Dodaj do ulubionych

TOMMY - kicz czy arcydzieło?

09.01.10, 23:02
Obejrzałem po wielu latach jeszcze raz film Kena Russela. Co prawda ten film a
oryginalna rock-opera to nie to samo. Russel pojechał po bandzie w kierunku
krzykliwego kiczu i parodii nie wiem jaka była wersja oryginalna - sceniczna.

Oglądał ktoś? Jakie wrażenia?
Obserwuj wątek
    • natalia-ivanovna Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 10.01.10, 11:13
      Kicz (chociaż muzycznie - super)
      • krol-czy-krolik Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 11.01.10, 20:09
        Jedno i drugie... smile

        DB. Rabbit
    • sexilola_automatic Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 12.01.10, 22:13
      Wg. mnie: arcydzieło z elementami (świadomie użytymi) potwornego kiczu. On bawił
      się kiczem, trochę jak Warhol, Kienholz czy Liechtenstein, ale jednak inaczej.

      W dużym stopniu kontynuatorem Russela jest Almodovar.
      • basilisque Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 13.01.10, 19:14
        Ken Russel i Almodovar?
        • basilisque Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? (cd) 13.01.10, 19:25
          basilisque napisał:

          > Ken Russel i Almodovar?
          Ciekawe zestawienie. Obaj bardzo ekspresyjni, i zafascynowani mrokami duszy
          ludzkiej. Ale TOMMY nie uważam za najlepszy w dorobku Russela. Z tego co
          widzialem to najlepsze : "Zakochane kobiety" i "Diably".
          • krol-czy-krolik Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? (cd) 15.01.10, 19:45
            Kicz - krzykliwe tandeciarstwo!
            Ale - śmieszne.

            Się podoba: E-John jako czarodziej pinballa i Tina (bez Ika) jako acid queen.

            DB. Rabbit
    • czarny-kelvin Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 18.01.10, 22:44
      Muza OK.

      Ale drażni mnie kabotyńskie wygibasy wszystkich panów KTOSIÓW, łącznie z
      rutynowym rozwalaniem gitary przez pana solistę.
      • billy.the.kid Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 19.01.10, 00:07
        ROzwalanie/palenie/deptanie/niszczenie gitarki było nieodłącznym
        elementam TAMTEJ MUZYCZKI.
        pierwsze jakie widziałem to jeff beck w POWIEKSZENIU./myśleliśmy-
        łoboziuniu- takie dobro niszczy/ a później już poszło.
        w tym czasie gralismy Na SAMBACH. renek górski/ ksywa ERGIEBASS/
        Miał gitarkę basową MUSIMA.
        • dziwny_ten_swiat Z dziejów rozwalania gitar elektrycznych... 19.01.10, 14:15
          Tutaj the Who trzyma palmę pierwszeństwa.

          A konkretnie Pete Townshend...
          • billy.the.kid Re: Z dziejów rozwalania gitar elektrycznych... 19.01.10, 17:35
            w woostock nawet to ładnie jest sfilmowane.
            • essor Kurt Cobain demoluje! 20.01.10, 16:47
              Te występy "destrukcyjne" z tamtych lat dość komicznie-lunatycznie sparodiowała Nirvana w IN BLOOM

              www.youtube.com/watch?v=PbgKEjNBHqM&feature=fvst
              • basilisque Re: Kurt Cobain demoluje! 21.01.10, 20:54
                To chyba na podstawie jakiegoś lunatycznego występu właśnie KTOSIÓW w TV Show w
                USA smile
          • basilisque Re: Z dziejów rozwalania gitar elektrycznych... 19.01.10, 22:14
            dziwny_ten_swiat napisał:

            > Tutaj the Who trzyma palmę pierwszeństwa.
            >
            > A konkretnie Pete Townshend...
            Tak było! Townshend miał dwa popisowe numery sceniczne: MŁYNEK czyli kręcił ręką
            jak wiatrakiem, uderzając w struny a drugi to MŁOT czyli walenie gitarą w amoku
            artystycznym gdzie popadnie. To chyba zaczęło się przypadkowo na początku
            kariery jak miał problem z nagłośnieniem wpadł w szał i zaczął walić gitarą o
            scenę i ku swemu zdziwieniu stwierdził, że ta akcja wzbudza entuzjazm fanów! To
            zaczął to powtarzać wszędzie (nawet w TV show w Ameryce), wyprzedził tym Henia.
            Ktory wściekł się na festiwalu w Monterrey 67, kiedy to produkował się zaraz po
            THE WHO i po rutynowym ekscesie Townshenda podpalił swój instrument, co wszyscy
            przyjęli jako naśladownictwo!


            Ha, ha - said the clown!
    • essor Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 20.01.10, 17:03
      Co do pytania zasadniczego mam tutaj odczucia ambiwalentne. Większość numerów
      traktuję jako pastiszo-parodie, z przymrużeniem oka. Największe przegięcie to z
      Ann-Margaret (mamusią) jak tarza się w jakims ni to keczupie nie to krwi, co ma
      sugerować jakąś tragedyję. Raczej prowokuje reakcję womitalną. (Poszukam
      w necie, żeby sobie przypomnieć)...
      • ilnyckyj Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 22.01.10, 22:43
        THE WHO też mieli różne odczucia. Pete Townshend uważał to za kompletne dno, a
        Daltrey był zachwycony...

        Tym bardziej, że Russel zaproponował mu zaraz główną rolę w LISZTOMANII
    • basilisque Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 29.01.10, 21:05
      Reasumując: twórcze przetworzenie kiczu
      • w.ell Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 31.01.10, 18:08
        Filmu nie widziałam, ale mam płytę. A na niej najlepszy - oczywiście - Roger
        Daltrey z "See me hear me", no i jeszcze bardziej oczywiście - I'M FREE

        DB. Well
        • t.o.m.e.k Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 01.02.10, 23:14
          Sama płyta jest moim zdaniem trochę operetkowa, choć oczywiście ma
          momenty - i taki też jest film.
          Natomiast uwielbiam Quadrophenię, obok Who's Next chyba największe
          dzieło Townshenda i spółki. Film też "wymiata", więc polecam.
          • basilisque Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 02.02.10, 19:44
            QUADROPHENIA - bardzo lubię i niedawno obejrzałem na DVD. To zupełnie inny
            gatunek jednak, prawie para-dokument.
            Tommy (jeszcze w interpretacji Russela, której Townshend nie znosił) to
            wizualne-inscenizacyjne szaleństwo, ocierające się o bezguście, ale momentami
            wspaniałe. Pewna sztuczność wodewilowa mi nie przeszkadza, a szczególnie Oliver
            Reed i Ann-Margret jako rodzice - świetni!
    • sexilola_automatic Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 01.02.11, 21:20
      Wersja sceniczna była też zwariowana, psychodeliczna, ale nie tak rozbuchana i kiczowata jak film Russela.
    • ilnyckyj Groteskowe wizjonerstwo Kena Russela 08.02.11, 18:43
      Tu znalazło chyba najlepszy wyraz. Drugi tak nad-ekspresyjny jego film też rozbuchany plastycznie i scenograficznie, ale - b. dobry - to DIABŁY. Takie wyzjonersko-rozbuchane kino dziś króluje w wersji serio (AVATAR itp.), w podobnym klimacie jak Ken Russel już nikt nie robi. Może jedyny wyjątek - Terry Gilliam ("Parnassus")
    • bartos29 Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 27.01.12, 11:24
      Trzeba by jednak rozdzielic film od musicalu.

      Ken Russel to pojechał po bandzie jeśli chodzi o pomieszanie psychodelii z kiczem.
      • bartos29 Re: TOMMY - kicz czy arcydzieło? 23.01.13, 19:19
        Niedawno jeszcze raz obejrzalem. Dodam jeszcze jedno: to taka trochę satyra na wariactwo epoki hipisów.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka