rena-ta49
21.04.19, 11:04
proroka i mesjasza Donalda Tuska. Czekaj i Ty!
O czym powie Donald Tusk? Zwróćcie uwagę na każdy detal! Nie pomińcie żadnego słowa, żadnej pauzy, intonacji! To będzie przełom, wyłom i załom. Każdy starzec i każde niemowlę powinno wysłuchać Donalda Tuska, bo nawet jeśli czegoś nie zrozumie albo nie dosłyszy, będzie przynajmniej świadkiem wielkiego, kosmicznego wydarzenia. Innymi słowy, najwyższe bóstwo zawita w Polsce 3 maja 2019 r. i nie da się go zobaczyć, a potem odzobaczyć. Bóstwo powie wszystko, co powinno być powiedziane, wypowie niewypowiedziane, zaznaczy, wyznaczy, odznaczy i naznaczy. Od kilku tygodni jesteśmy zalewani opowieściami o nawiedzeniu Polski przez bóstwo z Brukseli, o przełomowym znaczeniu tej wizyty, o niebywałej randze zapowiedzianej mowy i niewyobrażalnych wręcz skutkach dla tych, którzy wystąpienia wysłuchają, a nawet dla tych, którzy nie będą mieli o nim pojęcia.
Takiego przerabiania mózgu na wodę jak w wypadku promocji wizyty Donalda Tuska 3 maja 2019 r. chyba w dziejach III RP nie było. A co takiego ma się wydarzyć? Przejedzie ktoś, kto bywa w Polsce na okrągło, wypowiada się często, zwykle nie ma nic do powiedzenia poza insynuacjami i aluzjami, i nie jest żadnym bóstwem, a choćby i namiestnikiem bóstwa. To wypalony, zblazowany eurokrata, który tyle osiągnął jako przewodniczący Rady Europejskiej, że nic nie osiągnął. A najlepiej o jego nieudolności w Brukseli świadczą dwa największe kryzysy w najnowszej historii Unii Europejskiej, czyli ciągnący się kilka lat kryzys z uchodźcami i trwający niewiele krócej kryzys z wychodzeniem Wielkiej Brytanii z UE. Plus wieloletnie partnerstwo z Angelą Merkel – tak równe i symetryczne, że żadne kolana by tego nie wytrzymały. To są realne osiągnięcia Donalda Tuska, a nie robienie z niego bóstwa. Podobnie zresztą wyglądały jego sukcesy jako premiera RP przez siedem lat. To wprawdzie najdłużej urzędujący szef rządu po 1989 r., lecz także największy picer. I jeśli to picerstwo nałożyć na siedem lat, wyjdzie z tego „ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra” albo klasyczny roztwór homeopatyczny, czyli woda rozpuszczona w wodzie.
Opozycja i jej media są spragnione jakiegoś choćby mesjaszyka, który przykryje ględzenie charyzmatycznego inaczej lidera Koalicji Europejskiej czy kolejne bon młoty Radosława Sikorskiego, mendrości Borysa Budki, strumień nieświadomości Ewy Kopacz, meandrony Włodzimierza Czarzastego, roztropki Władysława Kosiniaka-Kamysza, niemyśli Ryszarda Petru czy histeriozofię Kamili Gasiuk-Pihowicz. Stąd się bierze wielkie czekanie na Donalda, który z mesjaszem ma mniej więcej tyle wspólnego, co McDonald’s z trzygwiazdkową restauracją z przewodnika Michelina. Ale najważniejsze jest stworzenie wrażenia, że mesjasz istnieje, ma wiele ważnego do powiedzenia i jak już powie, to wszystkim papcie pospadają.
cdn..