Bezpieczeństwo od... ludzi

IP: *.fonet.pl / *.crowley.pl 29.06.04, 23:16
Zauważyłem, że w wypowiedziach Woo od czasu do czasu pojawia się przestroga
przed jeżdżeniem późną porą przez parki, podziemne przejścia, itd.
Przyznam, że trochę mnie to niepokoi...
Jak to jest? Naprawdę tak łatwo w parku we Wrocku o godz. 22.00 można
oberwać? zostać pozbawionym roweru? Ja nie mówię, że kwestionuję te uwagi,
tylko bardzo mnie niepokoją...
Jakie macie dośiadczenia w tym względzie?
    • woo-cash Re: Bezpieczeństwo od... ludzi 30.06.04, 20:42
      > Jak to jest? Naprawdę tak łatwo w parku we Wrocku o godz. 22.00 można
      > oberwać? zostać pozbawionym roweru? Ja nie mówię, że kwestionuję te uwagi,
      > tylko bardzo mnie niepokoją...
      > Jakie macie dośiadczenia w tym względzie?

      Andy, to pytanie bardziej ogólne, IMO, niż na forum rowerowe. To kwestia tego,
      czy we Wrocławiu można się czuć po zmroku bezpiecznie. Rower w tym wszystkim
      jest rzeczą wtórną.

      Jestem osobą o raczej słusznej budowie ciała i słusznym wzroście. 194 cm
      wzrostu i około 90 kg wagi gwarantuje mi względny spokój w przyadku spotkań w 4
      oczy czy nawet 2 na 1. Ale nie czuję się bezpiecznie po zmroku w miejscach,
      które nie są względnie dobrze oświetlone, ruchliwe i widoczne.

      I mojego niepokoju nie wzbudza kilku pijaczków siedzących na ławce po zmroku.
      Oni najwyżej będą chcieli 2 zł na wino, ale nic złego nie zrobią. Niepokój mój
      budzi raczej kwiat polskiej młodzieży: sfrustrowanej, podpitej, najaranej i
      znudzonej, co sprzyja szukaniu zadymy wszędzie, z każdym i z byle powodu.

      Z jazdą po Wrocku po zmroku jest trochę tak, jak z pływaniem. Topią się głównie
      Ci, którym brak respektu dla wody, nie boją się jej.
      I tak samo - w łep myślę, że obrywają najczęściej najwięksi hojracy. Jak mówi
      przysłowie: "strzeżonego Pan Bóg strzeże". Ja po zmroku staram się jeździć już
      wyłącznie po co bardziej uczęszczanych ulicach. Szczególnie, jeśli jadę sam.
      Chodzić również wolę po bardziej uczęszczanych arteriach, a nie po ciemnych i
      nigdy nie patrolowanych parkach.

      To takie uwagi natury ogólnej. Nie tylko rowerowej.
      Pozdrawiam,
      Woo.

      PS. Kiedyś przydarzyło mi się coś takiego, że 3 wyrostków po
      prostu "porzyczyło" sobie mój rower. Na chwilę. Już nigdy go więcej nie
      widziałem. Wówczas miałem lat może 12. Rzecz działa się w środku dnia, przy
      nasypie kolejowym na wysokości ul. Racławickiej. Podbiegłem do najbliższego
      człowieka, licząc, że mi pomoże, ale on _oczywiście_ niczego nie widział.
      Poszedłem na komisariat przy Jaworowej. Stały tam radiowozy, więc mogliby
      podjąć poszukiwania. Ale okazało się, że zrabowali mi ten rower nie po tej
      stronie ul. Racławickiej. To nie był ich rejon! Odełali mnie na Grabiszynek,
      gdzie z kolei nie mieli radiowozów...

      Pomyśl, czy warto prowokować los. Bo na pomoc znikąd raczej nie możesz liczyć.
      Chyba że coś się zmieniło drastycznie od tamtej pory, ale nie zaobserwowałem.
Pełna wersja