ryszq
18.11.11, 15:12
Nazbierał kto w tym roku grzyby? Udało się jakieś grzybobranie? Na grzyby chodziłem – jak to się mówi – od zawsze, ale w tym roku okazji zbytnio nie było, bowiem z początkiem lata zacząłem remontować mieszkanie. Zaplanowałem na miesiąc a trwało kwartał. Nie było okazji, żeby pójść na grzyby, ale mimo nie najlepszego lata, zdarzały się dziury bardzo dobrej pogody. I tak to trwało aż do połowy września a tu jesień okazała się jedna z najładniejszych
jakie widziałem w życiu. Hmm… się remont się przeciągnął, bowiem w trakcie trwania
sufit dosłownie spadł mi na na głowę. Trzeba było zrobić podwieszany. Ale to już całkiem inna historia.
Grzybobranie to nie tylko wyprawa po same grzyby, ale i rodzaj czynnego wypoczynku na łonie natury a jak jeszcze z kimś to i okazja do rozmowy w plenerze, wypicia gorącej kawy z termosu i w ogóle takie tam... Ale jak dodatkowo sprzyja temu pogoda, może być całkiem pysznie. W tym roku z powodu wielu nieoczekiwanych zdarzeń i okoliczności jakie z nimi wynikłe – jak już wspomniałem - nie miałem okazji udać się na prawdziwe grzybobranie i już myślałem , że w tym roku będę sobie mógł pogwizdać w lesie na grzyby , aliści zadzwoniła nieoczekiwanie komórka a w niej dźwięczny kobiecy głos złożył mi propozycję
nie do odrzucenia:
- Masz ochotę na grzyby? - usłyszałem. U mnie w "Lasku Bulońskim" pojawiły
się grzyby - jakbyś mógł, to weź rower i ścieżką rowerową w "Lasku Bulońskim" na tym ściętym pniu na Ciebie poczekam około 10-tej.
- No fajnie , właśnie się wybierałem w tamtą stronę, będę za 50 minut. Okej?
- Okej!
Propozycja była o tyle nie do odrzucenia, bo jakieś10 dni wcześniej właścicielka owego głosu - który mnie zachęcał do wyprawy rowerowej na grzyby - była wcześniej na mnie obruszona faktem, iż nie złożyłem jej imieninowych życzeń (parenaście dni temu) a kiedy późnym wieczorem jej jednak przypomniało mi się i je złożyłem - otrzymałem odpowiedź iż to nieco późno i ma gdzieś takie traktowanie. No tak - ale kiedyś przecież wspólnie doszliśmy do wniosku, że ważniejsza jest data urodzin niż jakiś patron, który ma się nami opiekować
gdzieś w niebie a właściwie Imieniny obchodzi się tylko w Polsce i to nie wszędzie i bodajże także na Węgrzech.
Skądinąd wiem, że kobiety lubią od czasu do czasu wszczynać drobne utarczki, zrobić lekki ferment z byle czego , ale w tym przypadku pobłażliwie to - mówiąc kolokwialnie - olałem najzwyczajniej w świecie , co też w maluj właścicielce owego głosu dość dobitnie wytłumaczyłem. Niestety moje tłumaczenie nie spotkało się mimo to z jej aprobatą a ja
mimo to i tak przeszyłem nad tym do porządku dziennego ale zadra jakaś została.
Wziąłem termos z gorącą kawą i wkrótce zjawiłem się na wyznaczonym miejscu -
czyli dużym rozległym pniu ściętego drzewa, który służył za stolik w plenerze.
- Ooooooo! - Witaj - usłyszałem. Muszę Cię zmartwić, ale grzybów właściwie nie ma , tylko same "psiary". Ale zrobimy sobie wycieczkę rowerową a na razie mały piknik. Co Ty na to?
- No jasne - odrzekłem i wyciągnąłem termos z gorącą kawą.
No i gadu-gadu - trelemoreleduperele, zjedliśmy mój sernik i jej jabłecznik
ale mówię jej tak:
- Poczekaj tutaj, ja się tylko rozglądnę, może coś trafię.
- Eee tam. Mówię ci - same psiary ...
- Nic to. Może zobaczę
I poszedłem. Odszedłem 10 metrów zaledwie i co zobaczyłem? Ano to:
img252.imageshack.us/img252/9033/dsc01482l.jpg
- Choć tu zobacz ile tego jest- wykrzyknąłem. Masaaakraaa!!!
- Przybiegła i mówi: No co Ty - psiary zbierasz?
- Jakie tam psiary! Toż to opieńki! Najlepsze grzyby na zakąskę do zimnej
wódki!
- Ja tam takich grzybów nie znam. A ty nim się za nie weźmiesz , spisz
lepiej testament...
- No to przynajmniej pomóż mi je ciąć.
Nacięliśmy z jednego pnia aż tyle:
img208.imageshack.us/img208/5721/grzybobranie.jpg
A wyszło tyle: Siedem słoików i jeden "słoik" zjedzony a jednak wszyscy żyją. Próba generalna zatem udana
Było z tego siedem słoików zamarynowanych opieniek i choć to grzyb raczej nieszlachetny ale okazuje się , że w "Kauflandzie" jest w sprzedaży. Sam widziałem.
Wprawdzie nie miałem suszonych grzybów jak w zeszłym roku, ale moja "pani
grzybiara" mi podrzuciła nieco. Bo inne grzyby wspaniale zbiera. Aha: przy tej okazji chyba w zapomnienie poszła sprawa Imienin. Są przecież jeszcze Urodziny.
PS. Dalszej wycieczki już nie było. Rowerowa wyprawa na grzyby - to jest
coś. Trwała w sumie niewiele, bowiem znalezisko było zaledwie ok. 10 metrów
od ścieżki rowerowej!
PS. Ponieważ trochę zanudziłem – opowiem drugą historię bardziej zabawną z grzybami w tle, ale tu już nie wypada męczyć, bo co za dużo , to niezdrowo i wyjdzie jak flaki w oleju