Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski

IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.02, 00:13
Czy ktoś czytał ostatni artykuł pana Staszewskiego w "Wysokich obcasach"?
Rzecz mocno szokująca...
Jest tam trochę skądinąd mądrych, choć zupełnie nienowych mysli poświęconych
np. karom i nagrodom, ale są też kwiatki, które pozwolę sobie zacytować:
- o nauczycielach nauczania początkowego : "A nauczycielka (...), jeśli ma
podejści do dzieci (a w tych klasach się to zdarza)..." - z reszty tekstu
wynika, że w starszych klasach się to nie zdarza. Pan Pacewicz, wyzywający
mnie z wrodzoną sobie kulturą od "nauczycielskich miernot", gdy mam
śmiałość , podobnie jak 98% maturzystów, nie popierać nowej matury, jak widać
ma godnego następcę w kulturze osobistej. Jedźmy dalej:
"Poradniki dotyczące rodziców i szkoły zwykle rozpisują się o tym, jak ważna
jest mądra współpraca rodziców ze szkołą". Pana Staszewskiego to dziwi.
Oczywiście, nie ma nic gorszego niz współpraca rodziców sze szkołą. To
prawdziwa tragedia. "najbardziej drażniące w takich poradnikach jest to, że
nauczyciele są w nich przepełnieni pedagogiczną mądrością i troską o dobro
dziecka (...)". Oczywiście Panie Staszewski. wszyscy nauczyciele, oprócz tych
paru od nauczania początkowego, to potwory żywiące się krwią nieletnich.
dalej: "Może się jednak zdarzyć, że naczytasz się takich porad i nabierzesz
ochotu na współpracę ze szkołą"!. No panie Staszewski, to faktycznie fatalny
pedagogiczny błąd. jak można współpracować ze szkołą! Toż to hańba i
degeneracja! dalsza część akapitu, ta poświęcona dyrektorom szkół to już
czysta rzeczywistośc wirtualna. Panie Staszewski, mniej agresywnych gier
komputerowych!
"Kiedy nauczyciel mówi "Proszę się wziąć za dziecko. należy powiedzieć
twardo "nie". swormułowanie, ktore Pan przytoczył, może faktycznie nie brzmi
najszczęśliwiej, ale chyba bez rozmowy z nauczycielem wychowania dziecka Pan
sobie nie wyobraża? Czy też może widzi Pan to tak, że nauczyciel wychowuje
dziecko przez dwie godziny dziennie, kiedy sie z nim widzi, a po 14 rodzic
jest zwolniony z obowiązków wobec swej latorośli, daje mu komórkę i
kieszonkowe i jazda z domu?
Cały ten tekst jest napisany według cudownego schematu. Otóż światli i
doskonali rodzice są nagabywani przez tych głupków nauczycieli, którym się
nie chce pracować (>M. Handke: "nauczyciele w Polsce udają że pracują"). Pan
Staszewski jakby zapomniał ,że ludzie są różni w każdym zawodzie. Mnie np.
bolą nieprzygotowani dziennikarze. Jest to dla mnie dowód, że Gazeta nie może
organizować akcji "szkoła z klasą". Musiałaby najpierw być "gazeta z klasą".
A to że niektore szkoły do akcji przystępują... Cóż, inne, "z zapałem"
przygotowują dokumenty, z których nikt nie korzysta. Prosze spojrzeć na
wątek "Kolejny dowód..."
Jedno jest w tym wszystkim budujące. Że pan Staszewski jest dziennikarzem. Bo
jakby ze swoja pyszałkowatością i arogancją był nie daj Boże nauczycielem...
Nie , to byłoby straszne...
podpisano - Ten Głupek Nauczyciel.
    • Gość: Majka :) Re: Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 02.09.02, 13:23
      Mam nadzieję, że rodzice moich uczniów nie przejmą się opinią p. redaktora i
      nadal będą ze mną współpracować, choć ich pociechy tuż przed maturą ;-)
      • Gość: MP Re: Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski IP: *.fuw.edu.pl 02.09.02, 14:15
        Tak myślę, że mass-media mają to do siebie, że żywią się babami z brodą
        i psami pogryzionymi przez właściciela. I te baby i te psy
        rzeczywiście występują w przyrodzie, a ludzie wolą czytać
        czy gapić się na osobliwości niż na szarą codzienność.
        Nauczyciele, których obraz wystaje z tekstu Pana Staszewskiego
        niewątpliwie się zdarzają. Częściej pewnie zdarzają
        się chwile słabości i niedoskonałości u nijakich nauczycieli,
        które zebrane w jedną silną emocję utworzyły model, z którego
        Pan Redaktor wystartował. Przy okazji kariery szkolnej
        moich dzieci spotkałem już ok. setki różnych nauczycieli
        i trudno mi wśród nich znaleźć pierwowzór "upiora Staszewskiego".
        Natomiast z niemal każdym zachowaniem wypomnianym w omawianym
        tekście zetknąłem się sporadycznie. Mi udało sie to przeżyć
        w sposób mniej lub bardziej bezbolesny i pewnie udaje się to
        większości rodziców. Jest pewnie jakaś część, u której urasta
        to do problemu (z przyczyn leżących po obu stronach) i rozumiem,
        że do nich i o nich jest ten tekst. Ubolewam, podobnie
        jak inicjator wątku, że tekst napisano w sposób pełen (pewnie
        dziennikarsko chwytliwych) agresywnych uogólnień.
        (W agresywności polemiki, polemista dotrzymał kroku - a może
        przewyższył? - przedmiot polemiki, i pewnie zrobił to
        świadomie - podobnie jak Pan Redaktor - by zwiekszyć swoje szanse na
        zostanie zauważonym.)
        Tekst krytykowany jest moim zdaniem rzeczywiście pełen dobrych
        rad (rzeczywiście dobrych) ale nie na codzień, a jedynie na
        wypadek szkolnej "grypy". I pewnie o to tu chodziło.
        Właściwe i znacznie ważniejsze problemy szkoły leżą moim zdaniem
        trochę gdzie indziej. Ale to inna bajka.

        Pozdrawiam polemistów
        Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
        • Gość: Kazek Re: Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.02, 21:00
          Ubolewam, podobnie
          > jak inicjator wątku, że tekst napisano w sposób pełen (pewnie
          > dziennikarsko chwytliwych) agresywnych uogólnień.
          > (W agresywności polemiki, polemista dotrzymał kroku - a może
          > przewyższył? - przedmiot polemiki, i pewnie zrobił to
          > świadomie - podobnie jak Pan Redaktor - by zwiekszyć swoje szanse na
          > zostanie zauważonym.)

          ma Pan rację Panie Marku, być może trochę mnie poniosło
          choć mam nadzieję, że jednak daje się wyczuć,
          iż to nie była agresja, a ironia. Być może ironia stanowcza.
          Na pewno nie było ironii u pana Staszewskiego.
          A już na pewno Panie Marku nie chodziło mi o bycie zauważonym.
          Kto by się zresztą przejmował byle belfrem.
          Co do tej agresywności do zwraca, też uwagę,
          że ja to sobie tylko tak utyskuje na forum, a pan staszewski pisze tekst w
          Gazecie. Jednak jest różnica.
          to tak tylko nawiasem mówiąc. Ja już od dawna nie pakuję sie na forum
          "wydarzenia". Tam to jest dopiero agresja... To zupełnie innym temat,
          ale skądinąd warto by się zastanowić, skąd to się bierze (przepraszam, pewnie
          to zupełnie nie na temat).
          • Gość: MP Re: Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski IP: *.fuw.edu.pl 03.09.02, 13:02
            Gość portalu: Kazek napisał(a):

            > ma Pan rację Panie Marku, być może trochę mnie poniosło
            > choć mam nadzieję, że jednak daje się wyczuć,
            > iż to nie była agresja, a ironia. Być może ironia stanowcza.

            Ironie dostrzegłem, ale było też na przykład:

            "Jedno jest w tym wszystkim budujące. Że pan Staszewski
            jest dziennikarzem. Bo jakby ze swoja pyszałkowatością i
            arogancją był nie daj Boże nauczycielem... "

            Przyzna Pan, że po takiej frazie adresowanej personalnie,
            a nie na zasadzie pochopnego uogólnienia, raczej nie należy
            oczekiwać wymiany poglądów? A szkoda, bo byłoby o czym
            gadać - nawet jeśli nie z redaktorami, bo ci konsekwentnie
            (i moim zdaniem bardzo słusznie) przestrzegają zasady by nie
            wdawać się w polemiki z komentującymi czytelnikami - to
            pomiędzy czytelnikami. Tymczasem to też może być trudne,
            gdy polemista, który zgłasza bliskie mi opinie, okrasza je
            jednocześnie ozdobnikami, pod którymi nie bardzo bym chciał się
            podpisać.

            > Co do tej agresywności do zwraca, też uwagę,
            > że ja to sobie tylko tak utyskuje na forum, a pan staszewski pisze tekst w
            > Gazecie. Jednak jest różnica.

            Oczywiście, że jest kolosalna róznica. Ale swoje dzieci namawiam,
            by pewnych rzeczy nie wypisywały nawet palcem w szalecie.
            Czy samemu udaje mi sie tego przestrzegać, to już inny problem :-)

            Pozdrawiam serdecznie
            Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
            • Gość: Kazek Re: Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.02, 22:33
              Panie Marku!
              Mam nadzieję, że to Pana nie zrazi do mnie...
              ale akurat z tego akapitu to jestem zadowolony.
              Bo zawód nauczyciela ważnym i odpowiedzialnym jest i tyle.
              I całe szczęście, że...
              Jeżeli to ma Pana uspokoić, to nie było do pana Staszewskiego osobiście.
              tylko do Gazety jako takiej.
              Gazecie arogancja zdarza się niestety zbyt często.
              zbyt często, bo to w sumie dobra gazeta.
              czy to dobrze że redaktorzy Gazety nie angażują się w dyskusje na forum?
              Nie wiem.
              jakoś tak mi się wydaje, że jak ktoś angażuje się w "akcje"
              (przypominam,że Pan jest "za", a ja zachowuję obojętność)
              to łaski nie robi, że dyskutuje...
              Byłoby to dobrze, gdyby ich teksty były przemyślane.
              A nauczycielem nie każdy być powinien.
              Bo wymaga to: wiedzy, talentu, wyczucia, zrozumienia, "tego czegoś"
              ja mam pewnie nie wszystkie te cechy (choć śmiem twierdzić, że mam "to coś")
              tekst pana Staszewsskiego świadczy o tym
              że może ma sprawne pióro, ale...
              akurat ten akapit podtrzymuję.
              Pozdrawiam
              • Gość: MP Re: Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski IP: *.fuw.edu.pl 04.09.02, 12:28
                Gość portalu: Kazek napisał(a):

                > Panie Marku!
                > Mam nadzieję, że to Pana nie zrazi do mnie...

                Ależ skąd! Rażą mnie raczej konkretne czyny, a nie
                ludzie, szczególnie tacy, których znam płytko, jedynie
                z kilku wypowiedzi.

                > ale akurat z tego akapitu to jestem zadowolony.

                napisanie tego akapitu jest akurat tym czynem, który
                mnie razi. To oceniam jako przejaw emocji, a nie namysłu
                skierowanego na działanie konstruktywne.

                > Gazecie arogancja zdarza się niestety zbyt często.
                > zbyt często, bo to w sumie dobra gazeta.

                Słowo "arogancja" należy do epitetów. Świata
                raczej nie naprawia się epitetami (takie jest moje
                doświadczenie życiowe). Pewnie Pan doskonale wie, że
                nie zmieni Pan uczniów, przez to, że ich Pan
                niewybrednie zwymyśla. Jeśli ma się władzę nad
                adresatem epitetu, to zwymyślanie może być skuteczne
                jedynie jako sygnał o emocji, która grozi użyciem
                władzy - jest to odwołanie się do innej emocji
                jaką jest strach przed karą. W szkole, u nauczyciela
                który wypracował sobie realną władzę, coś takiego
                może zadziałać, ale dość płytko - na wyciszenie objawów,
                a nie na przyczyny. W relacji czytelnik-redakcja
                raczej nie ma to żadnych szans. Takie jest moje zdanie.
                Tu raczej warto się odwoływać do rozumu i cierpliwie
                przekonywać.

                > (przypominam,że Pan jest "za", a ja zachowuję obojętność)

                Przesada. Ja widze, że akcja będzie i będzie szeroka.
                Skoro tak, to dobrze by była możliwie najlepsza.
                A że jakieś działanie nadzwyczajne mogłoby zrobić
                ruch w interesie, to chodziło mi już po głowie
                gdy była akcja "Rodzić po ludzku". Zrobić ruch
                choćby tylko przez udrożnienie kanałów
                komunikacji (wszystkich w czworokącie rodzic-nauczyciel-
                gmina-ministerstwo, a także nauczyciel-nauczyciel,
                rodzic-rodzic i gmina-gmina).

                Pozdrawiam serdecznie
                Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl

    • Gość: Kazek Re: Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.02, 07:09
      Przepraszam, ale nie mogę sobie darować:
      tytuł z pierwszej strony poniedziałkowej Gazety: "Uwierz w szkołę!"
      redaktor Stszewski w swym artykule: :Nie ufaj szkole".
      Schizofrenia?
    • Gość: Roman Fragmenty mojego listu do redaktora Staszewskiego IP: *.opole.dialup.inetia.pl 19.09.02, 03:24
      Panie Redaktorze! Większość tekstu – to opinie mądre i wyważone. To, co napisał
      Pan jednak w punktach szóstym i siódmym budzi mój stanowczy sprzeciw.
      Szczególnie rada pana Dulęby sprawia, że włos jeży się na głowie.
      Kiedy nauczyciel mówi: Proszę wziąć się za dziecko, należy powiedzieć twardo:
      Nie. Niestety rodzice łatwo dają się wpędzić w poczucie winy. Uwagi nauczyciela
      odbierają jako złą ocenę swego rodzicielstwa i starają się obiecać poprawę. A
      dom nie może stać się przedłużeniem szkoły, nie może być dla dziecka kolejną
      opresyjną instytucją.

      Cóż, jest to zalecenie przede wszystkim sprzeczne z obowiązującym prawem. Już
      art. 18 ust. 1 Konwencji o prawach dziecka jasno formułuje, iż to:
      (…) Rodzice (…) ponoszą główną odpowiedzialność za wychowanie i rozwój dziecka.
      Jak najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka ma być przedmiotem ich
      największej troski.
      Z polskiego prawa natomiast (Kodeks rodzinny i opiekuńczy) wynika, że władza
      rodzicielska – to przede wszystkim obowiązek sprawowania nieustannej pieczy nad
      osobą dziecka. Ma to służyć „dobru dziecka” i „interesowi społecznemu”.
      W świetle obowiązujących aktów prawnych nauczyciel ma wręcz obowiązek domagać
      się odpowiednich działań i współpracy ze strony rodziców. Mam tu na myśli art.
      4 Ustawy o systemie oświaty (Nauczyciel w swoich działaniach dydaktycznych,
      wychowawczych i opiekuńczych ma obowiązek kierować się dobrem uczniów, troską o
      ich zdrowie, postawę moralną i obywatelską z poszanowaniem godności osobistej
      ucznia ), art. 6 Karty nauczyciela (Nauczyciel zobowiązany jest rzetelnie
      realizować zadania związane z powierzonym mu stanowiskiem oraz podstawowymi
      funkcjami szkoły: dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą, (…) dbać o
      kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich).
      Kiedy rodzice łatwo dają się wpędzić w poczucie winy, a uwagi nauczyciela
      odbierają jako złą ocenę swego rodzicielstwa, jest to niepotrzebne i stanowi
      ich problem, niezwalniający dodam z obowiązku zajęcia się własnym dzieckiem.

      Tak jak kobieta z mężczyzną nie powinni ze sobą walczyć, mają się natomiast
      kochać i szanować (tu ukłony w stronę wszystkich czytelniczek: tezy pani Kingi
      Dunin przesiewać należy przez grube sito J), tak i rodzic nie ma walczyć z
      nauczycielem, ma z nim natomiast współdziałać, wspierać jego wysiłki
      wychowawcze i wymagać dla niego szacunku jako dla osoby dorosłej i znaczącej w
      życiu dziecka.
      Panują teraz poglądy: Rodzic klientem szkoły czy Szkoła jest przede wszystkim
      dla ucznia, które są – i dla dobra dziecka tak też powinny być traktowane – po
      prostu nieprawdziwe. Szkoła to instytucja służąca społeczności ludzi dorosłych,
      ma za zadanie przygotować młodego człowieka do życia w społeczeństwie, zgodnie
      z zasadą nr 7 Deklaracji Praw Dziecka:
      Dziecko ma prawo do nauki, nauka ta jest bezpłatna i obowiązkowa, przynajmniej
      w zakresie szkoły podstawowej. Dziecko powinno otrzymać takie wychowanie, które
      podnosi jego kulturę ogólną i umożliwia mu, w warunkach równych szans,
      rozwinięcie swych zdolności, wyrobienie zdrowego rozsądku oraz poczucia
      odpowiedzialności moralnej i społecznej, a także stanie się pożyteczną
      jednostką społeczeństwa. (…) Dziecku należy dać wszelkie możliwości do zabaw i
      rozrywek, które powinny zmierzać do tych samych celów, co nauka. (…) oraz
      zgodnie z Ustawą o systemie oświaty.

      Art. 31. ust. 3 Konstytucji RP mówi, że
      Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być
      ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym
      państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony
      środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.
      Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
      Ustawa o systemie oświaty konstytucyjne prawa i wolności, przede wszystkim
      dziecka, ogranicza. Nakłada na dziecko określone obowiązki, dając jednocześnie
      nauczycielowi władzę wzorowaną na rodzicielskiej. Jedynym jasno sprecyzowanym w
      Ustawie zakazem odróżniającym władzę nauczyciela od rodzicielskiej jest
      zakaz „naruszania nietykalności cielesnej” ucznia, nauczyciel ma też obowiązek
      większego niż rodzice baczenia na „poszanowanie godności osobistej”. Poza tymi
      ograniczeniami podejmować może właściwie wszystkie działania wychowawcze, jakie
      uzna za stosowne, zgodnie z art. 12 ust. 2 Karty nauczyciela (Nauczyciel (…) ma
      prawo do stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uzna za
      najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne) i
      cytowanymi wcześniej przepisami (analogię i kontekst prawny znajdziemy również
      w art. 65 § 1 Ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich: Wykonywanie środków
      wychowawczych i poprawczych ma na celu wychowanie nieletniego na świadomego i
      uczciwego obywatela i odbywa się z uwzględnieniem wskazań nauki i doświadczeń
      pedagogicznych – podkr. moje). Obrońcom praw dziecka, oburzonym na tak
      radykalne podkreślenie władzy i uprawnień nauczyciela przypomnę, że tak często
      przywoływana ostatnio Konwencja o prawach dziecka została podczas procedury
      ratyfikacyjnej opatrzona przez polski parlament znamiennym zastrzeżeniem:
      Rzeczpospolita Polska uważa, że wykonania przez dziecko jego praw określonych w
      Konwencji, w szczególności praw określonych w artykułach od 12. do 16.,
      dokonuje się z poszanowaniem władzy rodzicielskiej, zgodnie z polskimi
      zwyczajami i tradycjami dotyczącymi miejsca dziecka w rodzinie i poza rodziną.

      Ustawa o systemie oświaty w połączeniu z prawem rodzinnym ogranicza również
      wolności rodziców, bo wymaga od nich współpracy z nauczycielem, wspólnego
      działania dla dobra dziecka, przy czym nauczyciel jest tu bardziej
      odpowiedzialny za grupę uczniów traktowanych jako całość, za organizację
      kształcenia i wychowania. Główna odpowiedzialność za pojedyncze dziecko
      spoczywa, jako się rzekło, na rodzicach.

      W myśl prawa rodzic nie jest klientem szkoły! Szkoła to nie sklepik z
      pietruszką, gdzie możemy wyładowywać swoje rodzicielskie i życiowe frustracje
      oraz prezentować roszczeniową postawę na zasadzie „płacę i wymagam”.

      Panie Redaktorze! Jak często artykuły podobne do Pańskich zachęcają rodziców do
      przyjęcia roszczeniowej postawy, wiedzą tylko nauczyciele i dyrektorzy szkół.
      Rodzice tacy (wbrew pozorom więcej się ich spotyka w środowisku ludzi
      wykształconych, asertywnych do bólu) stali się ogromnym problemem polskiej
      oświaty. Próbują dyktować nauczycielowi, jak ten ma prowadzić lekcje, jak ma
      ustawić ławki w klasie, dyrektorowi – jak ma kierować szkołą. Próbują wymóc
      obniżenie wymagań w stosunku do swoich dzieci, wymyślając im nieistniejące
      choroby – prasa donosiła, jak to przed tegorocznym egzaminem po gimnazjum
      uczniowie masowo chorowali na jakąś bardzo rzadką chorobę oczu – domagają się
      dla swojego dziecka specjalnych przywilejów, gdy często wystarczyłoby,
      przepraszam, że zacytuję dosadną ludową mądrość, dać chleba z mąki i wygonić z
      d… bąki. I kiedy jakiś dyrektor być może powiedział kiedyś Panu – bo że
      krzyczał, wybaczy Pan, nie wierzę - żeby nie pouczać nauczycieli, to widocznie
      coś było nie tak w Pańskich „kilku pomysłach współpracy” albo w sposobie ich
      zgłoszenia.

      Gdy mądry rodzic czyta w dzienniczku uwagę: „Syn nie odrabia prac domowych”,
      nie wnika, czy lekcje tego nauczyciela prowadzone są w sposób odpowiadający
      jego wyobrażeniom, czy nauczyciel ten jest lubiany czy też nie.
      – Synu, szkoła nie jest do lubienia, szkoła jest do skończenia. Jeśli masz
      jakiś problem, przytul się do mnie i powiedz mi o nim lepiej teraz, bo od dziś
      mam zamiar ściśle nadzorować twoje prace domowe.
      Gdy mądry rodzic czyta w dzienniczku uwagę, że dziecko „zostało źle wychowane
      przez rodziców&
      • Gość: Roman ciąg dalszy IP: *.opole.dialup.inetia.pl 19.09.02, 03:29
        Gdy mądry rodzic czyta w dzienniczku uwagę, że dziecko „zostało źle wychowane
        przez rodziców” , nie oburza się głośno: bezczelna, jak ona może nas obrażać?!
        Mówi natomiast:
        – Synu, coś zrobił źle? Bo przecież gdybyś się dobrze zachowywał, to takiej
        uwagi byś nie dostał, tak czy nie? Jutro w szkole przeprosisz panią za swoje
        zachowanie i więcej nie chcę słyszeć, że przynosisz wstyd naszej rodzinie.

        Chciałbym w tym miejscu przekazać panu Waldemarowi Dulębie, cytowanemu w
        artykule jako specjalista właśnie:
        Nie pracuję na co dzień w szkole, ale żeby nie tracić kontaktu z dziećmi,
        młodzieżą i praktyką pedagogiczną, organizuję wycieczki szkolne i co wakacje
        kierownikuję na koloniach i obozach. Mimo młodego wieku (31 lat) miałem na swym
        koncie znaczące nieraz sukcesy, od czasu opanowania podstaw warsztatu
        nauczycielskiego bywałem raczej lubiany przez dzieci i doczekałem się
        niejednych łez. Rodziców takich jak Pan spotykam niekiedy i ja. Dla dobra
        dziecka wtedy cały mój wysiłek idzie w tym kierunku, aby pokazać temu
        rodzicowi, że w taki sposób, jak Pan radzi, odnosić się do mnie nie będzie,
        choćby był nie wiadomo kim ważnym i wpływowym. I zapewniam Pana, że jeśli
        dziecko Pańskie zdradzałoby oznaki niewychowania, wróciłoby do domu wychowane
        trochę bardziej. Nie zawahałbym się przed wyznaczeniem mu dodatkowych
        obowiązków („ukarałbym go pracą” jak to określają obrońcy praw dziecka
        aspołecznego), a gdybym powziął uzasadnione podejrzenie, że „eksperymentuje” z
        papierosami, alkoholem czy narkotykami, po prostu przeszukałbym mu plecak,
        zabrał używki, Pan zaś musiałby na własny koszt zabrać syna czy córkę do domu,
        a słowa, jakie by Pan ode mnie usłyszał, nie byłyby politycznie poprawne. I w
        żadnym sądzie by Pan ze mną nie wygrał, bo działałbym dla dobra dziecka i
        zgodnie z prawem.

        Proszę na przyszłość bardziej przemyśleć sformułowania typu: dom nie może stać
        się przedłużeniem szkoły, nie może być dla dziecka kolejną opresyjną
        instytucją. Jako psycholog powinien Pan wiedzieć, że od stawiania dziecku
        granic i konsekwencji w ich bronieniu do opresyjności droga daleka.
        Konsekwencja i stanowczość w połączeniu z okazywaną jak najczęściej miłością –
        to jedyna słuszna droga. Jest to zalecane, również przez psychologów,
        autorytatywne podejście do wychowania dziecka i kierowania jego rozwojem.
        Nie popieram oczywiście podejścia autorytarnego, surowości rodziców i
        wychowawców. Ale nie popieram też podejścia permisywno-pobłażliwego ani
        permisywno-obojętnego, a to ostatnie tak naprawdę Pan rodzicom proponuje.
        Pańskie „Nie!” powiedziane nauczycielowi jest z jednej strony permisywne (W
        szkole rób, co chcesz), z drugiej strony wyraża obojętność, nie miłość (Nie
        obchodzi mnie twoje zachowanie).

        Po co brać przykład z krajów, gdzie szkolnictwo upadło na głowę? Gdzie
        dyrektorzy szkół przywaleni są problemami typu strzelanina, uczniowie
        handlujący narkotykami, gangi szkolne? Teorie podlizywania się dzieciom powoli
        odchodzą do lamusa. Nawet w tej uwielbianej przez nas Ameryce zaczyna przebijać
        się zdrowy rozsadek. Ostatnio Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych Ameryki
        orzekł, że prawo szkoły do zlikwidowania problemu narkotyków jest ważniejsze
        niż prawo dziecka do prywatności. Poszło o możliwość poddawania uczniów testom
        na obecność narkotyków w organizmie, co zaskarżyli do sądu rodzice pewnej
        dziewczynki.
        W Polsce też mamy takich rodziców. Popierających wagary dziecka, piszących lewe
        usprawiedliwienia, ukrywających oczywiste fakty demoralizacji. Jak wypowiada
        się w prasie dyrektor renomowanego opolskiego liceum
        – Kiedyś mieliśmy takie podejrzenie (szło o narkotyki – przyp. mój) w stosunku
        do jednej z uczennic. Poinformowaliśmy o tym rodziców. Chcieliśmy też, aby
        dziewczyna pokazała nam torbę. Wtedy rodzice nie tylko nie chcieli z nami
        współpracować, ale nawet grozili sądem za naruszenie prywatności córki. - „Nowa
        Trybuna Opolska” z 18 X 2000 r.

        Rodziców takich trzeba karać, Panie Redaktorze, a nie radzić im: nie ufaj
        szkole, nie daj sobie wmówić, że twoje dziecko jest okropne i swoim zachowaniem
        burzy szkolny porządek. Karać jak w Wielkiej Brytanii, gdzie matka dwóch
        dziewczynek odsiaduje właśnie karę 60-dniowego wiezienia za wagary swoich
        córek. Rodzice są niekiedy zbyt nieodpowiedzialni i nieudolni, aby wyłącznie im
        powierzyć wychowanie młodego pokolenia.

