Dodaj do ulubionych

Być wegetarianinem /ką

10.05.10, 16:33
Bez mięsa sobie wyobrażacie życie?
Czym jest wegetarianizm? Jak gotować bez mięsa, a smacznie i zdrowo? Dziś
rusza Ogólnopolski Tydzień Wegetarianizmu.
Obserwuj wątek
      • zak-1 Re: Być wegetarianinem /ką 13.05.10, 11:09
        Mięsa jem , ale fanatykiem nie jestem . Przewaza drobiowe,bo jest
        chude . Nie lubię tłustego i przerastanego , dlatego żony nie
        zmienię ,bo zna już moje upodobania i najważniejsze- stosuje się do
        nich smile
        • rena-ta49 Re: Być wegetarianinem /ką 13.05.10, 14:28
          W moim menu tez głównie mięsa chude , wołowe, kurczaki.
          Na schabowego czy golonkę czasem jednak też ochota przychodzi . W zasadzie jem
          to na co mam smaka.
          Jak widziałeś żadnej diety przestrzegać nie muszę ,bo nie mam problemów z tuszą
          smile smile
        • ryszq Re: Być wegetarianinem /ką 13.05.10, 13:12
          Ja zaś staram się jeść jak najmniej mięsa i podpieram się nawet sporą ilością warzyw. Niemniej jednak prawie każdy obiad jest z dodatkiem mięsa. Wieprzowego unikam albo dodaję go do wołowego jako dodatek. Głównie jem wołowe,kurczak i ryby takie jak mintaj halibut,śledź dorsz, okoń nilowy, sum afrykański, tołpyga i kupuję je zwykle w markecie. Wydaje mi się , że wegetariański sposób odżywiania jest chyba dość kosztowny, bo mało sycący i trzeba chyba dużo tego zjadać by być sytym. Moim ulubionym daniem jest bogracz, leczo i boeuf strogonow, ale też bywa i schaboszczak (bez panierki) oraz zdarza się golonka.
          • ryszq Moze być mięsozerny wątek. 13.05.10, 15:12
            Kiedyś o tym napisałem ale specjalnie dla "puzzle33":
            / Wszystko można co nie można , byle z wolna i z ostrożna./

            Zdarzyło się w moim życiu wylądować w Ałma - Acie a stąd już malutki kroczek do granicy chińskiej i pasma górskiego Tień - Szań. Ponieważ w naszej grupie znalazło się zupełnie przypadkowo dwóch solenizantów - jeden miał urodziny a drugi imieniny - postanowiliśmy to uczcić w restauracji chińskiej. Solenizanci byli zobowiązani postawić tylko coś trunkowego - a resztę rachunku do rozliczenia wspólnego. Okazało się , że owym lokalem zarządzają Wietnamczycy, ale serwowali potrawy z kuchni chińskiej. Postanowiliśmy skosztować coś niecodziennego. Zresztą kuchnia wietnamska jest podobna do chińskiej. I choć entuzjazm nie u wszystkich objawił się w równym stopniu, to przeważyło przekonanie, że powinniśmy spróbować węża.
            Niepewni przyszłości zasiedliśmy przy stole. Nie byliśmy jedynymi gośćmi - kilka stolików dalej jacyś"żółtkowie" - chyba rodzina - pałaszowała małpi móżdżek. Jednak specjalnością zakładu był wąż. Wąż na dwanaście sposobów. Po chwili obsługa przyniosła worek z którego wytrząsnęli pokaźną kobrę. Na początku usiłowali się nią bawić, waląc stojącego pionowo węża paletką pingpongową po głowie. Wąż rzucał się raz na jednego , raz na drugiego oprawcę. Widok był nieco przerażający i dla rozluźnienia atmosfery nadaliśmy mu swojskie imię Stefan. Stworzenie syczało zapamiętale, przez co dawało do zrozumienia , że jest zdenerwowane. Jak się chwilę później okazało, "Stefan" miał pełne prawo bycia zdenerwowanym, bowiem jeden z mężczyzn złapał go mocno tuż przy głowie i ostrym nożem wykonał nacięcie wzdłuż ciała kobry, palcami zaś wyciągnął serce, a wyciekającą krew spuścił do trzymanego przez swojego kolegę naczyńka. Egzekucja dokonana, zasiedliśmy do stolika, przy którym krzątała się już obsługa, rozlewająca zmieszaną z alkoholem krew do kieliszków. Pierwszy toast wypiliśmy za zdrowie "Stefana" , wszak na talerzyku kołatało się jego wciąż bijące serce, którego zjedzenie miało gwarantować konsumentowi długie i szczęśliwe życie. Następnym napojem był roztwór alkoholu i żółci. Przyznaję , że krew smakowała znacznie lepiej.
            Po wypiciu pod rząd kilku kieliszków, zapadło milczenie. Męska część grupy kontemplowała w myślach zawartość swych żołądków, zaś dziewczyny patrzyły na nas z obrzydzeniem. W końcu zadecydowały , że one jednak będą jadły tylko sałatkę, natomiast wąż przypadnie męskiej części grupy.. Kolejny kieliszek krwi z alkoholem. Ten alkohol miał za zadanie nie tylko rozcieńczenie czerwonego płynu, ale przynajmniej w naszym przypadku, spełniał funkcję znieczulającą.
            Pierwsze danie - podany w charakterystycznych miseczkach rosół z węża. Na dnie talerza znajdowała się szczypta makaronu i kilka kawałków ugotowanego "Stefana". Nie pachniało najlepiej , więc po kilku siorbnięciach ku lekkiemu zdziwieniu obsługi, odstawiliśmy miseczki. Następnie podano węża usmażonego na głębokim tłuszczu. Wyglądało jak węgorz ze skórą. Jednak w smaku przypominało coś między wołowiną ,a kurczakiem.Z pewną dozą niepewności sięgnęliśmy po pierwszy kęs. Po chwili tempo znikania potrawy przybrało niepokojący obrót. Następnie wjechały na stół sajgonki z węża, maczane w sfermentowanym sosie rybnym. Przy okazji jedzenia węża w cieście, miny obserwujących nas dziewczyn stawały się coraz bardziej niewyraźne. Z niesmakiem spoglądały na nasze zachwycone twarze. Nie wytrzymując napięcia, wypiliśmy następną kolejkę krwawego "Stefana" jak nazywaliśmy alkohol z jego krwią. Ta kolejka była niezbędna przed spróbowaniem...flaczków . Wnętrzności pływały radośnie w zagęszczonej zupie. Dłuższą chwilę obserwowaliśmy zawartość miseczek chcąc się upewnić , że potrawa została co zdjęta z ognia i tym samym wykluczająca , że jest w niej odrobina życia Stefana.
            Smakowało lepiej niż wyglądało. Z pełnymi żołądkami , dyskretnie odliczyliśmy należność i zaczęliśmy odsuwać krzesła, co wywołało małe zamieszanie - bo czekało nas jeszcze jedno danie - czipsy z wężowej skóry. A do tego kolejna specjalność zakładu , wino z butelki, w której pływała maleńka kobra. Zapewne młodszy brat Stefana.
            Po powrocie do hotelu, w obawie przed reakcją naszych organizmów, usiedliśmy przy butelce "Sybirskaja" - 50% Vol. - mając nadzieję ogłuszyć nieznaną wcześniej naszym żołądkom, florę bakteryjną.


            Ale o konikach polnych i robakach w toście , oraz o witaminizowanej miksturze z dżownic oraz o kaczym jajku na miękko może później - jak ogłoszą konkurs na najbardziej drastyczne dolegliwości żołądkowe - jakby co podam dokładny przepis - nawet ten ze świnką morską .
          • rena-ta49 Re: Być wegetarianinem /ką 14.05.10, 13:44
            ryszq napisał:

            > Znalazłem soczewicę kupioną z miesiąc temu ale nie wiem co z niej zrobić. Nie
            > mam pomysłu.Może to dobry pomysł z tą wędzonką i zrumienioną kiełbaską. Spróbuj
            > ę.

            I jak "toto" smakuje?
            Nie miałam jeszcze okazji konsumować smile
            • brzoza.1 Re: Być wegetarianinem /ką 14.05.10, 14:38
              może ta strona.
              www.prospect-sp.pl/pl_green_lentils.html
              Robię sałatkę:
              soczewica(zielona, czerwona)
              ryż brązowy(można dodać dziki-czarny)
              papryka czerwona(każda inna też)
              kukurydza
              tuńczyk
              sos winegret(1łyżeczka soku z cytryny + szczypta soli+2łyżeczki oliwy )
              pieprz ,
              tuńczyk(inna ryba)
              ilość sosu zwiększać j.w.
              soczewicę moczyć 30min. gotować w tej samej wodzie(tylko po soi wodę się zmienia) ok.25-30min,,ryż ugotować, przestudzić,dodać pozostała składniki,pieprz, zioła (jak ktoś lubi).
              Ja robię winegret, ale sos może być inny
              Smacznegosmile

Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka