tadeusz_ski.51
21.02.08, 16:40
W pewnej wsi na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim mieszkało małżeństwo z
dziewięciorgiem dzieci. Ciężko było ale wykorzystywali dość atrakcyjne
położenie swojej miejscowości i od 12 lat prowadzili gospodarstwo
agroturystyczne. Co sezon przyjeżdżali grzybiarze, wędkarze, fani żeglowania i
dzięki temu małżonkowie jakoś wiązali koniec z końcem. I tak pchaliby do końca
życia ten wózek gdyby mąż nie przeczytał w lokalnym dodatku GW, że Wojewoda
Lubelski wydał rozporządzenie, że wszystkie małżeństwa w województwie
posiadające dziesięcioro dzieci otrzymają jednorazową zapomogę w wysokości 300
000 złotych i stałą comiesięczną rentę po 1500 zł na każdego potomka do czasu
ukończenia przez najmłodszego 24 lat. Żyć, nie umierać. Na dole artykułu
dopisane jednak było małym druczkiem, że "promocja ważna jest tylko do końca
marca". Odpadł więc natychmiastowy zamiar naturalnego uzupełnienia liczby
bachorów. Co robić...?
Tutaj żona przypomniała sobie, że przed ośmioma laty o mały włos nie doszło do
rozwodu, bo jej mąż dmuchnął jakąś panienkę z Krasnegostawu i ta przez pół
roku przyjeżdżała i robiła im awantury, domagając się przyjęcia przez nich
opieki prawnej nad bękartem. Ustąpiła dopiero po przedstawieniu zaświadczenia
od znajomego lekarza z Ostrowa Lubelskiego, że chłopina jest od dziecka bezpłodny.
- Wyruszaj, Kazik, natychmiast do tej swojej przydupicy, przyznaj się do
ojcostwa i bez dziecka mi się w domu nie pokazuj - rzekła groźnie i aby nie
było niedomówień dorzuciła - Rozumiesz kasztanie?
Kazik pojechał. Co przeżył w ciągu dwóch tygodni od momentu wejścia do PKS-u,
tego żadne księgi ani scenariusze filmowe nie opiszą. Dość, że 15 dnia stanął
w plugawym ubraniu, rozczochrany i zarośnięty na progu swojego domu, trzymając
silnie za rękę wyrywającego się ośmiolatka.
- Zośka - wrzasnął w głąb pustej o dziwo kuchni - Mam... Co tu się dzieje?
Gdzie dzieciaki?
- Broniłam, Kaziu, broniłam - histerycznie zaskrzeczała żona - Ale te
sk*rwisyny letnicy jakby się wszystkie zmówiły. Przyjechali jednego dnia i
każden zabrał swojego