Dodaj do ulubionych

A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson,

03.10.09, 17:14
Keith Emerson, Jimmy Page? Co robili Polanie, Dżamble i inni rodzimi
chałturnicy wówczas, kiedy muzyka rockowa poczyniła tak wielki
postęp? Grali nadal w wiejskich Damach Kultury?

Nie mówcie mi, że którykolwiek zespół w naszym kraju prezentował w
latach 60/70 jakiś, choćby przyzwoity poziom. Była to żenująca
amatorszczyzna i taką pozostała. A jeśli ktoś ma odmienne zdanie, to
proszę o wypowiedź. Ale ilustrowaną przykładem. Od razu będzie można
stwierdzić, od kogo zerżnięte.
Obserwuj wątek
    • basilisque Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 03.10.09, 19:12
      Prawda, daleko nam było. Ale "żenująca amatorszczyzna" to gruuuba przesada.
      Z takich typowo rockowych kapel z tamtych czasów to ja - oprócz grupy Niemena,
      wysoko stawiam KLAN (o którym oprócz mnie nikt tu nie pisze), też ROMUALD I
      ROMAN, a potem - oczywiście SBB!

      www.youtube.com/watch?v=qfmAxIWqpgE
        • billy.the.kid Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 03.10.09, 20:07
          stary-na pewno masz rację.
          ale....
          nikt z nas w onych czasach nie mówił że te nasze kapele to czołówka
          światowa. nie oczekiwaliśmy od nich niczego odkrywczego. miło było
          gdy naśladownictwo było dobre. chadzało się na różne gitariady, a to
          do stodoły, a to do medyka-tu grywał KLAN.
          miło też było gdy chłopaki grywali coś odkrywczego np.marek
          ałaszewski.
          ważnym dla nas było to by chłopaki grali to o czym mogli powiedziec
          że to jest ICH MUZYKA.fałsz można było wyczuc.
          był taki sobie bardzo popularny zespolik NO TO CO. grywał poprawnie
          takie sobie pseudoludowe kawałki ale było to SZTUCZNE-MIMO ŻE GRANE
          POPRAWNIE.

          A cały czas czekało się na przyjazd wielkich tego świata.zdarzały
          sie jednak wizyty grup z w.bryt. które były oszustwem. byłem kiedyś
          na takim dziwadle o nazwie THE tremeloes. niby brytyjscy gitarowcy-
          nawet dsyc popularni-a okazało się CHAŁA.
        • basilisque Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 03.10.09, 20:42
          zielony65 napisał:

          > Dwa z tych "zespołów" to plagiatorzy dorobku Mahavishnu Orchestra.
          > Trzeci zrzynał ordynarnie z twórczości Spooky Tooth, Humble Pie i
          > częściowo The Who. Tatuś przywieźli płyty z zachodu to się
          > podrobiło...
          Oj ostro, kolego, ostro sobie poczynasz.
          Zawziąłeś sie na tych naszych chłopaków z gitarami. Ale - trochę przestrzeliłeś
          z tej swojej dwururki. Mahavishnu O. co ma do Klanu, czy Romków to nie wiem,
          może trochę do SBB, ale niekoniecznie.
          A tak w ogole to daty sie nie zgadzają. Klan i R&R - to rok 69. MO - powstało w
          71, Humble Pie, w II pol. 69, po rozpacie Small Faces a Spooky Tooth - w ogole
          był u nas nieznany.

          No, ale jak się zawziąłes to Cię i tak nikt nie przekona. Zgadzam się, że było
          wtedy dużo chłamu i nie uważam Polan za geniuszy rocka. Ale - nie wszystko było
          takie złe..
          Cheers. Baz
      • krol-czy-krolik Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 04.10.09, 20:01
        No właśnie! Brawo Johnny! (Johnny Bravo?? smile)Skaldowie, może to nie całkiem
        rock, ale byli dobrzy i oryginalni. Mieli super kawałki i śmieszne teksty
        (np. coś o wiejskim listonoszu, albo: "stoję na dworcu w Kansas City"). A np.
        Marek Grechuta - co zły był? Naśladował kogoś?
        Naprawdę, może tak ilościowo nie było dużo, ale sporo było dobrej i właśnie
        oryginalnej muzy!

        DB. Rabbit
          • billy.the.kid Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 04.10.09, 22:20
            króliku-ten człowieczek stwierdził że łapy trzęsą sie WŁAŚNIE JEMU.
            usiłuje narzucic właśnie mi co dobre. a ja odpowiem że najlepszym
            gitarzystą śweiata lat 60 był np. krzysztof krawczyk.a najlepszym
            wokalistą edward hulewicz i nie ma sposobu żeby mi udowodnic że się
            mylę. nie to łądne co łądne. łądne jest to co się komu podoba.

            mowa jest o muzczce z tych lat a nie koniecznie o rocku.
            rock rozumiany jako muzyka młodych- to szerokie pojęcie-i tu i
            skaldowie i grechutek mieszczą się.
            podnosili chłopaki poziom tej muzyczki deczko wyżej.
            taki kawałek- 26 marzenie-czysty rock.
    • t.o.m.e.k Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 05.10.09, 14:44
      zielony65 napisał:

      > Keith Emerson, Jimmy Page?

      Nigdzie.

      > Co robili Polanie, Dżamble i inni rodzimi
      > chałturnicy wówczas, kiedy muzyka rockowa poczyniła tak wielki
      > postęp? Grali nadal w wiejskich Damach Kultury?
      >
      Wypowiedź, delikatnie rzecz nazywając, kontrowersyjna. I chyba
      podszyta jakimiś dziwnymi kompleksami. Bo jaki jest właściwie cel w
      roztrząsaniu po 40 latach takich kwestii? Czy zadając takie pytania
      zrobi nam się lepiej na duszy? Czy chcemy sobie (i innym) coś
      udowodnić? Czy może jednak lepiej zacząć myśleć w drugą stronę i
      pocieszyć się, że w tym późnogomułkowskim maraźmie coś jednak się u
      nas działo i powstało trochę wartościowej i - wbrew temu co twierdzi
      zielony - oryginalnej muzyki.
      Żeby oceniać jakieś zjawisko, musimy wziąć pod uwagę cały kontekst,
      w jakim ono występowało, a nie tylko to, jak szybko ktoś potrafił
      zapieprzać po gryfie czy klawiaturze. Polski rock lat 60-tych rodził
      się i egzystował w bólach, będących pochodną komunistycznego syfu,
      zacofania, reglamentowania wszystkiego co się dało i powszechnego
      niedostatku. Pan zielony65 powinien to wszystko wziąć pod uwagę, tym
      bardziej, że chyba sam dobrze pamięta te słodkie czasy.
      To, co określam jako 'Komunistyczny syf' miał na rockową
      rzeczywistość taki wpływ, że po prostu z powodów ideologicznych rock
      nie był zjawiskiem mile widzianym i jako taki miał spore trudności z
      kulturowo szerszym zaistnieniem. No i wszysto było kontrolowane
      przez państwo (czyli partię).
      Zacofanie z kolei nie pozwalało na przyzwoite wyposażanie studiów
      nagraniowych, na tłoczenie dobrze brzmiących płyt, na produkcję
      przyzwoitych instrumentów.
      Wszystko było - jak się rzekło - reglamentowane. Dostęp do mediów,
      dostęp do wytwórni nagraniowych, dostęp do ożywczych i inspirujących
      kontaktów z Zachodem. O tym czy zespół nagra płytę czy nie
      decydowało wiele względów - pozamuzycznych również. Nie dziwmy się
      więc, że to, co pozostało jest często tak mało rockowe. Pretensje
      pana zielonego65 typu "co robili nasi rodzimy chałturnicy" są co
      najmniej nie na miejscu. Robili to, co mogli i to, co było im wolno.
      Niestety - w tej rzeczywistości jakiekolwiek działania na szerszą
      skalę mogły wydarzyć się TYLKO za oficjalną lub milczącą zgodą
      władz. I dlatego tak naprawdę muzyka rockowa zaistniała u nas na
      naprawdę masową skalę dopiero na początku lat 80-tych.
      Zarzut, że polski rock jest zjawiskiem wtórnym nie wytrzymuje żadnej
      krytyki. Rock sam w sobie jest zjawiskiem wtórnym. Polecam
      odwiedziny strony
      thecopycat.nazwa.pl/
      Zespoły angielskie i amerykańskie zżynały i zżynają z siebie bez
      litości, nierzadko w sposób bardziej dosadny i dosłowny niż zdarzało
      się to polskim wykonawcom. Każda sztuka ma swoje wzorce czy
      fundamenty, na których z czasem budują się nowe formy czy środki
      wyrazu. Jedni robią to z większą, inni z mniejszą fantazją. Ale
      prawdziwych geniuszy i twórców od początku do końca oryginalnych
      można policzyć na palcach. Nawet wspomniany Ian Anderson i Jethro
      Tull zaczynali od prostego bluesa i ich pierwsza płyta nie była
      niczym nadzwyczajnym ani oryginalnym. Należy natomiast wierzyć, że
      gdyby np. tacy Dżamble mieli podobne warunki do tworzenia swojej
      muzyki jak Jethro Tull (i godne swojego potencjału, bo muzykami byli
      wybornymi - choć mieli wtedy zaledwie po 20-21 lat!) ich historia
      nie skończyłaby się na jednej płycie.
      Dżamble to właśnie jeden z takich zespołów, które wyjątkowo
      niesprawiedliwie ocenił zielony65, pytając o 'przyzwoity poziom
      polskich wykonawców'. A już na tej jedynej płycie słychać, że o coś
      im chodzi, że drzemie w nich potencjał, że wiedzą do czego służą
      instrumenty - naprawdę, Michał Urbaniak czy Tomasz Stańko z byle
      frajerami by nie zagrali! A Andrzeja Zauchę już wtedy obok Niemena
      można było uznać za najlepszego polskiego wokalistę.
      Zaucha trafił potem do Anawy, zastępując (szkoda, że tylko na jednej
      płycie) Marka Grechutę. Ale własnie ta płyta, dzięki bardziej
      drapieżnemu wokalowi Zauchy, okazała się najbardziej rockowo
      brzmiącym dokonaniem tej grupy. I - jeśli już musimy, to do jakiego
      zachodniego wykonawcy ją tu porównamy, panie zielony65? Ja nie mam
      pomysłu... Ale po co w ogóle porównywać?
      To samo Skaldowie - polskie Moody Blues? Może. Ale takich harmonii
      jak "Cała jesteś w skowronkach" nawet w piosenkach MB nie
      uświadczysz.
      Niemen - to już klasa i poziom międzynarodowy. Bez dyskusji. Z nim
      grali początkowo muzycy SBB. Można się spierać o ich styl i
      kompozycje, ale ich wirtuozerskich umiejętności nikt nie powinien
      kwestionować. Może nie było polskiego Keitha Emersona, ale polski
      Billy Cobham objawił się nam w osobie Jerzego Piotrowskiego.
      I można by tak jeszcze długo ciągnąć i wymieniać nazwiska Tadeusza
      Nalepy, Dariusza Kozakiewicza, Mariana Zimińskiego, Andrzeja
      Nebeskiego, Bohdana Kendelewicza (no i co z tego, że Tajfuny
      kopiowały Shadowsów - kopiować też trzeba umieć!) i wielu innych.
      Tylko znowu - PO CO? Po co szukamy dziury w całym i deprecjonujemy
      tę odrobinę naszego skromniutkiego rockowego dorobku z tamtej epoki.
      Nie lepiej cieszyć się z tego co mamy i że w ogóle cokolwiek się
      zachowało? Było jak było - ale na pewno nie jest to wina muzyków, a
      przynajmniej nie w takim stopniu jak im się tu zarzuca. Mało tego -
      chyba dobrze, że w pewnym momencie najbardziej przytomni z muzyków C-
      C i N-C połączyli swoje siły, tworząc Polan. Obie grupy już wtedy
      mocno chałturzyły (tu można się akurat zgodzić z zielonym), ale
      ich 'zdrowy odłam' zagrał na rockowo, jak jeszcze nikt przed nimi w
      tym kraju (a po nich dopiero Test w 1972). Z czasem Polanie też
      zaczęli chałturzyć - ale swoje pięć minut mieli, płyta po nich
      pozostała, więc doceńmy to!

      Pozdr.
      • ilnyckyj Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 06.10.09, 07:53
        Bardzo dobra analiza TOMKA. Nic dodać nic ująć... No może jeden drobny szczegół:
        że ten cały ruch rockowy w PRL mial niesamowite bariery przed sobą, o ktorych
        pisze Tomek, nie tylko polityczne, ale i obyczajowe (bo społeczeństwo było b.
        konserwatywne).
        Ale istniało ogromne parcie pokoleniowe i to ono było potężnym impulsem
        dla tych powstających "oddolnie" a kontrolowanych "odgórnie" grup rockowych.

        Sciskam dłoń. Nicki
        • billy.the.kid Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 06.10.09, 09:01
          barierki obyczajowe to nie peerelowska przypadłośc.takiż sam,jeśli
          nawet nie większy, opór rock napotykał w swojej ojczyźnie USA.

          tak jakoś smiesznie jazz i dalej blues i rock miały nawet ociupinkę
          łatwiejszy start w prl. a to z tłumaczenia mundrzuchom cenzoro że
          jest to muzyka prześladowanych w usa czarnych POTOMKÓw NIEWOLNIKÓW.

          mało kto pamięta OWACYJNE witanie w kdl-ach śpiewaka murzyńskiego
          PAULA ROBESONA.
          • jo_ember Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 07.10.09, 20:38
            W tych połajankach, głównie w wykonaniu Zielonego na poziom PRL-owskieo rocka
            widzę pewne kompleksy prowincjusza, że to my niby takie biedaki i kudy nam do
            tego WIELKIEGO ŚWIATA.

            A tym czasem czego jak czego, ale właśnie tej muzyki nie mamy co się wstydzić.
            Ktoś tu wspommniał Marka Grechutę, czy Andrzeja Zauchę (tj, Dżamble): to
            naprawdę były wielkie talenty i w dużej mierze spełnione. A najważniejsze: tu
            działo się coś autentycznego, czego nie było nigdzie indziej! To wymykało się
            nawet spod kontroli wszechwładnej Komuny, którą takie talenty jak w/wspomniani,
            czy Niemen i wielu innych po prostu przerastało!

            Naprawdęnie powinniśmy tu mieć żadnych kompleksów.


            Pzdr.Jo
            • billy.the.kid Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 07.10.09, 21:04
              co do kompleksów.
              przypomniałem gdzies tu zielonemu taki zespolik TREMELOES. i
              faktycznie był to prymitywik,niewiadomo na jakiej zasadzie
              wyniesiony do popularności.może na zasadzie DODY?

              jednak ciekawsze.
              niezykle popularny w polsce/nie wiem jak we francji/ był niejaki
              johnny halliday. reklamowany jako KRÓL TWISTA.omamiony reklamą
              obejrzałem toto w sali kongresowej.wszak była to GWIAZDA Z ZACHODU.
              wyszedłem zniesmaczony,o ile pamietam prze końcem tego "koncertu/.
              wolałem nasze GITARIADY.
              • jo_ember Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 07.10.09, 21:24
                A tych Tremelousów to nie słyszałem na zywo, ale na płytach to byli, no - dla
                mnie OK (może mam spaczony gust, ale to przynajmniej mój gust), ich super
                przeboj to był Silence is golden z takimi samymi falsecikami jakie dziesięć lat
                poźniej używali panowie Bee Gees (którzy chyba zrzynali właśnie z Tremeloes), he, he
                • zielony65 Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 09.10.09, 19:32
                  Sami nie wiecie, jakie piszecie głupoty.
                  Kompleks prowincjusza objawia się u tego, kto twierdzi że jacyś
                  Dżamble czy insze grajkowie z epoki PRL-u( na przykład Wielki
                  Repatriant z Białorusi) byli warci już nie Jethro Tull, ale
                  COKOLWIEK. To właśnie był PRL-owski syf!
                  Toż Repatriant Tandeciarz nie potrafił nawet zaśpiewać POLSKIEJ
                  literki "y"! A John McLaughlin z litości nauczył go podstawowych
                  zasad komponowania.
          • basilisque Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 13.10.09, 15:44
            Tak i było.

            Bo sam rock-and-roll powstał jako odmiana rythm-and-bluesa, ale dla Białych i
            przez Białych, by Białe dzieciaki nie musiały się tłumaczyć swoim rodzicom, że
            kupują Czarną muzykę.

            To nie była propaganda komuszków. Rasizm i segregacja to była rzeczywistość
            (szczególnie na Południu) US.

            Cheers. Baz
        • t.o.m.e.k Re: A gdzie polski Jimi Hendrix, Ian Anderson, 09.10.09, 21:52
          zielony65 napisał:

          > Dziękuję za chociaż jedną mądrą odpowiedź.
          > To jest forum wielbicieli PRL-owskiej chałtury. W tym towarzystwie
          > nie mam czego szukać. Moja klawiatura więcej na tym "forum" nie
          > zagości.

          Hmmm - zabrzmiało to niepokojąco, ale przypuszczam, że samobójstwa
          nikt z tego powodu nie popełni wink
          A flekując Niemena dlatego, że miał inną (właściwą dla kresów
          wschodnich, skąd pochodził) wymowę głoski /y/, wystawia Pan sobie
          świadectwo najlepsze z możliwych.
        • basilisque Don't think twice... 09.10.09, 22:56
          Co do wypowiedzi Zielonego i Zielonopodobnego, najlepszy komentarz będzie w
          wykonaniu nieocenionego Boba:
          Don't think twice, it's all right

          www.youtube.com/watch?v=eSGy5Fo049g
          A tak w ogóle to forum jest otwarte dla wszystkich, tych co lubią i tych co nie
          lubią.
          Ja nie przepadam za Trubadurami ani Tremeloes, ani za Boney M. Ale jeśli ktoś
          lubi, uwielbia, proszę bardzo: to forum jest otwarte dla wszystkich...

          NIECH ROZKWITA STO KWIATÓW!

          Cheers. Baz
            • basilisque Re: Don't think twice... 12.10.09, 20:20
              ilnyckyj napisał:

              >
              > Może jestem tępy, ale nie bardzo rozumiem co ma do tego Bob Dylan.

              Już wyjaśniam.
              1. piosneczka tak ogólnie - o rozstaniu
              2. bardzo lubię Dylana, a tę balladkę osobliwie,
              3. żeby nie było już żadnych wątliwości, a także w celach
              poznawczo-edukacyjnych, załączam tekst:
              DON'T THINK TWICE, IT'S ALL RIGHT
              Bob Dylan –
              It ain't no use to sit and wonder why, babe,
              It don't matter, anyhow.
              And it ain't no use to sit and wonder why, babe,
              If you don't know by now.
              When the rooster crows at the break of dawn,
              Look out your window and I'll be gone
              You're the reason I'm travelin' on,
              Don't think twice it's all right.
              It ain't no use in turnin' on your light, babe,
              Light I never know'd
              It ain't no use in turnin' on your light, babe,
              I'm on the dark side of the road.
              Still I wish there was somethin' you would do or say
              To try and make me change my mind and stay,
              We never did too much talkin' anyway,
              Don't think twice it's all right.
              I'm walkin' down that long, lonesome road, babe,
              Where I'm bound, I can't tell
              But goodbye is too good a word gal,
              So I'll just say "fair-thee-well"
              I ain't saying you treated me unkind,
              You could uh done better, but I don't mind
              You just sorta wasted my precious time,
              Don't think twice it's all right.
              It ain't no use in callin' out my name gal,
              Like you never did before
              It ain't no use in callin' out my name gal,
              I can't hear you anymore.
              I'm a thinkin' and a wonderin' all the way down the road
              I once loved a woman, a child I'm told,
              I gave her my heart but she wanted my soul,
              Don't think twice it's all right.

              Cheers, Baz
    • ilnyckyj Jethro Tull i... Skaldowie 31.10.09, 15:02
      Ostatnio odsłychałem sobie jeszcze raz Thick As A Brick i faktycznie jak np. coś
      takiego porówna się z tym, co powstawało w tym czasie w PRL - to widać przepaść.
      Nie znaczy to, że to wszystko, co wtedy powstawało to był chłam. Zdarzały się
      rodzynki na b.wysokim poziomie (muzycznie i tekstowo), ale to wszystko było
      przytłoczone jakąś auto-cenzurą, przyduszone. Brakowało tej odwagi, artystycznej
      i cywilnej, by odrzucić gorset konwencji. Tacy Skladowie mieli zadatki i
      niektóre świetne kawałki, nawet ten solista (Jacek Zieliński) zewnętrznie
      podobny do Iana Andersona, ale to jednak lata świetlne od J.T., przy takim
      Aqualungu czy Thick as a brick, to brzmi jak takie sobie pitu-pitu...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka