rena-ta49
19.10.11, 14:24
Przeszło dwadzieścia lat temu w kinach rządziła całkiem zabawna komedia z całkiem zabawnym Johnem Cleesem. Mowa tu o ”Rybce zwanej Wandą”. Duńczyk Ole Bentzen przypłacił ten seans własnym życiem. Kiedy dostał ataku śmiechu, jego tętno gwałtownie przyspieszyło i przez jakiś czas utrzymywało się pomiędzy 250 a 500 uderzeniami na minutę. Po takim wysiłku nastąpił zawał serca i Ole Bentzen definitywnie wylogował się z życia.
To współczesny przypadek ,ale historia zna inne takie przypadki .
www.joemonster.org/art/13551/9_przypadkow_zejscia_na_skutek_smiechu