        I wreszcie, Panie Redaktorze, jestem gotów zgodzić się z zaleceniem ufaj
        dziecku. Ale pod warunkiem, że mamy absolutną pewność, iż jest ono naprawdę
        dobrze wychowane, stosuje się do poleceń, mówi proszę, dziękuję, przepraszam i
        ma niezbędne oznaki wewnętrznej dyscypliny, chociażby „jak na swój wiek”. A
        swój nonkonformizm, którego pochwała tak ostatnimi czasy przebija z zaleceń
        psychologów, niech objawia w sferze myśli i ducha, a nie w sferze zachowań i
        ubioru.
        • Gość: MP Re: ciąg dalszy IP: *.fuw.edu.pl 19.09.02, 14:23
          Drogi Romanie! Po stokroć NIE!
          Nie, dla sposobu odczytania tekstu, wyciagniętych wniosków, przyjętego kierunku
          ostrza argumentacji. Nie dla odczytania prawa i wywiedzionych z
          tego "odczytania" wniosków. Nie dla zarysowanych "pozytwnych" wizji szkoły,
          nauczyciela, rodzica, ucznia, ról i wzajemnych relacji. Nie, dla wizji
          rodzica "mądrego" i dla ukrytych lub wypowiedzianych rad dla "mądrego"
          nauczyciela. Zbyt wiele tych nie, by rozwinąć to w szczegółową, merytoryczną
          polemikę. Może w przyszłości, po kawałku i nie sądzę by właściwym było
          czynienie tego publicznie.
          Jednego tylko, tego najważniejszego, nie mogę nie napisać:
          W humanistycznym państwie istnienie szkoły wynika z PODMIOTOWEGO,
          OSOBOWEGO prawa dziecka do bycia wykształconym i wychowanym tak, by
          mogło bezpiecznie i w pełni efektywnie funkcjonować w społeczeństwie
          po osiągnięciu dojrzałości. Choć fakt ten (uzyskania wykształcenia
          i wychowania przez dziecko) jest bezspornie korzystny także społecznie,
          to jednak nie ta korzyść społeczna, ale zgodna z korzyścią społeczną
          indywidualna korzyść każdego dziecka jest powodem istnienia szkoły.
          Kwestionowanie usługowej czyli służebnej wobec dziecka roli szkoły
          (w powyższym znaczeniu), wywodzenie przyczyn istnienia szkoły z
          uzurpowanych "praw" samej społeczności, do "WYCHOWANIA SOBIE" takich
          współobywateli, jakich chciałyby te społeczności widzieć, uważam za
          przejaw bardzo niebezpiecznej filozofii, filozofii nieograniczonego prymatu
          interesu zbiorowego, nad interesem jednostki. Zgodnie z moją wiedzą
          takie filozofie leżały u podstaw wszystkich nowożytnych systemów
          totalitarnych.
          Nie odbierz tego, proszę, Romanie, jako osobiste oskarżenie o faszyzm,
          komunizm, religijny fundamentalizm czy jaki tam jeszcze "izm" przyjdzie
          Ci do głowy. Jest to oskarżenie pewnej częściowo wypowiedzianej, a cześciowo
          mogącej być odczytaną myśli. Ostrzeżenie, że myśl ta może zaprowadzić
          na bardzo niebezpieczne manowce.

          Pozdrawiam serdecznie,

          Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
          • m-p Re: ciąg dalszy 20.09.02, 17:00
            Panie Pawłowski,
            można mieć do Pana prośbę?
            Nie mógłby Pan sobie założyć konta na Gazecie i stamtąd, prywatnie, nie z konta
            Instytutu Fizyki UW wysyłać swoje posty?
            Mam nadzieję, że domyśli się Pan, o co mi chodzi.
            • Gość: MP Re: ciąg dalszy IP: *.itpp.pl 21.09.02, 00:00
              Dziękuję za trafną sugestię. Rzeczywiście, wysyłanie ze służbowego
              adresu korespondencji innej niż służbowa nie jest właściwe.
              (Siła przyzwyczajenia z czasów, gdy adresów nie zakładało się jednym
              kliknięciem.) Nie zwracałem na to uwagi do tej pory, ale lepiej późno
              coś zrozumieć niż wcale. Moje listy na tym forum w żadnym momencie
              nie wyrażały ustalonej opinii firmy, nie twierdzę, że były z nią zgodne
              i nie było moją intencją wykorzystanie autorytetu firmy dla "podpierania"
              ich wartości.

              Czy tak już lepiej?:

              marek@pawlowscy.w.pl
              • m-p Re: ciąg dalszy 21.09.02, 12:17
                Znacznie lepiej, dziekuje.

                Prosze zwrocic uwage, jak inaczej na forum traktuja Pana i Waareza, a macie
                podobny styl i poglady.

                Niech bedzie na forum, ze 'All animals are equal'. To chyba zgadza sie z
                panskimi pogladami?
                • Gość: MP Re: ciąg dalszy IP: *.fuw.edu.pl 21.09.02, 14:34
                  Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tą "równością"?
                  Ale jeśli ma Pan ochotę mi to wytłumaczyć, to zapraszam
                  na adres prywatny, bo tu już i tak zbyt wiele naśmieciliśmy.

                  Pozdrawiam,

                  marek@pawlowscy.w.pl
          • Gość: Roman prawie się zgadzam IP: *.opole.dialup.inetia.pl 24.09.02, 02:00
            Z główną tezą tej wypowiedzi (też jestem za humanizmem i podmiotowym
            traktowaniem dziecka).
            Skoro zgadzamy się co do pryncypiów, przypuszczam, iż różnice z odczytania
            tekstu wynikają z różnych naszych doświadczeń z rodzicami i uczniami, z
            praktyki, ze stereotypów wreszcie, którymi kierujemy się siłą rzeczy, oceniając
            nowe zjawiska i opinie innych.
            Myślę, że na tym poziomie uogólnień i sprowadzania wszystkiego do różnych -
            izmów bardzo łatwo się zgodzimy.
            Diabeł - jak zwykle - tkwi w szczegółach.
            Owe po wielokroć powtarzane "Nie" wymaga jednak rzetelnego przyłożenia się do
            polemiki. Zapraszam na priva.
            • Gość: Roman I jeszcze jedno IP: *.opole.dialup.inetia.pl 24.09.02, 02:09
              Niedawno w tychże "Wysokich Obcasach" bodajże czytałem wywiad z Susan Sontag.
              Według niej wolność słowa w Ameryce funkcjonuje obecnie nie tak znów doskonale.
              Można wprawdzie wszystko powiedzieć, ale niewygodne poglądy są po prostu
              przemilczane.
              Mówi coś takiego, że jeśli przyznasz się na przykład, że jesteś za karą
              śmierci, nie wybiorą cię potem nawet na kierownika miejskiego szaletu.
              W Polsce też obserwuję to zjawisko. Wysłałem do "Gazety" moje krytyczne uwagi
              na temat akcji "Szkoła z klasą", wysłałem polemikę z red. Staszewskim. Nawet
              echo się nie odezwało.
              W oświacie polskiej brak obecnie merytorycznej dyskusji nad sposobami
              kształcenia i wychowania. Moje koncepcje nie wywodzą się z księżyca, zbliżone
              poglądy do moich panują na przykład w szkolnictwie angielskim, na poparcie
              moich tez mogę zacytować wielu uznanych autorów, wielu poglądów nabyłem w
              praktyce. Pewne działania po prostu mi się sprawdzały.
              Najłatwiej przemilczeć. Po co burzyć powszechnie obowiązujący stereotyp...
        • m-p Re: ciąg dalszy 20.09.02, 16:52
          Miałem takiego nauczyciela. Tylko jego dobrze jeszcze pamiętam.

          Może to pytanie za bardzo osobiste, chyba lubił Pan ten zawód?
          pozdrawiam.
    • Gość: Kazek Re: Szkoła z klasa typu redaktor Staszewski IP: *.pl / 10.1.1.* 27.09.02, 20:33
      Przepraszam, że trochę zmienię temat, ale chyba warto.
      Czy czytali Państwo tekst "Gorsze lekarstwa od choroby" w poprzednim numerze
      Polityki?
      Przepraszam, że nie podaje numeru, a i tytuł być może przekręcam, ale nie piszę
      z domu i długo z domu nie napiszę, a rzecz jest warta uwagi, a kto będzie
      chciał, to znajdzie bez problemu.
      Bardzo dobry i trafny tekst.
      Merytorycznie - czy się ktoś z nim zgadza czy nie - tekst jest przygotowany -
      czyli odznacza się cechą nieczęsto spotykaną w tekstach poświęconych oświacie
      zamieszczanych w "Gazecie".
      Wiele tam mowy o doktrynerstwie - także dziennikarzy. Tytuł "gazety" nie pada,
      ale nietrudno go odczytać między wierszami...
      Wiele gorzkich, a trafnych słów o szaleństwie testów maturalnych...
      Od siebie mółbym dodać, że widziałem wiele testów gimazjalnych - i zarzuty
      miałbym te same...
      Jedorodna wizja świata, konieczność odpowiadania zgodnie z wizją autora
      testu... gdzie tu indywidualizm? gdzie tu klasa???
      W przypadku tradycyjnego tekstu jest przynajmniej szansa, że belfer doceni
      pomysłowość, świadomość ucznia. W przypadku tekstu nie ma na to najmniejszej
      szansy. Ale "klasa" nakazała doktrynerom nie dyskutować, tylko wprowadzać,
      wprowadzać...
      A może trzeba by sobie powiedzieć, że nauczyciel może byc dobry albo zły i
      oczywiście należy robic wszystko, aby tych dobrych było więcej. Ale nie ma
      złotego środka, który sprawi czary mary i już będzie raj? A doktrynerstwo
      gazety wydaje się świadczyć o takiej wierze. I jeżeli dadać do tego,
      że "Gazeta" bardzo mocno się przyczyniłado obniżenia jakości kadry
      pedagofgicznej (bezkrytyczne poparcie dla idei pseudoawansu zawodowego a'la
      Mirosław Handle)- to znów - gdzie tu "klasa"?
      Ja tu gadu gadu, a właściwie chciałem po prostu zachęcić do zapoznania się w
      wymienionym tekstem.
      Kto wie, czy nie lepsze to niż "akcje"???
Pełna wersja