Dodaj do ulubionych

Oceny opisowe w szkole z klasą

IP: *.itpp.pl 17.09.02, 23:19
W odpowiedzi do wątku "Na razie nie widzę różnicy" pozwoliłem sobie
na mała dygresję, która została skomentowana.
Nie chcę rozdmuchiwać wątku dotyczacego czegoś innego, więc myślę, że
najwłaściwiej będzie założyć wątek nowy.

W odpowiedzi na wspomnianą moją dygresję
Gość portalu: Ewka napisał(a):

> Czytajac te oceny opisowe tak wlasciwie nie bardzo
> wiadomo jakie to dziecko jest i czego nie umie (bo zalozenie jest zeby
> eksponowac tylko dobre strony) i wychodzi na to ze sa same geniusze.

Sadzę, że przyczyny mogą być co najmniej trzy.
- osoby piszące te oceny nie bardzo sobie z tym radzą
- rodzice nie mają czasu/chęci/potencjału_intelektualnego, by podjąć
wysiłek zrozumienia ich treści (mam nadzieję, że Ewka, nie weźmie sobie
tego do siebie; po prostu wtórny analfabetyzm połowy dorosłej populacji
jest bolesnym faktem rozpoznanym w starannych badaniach!)
- rodzice i dzieci oczekują oceny wartościującej

To ostatnie przebija z cytowanej wypowiedzi. Także z jej następnego
fragmentu:

> Dzieciakom
> tez brakuje jakiegos wyrazniejszego wyznacznika roznicy miedzy nimi a
> kolegami.

Sadzę, że skrajne motywy takich oczekiwań mogą być dwojakie:
- chęć potwierdzenia jaknajszybciej podejrzewanej wysokiej wartości
dziecka na tle klasy
- chęć uzyskania prostego i czytelnego bodźca, którym można by się
kierować przy ogólnym dopingowaniu dziecka do nauki - ogólnym, a więc
nie wnikającym w istotę problemów dziecka, a jedynie ograniczonym
do ślepej presji typu "ucz się, bo masz złe stopnie"

> Tak ze rozne sa poglady na kwestie oceniania.

Poglądy oczywiście mogą być różne, ale jest też pewna dość jednolita
wiedza, która powinna być ich podbudową. Wiedza ta mówi, że dzieci
w początkowej fazie rozwoju dojrzewają w bardzo różnym tempie. Dotyczy to
zarówno dojrzewania emocjonalnego jak i dojrzewania intelektualnego,
pozwalającego wspinać się na kolejne szczeble przyswojeń treści coraz
bardziej abstrakcyjnych. Myśle, że nikogo już nie dziwi fakt róznego
tempa dojrzewania fizycznego. Nikt poważny nie będzie twierdził, że
dziewczynka, u której pierwsza miesiączka pojawiła się w wieku 15 lat
będzie miała w sobie mniej kobiecości niż ta, u której pojawiła się ona
już w dziesiątym roku życia. Podobnie nikt już nie kwestionuje męskości
mężczyzny, u którego pierwszy zarost musiał być zgolony dopiero w wojsku.
Dlaczego więc tak trudno mam pogodzić się z faktem, że dojrzewanie
emocjonalne i intelektualne także zachodzi w różnym tempie, co w
ostatecznym rozrachunku wcale nie przesądza o różnej jakości osiągniętej
w końcu dojrzałości? Dlaczego tak bardzo dziwią nas wybitne jednostki,
które wcale nie wykazywały swej "wybitnosci" w początkowej fazie
nauki? Myślę, że dzieje się tak dlatego, że tych "wybitych" wybitnych
jednostek jest w sumie niewiele. Może rzeczywiście niewiele się ich rodzi.
Ale jest też inne wytłumaczenie. Mówi ono o tym, że wprawdzie samo tempo
rozwoju nie musi przesądzać bezpośrednio o docelowym efekcie, ale może
bardzo przesadzać w sposób pośredni. Będzie tak wówczas, gdy dziecko
dojrzewające wolniej, wcześnie zaszufladkujemy do gorszej kategorii -
jeszcze w trakcie jego rozwoju - gdy przygnieciemy je psychicznie,
pozbawimy przynależnego poczucia wartości, pozbawimy
szans pokonywania kolejnych szczebli edukacyjnych w tempie dla niego
właściwym.
Brak oceny wartościującej w nauczaniu początkowym miał być
czynnikiem pomagającym dziecku dojrzeć we właściwym dla niego tempie
bez szufladkowania go w oczach nauczycieli, rówieśników, rodziców i
przede wszyskim w oczach jego samego. Nie jest to na pewno czynnik
doskonały - nawet bez ocen, pewne trudności np. w głośnym czytaniu czy
bystrym odpowiadaniu na bardziej abstrakcyjne pytania muszą zostać
dostrzeżone przez rówieśników. Zadaniem mądrego nauczyciela jest
jednak nie dopuścić, by były one podstawą do społecznych osądów wartości
dziecka. Wystawianie ocen wartościujacym jest działaniem w dokładnie
odwrotnym kierunku. Zadaniem mądrego nauczyciela - we współpracy z
rodzicami i psychologiem - jest też prawidłowo ocenić czy inne niż
statystyczne tempo dojrzewania dziecka jest wynikiem zaniedbań
edukacyjnych - przeszłych i bieżących - czy jest jego cechą osobniczą,
czy może jest śladem świadczącym o ograniczeniach o charakterze
trwałym, a nie rozwojowym. Temu zadaniu także ocena wartościująca
może źle służyć. Jest czynnikiem znieczulającym nauczyciela na
indywidualne problemy dziecka, przenoszącym ciężar zainteresowania
na bezosobowe efekty jego pracy.

Wracając do poczatku polemiki: moja wyłożona wyżej wiedza skłania
mnie rzeczywiście do poglądu odmiennego, niż zaprezentowany przez Ewkę.
Mam nadzieję, że jeśli Cię nie przekonałem, to przynajmniej
wiarygodnie uzasadniłem swoje racje?

Sprawa ma oczywiście drugie dno. Chodzi o to, czy nauczyciel pracujący
w trzydziestoosobowej klasie, klasie o bardzo zróżnicowanej dojrzałości
emocjonalnej, jest w stanie właściwie pracować z oceną niewartościującą?

To już jednak zupełnie inne pytanie, pytanie w ramach akcji
"Szkoła z kasą" :-(

Pozdrawiam serdecznie

Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
Obserwuj wątek
    • Gość: ola Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: 158.75.3.* 04.11.02, 15:55
      Bardzo się cieszę, że na początku edukacji istnieją oceny opisowe. To prawda,
      że dziecko otrzymuje na ogół tylko te pozytywne komentarze na temat swojej
      pracy, ale czy to źle? Obowiązkiem nauczyciela jest uczulić rodziców na to, jak
      czytać te oceny, by dowiedzieć się, jakie postępy czyni ich dziecko. Tak
      zrobiła nauczycielka mojego dziecka w I-szej klasie, wyjaśniając bardzo
      precyzyjnie kryteria oceny i sposób interpretacji poszczególnych zapisów w
      zeszycie ucznia. Obawiam się, że to RODZICOM bardziej przeszkadza brak
      wyraźnego rozgraniczenia uczniów na dobrych (koniecznie ich dziecko) i tych
      gorszych niż samym dzieciom. Zresztą one i tak sobie doskonale radzą bez ocen,
      porównując na przykład liczbę znaczków-nagród otrzymanych od nauczyciela przez
      różnych uczniów.
    • Gość: stempelek Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.zdzieszowice.sdi.tpnet.pl 29.11.02, 13:14
      ocena opisowa budzi wiele emocji. w założeni teoretycznym to może i jest dobre
      ale w praktyce nie. Dzieci w młodszych klasach zawsze uczą się dla kogoś. albo
      żeby sprawić radość rodzicom, pani w szkole. a ty czasem to wszystko się
      rozmywa gdzieś. dla niego ważne są oceny. dowód .pozostały oceny z języków,
      religii. dzieci sobie życzą 5 i 6 z religii.
      realia są inne nastąpiła zamiana ocen a infantylne znaczki bo nauczyciel
      musiałby być ascetą nić nie robić tylko opisywać a dzieci musiałyby mieć
      dodatkowo 2 godziny w tygodniu więcej żeby pojąc co nauczyciel mu na[pisał.
      pisz w zeszycie, w dzienniku i bóg wie jeszcze w czym.
      wniosek na wstępie zaznaczyć ze nauczycielem nz. może być tylko azakkonnica by
      całkowicie poświęcić się szkole.
      gdzie czas na przygotowanie zajęc gdzie są dzieci nie rozróżniające kolorów nie
      mówiąc o analizie i syntezie. w 30 osobowych zespołach jest tyle różnic
      indywidualnych, ze nauczyciel powinien być gieniuszem a połowę dzieci adoptować
      żeby z nimi pracować w domu bo rodzice dawno olali swoje dzieci
      • Gość: henio Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.laziska-gorne.sdi.tpnet.pl 29.11.02, 13:34
        BRAWO STEMPELEK, Z UST MI TO WYJĄŁEŚ!
      • Gość: MP Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.fuw.edu.pl 29.11.02, 16:55
        Co do realności w 30 osobowych klasach, to w pełni się
        zgadzam (o tym pisałem!). Po prostu klasy nie powinny być
        tak liczne! 20 osób w nauczaniu początkowym powinno być
        nieprzekraczalnym maksimum i raczej wyjątkiem.
        Co do drugiej tezy, to moim zdaniem tych szóstek oczekują
        głównie rodzice (czasem dziadkowie i reszta familii).
        Bywa, że rodzice "oczekują" też jedynek, by wiedzieć
        bez wielkiego zastanowienia nad problemami dziecka,
        kiedy chwycić za dyscyplinę lub zrobić jakiś szlaban.
        Ci, którzy oczekują samych szóstek, szybko się rozczarowują
        i zamiast wspomóc swoje dziecko, będąc uzbrojonym w
        konkretną wiedzę o jego dokonaniach, sami zaczynają je
        szufladkować. Moim zdaniem (zgodnym ze zdaniem wielu
        psychologów i z doświadczeniami wielu rodziców dzieci o wolnym
        lub nierównomiernym starcie) szufladkować o kilka lat
        za wcześnie!

        marek@pawlowscy.w.pl
        • Gość: stempelek Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.zdzieszowice.sdi.tpnet.pl 04.12.02, 11:54
          Coś mi się widzi że gość Mp dawno nie był w realnym świecie. Proszę mi pokazać
          klasy 20 osobowe.Właśnie spotkałam uczniów którzy teraz chodzą do 4 klasy i
          zapytałam czy są zadowoleni z tego że teraz mają oceny. Oczywiście że są,
          żałują że przedtem były tylko z religii i języków. Bo jak się było pochwalić
          rodzicom "pani powiedziała że świetnie sobie radzę" i co to znaczy a teraz
          przyniesie 6, czy 5 i święto w domu. Jak przyniesie 1 to wiadomo trzeba dziecko
          przypilnować i pogonić do pracy.
          Nie łudźmy się że bez ocen nie ma segregacji. Dzieci nie są głupie i dobrze
          wiedzą co jest grane. Tylko od nauczyciela zależy czy będą one linczowane czy
          nie, ale to nie ma nić wspólnego z oceną taką czy siaką tylko od podejscia
          nauczyciela i rodziców. Od wyjaśniania i tłumaczenia.
          • Gość: MP Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.fuw.edu.pl 04.12.02, 12:15
            Bez trudu mogę pokazać takie klasy, ale czy rzeczywiście
            tematem tego co napisałem było dywagowanie nad faktycznym
            istnieniem takich klas? A może nie chodziło o to czy są, tylko
            czy być powinny?

            Oczywiście, że wszystko zależy od nauczycieli i rodziców. Natomiast
            tak się składa, że oceny opisowe bardziej sprzyjają pożądanemu (przynajmniej
            przeze mnie) podejściu, podczas gdy oceny szufladkujące sprzyjają
            szufladkowaniu. I tyle!

            A co do dziecka, to nie rodzi się ono z zakodowanym mechanizmem
            doznawania przyjemności z pochwalenia się szóstką (lub jeszcze lepiej z:
            "była to jedyna szóstka w klasie" albo "a mały Kowalski ledwie dostał dwóję").
            To dopiero dorośli wyposażają je w coś takiego. Więc nie róbmy z tego
            obiektywnej wartości i cnoty.

            marek@pawlowscy.w.pl
    • ogoda Re: Oceny opisowe w szkole z klasą 03.12.02, 10:50
      Ale co wy opowiadacie.W szkole mojego dziecka ,która zresztą bierze udział w
      akcji oceny 1,2,3,4,itd zmieniono na literki A,B,C,D. Tak więc zadziałano
      metodą "zamienił stryjek siekierkę na kijek". Serdecznie pozdrawaiam wszstkich
      rodziców.
    • Gość: MACIEJ Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.ny325.east.verizon.net 14.12.02, 02:36
      Gość portalu: MP napisał(a):

      > W odpowiedzi do wątku "Na razie nie widzę różnicy" pozwoliłem sobie
      > na mała dygresję, która została skomentowana.
      > Nie chcę rozdmuchiwać wątku dotyczacego czegoś innego, więc myślę, że
      > najwłaściwiej będzie założyć wątek nowy.
      >
      > W odpowiedzi na wspomnianą moją dygresję
      > Gość portalu: Ewka napisał(a):
      >
      > > Czytajac te oceny opisowe tak wlasciwie nie bardzo
      > > wiadomo jakie to dziecko jest i czego nie umie (bo zalozenie jest zeby
      > > eksponowac tylko dobre strony) i wychodzi na to ze sa same geniusze.
      >
      > Sadzę, że przyczyny mogą być co najmniej trzy.
      > - osoby piszące te oceny nie bardzo sobie z tym radzą
      > - rodzice nie mają czasu/chęci/potencjału_intelektualnego, by podjąć
      > wysiłek zrozumienia ich treści (mam nadzieję, że Ewka, nie weźmie sobie
      > tego do siebie; po prostu wtórny analfabetyzm połowy dorosłej populacji
      > jest bolesnym faktem rozpoznanym w starannych badaniach!)
      > - rodzice i dzieci oczekują oceny wartościującej
      >
      > To ostatnie przebija z cytowanej wypowiedzi. Także z jej następnego
      > fragmentu:
      >
      > > Dzieciakom
      > > tez brakuje jakiegos wyrazniejszego wyznacznika roznicy miedzy nimi a
      > > kolegami.
      >
      > Sadzę, że skrajne motywy takich oczekiwań mogą być dwojakie:
      > - chęć potwierdzenia jaknajszybciej podejrzewanej wysokiej wartości
      > dziecka na tle klasy
      > - chęć uzyskania prostego i czytelnego bodźca, którym można by się
      > kierować przy ogólnym dopingowaniu dziecka do nauki - ogólnym, a więc
      > nie wnikającym w istotę problemów dziecka, a jedynie ograniczonym
      > do ślepej presji typu "ucz się, bo masz złe stopnie"
      >
      > > Tak ze rozne sa poglady na kwestie oceniania.
      >
      > Poglądy oczywiście mogą być różne, ale jest też pewna dość jednolita
      > wiedza, która powinna być ich podbudową. Wiedza ta mówi, że dzieci
      > w początkowej fazie rozwoju dojrzewają w bardzo różnym tempie. Dotyczy to
      > zarówno dojrzewania emocjonalnego jak i dojrzewania intelektualnego,
      > pozwalającego wspinać się na kolejne szczeble przyswojeń treści coraz
      > bardziej abstrakcyjnych. Myśle, że nikogo już nie dziwi fakt róznego
      > tempa dojrzewania fizycznego. Nikt poważny nie będzie twierdził, że
      > dziewczynka, u której pierwsza miesiączka pojawiła się w wieku 15 lat
      > będzie miała w sobie mniej kobiecości niż ta, u której pojawiła się ona
      > już w dziesiątym roku życia. Podobnie nikt już nie kwestionuje męskości
      > mężczyzny, u którego pierwszy zarost musiał być zgolony dopiero w wojsku.
      > Dlaczego więc tak trudno mam pogodzić się z faktem, że dojrzewanie
      > emocjonalne i intelektualne także zachodzi w różnym tempie, co w
      > ostatecznym rozrachunku wcale nie przesądza o różnej jakości osiągniętej
      > w końcu dojrzałości? Dlaczego tak bardzo dziwią nas wybitne jednostki,
      > które wcale nie wykazywały swej "wybitnosci" w początkowej fazie
      > nauki? Myślę, że dzieje się tak dlatego, że tych "wybitych" wybitnych
      > jednostek jest w sumie niewiele. Może rzeczywiście niewiele się ich rodzi.
      > Ale jest też inne wytłumaczenie. Mówi ono o tym, że wprawdzie samo tempo
      > rozwoju nie musi przesądzać bezpośrednio o docelowym efekcie, ale może
      > bardzo przesadzać w sposób pośredni. Będzie tak wówczas, gdy dziecko
      > dojrzewające wolniej, wcześnie zaszufladkujemy do gorszej kategorii -
      > jeszcze w trakcie jego rozwoju - gdy przygnieciemy je psychicznie,
      > pozbawimy przynależnego poczucia wartości, pozbawimy
      > szans pokonywania kolejnych szczebli edukacyjnych w tempie dla niego
      > właściwym.
      > Brak oceny wartościującej w nauczaniu początkowym miał być
      > czynnikiem pomagającym dziecku dojrzeć we właściwym dla niego tempie
      > bez szufladkowania go w oczach nauczycieli, rówieśników, rodziców i
      > przede wszyskim w oczach jego samego. Nie jest to na pewno czynnik
      > doskonały - nawet bez ocen, pewne trudności np. w głośnym czytaniu czy
      > bystrym odpowiadaniu na bardziej abstrakcyjne pytania muszą zostać
      > dostrzeżone przez rówieśników. Zadaniem mądrego nauczyciela jest
      > jednak nie dopuścić, by były one podstawą do społecznych osądów wartości
      > dziecka. Wystawianie ocen wartościujacym jest działaniem w dokładnie
      > odwrotnym kierunku. Zadaniem mądrego nauczyciela - we współpracy z
      > rodzicami i psychologiem - jest też prawidłowo ocenić czy inne niż
      > statystyczne tempo dojrzewania dziecka jest wynikiem zaniedbań
      > edukacyjnych - przeszłych i bieżących - czy jest jego cechą osobniczą,
      > czy może jest śladem świadczącym o ograniczeniach o charakterze
      > trwałym, a nie rozwojowym. Temu zadaniu także ocena wartościująca
      > może źle służyć. Jest czynnikiem znieczulającym nauczyciela na
      > indywidualne problemy dziecka, przenoszącym ciężar zainteresowania
      > na bezosobowe efekty jego pracy.
      >
      > Wracając do poczatku polemiki: moja wyłożona wyżej wiedza skłania
      > mnie rzeczywiście do poglądu odmiennego, niż zaprezentowany przez Ewkę.
      > Mam nadzieję, że jeśli Cię nie przekonałem, to przynajmniej
      > wiarygodnie uzasadniłem swoje racje?
      >
      > Sprawa ma oczywiście drugie dno. Chodzi o to, czy nauczyciel pracujący
      > w trzydziestoosobowej klasie, klasie o bardzo zróżnicowanej dojrzałości
      > emocjonalnej, jest w stanie właściwie pracować z oceną niewartościującą?
      >
      > To już jednak zupełnie inne pytanie, pytanie w ramach akcji
      > "Szkoła z kasą" :-(

      To jest nie tyle opinia lecz cala filozofia nauczania w EUropie.
      Wszyscy rodzice wiedza,ze dzieci rywalizuja ze soba juz od kolyski.
      Nie przestaja nawet na chwile w piaskownicy.
      Dzieciaki w wieku przed szkolnym wiedza juz dobrze kto jest kto i juz dawno sie
      uszeregowaly.
      I akurat wtedy gdy jest czas zaczac nauke w szkole podstawowej na powaznie
      wkraczaja w swiat dzieci ARYSTOKRACI MYSLI,ktorzy wiedza lepiej co dla dzieci
      jest lepsze.
      No wiec w pierwszych 4 klasach eliminuja konkurencje,do ktorej dzieciaki juz
      dawno przywykly.
      Ze to niby ma pozbawic stresu itd.
      Moze zacznijmy od tego skad sie bierze stres.

      Stres bierze sie z tego,ze zadania w szkole sa;
      1-za latwe
      2-za trudne

      Identycznie jak u doroslych:
      1-Gdy powtarzamy ta sama prosta czynnosc w nieskonczonosc-ZNIECHECAMY SIE
      2-Gdy zadanie przekracza nasze mozliwosci-ZNIECHECAMY SIE

      Dlatego te od pierwszej klasy powinny byc:
      1-stopnie
      2-selekcja

      Stopnie po to by moc wyselekcjonowac uczniow na podobnym poziomie rozwoju i
      wtedy mamy niemal 100% pewnosc,ze zadania dla nich nie beda:
      1-za trudne
      2-za latwe

      Bez 1(stopni) i 2(selekcji) mamy do czynienia z obecna sytuacja w Polsce,ze
      geniusze siedza w jednej lawce z matolami i WSZYSCY musza przejsc do nastepnej
      klasy.

      To po co jest Niebo,Czysciec i Pieklo.
      Bog jest za selekcja a ludzie nie?

      > Pozdrawiam serdecznie
      >
      > Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
      • Gość: MP Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.fuw.edu.pl 14.12.02, 12:29
        Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

        > Wszyscy rodzice wiedza,ze dzieci rywalizuja ze soba juz od kolyski.

        Rywalizują o WŁADZĘ I PRZYWILEJE, a nie na własne wartości.
        Rywalizują na łokcie i inne "argumenty" destruktywne,
        a nie na przymioty konstruktywne. Do tej drugiej, konstruktywnej
        rywalizacji trzeba wychować, przygotować, podprowadzić
        najpierw pod kloszem, potem stopniowo z coraz większą swobodą.
        Odwoływanie się w tym kontekście do argumentów czy dywagacji
        na temat tego, czy ma być stresowe czy bezstresowe, nie ma
        tu nic do rzeczy. To zupełnie nie o to chodzi. To jakieś
        słowo-wytrych, sam już nie wiem czy wymyślone przez nieudolnych
        pseudoobrońców oceniania niewartościującego, czy podrzucone
        w charakterze kukułczego jaja przez jego niedoinformowanych
        przeciwników. O tym nie daje się dyskutować. NIe chodzi o sterss.
        Chodzi o racjonalność punktów odniesienia, porównań itp.
        Także o skalę i rodzaj ich konkluzywności.
        O reszczie później.

        > > Pozdrawiam serdecznie
        > >
        > > Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
        • Gość: MACIEJ WLADZA I PRZYWILEJE. IP: *.ny325.east.verizon.net 14.12.02, 18:45
          Gość portalu: MP napisał(a):

          > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
          >
          > > Wszyscy rodzice wiedza,ze dzieci rywalizuja ze soba juz od kolyski.
          >
          > Rywalizują o WŁADZĘ I PRZYWILEJE, a nie na własne wartości.

          Wladza i przywileje WYNIKAJA z wlasnej wartosci.

          > Rywalizują na łokcie i inne "argumenty" destruktywne,
          > a nie na przymioty konstruktywne.

          To juz zalezy w jakiej rodzinie sa wychowywane.
          Jesli rodzice sa w wiezieniu lub na odwyku ,a dzieci wychowuje niedolezna babka-
          to calkiem mozliwe ze masz racje.


          > Do tej drugiej, konstruktywnej
          > rywalizacji trzeba wychować, przygotować, podprowadzić
          > najpierw pod kloszem, potem stopniowo z coraz większą swobodą.

          Tylko bez kloszy prosze.
          Klosz kojarzy mnie sie z gettem.
          Dziecko MUSI byc otwarte na wszystkie bodzce otoczenia,a rola rodzicow
          sprowadza sie do budowania kregoslupa na podstawie wzmocnien pozytywnych.

          > Odwoływanie się w tym kontekście do argumentów czy dywagacji
          > na temat tego, czy ma być stresowe czy bezstresowe, nie ma
          > tu nic do rzeczy. To zupełnie nie o to chodzi. To jakieś
          > słowo-wytrych, sam już nie wiem czy wymyślone przez nieudolnych
          > pseudoobrońców oceniania niewartościującego, czy podrzucone
          > w charakterze kukułczego jaja przez jego niedoinformowanych
          > przeciwników.

          Zgadza sie.
          Ameryka podrzuca Polsce system ksztalcenia noblistow jako kukulcze jajo,bo
          polski system nauczania stoi "rzekomo" na duzo wyzszym poziomie niz
          amerykanski,ze o ilosci noblistow tez nie wspomne.

          > O tym nie daje się dyskutować. NIe chodzi o sterss.
          > Chodzi o racjonalność punktów odniesienia, porównań itp.

          Punktow odniesienia i porownan nie ma zadnych,bo amerykanski system szkolnictwa
          z wczesna selekcja i punktowym nagradzaniem jest nieporownywalnie lepszy od
          polskiego.

          > Także o skalę i rodzaj ich konkluzywności.

          Wnioski sa tez trywialnie proste.
          Takie bedziemy mieli spoleczenstwo jakie naszych dzieci nauczanie.

          > O reszczie później.
          >
          > > > Pozdrawiam serdecznie
          > > >
          > > > Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
          • Gość: Krzysztof Homan Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: 62.233.233.* 14.12.02, 19:41
            Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

            > Dziecko MUSI byc otwarte na wszystkie bodzce otoczenia,a rola rodzicow
            > sprowadza sie do budowania kregoslupa na podstawie wzmocnien pozytywnych.

            Ładnie to ująłeś.

            Pozdrawiam
            Krzysztof Homan, nauczyciel
            khoman@poczta.onet.pl
            • Gość: MACIEJ Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: *.ny325.east.verizon.net 15.12.02, 02:05
              Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

              > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
              >
              > > Dziecko MUSI byc otwarte na wszystkie bodzce otoczenia,a rola rodzicow
              > > sprowadza sie do budowania kregoslupa na podstawie wzmocnien pozytywnych.
              >
              > Ładnie to ująłeś.

              A juz chcialem zrezygnowac z pisania,bo dla wielu forma goruje nad trescia.

              > Pozdrawiam
              > Krzysztof Homan, nauczyciel
              > khoman@poczta.onet.pl
              • Gość: Krzysztof Homan Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: 62.233.233.* 15.12.02, 11:03
                Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                > A juz chcialem zrezygnowac z pisania,bo dla wielu forma goruje nad trescia.

                Wielu? - masz na myśli te 5 osób piszących tutaj.

                Pozdrawiam
                Krzysztof Homan, nauczyciel
                khoman@poczta.onet.pl
            • Gość: MACIEJ Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: *.ny325.east.verizon.net 15.12.02, 02:16
              Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

              > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
              >
              > > Dziecko MUSI byc otwarte na wszystkie bodzce otoczenia,a rola rodzicow
              > > sprowadza sie do budowania kregoslupa na podstawie wzmocnien pozytywnych.
              >
              > Ładnie to ująłeś.

              Szkoda ,ze nie zajrzales na forum "gospodarka"-jakie tam mialem wystepy.

              > Pozdrawiam
              > Krzysztof Homan, nauczyciel
              > khoman@poczta.onet.pl
              • Gość: Krzysztof Homan Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: 62.233.233.* 15.12.02, 11:08
                Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                > Szkoda ,ze nie zajrzales na forum "gospodarka"-jakie tam mialem wystepy.

                Jeszcze mi zdrowie miłe. Podejrzewam, że miałbym kłopoty z emocjami na tamtym
                forum.

                Pozdrawiam
                Krzysztof Homan, nauczyciel
                khoman@poczta.onet.pl
                • Gość: MACIEJ Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: *.ny325.east.verizon.net 15.12.02, 18:19
                  Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

                  > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
                  >
                  > > Szkoda ,ze nie zajrzales na forum "gospodarka"-jakie tam mialem wystepy.
                  >
                  > Jeszcze mi zdrowie miłe. Podejrzewam, że miałbym kłopoty z emocjami na tamtym
                  > forum.

                  Watek"SZEF"PRUSZKOWA"Z OZAROWA" jest autobiograficzny.
                  Trzeba najpierw kliknac na dole strony"nie pokazuj opinii" i wtedy reszte mozna
                  latwo znalezc.
                  Na innych watkach faktycznie emocje zenituja tam codziennie.


              • caerme Re: WLADZA I PRZYWILEJE. 15.12.02, 13:12
                witaj
                ja na wiele miejsc nie patrze - nie robilbym nic innego jak caly dzien na posty
                odpowiadal.
                moze kiedys zajrze i zobacze jak sobie uzywales?
                ja swego czasu uzywal;em sobie na forach poli-hist, byla zabawa...
                a co do zmian, - beda zmiany - pytanie kiedy i jak glebokie,
                do p. homana - to jednostki wywoluja rewolucje... wiec moze los panu akurat
                wyznaczyla droge rozniecenia jej w oswiacie?
                pozdr
                • Gość: Krzysztof Homan Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: 62.233.233.* 15.12.02, 13:38
                  caerme napisał:

                  > a co do zmian, - beda zmiany - pytanie kiedy i jak glebokie,

                  Jasne, ale na gorsze.

                  > do p. homana - to jednostki wywoluja rewolucje... wiec moze los panu akurat
                  > wyznaczyla droge rozniecenia jej w oswiacie?
                  > pozdr

                  Ach Ty podżegaczu, oświata to dla mnie za mało ;-)
                  Ja i rewolucja?! Był czas, że wąchałem gazy.
                  Teraz pragnę spokoju. Żyć na własny rachunek, czego wszystkim innym życzę.

                  Pozdrawiam
                  Krzysztof Homan, nauczyciel
                  khoman@poczta.onet.pl
                  • caerme Re: WLADZA I PRZYWILEJE. 15.12.02, 18:58

                    witam,

                    > Jasne, ale na gorsze.

                    pozyjemy zobaczymy, do dna juz niedaleko, to raz a dwa wg mnie wystarczy ze
                    l;udzie zaangazowani w proces nauki: nauczyciele, rodzice, UCZNIOWIE, ci co
                    siedza w "odnosnych instytucjach" zaczna ze soba rozmwiac. bo jesli jest zle i
                    wiadomoze ze w tym systemie lepiej nie bedzie to czmu nie zmienic na zupelnie
                    nowy i inny?
                    moze jest to idealistyczne myslenie dwudziestoparolatka ktory chce troche
                    normalnosci i jeszcze chce mu sie zmieniac cos i o cos walczyc?

                    > Ach Ty podżegaczu, oświata to dla mnie za mało ;-)

                    pozyjemy zobaczymy

                    > Ja i rewolucja?! Był czas, że wąchałem gazy.
                    > Teraz pragnę spokoju. Żyć na własny rachunek, czego wszystkim innym życzę.

                    ja nie wachalem gazow, a chce zyc w normalnych spokojnym porzadnym itd kraju. a
                    taki kraj buduja ludzie ktorzy chca spokoju i zycia na wlasny rachunek...

                    > Pozdrawiam
                    > Krzysztof Homan, nauczyciel
                    > khoman@poczta.onet.pl

                    pozdr.
                    piotrek
                    • Gość: Krzysztof Homan Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: 62.233.233.* 15.12.02, 20:43
                      caerme napisał:

                      > pozyjemy zobaczymy, do dna juz niedaleko, to raz a dwa wg mnie wystarczy ze
                      > l;udzie zaangazowani w proces nauki: nauczyciele, rodzice, UCZNIOWIE, ci co
                      > siedza w "odnosnych instytucjach" zaczna ze soba rozmwiac. bo jesli jest zle
                      i
                      > wiadomoze ze w tym systemie lepiej nie bedzie to czmu nie zmienic na zupelnie
                      > nowy i inny?

                      Same rozmowy niczego nie dadzą. Potrzebna jest kasa - na nowe szkoły, na
                      wyposażenie szkół, na mniejszą ilość uczniów w klasach. Wszyscy z tym się
                      zgodzą. Ale też niewielu znajdzie rozwiązanie - skąd pieniądze. I jedynym
                      efektem sympozjów będą wspaniałe elaboraty.
                      Od dawna proponuję receptę - płaci klient, najbardziej zainteresowany - rodzic.

                      > moze jest to idealistyczne myslenie dwudziestoparolatka ktory chce troche
                      > normalnosci i jeszcze chce mu sie zmieniac cos i o cos walczyc?

                      Nie wolno Tobie pisać "jeszcze". Dążenie do zmian to nieodłączna cecha
                      młodości. Nie dziadziej zbyt szybko.

                      > taki kraj buduja ludzie ktorzy chca spokoju i zycia na wlasny rachunek...

                      Taki kraj chcieliby budować. Ale wokół są inni, którzy zamiast na pracę
                      większość swojej energii poświęcają zagadnieniu - jak tu coś zakombinować, jak
                      zrzucić na barki innych (państwa) swoje codzienne obowiązki, np. naukę, dbałość
                      o zdrowie. W mnogości przepisów zawsze coś można znaleźć.
                      Są ludzie "nawiedzeni", zbawcy ludzkości. To oni starają się zastąpić innych
                      gdzie tylko można, co by się zwykli ludzie nie musieli wysilać, poza tym, owi
                      światli ludzie "lepiej" wiedzą czego potrzebuje człowiek.
                      Wypada też wymienić pozostałych, wśród których się widzę. Jeśli jest jakieś
                      głupie prawo, które pozwala na to i tamto, to dlaczego z tego nie skorzystać.
                      Trochę chaotycznie podałem temat. W gruncie rzeczy idzie mi o to, że nie bardzo
                      można żyć u nas na własny rachunek, i w dającej się przewidzieć przyszłości na
                      to się nie zanosi.

                      Pozdrawiam
                      Krzysztof Homan, nauczyciel
                      khoman@poczta.onet.pl
                      • caerme Re: WLADZA I PRZYWILEJE. 15.12.02, 22:43
                        witaj,

                        > Same rozmowy niczego nie dadzą. Potrzebna jest kasa - na nowe szkoły, na
                        > wyposażenie szkół, na mniejszą ilość uczniów w klasach. Wszyscy z tym się
                        > zgodzą. Ale też niewielu znajdzie rozwiązanie - skąd pieniądze. I jedynym
                        > efektem sympozjów będą wspaniałe elaboraty.

                        a tak przy okazji, na studiach widzialem jak sie inwestuje [uczelnia
                        ekonomiczna - ma swopja katedre inwestycji] i wiem jak marnuje pieniadze
                        wiec pieniadze sa trzeba po prostu wiedziec gdzie ich szukac, a jakby policzyc
                        ile rodzice placa [podaki, komitety itp] oraz to co daje panstwo to tak
                        naprawde wyjda ogromne sumy

                        > Od dawna proponuję receptę - płaci klient, najbardziej zainteresowany -
                        rodzic.

                        co ja popieram, i dla mnie pozostaje poza dyskusja

                        > Nie wolno Tobie pisać "jeszcze". Dążenie do zmian to nieodłączna cecha
                        > młodości. Nie dziadziej zbyt szybko.

                        nie zamierzam dziadziec, ale takie ilosci slow typu "daj sobie spokoj" "nie
                        madrz sie" ile slysza mlodzi ludzie czasem potrafi przerazic i zmienic nawet
                        najwiekszych zapalencow. dotyczy to wszystkiego od malych zupelnie duperelnych
                        spraw do tych duzych

                        > Taki kraj chcieliby budować. Ale wokół są inni, którzy zamiast na pracę
                        > większość swojej energii poświęcają zagadnieniu - jak tu coś zakombinować,
                        jak
                        > zrzucić na barki innych (państwa) swoje codzienne obowiązki, np. naukę,
                        dbałość
                        > o zdrowie. W mnogości przepisów zawsze coś można znaleźć.
                        > Są ludzie "nawiedzeni", zbawcy ludzkości. To oni starają się zastąpić innych
                        > gdzie tylko można, co by się zwykli ludzie nie musieli wysilać, poza tym, owi
                        > światli ludzie "lepiej" wiedzą czego potrzebuje człowiek.
                        > Wypada też wymienić pozostałych, wśród których się widzę. Jeśli jest jakieś
                        > głupie prawo, które pozwala na to i tamto, to dlaczego z tego nie skorzystać.
                        > Trochę chaotycznie podałem temat. W gruncie rzeczy idzie mi o to, że nie
                        bardzo
                        >
                        > można żyć u nas na własny rachunek, i w dającej się przewidzieć przyszłości
                        na
                        > to się nie zanosi.

                        a tu mam nadzieje ze sie cos zmienie.
                        a co do przepisow to trzeba sie zabrac i w bardzo szybko sie okaze ze zmieni
                        sie to wszystko, juz nidlugo brakuje nam do sytuacji gdzie nawet prawnicy nie
                        beda sie mogli polapac w tym kramie, a poza tym jak ludzie dorobia sie czegos
                        to bardzo szybko stwierdza ze lepiej jak oni beda wydawali swoje pieniadze na
                        to co im jest przydatne a nie na to co "komus sie wydaje"

                        > Pozdrawiam
                        > Krzysztof Homan, nauczyciel
                        > khoman@poczta.onet.pl

                        pozdr.
                        piotrek
                        • Gość: Krzysztof Homan Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: 62.233.233.* 15.12.02, 23:54
                          caerme napisał:

                          > ile rodzice placa [podaki, komitety itp] oraz to co daje panstwo to tak
                          > naprawde wyjda ogromne sumy
                          >
                          > > Od dawna proponuję receptę - płaci klient, najbardziej zainteresowany -
                          > rodzic.
                          >
                          > co ja popieram, i dla mnie pozostaje poza dyskusja

                          No to jeszcze poprzyj to, żeby te sumy, każdy z osobna zanosił do wybranej dla
                          swego dziecka szkoły, a nie wrzucał w "czarną dziurę" budżetu państwa.

                          > a tu mam nadzieje ze sie cos zmienie.

                          A na czym opierasz swoje nadzieje?

                          > a co do przepisow to trzeba sie zabrac

                          To takie nijakie "trzeba się zabrać". KTO, gdzie, kiedy, jak?

                          jak ludzie dorobia sie czegos
                          > to bardzo szybko stwierdza ze lepiej jak oni beda wydawali swoje pieniadze na
                          > to co im jest przydatne a nie na to co "komus sie wydaje"

                          Marne szanse. W Polsce opłaca się "nie dorabiać", za to mieć potrzebne rzeczy z
                          budżetu państwa.

                          Pozdrawiam
                          Krzysztof Homan, nauczyciel
                          khoman@poczta.onet.pl
                          • caerme Finansowanie edukacji... 16.12.02, 21:14
                            witaj,
                            po prostu trzeba wziac kalkulator, dlugopis kartke i policzyc i przedstawic,
                            potem doliczyc ile rodzice wydaja w roku szkolnym w ramach roznych akcji dla i
                            na i podsumowac, a potem sie zapytac czy chca za te pieniazki miec wplyw na
                            szkole i ze one zagwarantuja im ze poziom nauczania bedzie wyzszy
                            zabrac sie mozna - na dwa sposoby - albo zebrac podpisy pod odpowiednia
                            ustawa , albo znacznie skuteczniejsza metoda : w czasie wyborow zaglosowac na
                            tych co to gwarantuja
                            wyjscie dla tych - co ich na to satc - wysylac dzieci do szkol prywatnych pod
                            warunkiem ze wczesniej ktos zmieni program i system oceniania
                            a co dorabiania,
                            wiem ile czlowiek [mowie o podkrakowskim] moze dostac za prace na poczatku a
                            ile moze wydebic z urzedow. tu wytarczy jedna rzecz: obciecie roznych dodtakow
                            premii i innych dodatkow pienieznych jakie czlowiek otrzymuje "za wysluge
                            lat", "za to ze nic nie robi". moze to jest brutalne ale niestety tak powinno
                            byc
                            potem juz pojdzie reforma pnastwa w dobra strone
                            pozdr
                            • Gość: Krzysztof Homan Re: Finansowanie edukacji... IP: 62.233.233.* 16.12.02, 22:18
                              caerme napisał:

                              > witaj,
                              > po prostu trzeba wziac kalkulator, dlugopis kartke i policzyc i przedstawic,
                              > potem doliczyc ile rodzice wydaja w roku szkolnym w ramach roznych akcji dla
                              i
                              > na i podsumowac, a potem sie zapytac czy chca za te pieniazki miec wplyw na
                              > szkole i ze one zagwarantuja im ze poziom nauczania bedzie wyzszy
                              > zabrac sie mozna - na dwa sposoby - albo zebrac podpisy pod odpowiednia
                              > ustawa , albo znacznie skuteczniejsza metoda : w czasie wyborow zaglosowac na
                              > tych co to gwarantuja

                              Dobry pomysł. Tylko, że znów ktoś działa za ludzi, w imieniu ludzi.
                              Wolę inny. Cofamy podatek oświatowy. Zostawiamy ludziom pole do popisu.
                              Wybory - nie żartuj. Co 4 lata ludzie potwierdzają to, przeciwko czemu
                              występuję na tym forum.

                              > wyjscie dla tych - co ich na to satc - wysylac dzieci do szkol prywatnych pod
                              > warunkiem ze wczesniej ktos zmieni program i system oceniania

                              Zmienić program... Może lepiej powiedzieć, zlikwidować go lub znacznie
                              ograniczyć.
                              Nie mam poglądu na ocenianie. Kilka prostych zasad i kompetentny nauczyciel,
                              może to załatwiłoby sprawę?

                              > a co dorabiania,
                              > wiem ile czlowiek [mowie o podkrakowskim] moze dostac za prace na poczatku a
                              > ile moze wydebic z urzedow. tu wytarczy jedna rzecz: obciecie roznych
                              dodtakow
                              > premii i innych dodatkow pienieznych jakie czlowiek otrzymuje "za wysluge
                              > lat", "za to ze nic nie robi". moze to jest brutalne ale niestety tak powinno
                              > byc

                              E tam brutalne. Samo życie w swojej różnorodności. Po jakimś czasie ludzie
                              przywykną do braku bonów na święta i innych "przywilejów", oczywiście za
                              odebrane im wcześniej pieniądze.

                              > potem juz pojdzie reforma pnastwa w dobra strone

                              Potem tak, tylko kiedy? Nie będę krakał.

                              Pozdrawiam
                              Krzysztof Homan, nauczyciel
                              khoman@poczta.onet.pl
                              • caerme Re: Finansowanie edukacji... 16.12.02, 23:07
                                witaj,
                                co do spraw finasowych - dobre pomysly, co do programu [zgadzam sie],
                                nauczyciele - musza byc [warunek niezbedny i podstawowi] kompetentni -m ale w
                                mysl nowych programow i sposobu naczania - czyli z tym tez zgoda
                                a co do rzadow, szybko sie ten sposob odbije - i na sejmie [szerzej - innych
                                organach panstwa] jak i rzadach
                                pozdr
                                piotrek
          • Gość: MP Re: WLADZA I PRZYWILEJE. IP: *.fuw.edu.pl 16.12.02, 14:34
            Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

            > Wladza i przywileje WYNIKAJA z wlasnej wartosci.

            Widać dawno Pan nie był w okolicach piaskownicy (a może
            w Stanach piaskownice są inne?). W piaskownicy władzę
            (mówienia innym co mają, a czego nie mają robić) i przywileje
            (wykorzystywania całego ternu do zabawy jaką uważa za
            najlepszą lub używania wszystkich zabawek) ma nie ten
            kto stawia najładniejsze babki, ale ten, kto jest najbardziej
            "przebojowy". A często mamuśka (przynajmniej tak dlugo, jak
            użycie łopatki do innego celu niż kopanie dołka nie wywoła interwencji
            innych dorosłych) dumna jest ze swego malca, że taki zaradny.
            I nie zawsze jest to mamuśka na przepustce z zakładu karnego.
            Te raczej nie chodzą z malcami do piaskownicy!

            > To juz zalezy w jakiej rodzinie sa wychowywane.
            > Jesli rodzice sa w wiezieniu lub na odwyku ,a dzieci wychowuje niedolezna
            babka
            > -
            > to calkiem mozliwe ze masz racje.

            Faktycznie, chodzimy po różnych planetach. Jak się leci na Pańską,
            bo bardzo mi się ona podoba?

            > Dziecko MUSI byc otwarte na wszystkie bodzce otoczenia,a rola rodzicow
            > sprowadza sie do budowania kregoslupa na podstawie wzmocnien pozytywnych.

            Nawet w Stanach dziecko nie jest otwarte na bodźce elekryczne
            z gniazdek sieciowych. Wszak to tam wynaleziono zatyczki do gniazdek.
            W sferze rozwoju psychicznego i emocjonalnego obowiązuje
            podobna zasada kontroli zagrożenia. Na tym polega opieka. Wychowanie
            (budowanie kręgosłupa) polega na stopniowym i kontrolowanym
            usuwaniu zabezpieczeń. Moje wszystkie dzieci gdzieś w wieku 5 lat
            bawiły się szkolnym generatorem van der Graffa (egzemplarz domowy).
            Przy użyciu 100kV łatwo i bezpiecznie można wprowadzić dziecko w świat
            zagrożeń i stresów elektrycznych. Podobnie może i powinno być z innymi
            stresami i zagrożeniami. Natomiast wiek i sposób, w którym poszczególne
            ograniczenia i ochrony się usuwa, może być zależny od kręgu
            kuturowego. Wątpię jednak by w Stanach indywidualne różnice w
            tempie rozwoju intelektualnego i emocjonalnego zacierały się
            wyraźnie szybciej niż u nas. Myślę (nie wiem na pewno), że tam
            po prostu początkowo słaba pozycja w rankingu znaczy znacznie
            mniej niż u nas, a na utrzymanie pozycji wysokiej znacznie bardziej
            trzeba się napracować. Może się to wiązać, ze znacznie mniejszą
            uznaniowością rankingów amerykańskich i polskich.

            > Zgadza sie.
            > Ameryka podrzuca Polsce system

            Ja pisałem o podrzucaniu argumentacji z wytrychem hasła "wychowania
            bezstresowego". NIe o amerykańskim systemie edukacji.

            > ksztalcenia noblistow jako kukulcze jajo,bo
            > polski system nauczania stoi "rzekomo" na duzo wyzszym poziomie niz
            > amerykanski,ze o ilosci noblistow tez nie wspomne.

            W badaniach ścisłych wynik naukowy jest silnie zależny od nakładów
            finansowych (od łatwości pozyskiwania środków).
            A np. w literaturze o przyznawaniu nagród w dużej mierze decyduje
            geografia i poprawność polityczna. To wszystko ma niewiele wspólnego z
            poziomem edukacji mierzonej poziomem najsłabszego egzemplarza,
            który jeszcze załapał się na dyplom. Ten poziom zależy natomiast
            takze mocno od nakładów.

            > > O tym nie daje się dyskutować. NIe chodzi o sterss.
            > > Chodzi o racjonalność punktów odniesienia, porównań itp.
            >
            > Punktow odniesienia i porownan nie ma zadnych,bo amerykanski system
            szkolnictwa

            Nie to miałem na myśli. Chodziło mi o racjonalnośc przesłanek
            (punktów odniesienia) w procesie wartościowania uczniów.
            Czy ktoś, kto dziś najładniej kaligrafuje, będzie za 15 lat
            pisał najładniejsze wiersze?

            Chodziło mi też o racjonalność zbyt wczesnego "wystawiania
            koni do wyścigu". Każdy właściciel stajni doskonale wie, że
            konia (mam nadzieję, że nie wyrzucicie mi trywialności porównania)
            najpierw pieczołowicie się trenuje w specjalnych, kontrolowanych
            warunkach, a dopiero wtedy, gdy jest gotowy, wystawia się
            go do wyścigu. Instynkt "bycia pierwszym" jest bardzo ważny dla
            wygrywania i nie zbuduje się go startując od "bycia siedemnastym".
            W ten sposób zbuduje się najwyżej instynkt "bycia siedemnastym"
            i jest dość trudno potem wyzwalać się z jego niewoli.
            Podobnie dziecku potrzebne jest poczucie bycia w czołówce w jakiejś
            dziedzinie i w jakiejś skali. Pomaga to zaakceptować fakt,
            że w innej dziedzinie skład czołówki jest inny. Ale nie można tych
            rankingów ustalać już na poziomie badań prenatalnych. Trzeba najpierw
            popracować nad rozwojem wartości, wcześniej je dostrzec metodami
            innymi niż wczesne wyścigi szczurów puszczonych z miejsca na
            głęboką wodę (często nawet bez lekcji pływania na sucho!).

            Temu służy zwłoka w rozpoczynaniu oceniania wartościującego.

            Pozdrawiam,

            marek@pawlowscy.w.pl

            • Gość: MACIEJ Re: WLADZA I PRZYWILEJE. GIZMO.SYSTEM WARTOSCI IP: *.ny325.east.verizon.net 16.12.02, 20:31
              Gość portalu: MP napisał(a):

              > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
              >
              > > Wladza i przywileje WYNIKAJA z wlasnej wartosci.
              >
              > Widać dawno Pan nie był w okolicach piaskownicy (a może
              > w Stanach piaskownice są inne?).

              W Stanach piaskownice nie sa popularne.
              Sa za to otwarte i przestrzenne place zabaw.

              > W piaskownicy władzę
              > (mówienia innym co mają, a czego nie mają robić) i przywileje
              > (wykorzystywania całego ternu do zabawy jaką uważa za
              > najlepszą lub używania wszystkich zabawek) ma nie ten
              > kto stawia najładniejsze babki, ale ten, kto jest najbardziej
              > "przebojowy".

              Czy ty przypadkiem nie opisujesz PRLu,gdzie PZPR mial cala piaskownice dla
              siebie?

              > A często mamuśka (przynajmniej tak dlugo, jak
              > użycie łopatki do innego celu niż kopanie dołka nie wywoła interwencji
              > innych dorosłych) dumna jest ze swego malca, że taki zaradny.
              > I nie zawsze jest to mamuśka na przepustce z zakładu karnego.
              > Te raczej nie chodzą z malcami do piaskownicy!
              >
              > > To juz zalezy w jakiej rodzinie sa wychowywane.
              > > Jesli rodzice sa w wiezieniu lub na odwyku ,a dzieci wychowuje niedolezna
              > babka
              > > -
              > > to calkiem mozliwe ze masz racje.
              >
              > Faktycznie, chodzimy po różnych planetach. Jak się leci na Pańską,
              > bo bardzo mi się ona podoba?

              Wiem,dlatego caly swiat chce tu emigrowac.

              > > Dziecko MUSI byc otwarte na wszystkie bodzce otoczenia,a rola rodzicow
              > > sprowadza sie do budowania kregoslupa na podstawie wzmocnien pozytywnych.
              >
              > Nawet w Stanach dziecko nie jest otwarte na bodźce elekryczne
              > z gniazdek sieciowych. Wszak to tam wynaleziono zatyczki do gniazdek.

              My tu mamy 110V w gniazdku i bylem swiadkiem jak syna tracilo.
              Popatrzyl przerazony na mnie,a ja na to:See,musisz uwazac.

              > W sferze rozwoju psychicznego i emocjonalnego obowiązuje
              > podobna zasada kontroli zagrożenia. Na tym polega opieka. Wychowanie
              > (budowanie kręgosłupa) polega na stopniowym i kontrolowanym
              > usuwaniu zabezpieczeń. Moje wszystkie dzieci gdzieś w wieku 5 lat
              > bawiły się szkolnym generatorem van der Graffa (egzemplarz domowy).

              Bylo to w szkole sredniej.
              Na przerwie nauczyciel fizyki postawil to gizmo na stole i wyszedl.
              Zaczelismy sie wszyscy bawic.
              Calkiem dobrze nam to szlo,az tu czuje jak ktos mnie za ucho ciagnie.
              Warknalem mu,zeby sie ode mnie od......
              On mnie dalej ciagnie,jakby nawet mocniej do gory.
              Zlapalem za ta reke czlowieka ,ktory stal za mna,cisnalem nim o ziemie i tu
              patrze a moj pan profesor od fizyki lezy na podlodze.
              Przesladowala go mania wyzszosci.
              Ze Swierka byl i z dobrymi referencjami,tylko jakos podejscia nie mial do mnie.
              Byl nizszy ode mnie i gdy stalem przy tablicy,prezyl sie jak struna,zeby mnie
              przynajmniej do oczu dostac.

              > Przy użyciu 100kV łatwo i bezpiecznie można wprowadzić dziecko w świat
              > zagrożeń i stresów elektrycznych. Podobnie może i powinno być z innymi
              > stresami i zagrożeniami. Natomiast wiek i sposób, w którym poszczególne
              > ograniczenia i ochrony się usuwa, może być zależny od kręgu
              > kuturowego. Wątpię jednak by w Stanach indywidualne różnice w
              > tempie rozwoju intelektualnego i emocjonalnego zacierały się
              > wyraźnie szybciej niż u nas.

              To juz jest tak szeroki temat,ze wart oddzielnego watka.

              PO PIERWSZE:TE ROZNICE SIE NIE ZACIERAJA ALE ZWIEKSZAJA.

              ZACIERANIE TYCH ROZNIC NASTEPUJE TYLKO TAM,GDZIE NIE MA WLASCIWEGO SYSTEMU
              NAGROD I SELEKCJI.

              Komuna i socjalizm(EU) zostaly utworzone po to ,by te roznice zacierac.
              POMAGA SIE GORSZYM KOSZTEM LEPSZYCH.

              NATURALNY SYSTEM,TO SYSTEM O NISKICH PODATKACH GDZIE KAZDY MOZE KSZTALTOWAC SIE
              WEDLUG WLASNYCH ZDOLNOSCI.


              > W badaniach ścisłych wynik naukowy jest silnie zależny od nakładów
              > finansowych (od łatwości pozyskiwania środków).

              1-JAKOSCI LUDZI
              2-DOBREJ ORGANIZACJI(SELEKCJI)
              3-PIENIEDZY


              > Chodziło mi też o racjonalność zbyt wczesnego "wystawiania
              > koni do wyścigu".

              Nie ma czegos takiego jak zbyt wczesna selekcja.
              Moja corka w pre-K byla o dwie dlugosci lepsza od nastepnej osoby w klasie i
              gdyby nie program DELTA zabralbym ja z tej szkoly.
              Ona sie w domu i na podworku duzo wiecej uczyla niz w szkole.

              > Każdy właściciel stajni doskonale wie, że
              > konia (mam nadzieję, że nie wyrzucicie mi trywialności porównania)
              > najpierw pieczołowicie się trenuje w specjalnych, kontrolowanych
              > warunkach, a dopiero wtedy, gdy jest gotowy, wystawia się
              > go do wyścigu. Instynkt "bycia pierwszym" jest bardzo ważny dla
              > wygrywania i nie zbuduje się go startując od "bycia siedemnastym".
              > W ten sposób zbuduje się najwyżej instynkt "bycia siedemnastym"
              > i jest dość trudno potem wyzwalać się z jego niewoli.

              Z tymi konmi ,to chyba chodzi o cechy motoryczne.

              > Podobnie dziecku potrzebne jest poczucie bycia w czołówce w jakiejś
              > dziedzinie i w jakiejś skali. Pomaga to zaakceptować fakt,
              > że w innej dziedzinie skład czołówki jest inny. Ale nie można tych
              > rankingów ustalać już na poziomie badań prenatalnych. Trzeba najpierw
              > popracować nad rozwojem wartości, wcześniej je dostrzec metodami
              > innymi niż wczesne wyścigi szczurów puszczonych z miejsca na
              > głęboką wodę (często nawet bez lekcji pływania na sucho!).

              Zaglaszczemy golabka na smierc.

              > Temu służy zwłoka w rozpoczynaniu oceniania wartościującego.

              Ameryka i Amerykanie nie maja zadnego problemu ze zrozumieniem czemu sluzy
              zwloka w rozpoczynaniu oceniania wartosciujacego.
              My po prostu stosujemy system wartosciowania i selekcji od pre-K,a wy sobie
              robcie po swojemu.
              Licza sie efekty a nie krasomowstwo przy tlumaczeniu swoich bledow.

              • Gość: ola Re: WLADZA I PRZYWILEJE. GIZMO.SYSTEM WARTOSCI IP: 158.75.3.* 17.12.02, 13:17
                Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
                > Czy ty przypadkiem nie opisujesz PRLu,gdzie PZPR mial cala piaskownice dla
                > siebie?
                Gdybyś został dłużej w kraju, zobaczyłbyś, że piaskownica PZPRu to duży i
                przestronny plac zabaw w porównaniu z tym, co teraz zostało.

                > Wiem,dlatego caly swiat chce tu emigrowac.
                >
                Nie cały, naiwniaku. Nie odpowiada mi "Wasz" (ach, jak szybko w tej Ameryce
                każdy staje się "swój", poza Indianami, rzecz jasna) system wartości, a raczej
                jego brak.

                > Przesladowala go mania wyzszosci.

                Nie powiem, czyja mania wyższości jest bardziej zauważalna.

                > NATURALNY SYSTEM,TO SYSTEM O NISKICH PODATKACH GDZIE KAZDY MOZE KSZTALTOWAC
                SIE WEDLUG WLASNYCH ZDOLNOSCI.
                >
                Opieranie się na systemie amerykańskim jest śmieszne. Jedyne, co ma system
                amerykański, to pieniądze. Tych paru noblistów wobec milionów szaraczków to
                rodzynki w cieście i nie stanowi to żadnej podstawy do oceny całości systemu
                edukacyjnego. A i wśród tych noblistów dużo więcej niż połowa to emigranci,
                wykształceni poza granicami tego cudownego kraju. Nie przyciąga ich tam
                wspaniały system edukcyjny, który mają w nosie, bo uczyli się wystarczająco
                dobrze u siebie, tylko pieniądze. Potwierdza to dalsza wypowiedź:
                >
                > Nie ma czegos takiego jak zbyt wczesna selekcja.
                > Moja corka w pre-K byla o dwie dlugosci lepsza od nastepnej osoby w klasie i
                > gdyby nie program DELTA zabralbym ja z tej szkoly.
                > Ona sie w domu i na podworku duzo wiecej uczyla niz w szkole.
                >
                A dlaczegóź była taka dobra? Czy tatuś, wykształcony w zupełnie innym systemie
                nauczania, nie douczał jej w domu tego, czego by sie w tamtym pięknym systemie
                nigdy nie nauczyła? Czy tatusiowie wykształceni w Ameryce są równie
                kompetentni? No i gdzie tu kształcenie wg swoich zdolności? Czy w Ameryce nie
                ma szkół godnych twojego dziecka?

                > Ameryka i Amerykanie nie maja zadnego problemu ze zrozumieniem czemu sluzy
                > zwloka w rozpoczynaniu oceniania wartosciujacego.
                > My po prostu stosujemy system wartosciowania i selekcji od pre-K,a wy sobie
                > robcie po swojemu.
                > Licza sie efekty a nie krasomowstwo przy tlumaczeniu swoich bledow.
                >
                Selekcja nie jest równoznaczna z kształceniem. Odsiewanie nie jest tym samym co
                wzbogacanie.
                • Gość: Krzysztof Homan Re: WLADZA I PRZYWILEJE. GIZMO.SYSTEM WARTOSCI IP: 62.233.233.* 17.12.02, 20:13
                  Gość portalu: ola napisał(a):

                  > Gdybyś został dłużej w kraju, zobaczyłbyś, że piaskownica PZPRu to duży i
                  > przestronny plac zabaw w porównaniu z tym, co teraz zostało.

                  Rozwiń temat, bo nie zasnę.

                  > Nie cały, naiwniaku. Nie odpowiada mi "Wasz" (ach, jak szybko w tej Ameryce
                  > każdy staje się "swój", poza Indianami, rzecz jasna) system wartości, a
                  raczej jego brak.

                  "Cały" jest bliższe prawdy niż "nie cały", pomijając logiczne wartości tych
                  wyrażeń.
                  Wyjaśnij - "brak systemu wartości w Ameryce".

                  > Opieranie się na systemie amerykańskim jest śmieszne. Jedyne, co ma system
                  > amerykański, to pieniądze.

                  ???

                  > Selekcja nie jest równoznaczna z kształceniem. Odsiewanie nie jest tym samym
                  co
                  >
                  > wzbogacanie.

                  A brak bogactwa nie jest równoznaczny z biedą.
                  Szkoda papieru na takie prawdy.

                  Pozdrawiam
                  Krzysztof Homan, nauczyciel
                  khoman@poczta.onet.pl
                • Gość: MACIEJ Re: WLADZA I PRZYWILEJE. GIZMO.SYSTEM WARTOSCI IP: *.ny325.east.verizon.net 18.12.02, 04:34
                  Gość portalu: ola napisał(a):

                  > > NATURALNY SYSTEM,TO SYSTEM O NISKICH PODATKACH GDZIE KAZDY MOZE KSZTALTOWA
                  > C
                  > SIE WEDLUG WLASNYCH ZDOLNOSCI.
                  > >
                  > Opieranie się na systemie amerykańskim jest śmieszne. Jedyne, co ma system
                  > amerykański, to pieniądze.

                  A skad my te pieniadze mamy?
                  Czyzbysmy zaciagneli pozyczki w Polsce a nastepnie wystapili o umorzenie dlugow?
                  Czy moze tez system nalezaloby oceniac po efektach jakie on przynosi?
                  A o co w polskim systemie chodzi?
                  Czy moze o pieniadze dla nauczycieli i szkol,czy moze wystarcza wam zadowolenie
                  ze prezedent Kwasniewski jest taki przystojny i dobrze sie z Jolka na
                  przyjeciach prezentuje?

                  > > Nie ma czegos takiego jak zbyt wczesna selekcja.
                  > > Moja corka w pre-K byla o dwie dlugosci lepsza od nastepnej osoby w klasie
                  > i
                  > > gdyby nie program DELTA zabralbym ja z tej szkoly.
                  > > Ona sie w domu i na podworku duzo wiecej uczyla niz w szkole.
                  > >
                  > A dlaczegóź była taka dobra? Czy tatuś, wykształcony w zupełnie innym
                  systemie
                  > nauczania, nie douczał jej w domu tego, czego by sie w tamtym pięknym
                  systemie
                  > nigdy nie nauczyła?

                  Nie,nie douczalem jej.
                  Taka juz sie zdolna urodzila.

                  > Czy tatusiowie wykształceni w Ameryce są równie
                  > kompetentni? No i gdzie tu kształcenie wg swoich zdolności? Czy w Ameryce nie
                  > ma szkół godnych twojego dziecka?

                  Wlasnie ja znalazla dzieki programowi selekcji DELTA.


                  > > Licza sie efekty a nie krasomowstwo przy tlumaczeniu swoich bledow.
                  > >
                  > Selekcja nie jest równoznaczna z kształceniem.

                  Selekcja jest podstawa DOBREGO ksztalcenia.
                  Dziecko ma z checia chodzic do szkoly,w ktorej spotka rownie zdolnych i
                  chetnych do nauki rowiesnikow.

                  > Odsiewanie nie jest tym samym co
                  > wzbogacanie.

                  Ci "odsiani" beda w tej samej klasie do ktorej zaczeli chodzic i z tym samym
                  nauczycielem z ktorym zaczeli nauke,wiec jaka krzywda im sie dzieje???
      • caerme Re: Oceny opisowe w szkole z klasą 14.12.02, 18:10
        Gość portalu: MACIEJ napisał(a):


        > To jest nie tyle opinia lecz cala filozofia nauczania w EUropie.
        > Wszyscy rodzice wiedza,ze dzieci rywalizuja ze soba juz od kolyski.
        > Nie przestaja nawet na chwile w piaskownicy.
        > Dzieciaki w wieku przed szkolnym wiedza juz dobrze kto jest kto i juz dawno
        sie
        >
        > uszeregowaly.
        > I akurat wtedy gdy jest czas zaczac nauke w szkole podstawowej na powaznie
        > wkraczaja w swiat dzieci ARYSTOKRACI MYSLI,ktorzy wiedza lepiej co dla dzieci
        > jest lepsze.

        blad wydaje im sie ze wiedza co jest lepsze, a poza tym kazdy z tych malych
        przeciez ludzi bardzo dobrze wie w czym jest naprawde dobry a w czym "slizga
        sie po temacie" i inaczej odbiera oceny. pisalem ze dla mnie w lo ocena 5- czy
        4+ to wlasciwie byla kleska bo ponizej 5 nie schodzilem a przez dlugi okres
        czasu 3 z agnielskiego to cos jak marzen szczyt. te maluchy, podejrzewam,
        dokladnie wiedza na co ich stac. ja tez byl sie wsciekl jesli by mi napisali ze
        jestem zdolnym uczniem jesli idzie o te dwa przedmioty - bo to czysta fikcja. i
        szybko bym z tego sobie pokazowke zrobil w ramach "idiotyzmy w szkole"

        > No wiec w pierwszych 4 klasach eliminuja konkurencje,do ktorej dzieciaki juz
        > dawno przywykly.
        > Ze to niby ma pozbawic stresu itd.
        > Moze zacznijmy od tego skad sie bierze stres.
        > Stres bierze sie z tego,ze zadania w szkole sa;
        > 1-za latwe
        > 2-za trudne

        za latwe? stres? raczej nuda i wscieklosc - nuda bo siedze i licze dziury na
        suficie, a wscieklosc ze to takie latwe i banalne, stresem bym nie nazwal tego.
        stres ze za trudne, ze najpierw pokazali jak sie liczy na przykladzie 2+2 a
        potem kaza mi jakiej ogromnie trude rzeczy liczyc - to tak...

        > Identycznie jak u doroslych:
        > 1-Gdy powtarzamy ta sama prosta czynnosc w nieskonczonosc-ZNIECHECAMY SIE
        > 2-Gdy zadanie przekracza nasze mozliwosci-ZNIECHECAMY SIE

        ad 2 - chyba ze na ktos zagra na ambicji, ale ogolnie sie zgadzam

        > Dlatego te od pierwszej klasy powinny byc:
        > 1-stopnie
        > 2-selekcja
        > Stopnie po to by moc wyselekcjonowac uczniow na podobnym poziomie rozwoju i
        > wtedy mamy niemal 100% pewnosc,ze zadania dla nich nie beda:
        > 1-za trudne
        > 2-za latwe

        i prawdopodbnie dla jednej osoby tylko w sam raz. co sprawi ze niczego sie nie
        naucza ani ci mocni ani ci slabi.

        > Bez 1(stopni) i 2(selekcji) mamy do czynienia z obecna sytuacja w Polsce,ze
        > geniusze siedza w jednej lawce z matolami i WSZYSCY musza przejsc do
        nastepnej klasy.

        a wszyscy ucza sie na podstawie chorego na oprzerost ambicji i encyklopedii
        programu. tez jestem za. wole miec swietnego lekarza z zadna znajomoscia
        szekspira niz lekarza co najwyzej sredniego z takze slaba srednia znajomoscia
        szekspitra

        > To po co jest Niebo,Czysciec i Pieklo.
        > Bog jest za selekcja a ludzie nie?

        to do mnie akurat nie przemawia, juz wole to: to dlaczego na swiecie sa rozne
        wyksztalcenia? multum specjalnosci, niewielka grupa osob swietnych w swoim
        fachu i calkiem spora rzemieslnikow? [pomijak fakt jakich...]
        pozdr,
        • izzo Re: Oceny opisowe w szkole z klasą 16.12.02, 09:12
          Wypowiedzi niektórych osób są bardzo ostre i świadczą przede wszystkim o tym,
          że: 1)dawno ukończyli szkołę podstawową, 2) nie mają dzieci w I-szej klasie, 3)
          sami byli tymi, którzy musieli cierpieć siedząc z matołami (kiedyś było
          powszechne upychanie drugorocznych w tzw. dobrych klasach) w jednej klasie. Ja
          takoż, poza punktem 2. Mój syn jest w pierwszej klasie, jest świetny w
          matematyce, czyta płynnie od 4 roku życia i co z tego? Wcale to nie znaczy, że
          jest super, nudzi się itp. Zawsze są dzieciaki, które w czymś są od niego
          lepsze, a to w rysowaniu, a to - przede wszystkim - w opowiadaniu i twórczości
          słownej. I bardzo sie cieszę, że nie dostaje jedynek, kiedy ma trudności z
          opowiedzeniem czytanki, którą wiem, że przeczytał i zna. Dostaje za to
          komentarze, które zachęcają go do dalszych prób. Dobrze wiem, że gdyby dostał
          parę razy pałę, miałby w nosie czytanie książek i przełamanie jego przekonania,
          że jest w tym do niczego, byłoby bardzo trudne. Ważne jest to, że JA wiem, co
          sie kryje pod komentarzem "starałeś się" i mogę nad tym popracować z synem.
          Nikt nie jest dobry we wszystkim i nagle może sie okazać po latach, że
          ten "matoł" (co niektórzy uczestnicy tego forum bardzo chętnie używają tego
          pojęcia) z I-szej klasy został artystą, podczas gdy my, "geniusze", studiujemy
          na popularnych kierunkach, które nijak sie mają do jakichkolwiek zdolności poza
          cwaniactwem życiowym. A to, że dzieci wiedzą, w czym są dobre, to prawda.
          Selekcja ok, ale na poziomie gimnazjum, szkoły średniej. Wolałabym, żeby
          nauczyciel zarabiał tyle, że będzie wolał zamiast iść na korepetycje,
          poprowadzić ciekawe kółko z grupą uzdolnionych dzieci ze swojej klasy. Poza tym
          nasz syn cierpi raczej nie z powodu nudy w szkole czy obecności "matołów" w
          klasie, a raczej z racji tego, że chodzi do niby lepszej szkoły (choć też
          publicznej) i przez to nie ma kolegów na podwórku.
          • Gość: MACIEJ Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.ny325.east.verizon.net 16.12.02, 19:39
            izzo napisała:

            > Wypowiedzi niektórych osób są bardzo ostre i świadczą przede wszystkim o tym,
            > że: 1)dawno ukończyli szkołę podstawową, 2) nie mają dzieci w I-szej klasie,
            3)
            > sami byli tymi, którzy musieli cierpieć siedząc z matołami (kiedyś było
            > powszechne upychanie drugorocznych w tzw. dobrych klasach) w jednej klasie.
            Ja
            > takoż, poza punktem 2. Mój syn jest w pierwszej klasie, jest świetny w
            > matematyce, czyta płynnie od 4 roku życia i co z tego? Wcale to nie znaczy,
            że
            > jest super, nudzi się itp. Zawsze są dzieciaki, które w czymś są od niego
            > lepsze, a to w rysowaniu, a to - przede wszystkim - w opowiadaniu i
            twórczości
            > słownej. I bardzo sie cieszę, że nie dostaje jedynek, kiedy ma trudności z
            > opowiedzeniem czytanki, którą wiem, że przeczytał i zna. Dostaje za to
            > komentarze, które zachęcają go do dalszych prób. Dobrze wiem, że gdyby dostał
            > parę razy pałę, miałby w nosie czytanie książek i przełamanie jego
            przekonania,
            >
            > że jest w tym do niczego, byłoby bardzo trudne. Ważne jest to, że JA wiem, co
            > sie kryje pod komentarzem "starałeś się"

            Domyslam sie ,ze kryptomin "starales sie" oznacza satisfactory lub tez 3.
            Dzieciak 7 letni,ktory na dodatek czyta nie powinien miec zadnego problemu z
            rozszyfrowaniem kryptonimu "starales sie".

            > i mogę nad tym popracować z synem.
            > Nikt nie jest dobry we wszystkim i nagle może sie okazać po latach, że
            > ten "matoł" (co niektórzy uczestnicy tego forum bardzo chętnie używają tego
            > pojęcia) z I-szej klasy został artystą, podczas gdy my, "geniusze",
            studiujemy
            > na popularnych kierunkach, które nijak sie mają do jakichkolwiek zdolności
            poza
            > cwaniactwem życiowym.

            I sfrustrowani nudnym zyciem,pojdziemy kupowac dziela kolegi artysty "matola",
            bo jego oczami swiat wyglada duzo ciekawiej niz naszymi.


            > A to, że dzieci wiedzą, w czym są dobre, to prawda.
            > Selekcja ok, ale na poziomie gimnazjum, szkoły średniej.

            Nikt nie wymyslil nic lepszego niz selekcja naturalna,a usuniecie jej z zycia
            prowadzi do degeneracji.

            > Wolałabym, żeby
            > nauczyciel zarabiał tyle, że będzie wolał zamiast iść na korepetycje,
            > poprowadzić ciekawe kółko z grupą uzdolnionych dzieci ze swojej klasy. Poza
            tym
            > nasz syn cierpi raczej nie z powodu nudy w szkole czy obecności "matołów" w
            > klasie, a raczej z racji tego, że chodzi do niby lepszej szkoły (choć też
            > publicznej) i przez to nie ma kolegów na podwórku.

            Moja corka zadaje sie ze starszymi o co najmniej rok dzieciakami.
            • izzo Re: Oceny opisowe w szkole z klasą 17.12.02, 10:18
              Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
              > Domyslam sie ,ze kryptomin "starales sie" oznacza satisfactory lub tez 3.
              > Dzieciak 7 letni,ktory na dodatek czyta nie powinien miec zadnego problemu z
              > rozszyfrowaniem kryptonimu "starales sie".
              Mylisz się, jeśli sądzisz, że dzieciaki w pierwszej klasie interesują sie tylko
              rozszyfrowywaniem komentarzy nauczycieli. Naprawdę znajdują przyjemność w
              zajęciach, prowadzonych przez swoją panią. Chyba że cała rodzina z babciami,
              ciotkami i resztą zajmuje się tylko wypytywaniem, co dostałeś i - co gorsza -
              płaci dzieciom za oceny.

              > I sfrustrowani nudnym zyciem,pojdziemy kupowac dziela kolegi artysty "matola",
              > bo jego oczami swiat wyglada duzo ciekawiej niz naszymi.

              na pewno wszystko wygląda ciekawiej takimi oczami niż oczami zagonionego
              dzieciaka, od maleńkości goniącego z wywieszonym językiem, żeby sprostać
              wymaganiom selekcji narzuconej przez rodziców. Bo co, jeśli nie sprosta? Wytnie
              się toto z rodziny?

              > Moja corka zadaje sie ze starszymi o co najmniej rok dzieciakami.

              A nie o 10? Coś słabo w waszej rodzinie wychodzi ta selekcja... Jeśli to jest
              kryterium dojrzałości dziecka, to czemu nie wysłać jej do domu starców?
              Mój komentarz jest jeden: nie każdy, kto nie przynosi samych szóstek ze szkoły,
              jest matołem. Jeśli takie kryteria wpoisz swoim dzieciom, to współczuję twojemu
              dziecku: czeka go życie w najgorszym ze światów: wszędzie matolstwo i tylko ono
              jedno takie genialne.
              • Gość: MACIEJ Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.ny325.east.verizon.net 17.12.02, 15:42
                izzo napisała:

                > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
                > > Domyslam sie ,ze kryptomin "starales sie" oznacza satisfactory lub tez 3.
                > > Dzieciak 7 letni,ktory na dodatek czyta nie powinien miec zadnego problemu
                > z
                > > rozszyfrowaniem kryptonimu "starales sie".
                > Mylisz się, jeśli sądzisz, że dzieciaki w pierwszej klasie interesują sie
                tylko
                > rozszyfrowywaniem komentarzy nauczycieli.

                Wcale sie nie myle ,jesli sadze ze dzieciaki tylko tym sie zajmuja.


                > Naprawdę znajdują przyjemność w
                > zajęciach, prowadzonych przez swoją panią. Chyba że cała rodzina z babciami,
                > ciotkami i resztą zajmuje się tylko wypytywaniem, co dostałeś i - co gorsza -
                > płaci dzieciom za oceny.

                Nic wczesniej o tym nie pisales.
                Zaczyna sie ciekawie.

                > > I sfrustrowani nudnym zyciem,pojdziemy kupowac dziela kolegi artysty "mato
                > la",
                > > bo jego oczami swiat wyglada duzo ciekawiej niz naszymi.
                >
                > na pewno wszystko wygląda ciekawiej takimi oczami niż oczami zagonionego
                > dzieciaka, od maleńkości goniącego z wywieszonym językiem, żeby sprostać
                > wymaganiom selekcji narzuconej przez rodziców.

                Przede wszystkim moja corka nie jest zagoniona ,jak to probujesz
                sugerowac,tylko inteligentniejsza od innych dzieci.
                Odrabianie pracy domowej zajmuje jej ok 1,5 godz a reszta to jej czas wolny.
                Selekcja nie zostala narzucona przez rodzicow lecz zaproponowana przez szkole.
                Poza tym to nie jest zapisywanie do DELTY lecz trzeba zdac egzamin by tam byc
                przyjetym.
                Jesli sie slabo zda egzamin,to nie masie tam szans.
                To nie jest to co w Polsce ,ze wszystkie dzieci przechodza z klasy do klasy bez
                zadnych egzaminow.

                Jesli twoj syn lata z wywieszonym jezykiem,to jest to twoj problem i jesli
                chcesz to mozesz to szerzej opisac na forum.


                > Bo co, jeśli nie sprosta? Wytnie
                > się toto z rodziny?

                Znowu piszesz o swoim synu?

                > > Moja corka zadaje sie ze starszymi o co najmniej rok dzieciakami.
                >
                > A nie o 10? Coś słabo w waszej rodzinie wychodzi ta selekcja... Jeśli to jest
                > kryterium dojrzałości dziecka, to czemu nie wysłać jej do domu starców?

                Nerwy ci popuscily a tak dobrze sie zapowiadales.

                > Mój komentarz jest jeden: nie każdy, kto nie przynosi samych szóstek ze
                szkoły,
                > jest matołem. Jeśli takie kryteria wpoisz swoim dzieciom, to współczuję
                twojemu
                > dziecku: czeka go życie w najgorszym ze światów: wszędzie matolstwo i tylko
                ono
                > jedno takie genialne.

                Nie chcialbys sie dla odmiany zajac swoim dzieckiem,bo ja jemu w zaden sposob
                nie wspolczuje.
              • Gość: Krzysztof Homan Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: 62.233.233.* 17.12.02, 19:47
                izzo napisała:

                > na pewno wszystko wygląda ciekawiej takimi oczami niż oczami zagonionego
                > dzieciaka, od maleńkości goniącego z wywieszonym językiem, żeby sprostać
                > wymaganiom selekcji narzuconej przez rodziców. Bo co, jeśli nie sprosta?
                Wytnie
                > się toto z rodziny?

                A kto każe dzieciom ganiać? Mają normalnie pracować, starać się.
                "selekcji narzuconej przez rodziców", "wytnie się toto z rodziny" - to sprawa
                rodziców, nic nam do tego

                > Mój komentarz jest jeden: nie każdy, kto nie przynosi samych szóstek ze
                szkoły,
                > jest matołem.

                Brawo. Epokowe odkrycie. Możesz tutaj liczyć na poklask wielu, mój również.

                Pozdrawiam
                Krzysztof Homan, nauczyciel
                khoman@poczta.onet.pl
            • Gość: ola Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: 158.75.3.* 17.12.02, 12:21
              Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

              > Moja corka zadaje sie ze starszymi o co najmniej rok dzieciakami.

              Znam parę córek, co zadają się ze starszymi o co najmniej rok i raczej nie ma
              się czym chwalić. Czy to jakieś kryterium? Czy IQ wzrasta z wiekiem?
              • Gość: MACIEJ Re: Oceny opisowe w szkole z klasą IP: *.ny325.east.verizon.net 17.12.02, 15:26
                Gość portalu: ola napisał(a):

                > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
                >
                > > Moja corka zadaje sie ze starszymi o co najmniej rok dzieciakami.
                >
                > Znam parę córek, co zadają się ze starszymi o co najmniej rok i raczej nie ma
                > się czym chwalić.

                To nie jest chwalenie sie lecz bardzo proste rozwiazanie problemu,ktory dla
                syna izzo jest nierozwiazywalny.
                Jego syn chodzi do lepszej szkoly i dlatego nie ma kolegow na podworku.
                Kwestia braku kolegow na podworku nie ma nic wspolnego z chodzeniem do lepszej
                szkoly.
                Jest to tylko i wylacznie umiejetnosc nawiazywania kontaktow z innymi dziecmi
                obojetnie w jakim wieku.

                > Czy to jakieś kryterium?

                Dobor kolegow jest kwestia indywidualna.
                Tobie i twoim dzieciom niczego nie polecam.

                > Czy IQ wzrasta z wiekiem?

                Tu jak wiesz moga byc 3 odpowiedzi:

                1-maleje
                2-nie zmnienia sie
                3-wzrasta

                I to jest twoja praca domowa zeby wybrac wlasciwa odpowiedz.

                I na zakonczenie jeszcze jedno pytanie: Czy warto posylac dzieci do szkoly?


    • rhemek Re: Oceny opisowe w szkole z klasą 11.01.03, 11:26
      Ciekawy watek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka