Dodaj do ulubionych

Braterstwo polsko-japońskie w czasie II WŚ

24.07.21, 21:21
Co nie mieści się niedouczonym kretynom postkomunistycznym w ich pustych łbach?
22.07.21, 20:14
Przeczytałam! Mieliśmy braterstwo polsko - japońskie podczas II WW! Z sojusznikiem Hitlera i okrutnym najeżdźcą na inne kraje.
O matko! Czy on naprawdę ma maturę, studia i doktorat? Czy rodzice za świniaka kupili?
forum.gazeta.pl/forum/w,29055,172079358,172079358,Czy_minister_powinien_byc_madry_.html?so=2
No to czytajcie kretyni,Uwaga długie,możecie nie wytrzymać takiej ilości wiedzy historycznej:

II wojna światowa w kolorze
4 Std. ·
UWAGA DŁUGO
Tak jak obiecałem, tak jestem. Dzisiejszy post będzie trochę artykułem historycznym, a trochę felietonem.
Zostałem wielokrotnie przez Was poproszony o komentarz na temat polsko-japońskiego braterstwa podczas II WŚ. Nie ukrywam, że bardzo to miłe dla mnie, iż jestem przez niektórych traktowany jako poważane źródło. 🙂 [A]
POLSKO-JAPOŃSKIE BRATERSTWO
Stosunki Polski i Japonii były niezwykłe od samego początku. Nawiązano je bowiem, zanim Polska odzyskała niepodległość. Pierwszym Japończykiem, który odwiedził tereny Polski był major Yasumasa Fukushima, twórcą słynnej tajnej japońskiej policji Kempeitai. Odbył on samotną, trwającą 488 dni podróż konną z Berlina do Władywostoku. Pięknie pisał japoński major w raporcie poetyckim językiem o Polsce: ''Płaczę nad wieloma bohaterami, którzy grobów swych nawet nie mają, i nie potrafię powstrzymać głębokiego uczucia nienawiści. Wszak 200 lat temu była Polska wiel­ką monarchią Europy Centralnej, rozciągającą się od Bałtyku do Morza Czarnego''. Po jego podróży pozostała pieśń ''Pōrando-kaiko'' (''Wspomnienie Polski''), niezwykle popularna w japońskiej armii. Japonia cieszyła się ogromną sympatią Polaków za wojnę z carską Rosją w 1904-1905 roku. Wielu z Was na pewno kojarzy także misję Józefa Piłsudskiego na Dalekim Wschodzie, podczas której planowano pozyskać Japończyków do wsparcia polskiej dywersji na tyłach Rosji. Chociaż Japończycy nie zdecydowali się wesprzeć planów tworzenia ''legionu polskiego'' przy ich armii, to dostarczyli Polakom pewną ilość uzbrojenia i zobowiązali się dobrze traktować wziętych do niewoli Polaków z armii carskiej.
Japonia uznała niepodległość Polski w marcu 1919 roku, chociaż trwało ponad rok, nim oba państwa wymieniły dyplomatów. Zarówno Polska, jak i Japonia toczyły wojnę ze swoim wspólnym wrogiem - bolszewicką Rosją. Gdy stosunki te nawiązano, Japoński Czerwony Krzyż zapisał przepiękną kartę, organizując repatriację 765 polskich sierot z Syberii. Można byłoby napisać także o lotniczej wyprawie por. Bolesława Orlińskiego do Japonii w 1926 roku, która wzbudziła niemałą sensację, o odznaczaniu najbardziej zasłużonych w wojnie japońsko-rosyjskiej oficerów Cesarstwa przez Polskę, o współpracy wywiadowczej i kursie polskiego asa wywiadu, Jana Kowalewskiego, w Tokio dla japońskich kolegów w 1923 r.
Nas jednak interesuje czas wojny.
Mimo wybuchu II WŚ, Polska i Japonia nie przerwały kontaktów dyplomatycznych. Polska bowiem cieszyła się nadal sympatią Japończyków. Agresja niemiecka na Polskę została przyjęta w Japonii z niechęcią. Co prawda personel ambasady Japonii w Warszawie został ewakuowany, jednak nie spotkało to polskiej ambasady w Tokio i konsulatów w Jokohamie i Osace, mimo nacisków ze strony III Rzeszy. Japonia także uznawała polski rząd emigracyjny, chociaż nie akredytowała przy nim swojego przedstawiciela. Ani Japonia, ani Polska nie miały powodów do żadnego konfliktu.
Symbolem tego była Mandżuria, w której mieszkało kilka tysięcy Polaków, głównie w Harbinie. Po zajęciu przez Japończyków Mandżurii w 1931 roku i ustanowieniu Cesarstwa Mandżukuo, władze japońskie uszanowały autonomię mniejszości polskiej. Polska z kolei w 1938 roku uznała istnienie Cesarstwa Mandżukuo, co było gestem nadzwyczaj przyjaznym. Polskę w Mandżukuo reprezentował Konsulat Generalny RP.
cdn...


Obserwuj wątek
    • rena-ta49 Re: Braterstwo polsko-japońskie w czasie II WŚ 24.07.21, 21:23
      W Harbinie bez żadnych przeszkód funkcjonowały polskie instytucje oświatowe i kulturalne. Przewodnikiem duchowym był oczywiście Kościół Katolicki (reprezentowany przez dwie parafie) i stowarzyszenie kulturalne ''Gospoda Polska''. Wydawano także polskie gazety, na czele z ''Tygodnikiem Polskim''. Odbywały się także uroczystości związane z polskimi świętami narodowymi, w których uczestniczyli także japońscy żołnierze i oficerowie. Funkcjonowały również polskie szkoły i drużyny harcerskie. Jedyną zmianą była nauka języka japońskiego, zamiast chińskiego, w szkołach. Niezwykle ciepły stosunek do Polaków żywił generał Genzo Yanagita, szef japońskiej misji wojskowej w Harbinie. Generał był bowiem attache wojskowym w Warszawie i biegle znał język polski. Dzięki jego wpływom Polacy nie tracili ani pracy na Kolei Wschodniochińskiej (co było głównym zajęciem Polaków w Mandżurii z uwagi na eksterytorialność linii), ani nie byli powoływani do wojska.
      Władze japońskie także nie czyniły najmniejszych przeszkód Polakom, którzy wyjeżdżali z Mandżurii by walczyć z Niemcami. W 1940 roku Harbin opuściła grupa 120 Polaków, którzy dołączyli do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Japończycy patrzyli na to przez palce.
      W najlepsze trwała także współpraca wywiadowcza. Gdy w 1939 roku z Polski do Rumunii wyjechała grupa oficerów polskiego wywiadu, na czele z pułkownikiem Stanisławem Gano, w Bukareszcie przywitał ich już pułkownik Masao Ueda, attache wojskowy w Warszawie. Generał zaproponował Polakom współpracę wywiadowczą na partnerskich warunkach. Imperium Japonii bowiem straciło zaufanie do III Rzeszy. Podpisanie przez Niemców paktu ze Stalinem, śmiertelnym wrogiem Japonii, uznano za zdradę i policzek wymierzony Imperium.
      Do tego zadania oddelegowany został płk Michał Rybikowski, który miał za zadanie przedostać się przez Skandynawię na Litwę i tam organizować siatkę wywiadowczą. Wielkiej pomocy udzieliła mu ambasada Japonii w Sztokholmie, a jej attache wojskowy, płk Toshio Nishimura, osobiście nadzorował współpracę. Rybikowski otrzymał paszport Mandżukuo i mógł swobodnie podróżować po Europie. Bardzo dobre kontakty kontynuowano, gdy attache wojskowym Japonii w Sztokholmie został gen. Makoto Onodera. Z Rybikowskim łączyła go niechęć do III Rzeszy i zażyła przyjaźń - tak wielka, że polski oficer został tłumaczem japońskiego generała. Warto wspomnieć, że polscy i japońscy wywiadowcy zdołali ustalić datę inwazji na ZSRR. Współpraca ta nie ograniczała się jedynie do Sztokholmu i członkowie polskiej siatki wywiadowczej rezydowali także w japońskich placówkach w Finlandii, Turcji, Rumunii i Niemczech. Na specjalny rozkaz gen. Sikorskiego siatkę wywiadowczą tworzył w Mandżurii por. Skóra.
      Wspólnie z Japończykami Polacy gromadzili informacje dotyczące życia w ZSRR: zaopatrzenia w żywność, funkcjonowania przemysłu, łączności i komunikacji.
      Przepiękną kartę zapisał znany Polakom konsul Imperium w Kownie, Chiune Sugihara. Wspólnie z oficerami polskiego wywiadu, kpt. Alfonsem Jakubiańcem i por. Leszkiem Daszkiewiczem japoński dyplomata zorganizował wielką akcję ratowania polskich i litewskich Żydów oraz polskich uchodźców politycznych latem 1940 roku. Bez wiz wyjazdowych byli oni skazani na deportację do okupowanej przez Niemców Polski. Polsko-japońska siatka rozpoczęła wydawanie wiz wyjazdowych do Japonii przez ZSRR. Dyplomata udostępnił pieczęcie dyplomatyczne Polakom, którzy wystawiali też własne wizy. Akcję ze strony polskiej w Japonii koordynował ambasador Romer. Rozwścieczeni działalnością Sugihary Sowieci - wówczas najwspanialsi przyjaciele hitlerowskich ludobójców - zażądali likwidacji konsulatu i aresztowania personelu. Konsul osobiście wypisywał wizy wyjazdowe i wyrzucał je nawet przez okno pociągu, gdy jechał do Berlina po zamknięciu konsulatu. Ile osób uratował bohaterski japoński dyplomata? Szacuje się, że od co najmniej 2 tysięcy do 10 tysięcy.
      Warto napomknąć także, że przed wojną polscy i japońscy naukowcy wymieniali się wynikami badań z zakresu broni biologicznej i chemicznej, a szef Oddziału II SG WP, gen. Tadeusz Pełczyński, był osobiście zainteresowany japońskimi doświadczeniami.
      Piękna karta współpracy zaczęła się psuć jesienią 1941 roku. Po ataku Niemiec na ZSRR, stosunki polsko-japońskie uległy ochłodzeniu. Wpływ na to miały coraz silniejsze naciski III Rzeszy na Japonię i podpisanie przez Polskę układu Sikorski-Majski 30 lipca 1941 roku - w końcu ''sojusz'' z ZSRR był niezbyt pochlebnie postrzegany w Japonii. 4 października 1941 roku zamknięta została polska ambasada w Tokio, jednakże bez przeszkód dalej funkcjonował Konsulat w Harbinie.
      W grudniu 1941 roku Japonia uderzyła na Pearl Harbor oraz posiadłości brytyjskie i holenderskie na Dalekim Wschodzie. Pod naciskiem brytyjskim wojnę Japonii wypowiedziały także rządy emigracyjne. W tym także polski. Było to jedyne państwo, jakiemu Polska wypowiedziała formalnie wojnę w XX wieku.
      Rząd japoński zachował się przyzwoicie wobec tej farsy. Premier Hideki Tojo z godnością odrzucił żałosne polskie wypowiedzenie wojny. Odpowiedział:
      ''Wyzwania Polaków nie przyjmujemy. Polacy, bijąc się o swoją wolność, wypowiedzieli nam wojnę pod presją Wielkiej Brytanii.''
      Bardzo niepochlebnie o serwilizmie rządu Sikorskiego wobec alianckich panów wypowiedział się przebywający w Rumunii Józef Beck: ''Polska wypowiedziała wojnę Japonii, co - jak widać z perspektywy czasu - nie miało ani większego uzasadnienia, ani przede wszystkim sensu politycznego. Cóż może dać Polsce wypowiedzenie wojny Japonii.''
      Szczęśliwie, mimo planów Brytyjczyków, polski udział w walce przeciw Japonii był mniej, niż śladowy. Na Dalekim Wschodzie zaledwie garstka polskich oficerów kontraktowych służyła w brytyjskich 81. i 82. Dywizjach w Birmie. Poza nimi, niektórzy dostarczali brytyjskie samoloty do jednostek i służyli jako lekarze w szpitalach. Na morzu reprezentował Polaków jeden ''okręt'' - przerobiony bananowiec ''Cap de Palmes'', który, na szczęście nieskutecznie, szukał japońskich okrętów. Jedynym szerzej znanym Polakiem, który pojechał walczyć z Japonią - był Witold Urbanowicz, który latał w składzie amerykańskiej 23. Grupy Myśliwskiej w Chinach.
      Wypowiedzenie przez Polaków wojny Japonii doprowadziło do zamknięcia polskiego Konsulatu w Harbinie. Japończycy jednak wykazali się dużym taktem i zaraz potem uznali powstały Polski Komitet Opiekuńczy za reprezentanta interesów Polaków na Dalekim Wschodzie. Bez przeszkód funkcjonowały polskie instytucje oświatowe i kulturalne w Mandżurii (jedynie pod koniec grudnia 1943 roku zamknięte zostało polskie gimnazjum w Harbinie), ale do końca wojny Polaków nie spotkały żadne represje. W sierpniu 1945 roku powstały w Harbinie liczący 120 ludzi polski oddział samoobrony zajął, po wycofaniu się oddziałów japońskich, najważniejsze punkty w mieście. Zabezpieczył je przed napaściami chińskich bandytów i komunistycznych partyzantów, utrzymując je aż do przybycia oddziałów Armii Czerwonej.
      c.d.n.


      • rena-ta49 Re: Braterstwo polsko-japońskie w czasie II WŚ 24.07.21, 21:23
        Tu trzeba dodać, że Japończycy udzielali azylu polskim uciekinierom z ZSRR, szczególnie tym, wyjeżdżającym podczas ludobójstwa na Polakach w latach 30. Polacy osiedlali się na - wówczas - japońskich Kurylach i południowym Sachalinie. Po sowieckiej agresji na Mandżurię 9 sierpnia 1945 roku Japończycy zorganizowali ewakuację uchodźców. Ta została przerwana sowieckimi operacjami desantowymi, chociaż część osób zdołano ewakuować na Hokkaido. 18 sierpnia 1945 roku Sowieci wylądowali w Maoka na Sachalinie, gdzie zgromadzonych było 6 tys. uciekinierów. W bombardowaniu portu przez Sowietów, w tym statków z uchodźcami, zginął tysiąc osób. Los setek uciekinierów - Polaków, ale też Niemców, Ukraińców i ''białych'' Rosjan z Kuryli pozostaje nieznany. Uważa się, iż zostali aresztowani przez NKWD i wywiezieni do łagrów.
        Warto wspomnieć o jeszcze jednej, pięknej karcie. W 1930 roku w Nagasaki z inicjatywy zakonników Maksymiliana Marii Kolbego i Zenona Żebrowskiego powstał Klasztor Franciszkanów. Ojciec Kolbe zdecydował o umiejscowieniu klasztoru na zboczu góry, w przeciwnym kierunku, niż miasto. Przeorem klasztoru został Mieczysław Maria Mirochna. 9 sierpnia 1945 roku Amerykanie dopuścili się zbrodniczego ataku atomowego na Nagasaki. Wskutek zrzucenia bomby atomowej zginęło ok. 40-70 tysięcy ludzi. O tym, że ataki atomowe nie miały żadnego wpływu na zakończenie wojny, pisałem już wielokrotnie, cytując m.in. amerykańskich wojskowych, którzy sami to potwierdzali - to tak zanim ktoś mi tu zacznie ujadać.
        Klasztor przetrwał atak, osłonięty zboczem góry. Nazwano to cudem. Polscy franciszkanie natychmiast ruszyli nieść pomoc poszkodowanym. Urządzono punkty opatrunkowe, a później założono sierocińce dla dzieci, których rodzice zostali zamordowani w bestialskim ataku, oraz osiedla dla bezdomnych. Wielką zasługę miał w tym brat Zenon Żebrowski. Cieszył się on ogromnym szacunkiem japońskiej ludności, nazywany przez nich ''Brat Zenno'' (gra słów - zennō z japońskiego znaczy ''wszechmocny''). Brat Zenon do dzisiaj w Nagasaki jest uważany za bohatera.
        * * *
        Polskę i Japonię podczas II WŚ łączyły przyjazne stosunki - państw traktujących się wzajemnie jak partnerów. Warto tu wspomnieć, że Japonia nie była jedynym państwem Osi, który do Polaków żywił sympatię.
        Wszyscy bardzo dobrze wiemy o ogromnej przyjaźni węgierskiego narodu względem Polaków. Na Węgrzech w czasie wojny funkcjonowały polskie instytucje oświatowe i kulturalne. Wiemy wszyscy dobrze o słowach Pala Telekiego z 1939 roku, wiemy o węgierskich żołnierzach, którzy bronili Polaków przed UPA na Wołyniu i pomagali ludności Warszawy podczas Powstania Warszawskiego. Dostarczali leki, żywność, opatrywali rannych, udzielali schronienia, wywozili na Węgry. Wielu Polaków przedostawało się przez Węgry do Francji i Wlk. Brytanii, niemal na oczach węgierskich władz.
        Nie było także wrogości między rządem polskim, a rządami fińskim, bułgarskim i rumuńskim ze ''złej Osi''.
        Wiecie, także z moich wpisów, o bardzo przyjaznym stosunku Włoch łysego dziennikarza. Ten zresztą wsławił się uratowaniem ponad stu polskich profesorów z Krakowa z niemieckich obozów koncentracyjnych w 1939 roku. Osobiście wysłał do Adenoida Hynkela telegram, w którym go ganił. ''Naród, który został w niegodny sposób zdradzony przez swoją klasę polityczną i dowodów wojskowych, a który jednak, jak sami przyznaliście w swoim przemówieniu w Gdańsku, bił się dzielnie, zasługuje na traktowanie należne pokonanym, nie zaś niewolnikom.''
        W ramach podziękowania Duce otrzymał piękny album dzieł Wyspiańskiego z dedykacją:
        ''103 profesorów Uniwersytetu Krakowskiego, uratowanych z teutońskiego męczeństwa dzięki Waszemu, Duce, wstawiennictwu, wyraża swoje oddanie i wdzięczność za ponowne ukazanie światu wartości i sławy włoskiej kultury''.
        Włoskie władze udawały, że nie widzą żadnych tłumów mówiących po polsku przybyszów, przemierzających północne Włoch ku granicy z Francją zimą 1939-40. Co więcej, włoskie koleje dawały Polakom duże zniżki na transport. Włoski rząd bez najmniejszego trudu wystawiał hurtowo wizy, a nawet obywatelstwa dla uciekających z Polski Żydów. Włoskie społeczeństwo wyraźnie i głośno sympatyzowało z Polską. Gdy w 1940 roku zawieszano kontakty dyplomatyczne (Włochy nigdy nie wypowiedziały wojny Polsce), włoski poseł Attilio Tamaro wyraził nadzieję, że polscy żołnierze nie będą walczyć we Włoszech.
        Co zrobili Polacy w podzięce?
        Strzelali do włoskich samolotów i zatapiali włoskie statki na Morzu Śródziemnym, siedzieli w Tobruku w Libii i strzelali do włoskich żołnierzy. Wypowiedzieli wojnę krajowi z drugiego końca globu, które nijak Polsce i Polakom nie szkodziło. I robili to kiedy ''Uncle Joe'' zapychał Polakami doły na Workucie, Kamczatce i Kołymie.
        Dlaczego? Bo tak chcieli anglosascy panowie, przed którymi ich lokaj Sikorski skakał, jak chcieli. Bo wojowanie z Włochami w Afryce i wypowiedzenie wojny Japonii niezwykle pomogło sprawie Polski w czasie wojny, prawda?
        Prawda...?
        Ci sami anglosascy ''sojusznicy'' nie zająknęli się słowem o sowieckiej agresji na Polskę w 1939 roku. Słowem też się nie zająknęli o sowieckich obozach koncentracyjnych, w których męczono na śmierć miliony ludzi. Wiceprezydent USA, Henry Wallace, odwiedził Kołymę w maju 1944 roku - oczywiście odpowiednio ucharakteryzowaną przez NKWD - i był zachwycony łagrami. Kołyma, Czukotka, Workuta - to Aliantów w ogóle nie obchodziło. Nie obchodziła ich zagłada polskich Żydów - ani w 1943 roku, ani nigdy później, chociaż doskonale o niej wiedziano z raportów Jana Karskiego i Szmula Zygielbojma. Nie obchodziło ich także ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Alianci przez całą wojnę ukrywali sowiecką odpowiedzialność za mord w Katyniu, a z polskiego rządu robili kolaborantów nazistów. Wymuszali podpisywanie niekorzystnych paktów na Polakach, jak układ Sikorski-Majski, podpisany pod naciskiem Churchilla. Ten już w maju 1942 roku obiecał Stalinowi linię Curzona jako przyszłą granicę polsko-sowiecką. Doprowadzali do dymisji niewygodnych dla siebie polskich polityków i wojskowych - w ten sposób odwołany został z funkcji Naczelnego Wodza pod naciskiem brytyjskim gen. Kazimierz Sosnkowski w październiku 1944 roku. Lekceważyli wsparcie dla Armii Krajowej, która liczyła się tylko wtedy, kiedy trzeba było przetransportować elementy niemieckich rakiet do Londynu. Wielki ''przyjaciel'' Polski, gen. Charles de Gaulle, który ma swój pomnik w Warszawie, w swej obrzydliwej uniżoności względem Stalina przebił wszystkich. Już w grudniu 1944 roku uznał komunistów z PKWN za ''polski rząd''. Creme de la creme alianckiej ''przyjaźni'' było zlekceważenie porwania i pokazowego ''procesu'' przywódców Polskiego Państwa Podziemnego w Moskwie w czerwcu 1945 roku. Sądzili ich ci sami ludzie, którzy pół roku później wespół z brytyjskimi, amerykańskimi i francuskimi prawnikami oskarżali niemieckich zbrodniarzy w Norymberdze.
        c.d.n.
        • rena-ta49 Re: Braterstwo polsko-japońskie w czasie II WŚ 24.07.21, 21:28
          Ktoś pewnie oburzy się o to, że Japonia popełniała zbrodnie na kontrolowanych przez siebie terenach.
          Tak, popełniała.
          I co z tego?
          Co nas, Polaków, to obchodzi w kontekście stosunków polsko-japońskich?
          Czy w Chinach, Korei, Mongolii, Tajwanie, czy gdzieś indziej w Azji interesują zbrodnie nazistów i bolszewików na Polakach? Ktoś tam gardłuje o sowieckich i niemieckich mordercach Polaków z Katynia i Auschwitz? Pewnie nie, skoro w Azji niezwykle popularne są śluby w klimatach ''nazi'', istnieją kawiarnie upstrzone flagami ze swastyką i odbywają się zjazdy neonazistów. O Sowietach, których ogromnemu wsparciu politycznemu i militarnemu w latach 1945-1949 Chińska Republika Ludowa zawdzięcza zwycięstwo nad Kuomintangiem i własne istnienie, nie wspominam. Tak, jak i o tym, że najwięcej Chińczyków w czasie wojny pozabijali sami Chińczycy - wysadzając tamy na Rzece Żółtej, głodząc w Henan i Jiangsu, wciągając do poboru, wyglądającego jak handel niewolnikami. Liczbę ofiar Kuomintangu jeszcze przed wojną z Japonią szacowano na ok. 1-2 miliony zamordowanych i ok. 8-10 milionów zamordowanych w czasie wojny. O ludobójstwie Mao na własnych obywatelach nie wspominając.
          Polska ma nie przypominać przyjaźni ze strony japońskiej z powodu jakiegoś konfliktu, w którym nawet nie była stroną? Ma oskarżać Japończyków w obronie cudzych interesów?
          Jeśli tak bardzo chcecie występować w obronie uciskanych, dlaczego nie występujecie w imieniu mordowanych przez Jankesów rdzennych Amerykanów w XIX wieku? Nie gardłujecie o ludobójstwie na Filipińczykach, agresjach na Hiszpanię i Meksyk, prześladowaniach Azjatów i czarnoskórych, których dopuszczał się ten kraj? O przewinieniach powojennych nie wspominając? Im było wolno? Zbrodnie demokratyczne mniej się liczą?
          A zbrodnie białych okupantów-kolonizatorów: Brytyjczyków, Francuzów, Holendrów, Belgów - liczą się? Wyzysk, głód, obozy koncentracyjne dla ludności tubylczej, masakry, tłamszenie dążeń niepodległościowych od Madagaskaru po Palestynę, od Algierii po Wietnam. Mordowali i ciemiężyli zarówno przed wojną, jak i w jej czasie, i po niej. Czy oni byli po ''dobrej' stronie i to nie ma znaczenia?
          Polacy dalej jak w 1941 roku. Unoszą się honorem i są Chrystusami Narodów, walcząc z kimś, bo ich panowie im tak każą. Może czas zacząć dbać o własny interes? Dowody swojej przyjaźni z USA macie tym razem nie w Jałcie, a pod Bałtykiem.

          BIBLIOGRAFIA:
          Ambasada Cesarstwa Japonii w Polsce, ''Wybrane epizody w historii stosunków japońsko-polskich''
          Baziur Grzegorz, ''Biały Orzeł, Złota Chryzantema''
          Borysiewicz Mariusz, ''Z Dalekiego Wschodu na Bliski Wschód, do Afryki Północnej i Europy''
          Gaafar Adam, ''Jedyne państwo, któremu Polska wypowiedziała wojnę w XX w.''
          Krajewski Andrzej, ''Ulubiony wróg''
          Łyziński Paweł, ''Stosunki polsko-japońskie w latach 1919-1939''
          Michalewicz Katarzyna, ''Obraz sytuacji politycznej
          w Harbinie w latach 1932–1936''
          Neja Jarosław, ''Polacy w Mandżurii''
          Potocka Elzbieta, ''80 lat stosunków polsko-japońskich''
          Romanowska Elżbieta, ''Oficjalnie wrogowie, w rzeczywistości sojusznicy''
          Tarasiuk Renata, ''Polsko-japońska współpraca wywiadowcza i konsularna dla ratowania Żydów w Kownie podczas II WŚ''
          Zacharski Marian, ''Tajna współpraca wywiadów Polski i Japonii''

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka