy stawaly sie podstawowymi srodkami zywnosci.
              Po mniej wiecej dwu tygodniach zaczynaly sie rozmowy podobne do Waszych.
              Jedni opowiadali w srodku lata co beda jedli na wigilijna kolacje, inni
              wspominali aromat wedzonej , gotowanej szynki wiazanej ciasno sznurkiem,
              jeszcze inni o przewadze sernika nad makowcem.
              Ciekawy jestem czy Wy oszczedzacie na jedzeniu, przeprowadzacie diete czy moze
              pijecie ?
              • Gość: dana33 Re: Glodni ?? IP: 5.5R* / 192.114.47.* 15.12.03, 22:33
                to co opisujesz, to bylo w okresie mlodosci. dzisiaj, w wieku statecznym jest
                dosyc szynki i makowcow. teraz ja uwielbiam chlebek ze szmalcem. albo chlebek
                posmarowany ciut maselkiem, potem ciur czosnku, potem ciut przecieru
                pomidorowego, cebylka i sol. pycha. zaden caprice de dieux nie moze sie do tego
                porownac... :)
                • bigobserver Re: Glodni ?? 15.12.03, 22:56
                  Gość portalu: dana33 napisał(a):

                  > to co opisujesz, to bylo w okresie mlodosci. dzisiaj, w wieku statecznym jest
                  > dosyc szynki i makowcow. teraz ja uwielbiam chlebek ze szmalcem. albo chlebek
                  > posmarowany ciut maselkiem, potem ciur czosnku, potem ciut przecieru
                  > pomidorowego, cebylka i sol. pycha. zaden caprice de dieux nie moze sie do
                  tego
                  >
                  > porownac... :)


                  Ja chetnie czytam to co piszecie ale zastanawia mnie dlaczego tylko o jedzeniu
                  da sie pisac bez stwierdzenia, ze ktos, komu smakuje cos innego niz mnie nie
                  koniecznie musi byc miedzygalaktycznym durniem.
                  Wiesz cos o tym ?
                  • Gość: dana33 Re: Glodni ?? IP: 5.5R* / 192.114.47.* 15.12.03, 23:13
                    oczywiscie (ty wogole zauwazyles, zebym ja czegos nie wiedziala????)
                    widzisz, sprawa ma sie tak: jedza nie tylko usta, jedza tez oczy, wiec wszystko
                    zalezy od tego, jak podasz. jak rabniesz na stol pieczen z dzika w sosie z
                    gruszka i borowkami, do tego kluski chlebowe na talerzu z porcelany sevres, to
                    to smakuje jak niebo w gebie, miesko sie rozplywa w ustach, kontrast miedzy
                    biala gruszka i czerwona borowka az bije w oczy, sos jak krem.... natomiast jak
                    rabniesz dokladnie to samo na jednorazowym talerzu z cienkiego plastiku z nozem
                    plastikowym, to...... tak samo rozmowa, gadaja nie tylko usta, ale i uszy,
                    kochanie, uszy i ciut rozumu w roli kluski....
                    • bigobserver Re: Glodni ?? 15.12.03, 23:33
                      Gość portalu: dana33 napisał(a):

                      > oczywiscie (ty wogole zauwazyles, zebym ja czegos nie wiedziala????)
                      > widzisz, sprawa ma sie tak: jedza nie tylko usta, jedza tez oczy, wiec
                      wszystko
                      >
                      > zalezy od tego, jak podasz. jak rabniesz na stol pieczen z dzika w sosie z
                      > gruszka i borowkami, do tego kluski chlebowe na talerzu z porcelany sevres,
                      to
                      > to smakuje jak niebo w gebie, miesko sie rozplywa w ustach, kontrast miedzy
                      > biala gruszka i czerwona borowka az bije w oczy, sos jak krem.... natomiast
                      jak
                      >
                      > rabniesz dokladnie to samo na jednorazowym talerzu z cienkiego plastiku z
                      nozem
                      >
                      > plastikowym, to...... tak samo rozmowa, gadaja nie tylko usta, ale i uszy,
                      > kochanie, uszy i ciut rozumu w roli kluski....

