Szkoła z klasą nie istnieje !

IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.02, 18:26
Szkoła- przynajmniej podstawowa- mam dzieci w tym wieku- od dawna stała się
tylko kiepską przechowalnią dzieci na czas kiedy rodzice są w pracy!
Pisze to rodzic, którego dzieci mają "dobre" świadectwa! Ale przecież ich
wiedza i umiejętności wogóle nie pochodzą z tej instutucji, do której z musu
uczęszczają! Godziny pracy w domu z nami- rodzicami, i z prywatnymi
korepetytorami.Bez tego-strach pomyśleć!
Nauczyciele w szkole pod pozorem tzw. indywidualnych-"autorskich" programów
wstawiają kit nieprzeciętny.Cała ich praca to najczęściej tylko
odpytanie,ewentualnie klasówki,których miesiącami nie mają czasu sprawdzić.
Sztuka motywowania,elementarne podstawy psychologii to także dla "naszych"
nauczycieli czarna magia.
Nie przeczę,zapewne zdarzają się jeszcze prawdziwi pedagodzy, tacy z
powołania.Niestety sam poznałem tylko nieliczne wyjątki,które potwierdzają
regułę."Szlachetny zawód nauczycielski" opanowały ODPADKI,które nie załapały
się na inne studia!-Taka jest smutna prawda!Do tego klika ta jest tak
solidarna,że próba ingerencji w "uład" jest wręcz niebezpieczna dla własnego
dziecka.Dlatego większość rodziców z pokorą ,po staremu zanosi do szkoły
"kwiatki"- z byle powodu wyrażając swą wdzięczność
biednym,przemęczonym,zapracowanym,kochanym nierobom!
Kto się zgadza- nie musi się rozpisywać-Niech wstawi"Re":"Popieram".
O wynik jestem spokojny, a wszystkich oburzonych mam w nosie, chociaż
jednocześnie jest mi bardzo,bardzo PRZYKRO!
    • Gość: jaga Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 08.07.02, 13:01
      Skończyłam edukację elementarną z terapią (dawna przedszkolna i
      wczesnoszkolna), obecnie przede mną ostatni rok pedagogiki. W ramach praktyk i
      hosputacji byłam w wielu poznańskich szkołach, ale tylko jedną mogę nazwać
      szkołą z klasą- poznańskie Łejery na Brandstettera. Śmiech, szacunek i pęd do
      wiedzy "wylewają się" tu drzwiami i oknami.Nauczyciele wspaniali,
      dokształcający się, w razie problemu szukają rozwiązania, modyfikują metody,
      nigdy nie widzą winy w uczniu, wiedzą,jak wiele zależy od pedagoga. Szkoła to
      nie moloch, ale budynek przystosowany do dziecka. Rodzic za to jest partnerem,
      nie zbędnym przedmiotem,który czeka na PANA pod pokojem nauczycielskim i
      zamykane mu są przed nosem drzwi.
      Pozdrawiam :)jaga
      RODZICE!!! Nie bójcie się poruszać trudnych, drazliwych problemów z wychowawcą.
      PŁACICIE PODATKI, WIĘC WYMAGAJCIE.JESTEŚCIE KLIENTAMI, A W RAZIE CZEGO-JEST
      KURATORIUM.NIE BÓJCIE SIĘ SZYKAN W KIERUNKU DZIECKA. JEST PROKURATURA I SZKOŁA
      KILKA ULIC DALEJ.WASZE DZIECKO JEST CZŁOWIEKIEM I ROZWIJA SIĘ, A ŚRODOWISKO
      EMOCJONALNE, JAKIE MU ZAFUNDUJECIE, BEDZIE MIAŁO WPŁYW NA JEGO DALSZE ŻYCIE I
      DROGĘ EDUKACYJNĄ, JAKĄ OBIERZE. JESTEM SWIADKIEM CORAZ CZĘSTSZYCH SPRAW TEGO
      TYPU TOCZĄCYCH SIĘ PRZED SĄDAMI,KTÓRE RODZICE WYGRYWAJĄ. jEST XXI WIEK, A
      NAUCZYCIEL TO NIE ŚWIĘTA KROWA.
      • Gość: Izapa Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.gliwice.pl / 192.168.1.* 13.08.02, 09:01
        Istnieją dobre szkoły i dobrzy nauczyciele. Troje moich dzieci jest już po
        maturze, czwarta za dwa lata. Mieli kilku świetnych nauczycieli, ale obawiam
        się, że w pracy nie byli oni ani wyżej cenieni od słabszych, ani jakoś
        dowartościowani. Sama też pracuję w szkole, wiem, jak to jest. Swoją pasją
        staram się zarazić dzieciaki. Kontakty z absolwentami, rozmowy na ulicy z już
        dorosłymi, wkrótce pojawią się pierwsze dzieci moich dzieci. Są nauczyciele z
        klasą, ale dyrektorom trudno będzie stworzyć szkołę z klasą, bo w sumie to musi
        on nieźle kombinować, a miernego mauczyciela nie tak łatwo się pozbyć.Akcja
        gazety pomoże szaleńcom pociągnąć resztę albo przynajmniej przymknąć ich
        półuśmieszki.
      • Gość: Roman Proszę mi nie ubliżać IP: *.opole.dialup.inetia.pl 10.09.02, 22:34
        Ton tego postu zwalnia mnie od merytorycznej polemiki.
        Powiem tylko kilka zdań:
        Szkoła to nie sklepik z pietruszką, gdzie można odreagowywać swoje
        rodzicielskie i życiowe frustracje, krzycząc: Znasz przysłowie "Klient nasz
        pan", chamie?
        Proszę mi w polskim prawie pokazac choc jeden przepis, który mówiłby o tym, że
        rodzic jest klientem szkoły. Konia z rzędem!
        Jestem dobrym nauczycielem, doczekałem się niejednych dziecięcych łez, kiedy
        przyszło sie rozstawać, ale z rodzicami - dyletantami w jałowe dyskusje sie nie
        wdaję.
        W szkole obowiązują okreslone akty prawne i nic rodzicom do nauczyciela, jeśli
        działa w ramach tego prawa. A uprawnienia mamy szerokie, zapewniam.
        Władza wychowawcza nauczyciela wzorowana jest na władzy rodzicielskiej i mało
        jest rzeczy, których nam nie wolno. Niektórzy rodzice są zbyt nieodpowiedzialni
        i niudolni, aby im tylko powierzyc właściwe i zgodne z interesem społecznym
        wychowanie młodego pokolenia. Dlatego Ustawa o systemie oświaty i Karta
        nauczyciela dają nam tak szerokie uprawnienia.
        Od rodziców różni nas tylko to, że nie mamy prawa stosować kar
        naruszających "nietykalność cielesną" ucznia. Poza tym możemy właściwie
        wszystko, zgodnie z art. 12 ust. 2 Karty nauczyciela, jesli służy to dobru
        dziecka (art. 4 Ustawy o systemie oświaty).
        Ciekawe, jakież to sądowe sprawy wygrywają rodzice z nauczycielami. Zapewniam,
        że ja nie zawahałbym się kazać pani dziecku za karę , jesli byłoby to
        uzasadnione wychowawczo rzecz jasna, wziąć od woźnej szmaty i posprzątać
        korytarz, a jeśli powziąłbym uzasadnione podejrzenie, że dziecko
        pani "eksperymentuje" z papierosami,alkoholem czy narkotykami, nie certoląc się
        przeszukałbym mu plecak, czy może jeszcze tornister, zabrałbym używki,
        wezwałbym panią do szkoły, a słowa, jakie by pani ode mnie usłyszała, nie
        byłyby politycznie poprawne.
        Obowiązkiem rodziców jest dobrze wychowywać swoje dziecko i wymagać od nich
        szacunku dla wszystkich dorosłych, szczególnie dla nauczycieli, jako osób
        znaczących w ich życiu.
        Zapewniam, że pani mogłaby sobie w domu mamrotać przy dziecku: "głupi ten twój
        wychowawca", ale wiedziałoby ono, że przychodzi do szkoły, gdzie ja ustalam
        zasady. Dzieci po głowie skakać mi nie będą, chocby miały nie wiem jak
        roszczeniowych, pełnych pretensji i niewychowanych rodziców. A jakby pani ataki
        na mnie powtarzały się przy dziecku, wiedziałbym, co pani powiedziec na
        osobności, żeby omijała mnie pani szerokim łukiem.
        I nawet w Strasburgu by pani ze mną nie wygrała, więc sądami i kuratoriami
        niech pani nauczycieli nie straszy.
        Wszystko dla dobra dziecka, a więc dużo miłości, ale też nauka poszanowania
        autorytetów (myśli pani, że szefa w pracy słuchać nie będzie musiało?).
        Dla dobra dzieci, brońmy ich przed drapieżnymi i aroganckimi rodzicami, Drogie
        Koleżanki i Koledzy!
        • Gość: satzystka Re: Proszę mi nie ubliżać IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 16.10.02, 18:44
          DZIĘKUJĘ!!!(2 lata w zawodzie )
        • Gość: isla Re: Proszę mi nie ubliżać IP: *.lubin.dialog.net.pl 11.11.02, 23:33
          Jestem pełna uznania dla słów i autora listu! Jestem matką-ucznia! I
          zapewniam ,że brak autorytetów wśród uczniów to niestety-ale efekt
          karygodnej , roszczeniowej , buntowniczej postawy rodziców, którzy utwierdzają
          swoje pociechy(na ich nieszczęście!) w zasadności swojej postawy! Czasy mamy
          trudne , ale rodzice jeszcze trudniejsi! A niby skąd bierze się,jak nie z domu
          rodzinnego, wrażliwość np.na cudze nieszczęście, poszanowanie własności
          publicznej, wrażliwość na porządek w miejscach publicznych...? Wiem ile mnie
          to pracy nad dzieckiem i czasu kosztowało i nadal kosztuje...! Może Szanowni
          rodzice ,najpierw zweryfikujcie swoje zachowania i postawy , a potem
          atakujcie. W sumie najlepszą obroną jest przecież ...atak...
      • Gość: Roamn Proszę mi nie ubliżać IP: *.opole.dialup.inetia.pl 10.09.02, 22:35
        Ton tego postu zwalnia mnie od merytorycznej polemiki.
        Powiem tylko kilka zdań:
        Szkoła to nie sklepik z pietruszką, gdzie można odreagowywać swoje
        rodzicielskie i życiowe frustracje, krzycząc: Znasz przysłowie "Klient nasz
        pan", chamie?
        Proszę mi w polskim prawie pokazac choc jeden przepis, który mówiłby o tym, że
        rodzic jest klientem szkoły. Konia z rzędem!
        Jestem dobrym nauczycielem, doczekałem się niejednych dziecięcych łez, kiedy
        przyszło sie rozstawać, ale z rodzicami - dyletantami w jałowe dyskusje sie nie
        wdaję.
        W szkole obowiązują okreslone akty prawne i nic rodzicom do nauczyciela, jeśli
        działa w ramach tego prawa. A uprawnienia mamy szerokie, zapewniam.
        Władza wychowawcza nauczyciela wzorowana jest na władzy rodzicielskiej i mało
        jest rzeczy, których nam nie wolno. Niektórzy rodzice są zbyt nieodpowiedzialni
        i niudolni, aby im tylko powierzyc właściwe i zgodne z interesem społecznym
        wychowanie młodego pokolenia. Dlatego Ustawa o systemie oświaty i Karta
        nauczyciela dają nam tak szerokie uprawnienia.
        Od rodziców różni nas tylko to, że nie mamy prawa stosować kar
        naruszających "nietykalność cielesną" ucznia. Poza tym możemy właściwie
        wszystko, zgodnie z art. 12 ust. 2 Karty nauczyciela, jesli służy to dobru
        dziecka (art. 4 Ustawy o systemie oświaty).
        Ciekawe, jakież to sądowe sprawy wygrywają rodzice z nauczycielami. Zapewniam,
        że ja nie zawahałbym się kazać pani dziecku za karę , jesli byłoby to
        uzasadnione wychowawczo rzecz jasna, wziąć od woźnej szmaty i posprzątać
        korytarz, a jeśli powziąłbym uzasadnione podejrzenie, że dziecko
        pani "eksperymentuje" z papierosami,alkoholem czy narkotykami, nie certoląc się
        przeszukałbym mu plecak, czy może jeszcze tornister, zabrałbym używki,
        wezwałbym panią do szkoły, a słowa, jakie by pani ode mnie usłyszała, nie
        byłyby politycznie poprawne.
        Obowiązkiem rodziców jest dobrze wychowywać swoje dziecko i wymagać od nich
        szacunku dla wszystkich dorosłych, szczególnie dla nauczycieli, jako osób
        znaczących w ich życiu.
        Zapewniam, że pani mogłaby sobie w domu mamrotać przy dziecku: "głupi ten twój
        wychowawca", ale wiedziałoby ono, że przychodzi do szkoły, gdzie ja ustalam
        zasady. Dzieci po głowie skakać mi nie będą, chocby miały nie wiem jak
        roszczeniowych, pełnych pretensji i niewychowanych rodziców. A jakby pani ataki
        na mnie powtarzały się przy dziecku, wiedziałbym, co pani powiedziec na
        osobności, żeby omijała mnie pani szerokim łukiem.
        I nawet w Strasburgu by pani ze mną nie wygrała, więc sądami i kuratoriami
        niech pani nauczycieli nie straszy.
        Wszystko dla dobra dziecka, a więc dużo miłości, ale też nauka poszanowania
        autorytetów (myśli pani, że szefa w pracy słuchać nie będzie musiało?).
        Dla dobra dzieci, brońmy ich przed drapieżnymi i aroganckimi rodzicami, Drogie
        Koleżanki i Koledzy!
        • Gość: abakus Re: Proszę mi nie ubliżać IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.02, 23:26
          Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. Proszę wziąć jeszcze pod uwagę fakt, że
          bardzo dużo nieuzasadnionych pretensji mają ci "rodzice", którzy pgraniczyli
          swoją rolę do tego, żeby te dzieci zrobić, bo niektórzy im nawet jeść nie dają.
          pozdrawiam odważnego belfra.
          też belfer, taki co to nie da sobie w keszę dmuchać
          • Gość: Krzysztof Homan Re: Proszę mi nie ubliżać IP: 62.233.233.* 18.11.02, 23:49
            Gość portalu: abakus napisał(a):

            > Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. Proszę wziąć jeszcze pod uwagę fakt, że
            > bardzo dużo nieuzasadnionych pretensji mają ci "rodzice", którzy pgraniczyli
            > swoją rolę do tego, żeby te dzieci zrobić, bo niektórzy im nawet jeść nie
            dają.

            No i co z tego, przecież są szkoły.
            Jak będziemy mieli szkoły z klasą, to nie takie sprawy załatwią nauczyciele.
            Jeszcze trochę doby zostało do zagospodarowania.

            ;-)

            Pozdrawiam
            Krzysztof Homan
            khoman@poczta.onet.pl
      • Gość: Krzysztof Homan Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 62.233.233.* 23.10.02, 02:42
        Oj, Jaguś. Pogratulować wizji szkoły. Z każdym rokiem zwiększa się liczba
        pedagogów i psychologów w szkole. Mam wrażenie, że placówki te obecnie lepiej
        nazwać ośrodkami opiekuńczo-wychowawczymi, w których poza tym się uczy. Jeśli
        poważnie traktujesz dobro dzieci, załatw im jedno - prawo nie chodzenia do
        szkoły. Ozłocą Cię wszyscy - nauczyciele, uczniowie, którzy mają w nosie
        szkołę, dobrzy uczniowie i ich rodzice.
    • _gerta Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! 08.07.02, 13:35
      > Szkoła- przynajmniej podstawowa- mam dzieci w tym wieku- od dawna stała się
      > tylko kiepską przechowalnią dzieci na czas kiedy rodzice są w pracy!
      Skoro Rodzice w ten sposób szkołę traktują, to taką ją właśnie wszyscy mamy! Może
      niewielu nauczycieli ma pasję kształtowania osobowości dziecka i rozwijania jego
      umiejętności, ale skoro Rodzice się na to zgadzają, to czemu się potem przeciwko
      temu burzą?
      > Pisze to rodzic, którego dzieci mają "dobre" świadectwa! Ale przecież ich
      > wiedza i umiejętności wogóle nie pochodzą z tej instutucji, do której z musu
      > uczęszczają! Godziny pracy w domu z nami- rodzicami, i z prywatnymi
      > korepetytorami.Bez tego-strach pomyśleć!
      Szkoła nie ma wyręczyć Rodziców w kształceniu dziecka, ma Ich w tym tylko
      wspomagać - jak ktoś decyduje się mieć dziecko, to on potem ponosi
      odpowiedzialność za jego wychowanie. Korepetycje powodują może poprawienie ocen
      dziecka, ale powodują też, że nauczyciel, którego uczeń bierze korepetycje i ma
      przez to dobre wyniki w nauce, nie zdaje sobie sprawy z tego, ze żądna w tym jego
      zasługa...
      > Cała ich praca to najczęściej tylko
      > odpytanie,ewentualnie klasówki,których miesiącami nie mają czasu sprawdzić.
      > Sztuka motywowania,elementarne podstawy psychologii to także dla "naszych"
      > nauczycieli czarna magia.
      Elementarne podstawy psychologii zawierają m.in. taką zasdę, że dziecko
      kształtuje się najlepiej, gdy obowiązują je spójne normy - w domu, w szkole itd.
      Nauczyciel powinien motywować dziecko do nauki, ale nie zrobi tego, jeśli w
      oczach dziecka nie będzie autorytetem, a nie będzie nim, jeśli w domu słyszy, że
      jego jedyną funkcją jest odpytywanie i robienie klasówek :(
      > "Szlachetny zawód nauczycielski" opanowały ODPADKI,które nie załapały
      > się na inne studia!-Taka jest smutna prawda!
      A cóż w takim razie rzec o ludziach, którzy nawet takich studiów nie skończyli?
      Można oczywiście oceniać innych na podstawie wykształcenia, podobnie jak na
      podstawie koloru skóry, tylko, że to do niczego nie prowadzi.
      > Do tego klika ta jest tak
      > solidarna,że próba ingerencji w "uład" jest wręcz niebezpieczna dla własnego
      > dziecka.Dlatego większość rodziców z pokorą ,po staremu zanosi do szkoły
      > "kwiatki"- z byle powodu wyrażając swą wdzięczność
      > biednym,przemęczonym,zapracowanym,kochanym nierobom!
      A z tym się akurat zgadzam, bo na szkołę patrzę z tej drugiej strony biurka. Tyle
      tylko, że są w Polsce dobre szkoły - trzeba się tylko rozejrzeć i dobrze
      poszukać. Ingerencja w ten "układ" jest możliwa - tylko od wewnątrz. Trzeba umieć
      znależć najlepszego wśród nauczycieli i tak z nim współpracować, żeby mógł coś w
      swojej szkole zmienić. Przecież tak naprawdę wszyscy chcą, żeby szkoła była dobra.
      > Kto się zgadza- nie musi się rozpisywać-Niech wstawi"Re":"Popieram".
      > O wynik jestem spokojny, a wszystkich oburzonych mam w nosie, chociaż
      > jednocześnie jest mi bardzo,bardzo PRZYKRO!
      Nie należy zapiekać się w tej przykrości tylko coś zmienić. Zacząć od własnej
      szkoły (w sensie tej do której chodzą TWOJE dzieci). Zmienić nie krytykując
      negatywnie, ale konstruktywnie. Pójść do nauczyciela i powiedzieć: chcę, żeby
      było tak i tak.
      Pozdrawiam,
      Gerta
      • Gość: Barbara Re:Do Gerty. Popieram. Pozdrawiam.Barbara. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.12.02, 20:26
    • Gość: e-kierka kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.07.02, 22:06
      Gość portalu: Przykro napisał(a):
      > "Szlachetny zawód nauczycielski" opanowały ODPADKI,które nie załapały
      > się na inne studia!-Taka jest smutna prawda!

      w szkolach ucza chyba wylacznie trzy typy nauczycieli:
      - takie "odpadki" o ktorych mowisz (jakies 60% uczacych)
      - wariaci, zapalency, idealisci (jakies 10%, moze nawet mniej)
      - inni, nie kwalifikujacy sie do zadnej z wyzszych grup (jakies 30%)

      ci pierwsi sa w szkole na zawsze, ci drudzy raczej tez, chociaz zdarza sie, ze
      odchodza, bo ... patrz nizej
      za to ci z trzeciej grupy .... jesli nawet okaza sie swietni (jako nauczyciele),
      to w ktoryms momencie zauwazaja (zwlaszcza faceci), ze z czegos trzeba zyc i ...
      odchodza z zawodu, bo zwykle gdzie indziej moga zarobic duzo wiecej
      • Gość: Waarez Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.swiecie.sdi.tpnet.pl 09.07.02, 00:02
        Nie używałbym słowa „odpadki” tym bardziej, że przytaczasz oszałamiającą wartość
        60%, która jest z palca wyssana. Poniżanie zawodu nauczyciela tylko pogarsza ich
        podejście do pracy, a i dzieci czy młodzież wykorzystują tego typu stwierdzenia
        przeciwko nim, tym bardziej im na większym i znaczącym forum takich stwierdzeń
        się używa, w czym ty nie odbiegasz. Tym bardziej stan ten jest zatrważającym,
        ponieważ nawet ludzie światli i wydawało by się mądrzy zrzucają również znaczącą
        winę na nauczycieli co jest oczywistą bzdurą i kompletnym brakiem jakiegokolwiek
        pojęcia na temat stanu polskiej edukacji. Zapewne wielu nauczycieli nie pracuje w
        sposób budzący czyjekolwiek zadowolenie, nawet ich samych, co nie znaczy, że nie
        są w stanie ! Jeden z podstawowych problemów od nich niezależnych sama
        przytoczyłaś. To brak pieniędzy nie tylko na godziwe płace dla nauczycieli, ale
        też środków na właściwe funkcjonowanie szkół wraz z ich zapleczami, a co dopiero
        mówić o oświacie, czy kulturze nie tylko o szkołach. To brak rozsądnej polityki
        państwa, konkretnie ludzi rządzących od prezydenta, poprzez premiera,
        ministerstwa na czele z ministrami (szczególnie MEN), po kuratoria, w których
        pracuje z naszych podatków wystarczająca ilość osób by stworzyć mądrą strategię i
        rozsądny program (chyba, że są wśród nich osoby nieodpowiedzialne i
        niekompetentne), w tym stworzyć odpowiedni budżet, który nie okrada nauczycieli,
        który nie zmusza ich do szukania innych form zarobkowania, który umożliwia
        nauczycielom zająć się tylko i wyłącznie tak istotną dla losów narodu - jego
        edukacją. Gdyby w „firmach” takich jak szkoły nauczyciele zarabiali niezłe
        pieniądze, bez problemu pozbylibyśmy się też tych słabych nauczycieli, bo
        chętnych było by wielu do pracy w tym zawodzie i było by w czym wybierać ! Bo
        czego wymagać od nauczycieli kiedy wciąż robi się ich w konia ?!
        Podwyżki obiecywał były minister Handke, pamiętam jego słowa, że nie będzie już
        mówił nauczycielom, że dostaną pieniądze i takie tam, i sami to odczują w swoich
        portfelach za dwa miesiące i to w sposób zdecydowany. Mówiąc to w TV aż parskał
        zadowoleniem. „Starzy” nauczyciele nie dostali nic, coś tam młodzi po 6-ciu
        miesiącach. Płace stoją a kolejne oszołomstwo nakłada na nauczycieli konieczność
        dokształcania za własne pieniądze na kursach za parędziesiąt lub paręset złotych,
        których poziom jest żaden, powtórka podstawowych zagadnień nauczanych na studiach
        20 lat temu ????? Awans zawodowy zmotywował do tworzenia bzdurnej sterty
        papierów. Cóż, nauczyciele pracują z dziećmi i młodzieżą w międzyczasie bez sił,
        pomiędzy kursami, studiami, sympozjami a wypełnianiem i kopiowaniem papierów z
        ich życia zawodowego, których nikt nie czyta !!!! a dokonuje się oceny tyle, że z
        kapelusza. Nie ma jasnych reguł dotyczących oceny pracy zawodowej co daje
        możliwość dowolnej interpretacji przez członków komisji (jakiej
        komisji???). ....Egzamin gimnazjalny ???? .....Matury stare, czy nowe ????? Albo
        programy nauczania ? „Tysiące”, a najlepiej by były autorskie, tyle, że nikt nie
        wie co ma umieć uczeń po skończeniu podstawówki, gimnazjum, czy ogólniaka, o
        szkołach profilowych nie wspomnę. Skąd nauczyciele mają wiedzieć jak i czego
        uczyć gdy nie ma systemu, nie mówię o budynkach szkolnych, które poszatkowano –
        po co? Czy uczelnie wiedzą co ma wiedzieć i jakim być ich absolwent ?????
        Wracając do matur. Czy to nie ministerstwo z kuratoriami robi z nauczycieli szkół
        średnich i młodzieży idiotów. Nauczyciele uczą materiału wartościowego, który nie
        ma odbicia w tematach maturalnych (młodzież zastanawia się więc: po co się uczyć;
        rodzice mówią że nauczyciel do d..y; a nauczyciel zastanawia się czy warto uczyć
        o Mickiewicza). Żenującymi były dla mnie tegoroczne tematy w kujawsko-pomorskim,
        gdzie obok tematu filozoficznego na temat którego i wielcy filozofowie nie
        wiedzieli by czy aby na pewno piszą na temat, bo wiele filozofii powszechnie
        uważanych za mądre okazywały się drwiną w historii ziemi, a skąd młodzież ma mieć
        tak ugruntowaną wiedzę na ten temat kiedy i myśliciele nie zawsze do końca życia
        byli pewni swych sądów – z góry skazuje się młodzież na pisanie bzdur. Inny temat
        z kolei to była interpretacja wiersza o panience, która o seksie myśli i słucha
        Britney – kpina czy żart, ale jak ma się to do 4 lat nauki? Ponadto stylistyka,
        jak i precyzja wyrażenia tematów powinne skłonić pewne osoby do odejścia ze
        stanowiska, ponieważ tylko mieszają w głowach. ...Podręczniki – tak naprawdę są w
        miarę podobne, więc poco ich tyle ? Nauczyciele nie mając jasnego programu nie
        wiedzą, które tak naprawdę wybrać. Jednak kwestia podręczników uderza głównie w
        ubogie rodziny, ale nie tylko. Czy nie pomyślał ktoś, że nie stać dzisiaj
        społeczeństwa na takie posunięcie. W jednej szkole zdarza się, że każda klasa,
        każdy rocznik ma inne bo każdy z nauczycieli uważa, że ten który wybrał jest
        lepszy. Nie ma więc odkupowania używanych, trzeba nowe. Są rodziny które mają
        dzieci rok po roku np. trójkę (wyprawka co rok razy trzy!!!!). Ktoś powie to
        niech szkoły autonomicznie podejmą decyzję o wyborze konkretnych podręczników,
        pytam się więc po co możliwość wyboru ? Dużo by pisać. Troszkę nieskładnie mi to
        wyszło a wiele jeszcze mógłbym jednak czas mnie goni. Wiele tematów, których nie
        poruszyłem znajdziecie na pewno w „Grobie Agamemnona” Madonny, czy Słowackiego –
        nie pamiętam.

        waarez@wp.pl
        • Gość: Waarez Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.02, 02:17
          Przeczytałem wcześniejszą moją wypowiedź, troszkę chaotyczną, nie mając zbyt
          wiele czasu pisałem jak najszybciej mogłem będąc z lekka zmęczonym i tak jakoś
          wyszło (e). Jednak jeszcze wszystko przede mną a i mam nadzieję, że mimo to parę
          ważnych, a przede wszystkim konkretnych tematów poruszyłem koncentrując się na
          problemach ludzi, którzy uczą.
          Reasumując, chciałbym zwrócić uwagę, że Twoje 60% to przecież nie przypadek, to
          nie pojedynczy zły nauczyciel, to cały rozklekotany system powoduje, że nauczają
          kiepscy nauczyciele, że nawet ci którzy są dobrzy są pochłonięci albo samo-
          dokształcaniem, albo tworzeniem na papierze historii swojej kariery zawodowej,
          albo dorabiają na boku, albo nic nie robią, gdyż stracili werwę i sens pracy.
          To system jest zły a winni są ci, którzy mają na niego bezpośredni wpływ. Dziwić
          jedynie może, że tak mała jest solidarność wśród nauczycieli i elit oświatowych,
          że nie grzmią, że pozwalają w milczeniu. Karygodnym jest stanowisko rządu a
          przede wszystkim MEN’u ! Nie można oszczędzać na edukacji. Nie można niszczyć
          systemu lepszego, czy gorszego i nie dać w zamian nic. Dlaczego ?
          Bez odpowiedzi!
          Nie mówię rzecz jasna tylko o pieniądzach, ale to przede wszystkim od pieniędzy
          zależy jakość działań na dole jeżeli górze się nie chce. Gdy pieniędzy brak,
          potrzeba jasnych programów nauczania, łatwo i tanio, wystarczy jeden podręcznik
          zastępujący program. To właśnie obok braku pieniędzy brak skonkretyzowanych
          programów jest jednym z głównych powodów złej jakości nauczania. Nie bardzo wiem
          dlaczego tak wielu idiotów szczególnie z kuratoriów wymaga programów autorskich.
          Po co nauczyciel ma tworzyć coś co istnieje, przecież szkoły mają do dyspozycji
          zatwierdzone całkiem dobre programy, po co udziwniać? Dla papierka do teczki z
          napisem awans zawodowy? Jednak jak nie patrząc, chcesz dobrego pracownika ? Nie
          zasłaniaj się patosem i ideałami, dzisiaj mamy kapitalizm, chleb kosztuje a tym
          bardziej samozadowolenie. Dobry pracownik kosztuje, tym bardziej nie wszystkim po
          równo.
          Jeszcze mam chwilkę więc bardzo chciałbym powiedzieć coś o rodzicach w procesie
          nauczania i wychowania. To prawda, że rodzice mogą najwięcej chociażby ze względu
          na umocowania prawne a także ze względu na naturalny związek emocjonalny z
          dziećmi. Uważam jednak, że w dzisiejszej Polsce, zabieganej, bezrobotnej rodzice
          mają za główny i trudny cel zarabianie pieniędzy na jedzenie, ubranie, opłaty za
          wodę, gaz ect. i nie mają czasu dla dzieci. Pozwólmy im by mogli w wolnej chwili
          chociażby je przytulić, pograć w piłkę, oglądnąć wspólnie bajkę. Najważniejsza
          dla dzieci jest miłość, nie zapominajmy o tym. Niech więc uczą w szkołach
          nauczyciele według mądrych programów a my im za to płaćmy, bo oni w ten sposób
          zarabiają często również na własne dzieci, a przy tym są w tym fachowcami.

          Kończąc chciałbym wszystkim oszołomom pogratulować oszołomstwa, naiwnym naiwności,
          ludziom człowieczeństwa.

          waarez@wp.pl
          • Gość: MP Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.fuw.edu.pl 09.07.02, 10:09
            Gość portalu: Waarez napisał(a):


            > ... To system jest zły a winni są ci, którzy mają na niego bezpośredni wpływ.

            Do tej pory pełna zgoda. Dalej znacznie gorzej.

            > Dziwić
            > jedynie może, że tak mała jest solidarność wśród nauczycieli i elit oświatowych

            Ja myślę, że jest tu właśnie ogromna, publicznie milcząca, ale pokątnie
            niesłychanie silnie lobbująca solidarność rzeszy kiepściaków i urzędników,
            którym obecny system odpowiada, bo stwarza możliwość łatwego przetrwania
            zupełnie minimalnym kosztem.

            > Karygodnym jest stanowisko rządu a
            > przede wszystkim MEN’u ! Nie można oszczędzać na edukacji.

            Nie wolno też płacić więcej, za coś co można mieć taniej.
            Realia są takie, że nauczyciele właśnie stoją przed wielką
            groźbą utraty pracy i gotowi są pracować na dotychczasowych
            warunkach (gotowe jest te kiepskie 60% czy ile tam tego jest
            - nikt tego nie wie, bo zwyczajnie nie dokonuje się żadnych
            nawet prób racjonalnego rozpoznania jakości pracy Jaśnie Państwa).
            Dlatego wielu jak Świętej Trójcy gotowa jest bronić obecnego
            ślepego (na jakość) systemu, za to pełnego gwarancji stabilizacji.

            > Nie można nisz
            > czyć
            > systemu lepszego, czy gorszego i nie dać w zamian nic.

            Co za bzdura! W sferze gwarancji stabilności i braku kontroli
            jakości niczego nie "zepsuto". Było jak jest, tylko nowi
            mają trochę trudniej, bo muszą dostarczyć kilka kwintali
            dokumentacji "o potencji", której i tak nikt nie przeczyta.
            Starzy (mianowani) mogą spać spokojnie nadal - tak długo, jak długo
            nie trafi ich jakaś reorganizacja. Ale i wtedy - po staremu -
            raczej nie jakośc pracy będzie się liczyła, ale układziki.

            > Nie mówię rzecz jasna tylko o pieniądzach, ale to przede wszystkim
            > od pieniędzy zależy jakość działań na dole jeżeli górze się nie chce.

            Bzdura! Nikt nigdy i nigdzie nie uzdrowił chorej firmy rozpoczynając od
            zwiększenia uposażeń! Pierwszą sprawą jest system kontroli jakości,
            system swobodnego, racjonalnego doboru kadr, a przede wszystkim
            jasny pomysł na to jaki produkt chce się na końcu otrzymać.
            I tu ponownie zaczynam sie z Panem zgadzać!

            > potrzeba jasnych programów nauczania,

            Zgadzam się z Pana intencjami, choć uważam, że gubi się Pan
            w "zawiłościach" systemu. Dokumentami, które mówią czego uczyć
            i nauczyć są podstawy programowe, standardy i sylabusy. To te dokumenty
            są w Polsce skandalicznie ogólne, nieprecyzyjne, przypominające
            listę życzeń, które Głupi Jasio przygotował na wypadek spotkania
            złotej rybki. Dawałem już tu kiedyś za przykład (z odnośnikiem)
            stadardy brytyjskie, a w odpowiedzi dowiedziałem się, że także
            na przykład Węgrzy czy Litwini mają dokumenty o klasę lepsze od naszych.

            > łatwo i tanio, wystarczy jeden podręcznik
            >
            > zastępujący program.

            To kwe4stia szczegółowa jak nazwiemy dokument, który powie czego
            tak na prawdę trzeba nauczyć, a jego treścią będą także zobowiązani
            układacze zadań egzaminacyjnych (zobowiązani pod rygorem unieważnienia
            wyników egzaminu niezgodnego z prawem!)


            > To właśnie obok braku pieniędzy

            NIE! Te będą potrzebne dopiero wtórnie. Gdy postawi się konkretne
            zadania i uruchomi system egzekwowania ich wykonania (faktycznego,
            a nie w bzdurnej sprawozdawczości) dopiero okaże się, że pieniędzy brakuje
            dla tych, którzy wymaganiom są w stanie sprostać. Do brania pieniędzy
            za pracę bez żadnych wymagań zawsze będą tłumy chętnych - bez względu
            na to jak małe to będą pieniądze!

            > brak skonkretyzowanych
            > programów jest jednym z głównych powodów złej jakości nauczania.

            Ponownie: zgoda! Ale innym ważniejszym - jest brak systemu egzekwowania
            jakości faktycznie wykonanej pracy (nie: POTENCJI!).

            > Nie bardzo wiem
            > dlaczego tak wielu idiotów szczególnie z kuratoriów wymaga programów autorskich
            > .

            Nie wiem, czy są to idioci, ale z meritum się zgadzam.

            > Po co nauczyciel ma tworzyć coś co istnieje, przecież szkoły mają do dyspozycji
            > zatwierdzone całkiem dobre programy, po co udziwniać?

            Jedynym znanym mi powodem jest to, że na rynku praktycznie brak
            programów z sensem (które nie są kalką odwiedcznych błędów dydaktycznych
            typu: "definicja, przykład, zadanie") i zostały przetestowane na szczurach.

            > Dobry pracownik kosztuje, tym bardziej nie wszystkim po równo.

            Nie najmie dobrego pracownika ktoś kto nie wie co dobre, kto nie
            ma pomysłu jak to sprawdzić. Szkoła to nie piekarnia, gdzie jakość
            można mierzyc prostym zyskiem. Jakość pracy nauczyciela - jeśli nie
            jest na bieżąco kontrolowana - ujawnia się dopiero po kilku lub
            kilkunastu latach. Niestety, najbardziej drastycznie dla wszystkich
            ujawnia się ona przy urnach wyborczych i koło się zamyka!

            > Kończąc chciałbym wszystkim oszołomom pogratulować oszołomstwa, naiwnym naiwnoś
            > ci,

            Dzięki! Nareszcie ktoś mnie docnił :-)

            Pozdrawiam serdecznie
            Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
            ojciec kilkorga uczniów
            • Gość: Zielicz Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: 213.241.34.* 09.07.02, 14:56
              A Pan ciągle z tą bieżącą kontrolą. Za żadne pieniądze
              nie da się zbudować systemu z kontrolerami na bieżąco
              kontrolującymi pracę zatrudnionych. Przy czym im praca
              bardziej kwalifikowana i złożona tym bardziej jest to
              beznadziejne zadanie.Kontrolerów zaś też trzeba
              kontrolować. Gospodarczy upadek realsocjalizmu jest
              tego najlepszym dowodem. Co chłopaki nie
              wywmyślały,żeby skuteczniej zaganiac do pracy
              .,..Niczego to Pana nie nauczyło?
              • Gość: MP Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.fuw.edu.pl 10.07.02, 10:42
                Gość portalu: Zielicz napisał(a):

                > Kontrolerów zaś też trzeba
                > kontrolować. Gospodarczy upadek realsocjalizmu jest
                > tego najlepszym dowodem. Co chłopaki nie
                > wywmyślały,żeby skuteczniej zaganiac do pracy
                > .,..Niczego to Pana nie nauczyło?

                Szanowny Panie Zielicz!

                Do Pana powtarzanych tu postulatów, że tylko ocena jakości
                uczenia poprzez egzaminy zewnętrzne, i że nie da się zaproponować
                żadnej racjonalnej kontroli bieżącej, odnosiłem się szczegółowo
                w poprzednich listach. Jak rozumiem kontrolę bieżącą wyjaśniałem
                Panu po raz kolejny w liście z 8.06 z godz. 13:48.
                Dlaczego moim zdaniem Pana propozycja oceniania "bilansowego"
                jest niewystarczająca wyjaśniałem po raz ostatni w liście z 16.06
                z godz. 18:30 (oba w wątku Akcja "Szkoła z klasą" :-)).
                Nie były to jedyne moje wypowiedzi, które pozostawił Pan bez odpowiedzi
                - obojętnie czy aprobującej czy odrzucającej. Jeśli teraz wkracza Pan ponownie
                ze swoimi "pogladami", mimo, że wcześniej nie uznał Pan za stosowne
                by kontynuować dyskusję na ich temat, to - mimo całej sympatii wynikajacej
                ze znanych mi Pana dokonań edukacyjnych - trudno mi traktować Pana
                jako poważnego adwersaża. Nie uważam, by czynienie sobie zarzutów
                z pogranicza "komuszenia" (jak w cytacie wyżej), było dobrym pomysłem na
                rzeczową polemikę. Skoro nie możemy się ani porozumieć, ani konstruktywnie
                pospierać, to proponuję byśmy przynajnmiej wzajemne powstrzymali się od
                komentowania swoich wypowiedzi kierowanych do innych osób lub ad acta.

                Pozdrawiam niezmiennie serdecznie
                Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
                ojciec kilkorga uczniów

            • Gość: Waarez Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.swiecie.sdi.tpnet.pl 03.08.02, 14:50
              Gość portalu: MP napisał(a):

              ) Ja myślę, że jest tu właśnie ogromna, publicznie milcząca, ale pokątnie
              ) niesłychanie silnie lobbująca solidarność rzeszy kiepściaków i urzędników,
              ) którym obecny system odpowiada, bo stwarza możliwość łatwego przetrwania
              ) zupełnie minimalnym kosztem.
              ******************
              Rozumię, że jednak się Pan zgadza w tej kwesti ze mną - tyle że odwracając kota
              ogonem. Przeciwko temu właśnie się burzę, że jest zmowa milczenia także wśród
              ludzi którzy moją wpływ na sytuację a chowają się jak mysz pod miotłą. :-)

              ) ) Karygodnym jest stanowisko rządu a
              ) ) przede wszystkim MEN’u ! Nie można oszczędzać na edukacji.
              )
              ) Nie wolno też płacić więcej, za coś co można mieć taniej.
              ) Realia są takie, że nauczyciele właśnie stoją przed wielką
              ) groźbą utraty pracy i gotowi są pracować na dotychczasowych
              ) warunkach (gotowe jest te kiepskie 60% czy ile tam tego jest
              ) - nikt tego nie wie, bo zwyczajnie nie dokonuje się żadnych
              ) nawet prób racjonalnego rozpoznania jakości pracy Jaśnie Państwa).
              ) Dlatego wielu jak Świętej Trójcy gotowa jest bronić obecnego
              ) ślepego (na jakość) systemu, za to pełnego gwarancji stabilizacji.
              **********************
              Pańskie rozumowanie jest wyrwane z kontekstu.
              Pewnie, że można płacić nauczycielom jeszcze mniej a i tak znajdą się chętni do
              pracy, tylko jacy i jaki mądry młody człowiek będzie się kształcić w kierunku
              zawodu nauczyciela a chyba nie chce pan kontynuować dalszej degrengolady
              środowisk nauczycielskich ????!!!!! Edukacja to duży system i mówiąc o
              pieniądzach nie mam tylko na myśli płac, ale także środki finansowe na właściwe
              utrzymanie obiektów szkolnych, pomoce dydaktyczne, wydatki na przygotowanie
              mądrych programów, na zajęcia dodatkowe ect. Mały przykład ale niezły: czy np.
              oszczędności, które robi Państwo i MEN na okrajaniu lekcji wychowania
              fizycznego to nie wstecznictwo, a także efekt braku (kompetencji) wiedzy ludzi
              tam pracujących jak wygląda nauka w szkołach ??? Czy zauważył Pan, że większość
              szkół ma prysznice z których w większości z nich (przepocona i brudna po lekcji
              wf-u) młodzież nie korzysta ?
              Sytuacja ta zależy oczywiście również od świadomości nauczyciela wf-u, który
              powinien ze względów higienicznych zobowiązywać do kąpieli młodzież. Jednak
              gdzie są ludzie od programów wdrażanych w polskim szkolnictwie, przecież to i
              piękne pole do popisu dla nich by pokazać, że myślą o zdrowiu i wychowaniu
              młodzieży w higienie. Tylko jak to zrobić gdy zajęcia z wf-u ogranicza się do
              45 min - (~5min przebranie się młodzieży) - (~10min prysznic) =) co daje góra
              30 min efektywnych zajęć !!!!


              ) ) Nie można nisz
              ) ) czyć
              ) ) systemu lepszego, czy gorszego i nie dać w zamian nic.
              )
              ) Co za bzdura! W sferze gwarancji stabilności i braku kontroli
              ) jakości niczego nie "zepsuto". Było jak jest, tylko nowi
              ) mają trochę trudniej, bo muszą dostarczyć kilka kwintali
              ) dokumentacji "o potencji", której i tak nikt nie przeczyta.
              ) Starzy (mianowani) mogą spać spokojnie nadal - tak długo, jak długo
              ) nie trafi ich jakaś reorganizacja. Ale i wtedy - po staremu -
              ) raczej nie jakośc pracy będzie się liczyła, ale układziki.
              ***********
              Rozumię, że znowu zgoda, tyle że kotek... wie Pan :-)


              ) ) Nie mówię rzecz jasna tylko o pieniądzach, ale to przede wszystkim
              ) ) od pieniędzy zależy jakość działań na dole jeżeli górze się nie chce.
              )
              ) Bzdura! Nikt nigdy i nigdzie nie uzdrowił chorej firmy rozpoczynając od
              ) zwiększenia uposażeń! Pierwszą sprawą jest system kontroli jakości,
              ) system swobodnego, racjonalnego doboru kadr, a przede wszystkim
              ) jasny pomysł na to jaki produkt chce się na końcu otrzymać.
              ) I tu ponownie zaczynam sie z Panem zgadzać!
              *****************************
              Pisze Pan bzdura a na końcu się zgadza ????
              Ale wyjaśnię conieco.
              Pewnie, że najpierw trzeba wprowadzić rozsądny a przede wszystkim funkcjonujący
              system - ale to rola "góry". A skoro jest niekompetentna dałem przykład
              mechanizmu, który sam w sobie dokona oczyszczenia "dołu" z kiepskich
              nauczycieli (owszem wymaga czasu i pieniędzy - w końcu trzeba zacząć
              uzdrawianie i wcześniej czy później tak właśnie będzie). Nie jest prawdą to co
              Pan napisał, że nikt nigdy i nigdzie nie uzdrowił chorej firmy rozpoczynając od
              zwiększenia uposażeń. W przypadku braku innych mechanizmów jest to pewna i
              sprawdzona samorealizująca się metoda szczególnie sprawdzająca się w
              jednostkach budżetowych, owszem pod warunkiem możliwości dokonywania selekcji i
              wyboru pracowników przez pracodawcę (takie mechanizmy tak naprawdę istnieją w
              systemie edukacji, jednak mało kto je wykorzystuje- jednak to zbyt długi temat
              na teraz). Rozumię, że z kontekstu mojego wcześniejszego tekstu wychwycił Pan
              również, że napisałem: nie po równo. A krótko: najlepsi specjaliści pracują w
              firmach, w których zarabiają dużo, marni i gorsi zarabiają niewiele w firmach
              kiepskich - prawo rynku! Niech też Pan weźmie pod wzgląd trendy doboru przez
              młodzież kierunków studiów, najlepsi wybierają te kierunki które dają im w
              przyszłości gwarancję nie tyle pracy co godziwych zarobków. Kto dzisiaj uczy
              się na nauczyciela, niech Pan sam sobie odpowie (jeżeli pewnych mechanizmów nie
              wprowadzi się dzisiaj bez względu na pieniądze, będzie jeszcze gorzej, a
              wprowadzając je i tak będziemy czekać na poprawę parę lat!!! Te wszystkie
              uwarunkowania powinne być uwzględnione rzecz jasna przez system i to jak
              najszybciej.



              ) ) potrzeba jasnych programów nauczania,
              )
              ) Zgadzam się z Pana intencjami, choć uważam, że gubi się Pan
              ) w "zawiłościach" systemu. Dokumentami, które mówią czego uczyć
              ) i nauczyć są podstawy programowe, standardy i sylabusy. To te dokumenty
              ) są w Polsce skandalicznie ogólne, nieprecyzyjne, przypominające
              ) listę życzeń, które Głupi Jasio przygotował na wypadek spotkania
              ) złotej rybki. Dawałem już tu kiedyś za przykład (z odnośnikiem)
              ) stadardy brytyjskie, a w odpowiedzi dowiedziałem się, że także
              ) na przykład Węgrzy czy Litwini mają dokumenty o klasę lepsze od naszych.
              )
              ) ) łatwo i tanio, wystarczy jeden podręcznik
              ) )
              ) ) zastępujący program.
              )
              ) To kwe4stia szczegółowa jak nazwiemy dokument, który powie czego
              ) tak na prawdę trzeba nauczyć, a jego treścią będą także zobowiązani
              ) układacze zadań egzaminacyjnych (zobowiązani pod rygorem unieważnienia
              ) wyników egzaminu niezgodnego z prawem!)
              ***************************
              Trudno się nie gubić w tak bzdurnym systemie. Jednak znów czuję że zgadza się
              Pan ze mną. Podręcznik jako program minimum to tylko moja propozycja taniego
              dla Państwa, szkół ale i dla rodziców programu nauczania, w tym wytycznych dla
              każdej szkoły i nauczyciela w zapadłej wsi czy elitarnej szkole co każdy uczeń
              wiedzieć powinien, co absolutnie nie jest w niezgodzie z możliwościami
              realizowania programów dodatkowych, nie wspominając o formach nauczania - tutaj
              dajmy właśnie swobodę nauczycielowi.


              ) ) To właśnie obok braku pieniędzy
              )
              ) NIE! Te będą potrzebne dopiero wtórnie. Gdy postawi się konkretne
              ) zadania i uruchomi system egzekwowania ich wykonania (faktycznego,
              ) a nie w bzdurnej sprawozdawczości) dopiero okaże się, że pieniędzy brakuje
              ) dla tych, którzy wymaganiom są w stanie sprostać. Do brania pieniędzy
              ) za pracę bez żadnych wymagań zawsze będą tłumy chętnych - bez względu
              ) na to jak małe to będą pieniądze!
              **********************
              j/w

              ) ) brak skonkretyzowanych
              ) ) programów jest jednym z głównych powodów złej jakości nauczania.
              )
              ) Ponownie: zgoda! Ale innym ważniejszym - jest brak systemu egzekwowania
              ) jakości faktycznie wykonanej pracy (nie: POTENCJI!).
              )
              ) ) Nie bardzo wiem
              ) ) dlaczego tak wielu idiotów szczególnie z kuratoriów wymaga programów autor
              ) skich
              ) ) .
              )
              ) Nie wiem, czy są to idioci, ale z meritum się zgadzam.
              )
              ) ) Po co nauczyciel ma tworzyć coś co istnieje, przecież szkoły mają do dyspo
              ) zycji
              ) )
            • Gość: Waarez Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.swiecie.sdi.tpnet.pl 03.08.02, 14:57
              cd.
              Coś lub ktoś okroił moją wypowiedź !

              > > brak skonkretyzowanych
              > > programów jest jednym z głównych powodów złej jakości nauczania.
              >
              > Ponownie: zgoda! Ale innym ważniejszym - jest brak systemu egzekwowania
              > jakości faktycznie wykonanej pracy (nie: POTENCJI!).
              >
              > > Nie bardzo wiem
              > > dlaczego tak wielu idiotów szczególnie z kuratoriów wymaga programów autor
              > skich
              > > .
              >
              > Nie wiem, czy są to idioci, ale z meritum się zgadzam.
              >
              > > Po co nauczyciel ma tworzyć coś co istnieje, przecież szkoły mają do dyspo
              > zycji
              > > zatwierdzone całkiem dobre programy, po co udziwniać?
              >
              > Jedynym znanym mi powodem jest to, że na rynku praktycznie brak
              > programów z sensem (które nie są kalką odwiedcznych błędów dydaktycznych
              > typu: "definicja, przykład, zadanie") i zostały przetestowane na szczurach.
              >
              > > Dobry pracownik kosztuje, tym bardziej nie wszystkim po równo.
              >
              > Nie najmie dobrego pracownika ktoś kto nie wie co dobre, kto nie
              > ma pomysłu jak to sprawdzić. Szkoła to nie piekarnia, gdzie jakość
              > można mierzyc prostym zyskiem. Jakość pracy nauczyciela - jeśli nie
              > jest na bieżąco kontrolowana - ujawnia się dopiero po kilku lub
              > kilkunastu latach. Niestety, najbardziej drastycznie dla wszystkich
              > ujawnia się ona przy urnach wyborczych i koło się zamyka!
              *****************************
              Cóż? Tutaj zgadzam się w pełni z Panem Zieliczem. Nie systemy kontroli, tym
              bardziej sprawowane przez konkretne (Bóg ma wiedzieć czemu) wszystko wiedzące
              osoby (przecież właśnie tak jest teraz, tworzy się systemy kontroli jak np.
              stopnie awansu zawodowego ect.), potrzebne są samonapędzające się metody
              selekcji wyjęte żywcem z metod rynkowych, których bzdurna decyzja "błędnego"
              urzędnika nie będzie mogła zniszczyć.

              Doceniam i pozdrawiam Pana
              waarez@wp.pl

              PS. Gorąco i wakacje.
          • arcik1 Re: kto uczy w szkole (publicznej) 01.08.02, 20:19
            Gość portalu: Waarez napisał(a):

            Pozwólmy im by mogli w wolnej chwil
            > i
            > chociażby je przytulić, pograć w piłkę, oglądnąć wspólnie bajkę.
            Najważniejsza
            > dla dzieci jest miłość, nie zapominajmy o tym. Niech więc uczą w szkołach
            > nauczyciele według mądrych programów a my im za to płaćmy, bo oni w ten
            sposób
            > zarabiają często również na własne dzieci, a przy tym są w tym fachowcami.
            > Kończąc chciałbym wszystkim oszołomom pogratulować oszołomstwa, naiwnym
            naiwnoś
            > ci,
            > ludziom człowieczeństwa.

            Z taką opinią mogę się zgodzić, w twych przemyśleniach jest wiele racji a
            koncówka jest już rewelacyjna.
            Chciałbym zaakcentować koniec twojej wypowiedzi.
            Nauczyciele!!! Nie zapominajcie o dziecku! Jedynie dziecko jest w tej sytuacji
            bez winy a my rzucamy kamień o jego szaty.
            Pozdrawiam arcik.
            • Gość: Waarez Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.swiecie.sdi.tpnet.pl 03.08.02, 13:14
              Dziękuje.
        • Gość: deen Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: 213.25.84.* 05.11.02, 11:28
          Masz rację!
      • Gość: bo Re: kto uczy w szkole (publicznej) IP: *.kim.pl / 10.0.4.* 12.09.02, 20:14
        Gość portalu: e-kierka napisał(a):

        > Gość portalu: Przykro napisał(a):
        > > "Szlachetny zawód nauczycielski" opanowały ODPADKI,które nie załapały
        > > się na inne studia!-Taka jest smutna prawda!
        >
        > w szkolach ucza chyba wylacznie trzy typy nauczycieli:
        > - takie "odpadki" o ktorych mowisz (jakies 60% uczacych)
        > - wariaci, zapalency, idealisci (jakies 10%, moze nawet mniej)
        > - inni, nie kwalifikujacy sie do zadnej z wyzszych grup (jakies 30%)
        >
        > ci pierwsi sa w szkole na zawsze, ci drudzy raczej tez, chociaz zdarza sie,
        ze
        > odchodza, bo ... patrz nizej
        > za to ci z trzeciej grupy .... jesli nawet okaza sie swietni (jako
        nauczyciele)
        > ,
        > to w ktoryms momencie zauwazaja (zwlaszcza faceci), ze z czegos trzeba zyc
        i ..
        > .
        > odchodza z zawodu, bo zwykle gdzie indziej moga zarobic duzo wiecej
        Ja jestem ciekaw jakie ma pan prawo tak twierdzić. Sam jestem belfrem. Nie
        twierdzę, że wszycy nauczyciele są doskonali ale tak jest w każdym zawodzie.
        Taki jest świat. Ja wychodzę rano i wracam zwykle o 18. Nikt nie każe mi
        dopierdzielać ani za to mi nikt nie płaci. Nie twierdze, że wszyscy nauczyciele
        pracują na maksa ale z tym podziałem to trochę przesadziłeś. dajmy 50 na 50%. A
        jak podajesz jakieś dane wyssane z palca to nie przesadzaj.

        pozdrawiam,
        bo
    • Gość: ak Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.mcbone.net / *.pppool.de 10.07.02, 19:08
      Wiadomo, bywa roznie, ale pomimo tego polecam :
      www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=399
      Ta szkola miala, ma i bedzie miala klase - poznalem obecnych pedagogow,
      wspaniala dyrkcje i kilkoro zaangazowanych nauczycieli.
    • Gość: Oktawia Szkoły z klasą istnieją!!! IP: *.kalisz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.07.02, 16:09
      Od czterech lat jestem nauczycielką. W tym czasie pracowałam w trzech różnych
      szkołach. Chyba mam szczęście, bo w każdej z nich spotkałam grono nauczycieli
      chętnych do pracy, otwartych na ucznia, drugiego człowieka. Jeśli znajdzie się
      choć kilka osób, które chcą zrobić coś wartościowego, nowego, innego - to już
      można powiedzieć, że tworzą szkołę z klasą.
      • Gość: czarek_t Re: Szkoły z klasą istnieją!!! IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 02.09.02, 21:43
        Pewnie, że istnieją.
        Chociażby SP, do której chodzi moja córka.
        SP im. C. Plater-Zyberkówny w Warszawie.
        Polecam!
    • arcik1 Re: Szkoła z klasą istnieje ! 01.08.02, 19:43
      Troszeczkę przesadziłeś.
      Szkoła jest taka na jaką się rodzice uczniów zgadzają - nie lepsza nie gorsza.
      Pan zgodził się na taką. Ja bym mojemu dziecku do niej nie pozwolił chodzić.
    • grypa82 Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! 05.08.02, 13:27
      Popieram! Popieram!1 Popieram!
    • Gość: danka Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.um.bytom.pl 06.08.02, 15:54
      Gość portalu: Przykro napisał(a):

      > Szkoła- przynajmniej podstawowa- mam dzieci w tym wieku- od dawna stała się
      > tylko kiepską przechowalnią dzieci na czas kiedy rodzice są w pracy!
      > Pisze to rodzic, którego dzieci mają "dobre" świadectwa! Ale przecież ich
      > wiedza i umiejętności wogóle nie pochodzą z tej instutucji, do której z musu
      > uczęszczają! Godziny pracy w domu z nami- rodzicami, i z prywatnymi
      > korepetytorami.Bez tego-strach pomyśleć!

      W pełni się zgadzam. Moje dzieci na szczęście już studiują dzięki korepetytorom
      i własnej mozolnej pracy.dookoła pustka. Ba obserwowałam nawet sytuacje gdzie
      uczniowie zadawali zagadki nauczycielom na wiele miesiecy i ci nie umieli sobie
      z nimi poradzić, po czym, kierowali swoje dzieci do dalszej edukacji do
      wykładowców uczelni wyższych. kiedy jednak uczeń stawał się olimpijczykiem
      wypinali piersi do orderów.Polska "normalka".
      Co do reszty - choćby narkomanii itp. szkoda gadać.

      > Nauczyciele w szkole pod pozorem tzw. indywidualnych-"autorskich" programów
      > wstawiają kit nieprzeciętny.Cała ich praca to najczęściej tylko
      > odpytanie,ewentualnie klasówki,których miesiącami nie mają czasu sprawdzić.
      > Sztuka motywowania,elementarne podstawy psychologii to także dla "naszych"
      > nauczycieli czarna magia.
      > Nie przeczę,zapewne zdarzają się jeszcze prawdziwi pedagodzy, tacy z
      > powołania.Niestety sam poznałem tylko nieliczne wyjątki,które potwierdzają
      > regułę."Szlachetny zawód nauczycielski" opanowały ODPADKI,które nie załapały
      > się na inne studia!-Taka jest smutna prawda!Do tego klika ta jest tak
      > solidarna,że próba ingerencji w "uład" jest wręcz niebezpieczna dla własnego
      > dziecka.Dlatego większość rodziców z pokorą ,po staremu zanosi do szkoły
      > "kwiatki"- z byle powodu wyrażając swą wdzięczność
      > biednym,przemęczonym,zapracowanym,kochanym nierobom!

      Taka jest niestety smutna prawda. W taki sposób również uzyskuje się
      uprawnienia, mianowania i takie tam "bzdety" wymyślone tylko po to żeby "swoi"
      mogli okraść ze skromnego budżetu pozostałych. Nie daj bóg coś chcieć zrobić -
      narazisz się od razu miernocie, która piastuje stołek. POTENCJAŁ zmarnujesz? -
      Kogo to obchodzi. Ano mnie obchodzi - nas rodziców obchodzi i dlatego
      kształcimy swoje dzieci inaczej tzn. albo sami w domach albo u korepetytorów.
      Niestety nie wszystkich to dotyczy bo albo sami są mało wyedukowani albo ich
      nie stać na korepetycje.
      Zaraz, zaraz, jak się napisze prawdę to człowieka zakrzyczą "edukatorzy", że to
      przecież obowiązek rodzica.Spokijne - my te obowiązki znamy. Jeśli zatem jest
      to patologia stosowne przepisy prawa powinny chronić ich prawa.Duża tu rola
      samych nauczycieli i ich programów.Tymczasem wygodnie zrzucić odpowiedzialność
      na rodziców by uspokoić własne sumienie. Dzisiejsza szkoła to równanie w dół.
      Nie chcę już nawet nawiązywać do reprezentacji tego zawodu w sejmie. Czy ktoś
      posłuchał kiedyś nauczycieli? Porównajcie ich np. z inżynierami innych zawodów.
      Niczego dobrego się niestety w najbliższym czasie nie spodziewam jeśli
      reprezentacja społeczna w większości składać się będzie z przedstawicieli tej
      branży, związkowców po podstawówce etc. etc.

      > Kto się zgadza- nie musi się rozpisywać-Niech wstawi"Re":"Popieram".
      > O wynik jestem spokojny, a wszystkich oburzonych mam w nosie, chociaż
      > jednocześnie jest mi bardzo,bardzo PRZYKRO!

      Myślałam już, że tylko mnie jest przykro w tym kraju. Skoro Panu także to
      chociaż to napawa optymizmem. Pozdrawiam. Danka
      • Gość: Majka :) Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 07.08.02, 10:41
        "Dlatego większość rodziców z pokorą ,po staremu zanosi do szkoły
        > "kwiatki"- z byle powodu wyrażając swą wdzięczność
        > biednym,przemęczonym,zapracowanym,kochanym nierobom!

        Taka jest niestety smutna prawda. W taki sposób również uzyskuje się
        uprawnienia, mianowania i takie tam "bzdety" wymyślone tylko po to
        żeby "swoi"
        mogli okraść ze skromnego budżetu pozostałych. Nie daj bóg coś chcieć
        zrobić -
        narazisz się od razu miernocie, która piastuje stołek. POTENCJAŁ
        zmarnujesz? - "

        Mogłabym prosić o szerszy komentarz do tego fragmentu wypowiedzi? Nie mogę
        znależć związku między rodzicielskimi "kwiatkami dla nierobów" a "okradaniem z
        powodu uprawnień przez swoich"? Kto kogo okrada?
        • 54fajka01 Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! 12.08.02, 12:26
          Odpowiadam Majce - to oczywiste. W tej sprawie miernota uzyskująca nienależne
          jej uprawnienia /a w związku z tym i gratyfikacje/ okrada budżet, z którego
          finansowani mają być nauczyciele skuteczni pod względem nauczania, mądrzy,
          prawdziwi wychowawcy, którym dobro NASZYCH dzieci leży na sercu.
          Tutaj rodzice latający z kwiatami nie mają nic do rzeczy. Tu już kwiatki nie
          wystarczają.
      • stammi Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! 10.10.02, 23:34
        Kochani rodzice wszystkich dzieci w polskich szkołach - z jaką nienawiścią i
        pogardą piszecie o nas - nauczycielach.Jest to smutne i straszne, że tak was
        szkoła doświadczyła i nie otrzymaliście sami tego ,czego oczekujecie dla
        własnych dzieci.W szkole , jak w każdym innym środowisku znajdują się ci źli i
        ci wspaniali, mistrzowie i chałturnicy, złośliwi i wspaniałomyślni, mądrzy i
        mniej mądrzy.I nie należy tu ciosać kołków na głowie wszystkim nauczycielom ,
        gdyż nawet najbardziej wrażliwy człowiek , mądry pedagog w końcu zapyta siebie -
        po co i dla kogo pracować dobrze?Zdarzają się cudowni, wspaniali ,
        niekoniecznie najlepsi uczniowie, których dobrze wychowują rodzice i oni są dla
        mnie najlepszą motywacją. Satysfakcją z pracy nie są " wymuszone" kwiaty ani
        ukłony rodziców , nie pochwały ani wasza krytyka jak sądzą niektórzy.
        Mądrość się ma albo nie i nie zależy ona od wykształcenia ,tylko od
        umiejętności rozmowy z drugim człowiekiem,chęci kompromisu,pokory, poziomu
        wrażliwości
        i inteligencji emocjonalnej - tego wszystkim piszącym tu rodzicom życzę, gdyż z
        tonu waszych listów wynika ,że bardzo wam tego brakuje.Nauczycielom być może
        niektórym też, ale chyba w mniejszości.
        Ania - nauczyciel z 9 -letnim stażem.
    • Gość: aserek Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.02, 11:37
      bardzo mi to PRZYKRO CZYTAC...wiem,ze autora to nie obchodzi...radzę,by sobie
      kwiatki wsadził...do swojego wazonu:)
    • kachmiel Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! 01.09.02, 14:33
      istnieje-wiem, bo sama do takiej chodze. Nauczyciele wiele wymagaja, ale
      traktuja uczniow jak ludzi, a nie przedmioty. Poza tym wspolpracuja z
      Rodzicami. Atmosfera??? Po prostu chce sie chodzic do takiej szkoly,
      tylko....niektorych przedmiotwo czlowiek ma dosc....
    • Gość: alik Re: Szkoła z klasą istnieje ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.09.02, 17:16
      Ręce i nogi się uginają, kiedy się coś takiego przeczyta! Nawet nie jestem
      oburzona, po prostu ten tekst wydaje mi się śmieszny! Jestem nauczycielem, uczę
      dramą, której sama uczę się na setkach godzin warsztatów. prowadzę chór,
      zespoły taneczne, teatr, spędzam pół życia w szkole! Biegają za mną z własnej
      woli tabuny roześmianych dzieciaków, którw chcą ze mną śpiewać, tańczyć,
      tworzyć spektakle. Moja szkoła jest pełna ciekawych i twórczych nauczycieli.
      Ale co tam, jestem nierobem, niedoukiem, a czwarty kierunek studiów za własne
      pieniądze robię z umiłowania lenistwa. SUPER!
      • Gość: gomera Re: Szkoła z klasą istnieje ! IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 22:39
        Gość portalu: alik napisał(a):

        > Ręce i nogi się uginają, kiedy się coś takiego przeczyta! Nawet nie jestem
        > oburzona, po prostu ten tekst wydaje mi się śmieszny! Jestem nauczycielem,
        uczę
        >
        > dramą, której sama uczę się na setkach godzin warsztatów. prowadzę chór,
        > zespoły taneczne, teatr, spędzam pół życia w szkole! Biegają za mną z własnej
        > woli tabuny roześmianych dzieciaków, którw chcą ze mną śpiewać, tańczyć,
        > tworzyć spektakle. Moja szkoła jest pełna ciekawych i twórczych nauczycieli.
        > Ale co tam, jestem nierobem, niedoukiem, a czwarty kierunek studiów za własne
        > pieniądze robię z umiłowania lenistwa. SUPER!
        Jeżeli jesteś fajną, kochaną nuczycielką, która potrafi nuczyć i którą dzieciaki
        uwielbiają, to ten tekst przecież Ciebie nie dotyczy.
        Ciekawe dlaczego ci do których jest kierowany nie przedstawiają swoich racji?
        • bo4 Re: Szkoła z klasą istnieje ! 13.09.02, 08:12
          Gość portalu: gomera napisał(a):

          > Gość portalu: alik napisał(a):
          >
          > > Ręce i nogi się uginają, kiedy się coś takiego przeczyta! Nawet nie jestem
          >
          > > oburzona, po prostu ten tekst wydaje mi się śmieszny! Jestem nauczycielem,
          >
          > uczę
          > >
          > > dramą, której sama uczę się na setkach godzin warsztatów. prowadzę chór,
          > > zespoły taneczne, teatr, spędzam pół życia w szkole! Biegają za mną z włas
          > nej
          > > woli tabuny roześmianych dzieciaków, którw chcą ze mną śpiewać, tańczyć,
          > > tworzyć spektakle. Moja szkoła jest pełna ciekawych i twórczych nauczyciel
          > i.
          > > Ale co tam, jestem nierobem, niedoukiem, a czwarty kierunek studiów za wła
          > sne
          > > pieniądze robię z umiłowania lenistwa. SUPER!
          > Jeżeli jesteś fajną, kochaną nuczycielką, która potrafi nuczyć i którą
          dzieciak
          > i
          > uwielbiają, to ten tekst przecież Ciebie nie dotyczy.
          > Ciekawe dlaczego ci do których jest kierowany nie przedstawiają swoich racji?
          Czy mogę? Jestem ciekaw kogo ten tekst dotyczy. Mam wrażenie że szanowny Pan
          jest wytrawnym znawcą nauczycielskiego środowiska... Bardzo łatwo wymyślił Pan
          sobie że 90% belfrów to nieroby. Ja nie będę pisał o sobie bo wiem ile z siebie
          daję ale jestem ciekaw podstaw ocen jakie Pan wystawia. Jak napisałem wcześniej
          nie wszyscy nauczyciele pracują na maksa ale tak jest we wszystkich zawodach.
          Tacy są ludzie i świata Pan nie zmieni. Wiem że na 100% przynajmniej połowa
          jest bardzo związana ze swoimi uczniami i pracą. Uczniowie i rodzice często nie
          wiedzą ile się dla nich robi. Prosze mi wybaczyć ale sądzę że popada Pan w
          skrajność i... niecierpi Pan nauczycieli. Proszę powiedzieć jakie są tego
          przyczyny?

          pozdrawiam,
          bo
    • Gość: milk35 Re: TEN GOŚĆ PISZE PIERDOŁY!!! IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 10.09.02, 16:08
      JAK W TEMACIE BZDURY!
    • Gość: Małgosia Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 01.10.02, 09:07
      Musi być Pan bardzo sfrustrowany, bo wyrzucił Pan mnóstwo obelg pod adresem
      nauczycieli. Cieszę się , że spotkał Pan w swoim życiu tych kilku URODZONYCH
      pedagogów. Myślę, że w połowie ma Pan rację. Jestem nauczycielką od 8 lat i
      znam bardzo dużo "pseudonauczycieli", ale proszę mi wierzyć, jest dużo i
      takich, przed którymi powinien Pan pokornie chylić czoła.Życzę , aby spotykał
      Pan tylko TAKICH!!!
    • Gość: papkai Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.rudna.linuxstar.pl / 192.168.0.* 04.10.02, 12:04
      Nie bo szkoła to gorzej niż papier toaletowy po zużyciu................
      szkoła jest jak kibel chodzisz bo musisz!!!!!!!!\
      z doświadczenia piszą
      zestresowane mądrale z Wawy
    • Gość: Bożena Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 62.233.185.* 21.10.02, 23:19
      Ta opinia jest bardzo krzywdząca. Proszę najpierw przyjrzeć się sobie i swoim
      poczynaniom, a następnie krzywdzić wszystkich nauczycieli. Oczywiście tak
      zawsze zachowuje się Polak, który potrafi tylko chwalić siebie, który mierzy
      wszystkich jedną miarą biorąc pod uwagę jeden przykład. Człowieku rozejrzyj się
      dookoła i sądź ludzi sprawiedliwie.
    • Gość: Karioka Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.10.02, 22:31
      Jeżeli jesteś niezadowolony ze szkoły, drogi rodzicu, dlaczego nie zadbasz o
      lepszą "przechowalnię", jak to ty nazywasz? Może z wygodnictwa...? Nie
      wszystkie szkoły są złe!
    • Gość: Krzysztof Homan Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 62.233.233.* 23.10.02, 02:29
      Zgoda - ogólnie jest kiepsko. Cóż począć - oto jest pytanie. Oczekuję
      propozycji. Przy okazji - uważam, że tutejsza akcja nie pomoże wiele, choć
      pewnie też nie zaszkodzi.
    • Gość: kinga Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.solutions.net.pl / *.jasna.tarnow.pl 26.10.02, 09:17
      nie zgodze sie z ostatnim listem!
      nie chodze na rzadne korepetycje,a na swiadectwie zawsze jest pasek!!
      a i co z tego rze moi rodzice sa w pracy to zawsze mam odrobione lekcje!!!
      • Gość: emd Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.nowy-sacz.sdi.tpnet.pl 31.10.02, 16:20
        W każdej szkole są nauczyciele zaangażowani w swoją pracę,oczywiście w różnym
        stopniu,ale zdecydowana większość to pracoholicy.Uczyłam w kilku szkołach i
        wiem coś na ten temat.Każdy uczeń może wybrać sobie koło zaiteresowań jakie
        tylko chce, udział w konkursach z różnych dziedzin,udział w przygotowaniu
        uroczystości szkolnych, możliwości jest mnóstwo.Ale czy wszyscy uczniowie chcą
        z tego korzystać,oczywiście że nie.Czy rodzice pomagają w tym,oczywiście
        rzadko, zostają tylko informowani o działaniach przy okazji zebrań. Jak uczeń
        pochodzi z rodziny, w której jest tradycja uczenia się to i on się uczy i
        aktywnie uczestniczy w życiu szkoły. Inaczej pracuje się z uczniem uzdolnionym,
        a inaczej z uczniem zaniedbanym pod względem nauki.Jeżeli uczę w klasie zdolnej
        to sukcesy przychodzą same, bez większego wysiłku.W klasie mało zdolnej zużywam
        całą swą energię i tak nie ma żadnych rezultatów, przepraszam są ale nie ma
        sukcesów na konkursach itp.Te sukcesy to poprawa frekwencji,kultury osobistej
        ucznia, schludność, umiejętność mówienia "dzień dobry", zaprzestanie plucia na
        podłogę, zaprzestanie malowania po ławkach, przynoszenie zeszytu na zajęcia,
        nauczenie płynnego czytania i inne, których żadna akcja nie doceni, a
        nauczyciela nikt za to nie wyróżni, a ile się namęczy to jego sprawa.Myślę,że w
        dzisiejszych czasdach każda szkoła jest z klasą ,tylko nie w każdej są
        jednakowe osiągnięcia.I naprawdę nie zależy to od wielkości zaangażowania
        nauczyciela.Zyczę sukcesów wszystkim nauczycielom.emd
        • Gość: Krzysztof Homan Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 62.233.233.* 31.10.02, 20:46
          To my tu o rozwoju, standardach, Internetach, Europie, a Ty wjeżdżasz ze swoim
          postem. XXI wiek, a Ty o kulturze ucznia. Już było tak pięknie.
          Tak se trochę żartuję. Jednak wiem o czym piszesz. Dwukrotnie byłem wychowawcą
          tzw. klas "trudnych", a nawet specjalnie trudnych, bo zebrano w nich dzieci
          odstające zdolnościami (szkolnymi), kulturą. Tutaj nauczanie miało odległy
          priorytet.
          Poważnie - uważam, że rzeczy o których piszesz załatwia się w domach. Rodzice
          uczą podstaw dobrego zachowania, zachęcają do nauki. W takich przypadkach
          możemy mówić o szkole, jej zadaniach, pracy, rozwoju. Jeśli jest inaczej z
          uczniami, to pora przedefiniować pojęcie szkoła.
          • Gość: emd Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.nowy-sacz.sdi.tpnet.pl 01.11.02, 16:08
            Nadal pracuję z uczniami ,którzy w domu rodzinnym nie mają dobrego przykładu,
            ani żadnego wsparcia.Domem dla nich jest ulica. Szkoła kupuje wyprawki, funduje
            obiady itp.Taka młodzież absorbuje najwięcej, nie tylko wychowawcę.Dla nich
            zostaję po lekcjach, żeby jeszcze raz przerobić temat, rozwiązać zadania,
            wypełnić ćwiczenia.Oczywiście za darmo.Mówię o tym dlatego,że szkoła z klasą to
            nie tylko osiągnięcia na miarę XXI wieku,ale wciąż szkoła jako ośrodek pomocy
            biednym i trudnym uczniom. Ta akcja nie przewiduje aby chwalić się tym przed
            całą Polską.A jednak to jest praca nauczyciela i to ta najtrudniejsza.Za nią
            nikt nie dziękuje.pozdrawiam.emd
            • Gość: blanka Szkoła z klasą ?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.02, 14:16
              Moje dziecko chodzi do państwowej podstawówki. Każde zebranie zaczyna się od
              skarg nauczycieli na niskie zarobki i brak mozliwości zrobienia czegokolwiek.
              Pal sześć, nikomu by się nie chciało wysilać za 600 zł. Ale jedna rzecz
              doprowadza mnie do szału. Kwestia podręczników. Jest jakiś przedmiot pod ogólną
              nazwą sztuka, do którego są jakieś ksiązki. W tym roku po raz drugi dostaliśmy
              wytyczne, że mamy kupić osobno komplet do muzyki i plastyki. SZlag mnie trafił,
              bo po pierwsze w zeszłym roku dzieci z tych podręczników w ogóle nie
              korzystały, a poza tym to coś, co się nazywa ćwiczeniami do plastyki zawiera 25
              pustych stron, gdzie na dole jest napisane, co dziecko ma na tej stronie
              narysować. Blok rysunkowy kosztuje 1 zł, te "ćwiczenia" - 15 zł. Abstrahując od
              tego, że to w ogóle skandal, że ktoś to traktuje jako podręcznik a pożal się
              Boże autorzy dostają tantiemy - po kiego grzyba nauczyciele zmuszają rodziców
              do wyrzucania pieniędzy w błoto?! TAki set 2 książki + 2 zestawy ćwiczeń
              kosztuje ok. 60 zł. Dodatkowo na pierwszym zebraniu okazało się, że książka do
              informatyki którą nam podano na koniec roku szkolnego jest do bani, bo uczy
              jakiegoś durnowatego programu opracowanego przez idiotów z MEN, a dzieci będą
              się uczyły na windowsach, więc kolejne dwadzieścia parę zł poszło w błoto.
              Temat poruszałam na kilku zebraniach (ku aprobacie reszty rodziców) ale bez
              echa. Nie rozumiem, jak ktoś, kto tak mało zarabia może być jednocześnie tak
              nonszalancki jeśli chodzi o cudze pieniądze. Że już nie wpomnę o tym ile waży
              tornister.
              Część nauczycieli ma naprawdę idiotyczne podejście. Np. pani od polskiego
              zażądała kupna papieru podaniowego. Ja wiem, że to grosze, ale po pierwsze nie
              dla każdego (w klasie córki jest dziewczynka, która ma 7 rodzeństwa i dla nich
              każdy grosz się liczy), ale niech mi ktoś powie, po jaką cholerę mam kupować
              papier na klasówki, skoro w 5 klasie dzieci piszę wypracowania na półtorej
              strony w zeszycie?
              Co do poziomu nauki - jestem przerażona, bo do tej pory córka przerabiała DWIE
              lektury szkolne. Zamiast bazować na tekście ma zadania domowe typu "ułóż
              opowiadanie z własnej wyobraźni". Według mnie to chore, bo przez pierwsze 3
              lata nie nauczono dzieci pisac o czymkolwiek (moje dziecko w 3 klasie przez
              cały rok szkolny nie zapisało do końca 32-kartkowego zeszytu! nie wpomnę, że
              pani nawet nie wspomniała o konstrukcji wypracowania typu wstęp, rozwinięcie,
              zakończenie)
              Nie wiem, czy ja jestem przewrażliwiona, czy ktoś ma podobne odczucia?
            • Gość: Krzysztof Homan Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 62.233.233.* 03.11.02, 16:41
              Gość portalu: emd napisał(a):

              > Nadal pracuję z uczniami ,którzy w domu rodzinnym nie mają dobrego
              przykładu,
              > ani żadnego wsparcia.Domem dla nich jest ulica.

              Jesteś nauczycielem czy Matką Teresą, może skrzyżowaniem tych "dziedzin"?

              Szkoła kupuje wyprawki, funduje
              >
              > obiady itp.

              Tego nie pochwalam, zwłaszcza że za moje pieniądze.

              Taka młodzież absorbuje najwięcej, nie tylko wychowawcę.Dla nich
              > zostaję po lekcjach, żeby jeszcze raz przerobić temat, rozwiązać zadania,
              > wypełnić ćwiczenia.Oczywiście za darmo.

              Swoją nadgorliwością wyznaczasz standard. Jeśli ktoś nie robi tego co Ty, jest
              be.

              Mówię o tym dlatego,że szkoła z klasą to
              >
              > nie tylko osiągnięcia na miarę XXI wieku,ale wciąż szkoła jako ośrodek pomocy
              > biednym i trudnym uczniom.

              Popatrz, a ja myślałem, że piszemy o szkole...
    • Gość: Roman Bez przesady IP: *.opole.dialup.inetia.pl 02.11.02, 23:28
      Gdzie masz rację, to masz, np. tam, gdzie w grę wchodzi wydawanie Twoich
      własnych pieniędzy, bacz jednak, żeby nawet takie sprawy załatwiać w sposób
      taktowny i delikatny.

      Nie wtrącaj się może jednak do programów nauczania, metod i wymagań
      nauczycieli, bo przynosisz dziecku więcej szkody niż pożytku. Daj dziecku
      trochę własnego życia, poza Twoim zasięgiem. Niech pewne problemy rozwiązuje
      samo, niech samo znajdzie sposób, aby dostosowac się do wymagań nauczycieli.
      Wkraczaj z pomocą, kiedy naprawde jest to niezbędne.
      Na papierze prośbowym sam w szkole pisałem wypracowania, uważam, że świadczy to
      o klasie tej polonistki. Uczy dzieci kultury wyrażania swoich myśli, podnosi
      rangę ich "twórczości", podnosi ich motywację.

      Inny rodzic.
      • Gość: brenda Re: Bez przesady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.02, 13:30
        Sęk w tym, że praca zajmuje na tym papierze podaniowym niecałą stronę! Więc
        nikt mi nie powie, że jest to niezbędne, że już nie wspomnę o tym, że skoro
        szkoła ma takie widzimisię, niech się sama zaopatrzy! W końcu płacę podatki.
        Nie czepiam się programu na forum ogólnym, tzn. nie awanturuję się na
        wywiadówkach, ale niestety większość dzieci w klasie mojej córki nadal "duka"
        przy głośnym czytaniu (i to również tych piątkowych). Wiem, że to bardziej wina
        rodziców niż szkoły, ale program nie skłania dzieci do czytania czegokolwiek.
        WEdług pani wystarczą fragmenty książek z podręcznika przerabiane na lekcji. O
        ilości błędów ortograficznych w wypracowaniach nie wspomnę. Łatwiej się pisze
        bazując na czymś konkretnym. Mam mnóstwo przykładów idiotyzmów z każdego
        przedmiotu. Np. W 4 klasie zaczęła się nauka historii. Pierwsze 3 tygodnie
        upłynęły pod hasłem "co to jest historia", po czym praca domowa brzmi "opisz
        jakiś fakt historyczny, jego przyczyny i skutki". NO JAKIM CUDEM, skoro nie
        uczyli się jeszcze o żadnym?! Nie mam ochoty przerabiać programu nauczania od
        poczatku, wydaje mi się, że dzieci powinny MÓC odrabiać lekcje samodzielnie w
        oparciu o wiedzę, którą mają z lekcji. A tymczasem siedzę z moją piątkową
        uczennicą nad jej lekcjami prawie codziennie.

        A tak na marginesie - dziwi mnie twoja reakcja typu "siedź cicho, bo
        zaszkodzisz dziecku". Przecież mamy jakieś prawo do wyrażania opinii, nie
        zamierzam czapkować przed nauczycielami, bo w końcu oni są dla dzieci, a nie
        dzieci dla nich.
        • Gość: Roman Nie zacietrzewiaj się IP: *.opole.dialup.inetia.pl 13.11.02, 20:31
          Gość portalu: brenda napisał(a):

          > Sęk w tym, że praca zajmuje na tym papierze podaniowym niecałą stronę! Więc
          > nikt mi nie powie, że jest to niezbędne, że już nie wspomnę o tym, że skoro
          > szkoła ma takie widzimisię, niech się sama zaopatrzy! W końcu płacę podatki.

          Szkoła nie ma "widzimisię", jak to byłaś uprzejma ująć. Szkoła ma na celu
          dobro Twojego dziecka, chce je wykształcić, wychowawć i przygotować do pełnego
          życia w dorosłym społeczeństwie. Twoja pełna pretensji postawa może i tu więcej
          zaszkodzić niż pomóc.
          I - mimo że płacisz podatki - to zgodnie z Kartą Praw i Obowiązków Rodziców w
          Europie masz OBOWIĄZEK być dla szkoły partnerem. Nie traktuj nauczycieli jak
          guwernerów, bo bedzie to ze szkodą dla Twego dziecka. Twój krytyczny stosunek
          nie pozwoli mu byc może wyrobić sobie właściwej postawy wobec autorytetów.

          > Nie czepiam się programu na forum ogólnym, tzn. nie awanturuję się na
          > wywiadówkach

          Mam też nadzieję, że swoich tego typu opinii - o szkole, programach nauczania i
          nauczycielach - nie uzewnętrzniasz przy dziecku.

          > A tak na marginesie - dziwi mnie twoja reakcja typu "siedź cicho, bo
          > zaszkodzisz dziecku". Przecież mamy jakieś prawo do wyrażania opinii, nie
          > zamierzam czapkować przed nauczycielami, bo w końcu oni są dla dzieci, a nie
          > dzieci dla nich.

          Zaszkodzisz dziecku nie tym, że narazisz go na zemstę. Zaszkodzisz mu, bo
          uczysz krytykanctwa, pesymizmu, niewłaściwego stosunku do obowiązków i do osób
          dorosłych. Może się to odbić w przyszłości na kontaktach z szefem w pracy, bo
          zamiast na sumienne wykonywanie poleceń, zwracać będzie uwagę na
          szukanie "dziury w całym" i krytykę szefa. Bardzo niebezpieczna jest okazywana
          przy dziecku postawa pretensji do całego świata. Dlatego mam nadzieję, że po
          prostu na tym forum tylko wylałaś swoje żale.

          A czapkować przed nauczycielami nie musisz, tak jak oni nie muszą czapkować
          przed Tobą, a tym bardziej przed Twoim dzieckiem. Nauczyciele są "dla dzieci" w
          takim samym rozumieniu, jak Ty sama jako rodzic.
          Dziecko ma obowiązek ich szanować.
      • Gość: ferdydu...a Re: Szkoła z klasą ? IP: *.piekary.net 13.11.02, 19:51
        Akcja ogarnęła umysły ambitnych dyrektorów i żądnych awansu zawodowego
        nauczycieli.Złą opinię o polskiej szkole próbują zmienić efektownymi
        przedsięwzięciami, zapominają o rzetelnej, systematycznej pracy z każdym
        uczniem.W szkole mojego dziecka, która przystąpiła w ostatniej chwili do akcji
        Gazety,premiuje się uczniów efekciarzy. Wybitni melorecytatorzy, bekliwi
        śpiewacy fikają na akademijkach z okazji i ku czci. Z tego powodu lekcje wf (w
        jedynej sali gimnastycznej) zostają wstrzymane lub ograniczone do siedzenia na
        ławeczkach i podziwiania prowincjonalnych, ale pełnych zapału artystów. Ci
        ostatni nie są bezinteresowni w swych poczynaniach. Są sowicie opłacani:
        szóstkami z polskiego, życzliwością i ulgowym traktowaniem przez nauczycieli
        innych przedmiotów - wiadomo - artyści robią piękną gębę szkole z klasą ???
        • Gość: Matka Re: Szkoła z klasą ? IP: *.chello.pl 25.11.02, 20:28
          To prawda, przykra prawda niestety.
    • Gość: matka Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.goleniow.sdi.tpnet.pl 05.11.02, 13:21
      Re
    • Gość: przykre doświadcze Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 80.48.148.* 08.11.02, 10:27
      Absolutmie nie zgadzam się z opinią autora artykułu. Szkalowanie nauczyciela
      przez uogólnianie jest żenujące i obraźliwe. Jak można oceniać kogoś twierdząc,
      że studia pedagogiczne są alternatywą na jakąś pracę?
      A może są jednak ludzie, którzy z pasją wykonują ten zawód?
      Należę do osób skromnych, które nigdy nie mają poczucia spełnionego obowiązku i
      za wszelką cenę dążą do osiągnięcia wyznaczonego celu (dydaktyczno -
      wychowawczego). Dowodem na to są moje własne dzieci, dla których, niestety,
      brakuje mi czasu. Zarzucają mi większą sympatię do uczniów niż do nich.
      Zawód nauczyciela to ciężka praca, wbrew panującym opiniom. A osoby je
      wykonujące powinny być samotne, by mogły w pełni wykonywać zadania, stawiane
      przez instytucje nadrzędne. W przeciwnym razie zawsze zostanie poczucie
      niespełnienia zawodowego.
      • Gość: maz Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.bielsko.dialog.net.pl 11.11.02, 23:05
        Moja zona jest nauczycielka.Od ukonczenia studiow pracuje juz w trzeciej
        szkole.Kazda z tych szkol to szkola "wiejska", ale b. blisko miasta (60.000
        mieszkancow).Wiekszosc nauczycieli jezyka polskiego w szkolach , w ktorych
        pracowala nie bylo polonistami.Poczatki zawsze byly obiecujace, ale koniec
        zawsze ten sam.Niestety redukcja etatow zmuszala dyrektora do zwolnienia
        zony.Zostawala pani po wychowaniu muzycznym,fizyce,przedszkolnym itd., zeby
        uczyc dzieci jezyka polskiego.Zona musiala odchodzic, chociaz realizowala
        program, ktory pozwalal dzieciom myslec,byla zawsze otoczona dziecmi dla
        ktorych zawsze miala czas,byla dla nich "spowiednikiem",doradca,autorytetem i
        co najwazniejsze byla obiektywna i sprawiedliwa.Dzieci mowily "bo pani, jest
        taka normalna".To byl zawsze (przepraszam, dwa razy) wystarczajacy powod,zeby
        sie pozegnac.Oczywiscie nie oficjalnie, oficjalnie redukcja.Redukcja rozumiana
        w ten sposob, ze pozostali dostawali nadliczbowki (etat zony) a zona szukala
        nowej pracy.Obowiazuje zasada, ze nauczyciel jest PANEM lub PANIA a uczniowie
        to zbedna holota.Kiedy sluchalem opowiesci zony przypominala mi sie moja
        szkola, ale na Boga to bylo 20 lat temu."Kolezanki" mialy zonie za zle, ze
        stale przebywa z uczniami, ze broni dziewczyny, ktora sie maluje (?????),ze
        nie chce postawic lepszej oceny (czesta prosba)lub odwrotnie nie chce postawic
        gorszej(tez sie zdarzyla taka prosba), ze na korytarzu w czasie przerwy
        rozmawia z uczniami(po co i o czym?)itd,itp. Problemem bylo rowniez to ,ze
        zona zapowiedzial dzieciom zeby nie przynosily jej kwiatkow,bombonierek itd.,
        ze nie chciala zeby dzieci oplacily za nia wycieczke(taki zwyczaj,nauczyciele
        nie placa). Postapila tak, poniewaz wiekszosc dzieci byla z biednych rodzin i
        wydatek 5 czy 10 zl. na kwiaty to juz spora suma dla rodzicow."Grono" bylo
        zbulwersowane, przeciez zawsze byly kwiatki i dalej beda.Bieda, a kogo to
        obchodzi?Podreczniki slabe, ale nie wolno ich zmienic.Zona ma juz trzeci
        zestaw i za kazdym razem kupuje podreczniki za wlasne pieniadze.Moglbym tak
        pisac i pisac... Zastanawiam sie ,ile zonie zostalo jeszcze zapalu.Uczy z
        checi a nie koniecznosci.Jak dlugo jeszcze wytrzyma????????????
        • Gość: Krzysztof Homan Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 62.233.233.* 11.11.02, 23:31
          Gość portalu: maz napisał(a):

          > nie chciala zeby dzieci oplacily za nia wycieczke(taki zwyczaj,nauczyciele
          > nie placa

          To nie zwyczaj. Nauczyciel podczas wycieczki pracuje, widoki podziwia "przy
          okazji". Ktoś powinien opłacić koszty wycieczki nauczyciela. Chyba najlepiej
          kiedy zrobią to uczestnicy wycieczki, osoby najbardziej zainteresowane.

          Pozdrawiam
          Krzysztof Homan
      • Gość: Magda Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.chello.pl 25.11.02, 15:03
        Jeżeli to taka ciężka praca ( 2 miesiące wakacji, 18 godzin tygodniowo) to
        proponuję zmienić zawód.
        Mam 2 dzieci w wieku szkolnym i z całą odpowiedzialnościa stwierdzam -
        nauczyciele nie przepracowują się!
        Lekcja to najczęściej egzekwowanie wiadomości - odpytywanie albo kartkówki.
        Naucza dom.
        Moje dzieci uczą się przyzwoicie ale jest to w y ł ą c z n i e zasługa domu.
        Nikt nie potrafi i nie chce zainteresować np. przyrodą.
        Doświadczeń na lekcjach sie nie robi bo po co się fatygować. Za to chętnie w
        czasie lekcji wychodzi np do kina ( z czego nic nie wynika, bo nikt filmu nie
        omawia). Wiem, że nauczyciele zarabiają marnie, ale i wysilają sie adekwatnie
        do zarobków.
        Proponuję - podwyższyć pensje o 200 -300% - a potem wymagać, egzekwować a
        nienadających się wyrzuać.
        • Gość: Krzysztof Homan Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 62.233.233.* 25.11.02, 21:18
          Gość portalu: Magda napisał:

          > Jeżeli to taka ciężka praca ( 2 miesiące wakacji, 18 godzin tygodniowo) to
          > proponuję zmienić zawód.

          Jasne, jak komuś nie pasi, powinien się zwolnić. To rozwiązanie nie wyklucza
          jednak starań o polepszenie warunków pracy. Jeśli jest super - zapraszam do
          raju.
          Po tych Pani "18 godzinach" wątpię, czy jesteśmy w stanie nawzajem się
          zrozumieć.

          > Wiem, że nauczyciele zarabiają marnie, ale i wysilają sie adekwatnie
          > do zarobków.
          > Proponuję - podwyższyć pensje o 200 -300% - a potem wymagać, egzekwować a
          > nienadających się wyrzuać.

          Tutaj zgoda w obu punktach. Tylko skąd pieniądze?

          Pozdrawiam
          Krzysztof Homan, nauczyciel
          khoman@poczta.onet.pl
    • Gość: nauczycielka Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.lomza.sdi.tpnet.pl 22.11.02, 13:30
      Szanowny rodzicu!
      Rozumiem Pana rozgoryczenie, które za pewne ma podłoże nie tylko wynikające z
      kontaktów na poziomie rodzic-szkoła, ale także, a może przede wszystkim, z
      Pańskich wspomnień dotyczacych szkoły. Muszę stwierdzić, że podstawówkę
      wspominam bardzo dobrze, a ogólniak jako koszmar.Skąd to wynika? Ano stąd, że
      uczyli mnie, a więc mieli ogromny wpływ na moją psychikę tacy, a nie inni
      ludzie.Zbrodnią byłoby, gdybym wszystkich nauczycieli, którzy mnie
      uczyli,nazwała "odpadkami" i "nierobami",bo bedąc nauczycielką, wiem doskonale
      ile trzeba włożyć wysiłku w nauczanie i wychowanie dziecka.Szczerze
      mówiąc,czuję się skrzywdzona Pańskimi epitetami.Mam nadzieję, że
      zamiast "dokopywać każdemu kto uczy" i rozsiewać złą atmosferę wokół szkoły z
      klasą,przyzna się Pan, że Pański list nie pozwala mi mniemać,iż ma Pan klasę!
    • Gość: Magda Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.chello.pl 25.11.02, 15:24
      Nic ująć, nic dodać. Też mam dzieci w wieku szkoły podstawowej i
      identyczne obserwacje. Dziś w szole mojej córki odbyła sie tylko jedna (!)
      lekcja ( na 6 zaplanowanych). I co i nic. Ponad 1/4 roku szkolnego mamy już za
      soba a program przerobiony może w 10%.
      Nauczyciele się nie przepracowują, są aroganccy także wobec rodziców. Moje
      dzieci także mają bardzo dobre świadectwa, ( czerwone paski), ale to co w
      głowach zawdzięczają domowi. Po lekcjach (szkolnych) rozpoczyna sie domowa
      nauka. To ja robię doświadczenia z przyrody, wymyślam zadania z matematyki. Mąż
      uczy angielskiego, matka polskiego i historii, ojciec matematyki (też) i
      geografii.
      Dzięki Bogu wszyscy mamy wyższe wykształcenie i to w różnych dziedzinach.
      Możemy podzielić sie przedmiotami i douczać, douczać, douczać............
      • Gość: Krzysztof Homan Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: 62.233.233.* 25.11.02, 21:22
        Gość portalu: Magda napisał:

        > Nic ująć, nic dodać. Też mam dzieci w wieku szkoły podstawowej i
        > identyczne obserwacje. Dziś w szole mojej córki odbyła sie tylko jedna (!)
        > lekcja ( na 6 zaplanowanych). I co i nic. Ponad 1/4 roku szkolnego mamy już
        za
        > soba a program przerobiony może w 10%.
        > Nauczyciele się nie przepracowują, są aroganccy także wobec rodziców. Moje
        > dzieci także mają bardzo dobre świadectwa, ( czerwone paski), ale to co w
        > głowach zawdzięczają domowi. Po lekcjach (szkolnych) rozpoczyna sie domowa
        > nauka. To ja robię doświadczenia z przyrody, wymyślam zadania z matematyki.
        Mąż
        >
        > uczy angielskiego, matka polskiego i historii, ojciec matematyki (też) i
        > geografii.
        > Dzięki Bogu wszyscy mamy wyższe wykształcenie i to w różnych dziedzinach.
        > Możemy podzielić sie przedmiotami i douczać, douczać, douczać............

        Chwała temu domowi.
        Co zrobić, by nasze pieniądze nie były trwonione w w/w sposób?

        Pozdrawiam
        Krzysztof Homan, nauczyciel
        khoman@poczta.onet.pl
    • Gość: Joanna Re: Szkoła z klasą nie istnieje ! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.11.02, 16:10
      Szkoda odpowiadać, bo na ogólniki, które nie są potwierdzone przykładami,
      szkoda szukać odpowiedzi
Pełna wersja