Jego zawód -dyrektor?

26.08.16, 17:41
https://pbs.twimg.com/media/CqdAko3WAAA8DIu.jpg
Jak można być kulturoznawcą po LO?! zdobycie zawodu po liceum ogólnokształcącym jest chyba niemożliwe,czy teraz inne są LO? smilesmile
I awantura się zrobiła bo "ortalion" nie startował w konkursie na dyrektora teatru.Warunkiem przystąpienia do konkursu było wykształcenie wyższe.Lewactwu nie podoba się ,że dyrektorem już nie jest,bo nie będzie pornografii? Założy sobie prywatny teatr ,będzie wystawiał co chce.
    • al-szamanka Re: Jego zawód -dyrektor? 27.08.16, 08:20
      A pozował na tak kompetentnego, jakby miał przynajmniej 10 fakultetów... a kolesiostwo dało mu stołek.
      • rena-ta49 Re: Jego zawód -dyrektor? 27.08.16, 08:55
        On zapomniał,że żadna praca nie jest dożywotnio.
        Poseł to praca z wyboru,dyrektor to funkcja z konkursu.
        • rena-ta49 Cwaniak polskiej kultury szkaluje Polskę 18.09.16, 08:04
          za granicą.
          "Cyrk rozgrywany przez Mieszkowskiego nie zaczął się jesienią 2015 r. Ten cyrk trwa co najmniej od końca listopada 2007 r., czyli już 9 lat. Przypomnijmy, że wtedy rządziła już Platforma Obywatelska, ministrem kultury był pochodzący z Wrocławia Bogdan Zdrojewski, zaś marszałkiem województwa był od prawie roku Andrzej Łoś z Platformy Obywatelskiej. Pod koniec listopada 2007 r. zaczęły się we Wrocławiu protesty pod hasłem: „Powiedzmy stop niszczeniu teatru, razem obronimy wrocławską kulturę, mieszkańcy przyłączcie się do nas!”. Protesty zorganizowano przeciw odwołaniu Krzysztofa Mieszkowskiego ze stanowiska dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. Decyzję o odwołaniu podjęto po kontroli Urzędu Marszałkowskiego, gdy okazało się, że Teatr Polski, kierowany przez Mieszkowskiego, ma 1,4 mln zł długów, a dyrektor Mieszkowski nic sobie z tego nie robił. A wręcz twierdził, że musi robić długi dla dobra sztuki. Już 9 lat temu próba ukrócenia nieodpowiedzialności finansowej dyrektora Mieszkowskiego została zatem uznana za zamach na wolność słowa i sztuki. Już wtedy wywołano histerię, jakby tylko Mieszkowski mógł kierować Teatrem Polskim we Wrocławiu, bo jego zwolnienie to zamach na teatr, na wolność słowa, wolność sztuki, a ostatecznie zamach na demokrację. Wtedy histeria i szantaż wystarczyły do obrony stołka i zagwarantowania go na trzy kolejne sezony artystyczne.

          Ponownie Krzysztof Mieszkowski odegrał cyrk i wywołał histerię pod koniec sierpnia 2014 r. Wtedy nadal rządziła Platforma Obywatelska, a ministrem kultury od niedawna była Małgorzata Omilanowska. 29 sierpnia 2014 r. Krzysztof Mieszkowski został odwołany ze stanowiska przez marszałka województwa Cezarego Przybylskiego, czyli tego samego marszałka, który dyrektorowi Teatru Polskiego kilka tygodni temu nie przedłużył umowy. W 2014 r. Przybylski reprezentował PO, obecnie – Dolnośląski Ruch Samorządowy. Mieszkowskiego zwolniono w sierpniu 2014 r. znowu z powodu długów teatru – około 600 tys. zł. Mieszkowski uzasadniał długi tym, że „obywatele mają prawo dostępu do kultury”. A przecież w jego kontrakcie było jak byk napisane, że jeśli zadłużenie wymagalne teatru utrzyma się dłużej niż 3 miesiące, wystarczy to do rozwiązania umowy. 15 września 2014 r., podczas spotkaniu minister kultury Małgorzaty Omilanowskiej, marszałka Cezarego Przybylskiego i Krzysztofa Mieszkowskiego zawarto umowę, że dyrektor Teatru Polskiego zrezygnuje z funkcji i obejmie stanowisko dyrektora artystycznego. Mieszkowski oczywiście rezygnacji nie złożył, a Teatr Polski był nadal zadłużany. I dopiero po dwóch latach marszałek województwa Cezary Przybylski postanowił skończyć z cyrkiem. Ale to wywołało cyrk jeszcze większy, czyli m.in. manifest Piotra Rudzkiego odczytany w Bazylei przez Jacka Poniedziałka.

          wpolityce.pl/polityka/308666-szarga-sie-dobre-imie-polski-w-imie-obrony-stolka-najwiekszego-cwaniaka-polskiej-kultury-krzysztofa-mieszkowskiego
Pełna wersja