                      Az zioniesz antyamerykanizmem.
                      I to juz nawet nie "podskornie".
    • Gość: babariba no i wreszcie wszystko wróciło do własciwych... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 15.12.03, 22:59
      ...ram, czyli twórczego zastosowania czosnku.
      Ja sam osobiście wypróbowałem recepturę nihila: '30 zabków czosnku, oliwa, ocet winny' i te inne... i pyszne jest to, szczegolnie w towarzystwie takiego ekologicznego napoju, co on wyrasta w dziewiczych ostępach Puszczy Knyszyńskiej...
      Natomiast ktoś tu pisał o Niemcach i żurku, i wobec tej opinii zaprotestować musze zdecydowanie, bo mnie do żurku przekonała moja żona Hanyska (do przepisu całego - z czosnkiem) i teraz czasem żałuje tego, bo nieumiarkowany jestem w czosnku zastosowaniu.
      I do dany jeszcze prywatnie poniekąd: kiedys pisałem o czosnku marynowanym i kiszonym, który bardzo popularny jest całkiem niedaleko od mojego miasteczka na wschód, niestety Europą nam tu wizy zrobili i porzadnych przepisów zdobyć mi się jeszcze nie udało, ale chyba niedługo się tam wybiorę...:)))
      A poza tym zapraszam od jutra: www.nasza.sokolka.org
      Od jutra zapraszam, bo dzisiaj serwer providera czegos zdechł, al z okazji do promocji mojej strony korzystam :)))
      pozdrowienia i smacznego
      'daj boh sztob nieposlednij'
            • Gość: CCCP placki kartoflane IP: *.acn.pl 15.12.03, 23:35
              Nie wytrzymałem.

              A ja, głodomory jedne, znam przepis na placki kartoflane z sosem grzybowym.
              Ale nie takie zwykłe z tartych kartofli, tylko z gotowanych. Nie lane na patelnię, a wałkowane, i nie smażone, a przypiekane bez tłuszczu, jak podpłomyki.

              Niech mi się wszystkie super potrawy schowają.

              Wracam do lurkowania.


              Hasło dnia: Ziemia dla Z/ziemniaków !!!



              • bigobserver Re: placki kartoflane 15.12.03, 23:39
                Gość portalu: CCCP napisał(a):

                > Nie wytrzymałem.
                >
                > A ja, głodomory jedne, znam przepis na placki kartoflane z sosem grzybowym.
                > Ale nie takie zwykłe z tartych kartofli, tylko z gotowanych. Nie lane na
                pateln
                > ię, a wałkowane, i nie smażone, a przypiekane bez tłuszczu, jak podpłomyki.
                >
                > Niech mi się wszystkie super potrawy schowają.
                >
                > Wracam do lurkowania.
                >
                >
                > Hasło dnia: Ziemia dla Z/ziemniaków !!!


                Pogadaj z Tomkiem.
                Niech Ci opowie o kartoflach z "kadzidupki"
                To zadne swinstwa jakies.
            • Gość: babariba aaaaa, zapomiałem powiedzieć jeszcze, że IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 15.12.03, 23:36
              kiedyś jechałem ja sobie z Grodna do Sokółki 3,5 godziny (ok. 40 km jest to, ale dwie granice - białoruska i polska po drodze i diwe ekipy pograniczników i celników) i przez cały ten czas sluchałem o różnych sposobachsolenia słoniny.
              Dobra ona jest z cebula, nie tylko do puszczanskich napojów, bo tam czegoś takich nie znaja, albo oszukuja.
              Ale knif z przepisami roznymi bedzie twojego imienia
              • Gość: dana33 do cccp IP: 5.5R* / 192.114.47.* 15.12.03, 23:59
                ty przypadkowo tak z tymi plackami kartoflanymi, czy mam cie podejrzewac o ze
                dajesz mi tu jaki wink???? bo nie moge byc pewna czy wiesz, czy nie wiesz.....
                a to dlatego, ze my tutaj mamy za okolo tydzien hanuke. a tradycyjne jedzonko
                na hanuke, to paczki i latkes. a latkes to placki kartoflane......
                nu, zadne lurkowanie, tylko dawaj przepis. dokladny. nie tak jak te psiapsiolki
                mojej mamy, co zawsze brakuje jednej rzeczy i to potem nie wychodzi... :)
                • Gość: CCCP Bramborowe placky IP: *.acn.pl 16.12.03, 00:17
                  A czort się nie wyzna, może to i te Wasze łatkes.

                  Ja to znam z Czech, potrawa z prostej wiejskiej kuchni, tam bardzo ceniona. Nazywa się "bramborove placky", w odróznieniu od zwykłych naszych placków kartoflanych, które tam nazywają się "bramboraky" [dla ciekawych, pierwsze kartofle, które dotarły do Czech nazywano "braniborska (brandenburskie) jablka", stąd u nich "brambory".]

                  Gotowane ziemniaki, stłuc. Dodawać średnio grubej mąki, aż uzyska sie konsystencję nie lepiącego się ciasta. Kawałki rozwałkowywać do grubości tak 2-3 mm., kłaść bez tłuszczu na rozgrzaną dużą patelnię, kto ma piec węglowy, może kłaść na blachę, raczej nie do piekarnika, bo się nie da upilnować. Po kilkunastu sekundach na drugą stronę. I to wszystko.
                  Potem sos grzybowy. U nas robiło się ze świeżych grzybów, z dodatkiem odrobiny smietany. Można z pieczarek.

                  Sos na kolejne placki, ale nie na wszystkie naraz, bo przemiękną. W oryginalnym przepisie nie ma mowy o żadnych przyprawach, prócz odrobiny soli, smak mają dać grzyby (idealnie kurki).

                  Zachciało mi się jeść. Niech Was. I jak tu się odchudzić?
                  • Gość: ANka Znam je ze spozycia IP: *.ifn-magdeburg.de 16.12.03, 12:15
                    nie wiedzialam jak sie robi. Dzieki CCCP
                    A propos czesi znaja taz amerykanskie brambory. Ja juz wogole nie potrafie jesc
                    frytek bo przetworzylam te ich wersje. Musisz miec ladne, umyte ziemniaki,
                    ciachasz je na takie polksiezyce (koniecznie ze skora!!!) Potem do naczynia
                    zaroodpornego, gruba sol, kminek, papryka, oliwa z oliwek.
                    I to wszystko!!!!
                    A jak do srodka wlozysz troche naszej polskiej bryndzy to po prostu nie ma nic
                    lepszego pod sloncem. (PS- to wcale nie tuczy- ja choruje juz od dwoch tygodni
                    wiec nie mam sil lazic do sklepu) A piekarnik jest - ziemniakow wor, a zapasy
                    bryndzy poczynilam jeszcze przed choroba...
                    Pozdrowionka...
                    (Jak schudniesz raz, naprawde to potem ciezko utyc, nawet jak sie chce) A jak ci
                    nic nie dolega, nie jesz ze stresu, rozpaczy itd, a chetnie jesz dobre rzeczy to
                    tez nie uda ci sie utyc) Zreszta kto sie odchudza na zime?!
                    A na wiosne hormony i tak Cie odchudza..
                • pypcinski Zadzwoniłem do Czech w sprawie placków 17.12.03, 15:59
                  Gość portalu: dana33 napisał(a):

                  > ty przypadkowo tak z tymi plackami kartoflanymi, czy mam cie podejrzewac o ze
                  > dajesz mi tu jaki wink???? bo nie moge byc pewna czy wiesz, czy nie wiesz.....
                  > a to dlatego, ze my tutaj mamy za okolo tydzien hanuke. a tradycyjne jedzonko
                  > na hanuke, to paczki i latkes. a latkes to placki kartoflane......
                  > nu, zadne lurkowanie, tylko dawaj przepis. dokladny. nie tak jak te psiapsiolki
                  >
                  > mojej mamy, co zawsze brakuje jednej rzeczy i to potem nie wychodzi... :)


                  Dana miała rację, diabeł tkwi w szczegółach.

                  Moja przyjaciółka Ludmila zaleca:

                  Ugotować kartofle w mundurkach (Tu tkwi pierwszy diabełek). Pozwolić im ostygnąć. (Tu drugi, gdyby były gorące, nie udałoby się). Zdjąć skórki. Zetrzeć kartofle na bardzo drobnej tarce. Dodać mąki, gładkiej (tu trzeci diabełek - ja jakbym pamiętał krupczatkę). Wymieszać, rozwałkować, upiec. Ludmila smaruje patelnię odrobinką tłuszczu. Jeśli bezpośrednio na płycie kuchennej, wtedy bez tłuszczu (u nas zawsze było bez tłuszczu, nawet na patelni). Żadnych jajek, nic. Masa nie powinna leżeć, bo się zacznie kleić.

                  Smacznego.


                  PS. Niżej podpisany jadł ongiś najwspanialsze na świecie kołduny w pewnej wsi muzułmańskiej w indyjskim Tybecie. Nazywano je tam w miejscowym dialekcie tybetańskim mok-mok. Były znacznie mniejsze od naszych, może jak dwa orzechy laskowe. Cieniutkie ciasto, w środku wołowina z baraniną, rosół delikatnie doprawiony (nie zauważyłem czym, bo zanim się zabrałem do jedzenia już byłem nieźle sam doprawiony miejscowym napojem, nazywanym dla niepoznaki piwem). W jednej porcji pewnie ze trzydzieści sztuk. Podobne robiło się w okolicach skąd pochodzę, ale trochę większe. Pózniej dowiedziałem się, że sztuka sporządzania tych pierożków znana jest na ogromnym obszarze, od Korei po z grubsza Bug (z przyczółkiem obejmującym oczywiście Sokółkę). Ucieszyło mnie to, że i w naszej rodzinie przechowywano tę szlachetną tradycję.

                  Niektórzy centralno-polscy barbarzyńscy usiłują robić kołduny bez baraniny.

                  C.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka